PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Lucia robi postępy
Autor Wiadomość
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Pon 17 Lis, 2025 12:35   

Wiem, nie można mieć wszystkiego :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 17 Lis, 2025 13:06   

Rozdział trzynasty

Lucia postanowiła wziąć rzadki pół-urlop i spędzić to wspaniałe popołudnie w połowie maja, spacerując po Tilling z Jurusiem, ponieważ było wiele rzeczy, które chciała obejrzeć. Przeszli przez cmentarz, zatrzymując się, aby posłuchać wielkiego grzmotu melodyjnego zgiełku, który wylewał się przez otwarte południowe drzwi, ponieważ organista ćwiczył na organach Lucii, a po tym, jak się tym nacieszyli, udali się do normańskiej wieży. Schody prowadzące w dół do drogi poniżej zostały przełożone od góry do dołu i zamontowano bardzo elegancką poręcz. Bardzo skromna kamienna tablica z boku najwyższego stopnia zawierała dość małymi literami nazwisko osoby, której Tilling zawdzięczał tę ważną renowację.
- Dopiero wczoraj skończyli, Jurusiu – powiedziała Lucia rzucając tylko okiem na tabliczkę, bo sama starannie wybrała litery i ułożyła napis – i obiecałam majstrowi, że je zobaczę. Ładne, dopasowane do otoczenia. Bardzo starannie położone. Można teraz po nich spacerować nie patrząc pod stopy.
W połowie drogi zatrzymała się i na coś wskazała.
- Jurusiu! – zawołała. – Patrz na te śliczne pączki na moich migdałowcach. Wreszcie kwitną, po tym zimnym początku wiosny. Dobrze że kupiłam wyrośnięte drzewka: te młodsze nigdy nie zakwitają w pierwszym roku. O, Elizabeth wchodzi po moich schodach. Znów ma na sobie tę zieloną spódnicę. Ona jest chyba niezniszczalna.
Spotkali się.
- Piękne nowe stopnie – powiedziała Elizabeth bardzo miło. – Teraz to przyjemność spacerować po nich. Dziękuję ci za nie, kochana. Ale te biedne drzewka migdałowe. Takie smutne i potargane, ledwie tu i ówdzie jakiś kwiat. Może to nie jest kwitnąca odmiana. Jak myślisz, zaaklimatyzują się za kilka lat?
- Radzą sobie bardzo dobrze – powiedziała Lucia bardzo stanowczym tonem. – W życiu nie widziałam tak zdrowych drzewek. W przyszłym tygodniu będą w pianie kwiatów. W pianie.
- Mam nadzieję, że masz rację, moja droga – powiedziała Elizabeth – ale ja osobiście nie widzę tu żadnych pączków.
Lucia przestała zwracać na nią uwagę i nadal podziwiała drzewka migdałowe na głos, zwracając się do Jurusia.
- I jak wesoło wyglądają te różowe kwiaty na tle błękitu nieba – powiedziała. – Musisz zabrać tu swoje farby któregoś dnia i namalować je. Uczta dla oczu.
Potknęła się schodząc z reszty stopni, a Elizabeth zatrzymała się na szczycie żeby przeczytać tabliczkę.
- „Wiesz, że Mapp to naprawdę najlepsze imię dla niej” – powiedziała Lucia, wciąż lekko bulgocząca z urazy. - Irene ma rację, że nigdy nie nazywa jej inaczej. Biedna Mapp zaczyna naśladować samą siebie: mówi dokładnie to, co powiedziałby ktoś, kto chciałby ją naśladować.
- Jestem pewien, że tym razem naprawdę chciała być miła – powiedział Juruś – ale dosłownie dusi ją, że musi pochwalić twoje schody i czuje się w obowiązku skrytykować coś innego z tobą związanego.
- Bardzo prawdopodobne. Nie znam innej kobiety tak owładniętej swoim temperamentem. Patrz, Jurusiu, na moim boisku grają w krykieta. Chodźmy, usiądźmy na chwilę w pawilonie. Docenią to.
- Kochanie, krykiet jest taki nudny – powiedział Juruś. – Jeden uderza w piłkę, drugi nią ciska, a reszta żuje stokrotki.
- Po prostu się tam pokażemy – powiedziała Lucia. – Nie musimy zostawać długo. Czuję, że jako prezeska muszę trochę zainteresować się grą. Szkoda, że nie mam czasu na postudiowanie krykieta. Prawda, że boisko wygląda teraz świetnie? Można by grać na nim w bilard.
- Och, a przy okazji – powiedział Juruś. – Rano widziałem w mieście pana Woolgara. Powiedział mi, że ma klienta, bardzo obiecującego jego zdaniem, ale nazwisk jeszcze nie mógł wymieniać i zaczął dopytywać, czy wynajmę Domek na trzy miesiące od końca czerwca. Oferuje tylko sześć gwinei za miesiąc, a ja chciałem osiem. Ale nawet za sześć wynajem na trzy miesiące będzie przyjemny.
- Klient nazywa się Mapp – powiedziała Lucia twardo. – Diva powiedziała mi wczoraj, że kobieta z kanarkami wynajęła Grebe na trzy miesiące od końca czerwca za dwadzieścia gwinei za tydzień.
- To może być czysty przypadek – powiedział Juruś.
- Ale nie jest – odparła Lucia. – Potrafię prześledzić drogi jej umysłu jak bieg rzeki na równinie. Uważa, że nie dostałaby go za sześć gwinei, gdybyś wiedział, że to ona jest klientką, bo już rozpowiedziała, że dostanie dwadzieścia za Grebe. Trzymaj się ośmiu, Jurusiu, a najlepiej podnieś do dziesięciu.
- Idę na herbatkę do Divy – powiedział Juruś – a Mappowie też tam będą. Mogę zapytać ją znienacka czy znów tego lata wynajmie bungalow i zobaczymy, jak będzie wyglądała.
- Tak czy inaczej w Mallards Cottage powódź ich nie zaleje – zauważyła Lucia.
Ominęli boisko do krykieta i dotarli do pawilonu, ale ponieważ Tilling grał w polu, pojawienie się Lucii nie wywołało u niej satysfakcji, jakiej się spodziewała, ponieważ nikt z drużyny gości nie miał zielonego pojęcia, kim ona jest. Piłki Tilling były porozbijane po całym polu, a gracze w polu nie mieli czasu na stokrotki, wobec tego nawału. Jedna z piłek roztrzaskała się o ścianę pawilonu tuż nad głową Jurusia, a wtedy Lucia już chętnie zgodziła się opuścić pole bitwy, bo nie wiedziała, że krykiet jest tak niebezpieczny. Weszli w górę High Street i przez dziedziniec kościelny i znaleźli się niemal przez Mallards Cottage, na którym wisiała tabliczka: „Do wynajęcia umeblowany lub na sprzedaż,” gdy drzwi się otwarły i wyszła stamtąd Elizabeth zamykając za sobą drzwi na klucz: jasne było, że była na inspekcji, bo skąd inaczej miałaby klucz? Lucia wiedziała, że Juruś ją widział i nawet nie powiedziała „A nie mówiłam?”
- Obiecaj mi, że namalujesz moje drzewa migdałowe na tle nieba, Jurusiu – powiedziała. – W przyszłym tygodniu będą w pełnym rozkwicie. A my powinniśmy niedługo wydać proszoną kolację. Sobota byłaby dobra: nie mam chyba nic w sobotę wieczorem. Obdzwonię wszystkich.
Juruś poszedł na górę do swej bawialni by złapać pół godziny odpoczynku przed wyjściem na herbatkę. Coraz bardziej i bardziej podziwiał niezmordowaną witalność Luci: była teraz zajęta bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a praca tylko jeszcze bardziej ją napędzała. Po dzisiejszym spacerze na przykład on potrzebował krótkiej przerwy na odnowę sił nim znów zacznie je pożytkować, ale dobiegał go jej głos, rześki i mocny, gdy wybierała numer po numerze, a powodem, dla którego nie szła dziś na przyjęcie do Divy było to, że o wpół do piątej miała gościć zastęp harcerek w pokoju ogrodowym, a o szóstej spotkanie z zarządcami szpitala. Od 19:15 (do 19:30) miała przewodzić dorocznej kolacji klubu krykietowego. Nie był to dla niej zbyt wypełniony dzień. Lucia wróciła na czołowe miejsce w sondażu w ostatnich wyborach do rady miejskiej. Nigdy nie opuściła żadnego posiedzenia, nigdy nie zaniedbała zaproponowania jakiegoś nowego planu zatrudnienia bezrobotnych, oświetlenia ulic lub wybrukowania dróg, czy też pierwszeństwa wózków dziecięcych nad pieszymi na wąskich chodnikach High Street. Konflikt, który zmusił do podjęcia decyzji w tej zawikłanej sprawie był naprawdę gorzki. Na przykład Mapp, napotkawszy dwie osoby z wózkami idące ramię w ramię odmówiła ustąpienia drogi – nianie podobnie. Zamiast się usunąć ruszyły dalej gawędząc wesoło, zwarte jak falanga i Mapp została zmuszona do odwrotu i wycofania się w boczną uliczkę.
- Z tą wielką landarą Susan blokującą całą drogę – wykrzyknęła z pasją – i wózkami zmiatającymi wszystko przed sobą z chodnika, niedługo będziemy musieli samolotami latać na zakupy!
Diva, do której skierowała ten protest, niestety zapomniała o pewnych wydarzeniach, które wszak, jakby to powiedzieć – wcale się nie wydarzyły - odpowiedziała:
- Bzdury, droga Elizabeth! Gdybyś kiedykolwiek miała okazję pchać wózek dziecięcy, nie zjechałabyś nim z drogi nawet by przepuścić królową…. I tu, nagle dostrzegłszy swój błąd, Diva jeszcze pogorszyła sprawę mówiąc, że nie to miała na myśli, a podwieczorek i brydż na które wybierał się Juruś tego popołudnia miały być próbą pogodzenia się po okresie ochłodzenia wzajemnych stosunków. Przepisy zaproponowane przez Lucię dla rozwiązania tego problemu drogowego były wzorem mądrości: wózki dziecięce miały pierwszeństwo na chodnikach, ale musiały jechać gęsiego. Mnóstwo miejsca dla wszystkich.
Juruś odpoczywając i przebiegając w myślach wszystkie jej zajęcia, poczuł, że jest mu gorąco na samą myśl o nich i natarł sobie czoło odrobiną wody kolońskiej. Jutro zabierała harcerki na cały dzień nad morze do Margate: wyruszali wynajętym autobusem o ósmej rano, ale Lucia miała wrócić na kolację. Zajęcia każdego dnia pasowały do siebie jak kawałki układanki i żadnego nie brakowało w gotowym obrazku. Czy cała ta aktywność była jedynie wylewem jej niewyczerpanej energii, która trysnęła jak woda ze skały, gdy Mojżesz w nią uderzył? Czasami zastanawiał się, czy nie kryje się za tym jakiś tajemny cel. Jeśli tak, nigdy o tym nie mówiła, ale parła naprzód w milczeniu.
Zrobił się trochę senny, zdrzemnął się, ale obudziły go kroki na schodach i pukanie do drzwi. Lucia zawsze pukała, bo to był jego prywatny pokój; i weszła z jakąś kartką w dłoni. Jej twarz wydawała się promienieć jakimś tajemniczym blaskiem który wstrzymywała z najwyższym trudem: aby to zamaskować zmarszczyła brwi, a jej usta poruszały się w takt myśli.
- Muszę skonsultować się z tobą, Jurusiu – powiedziała opadając na krzesło. – Narzucono mi strasznie ważną decyzję do podjęcia.

c.d.n
Tłum. Trzykrotka
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Wto 18 Lis, 2025 10:50   

Podziwiam niespożytą energię Luci, chciałabym miec siły na 1/10 jej nieustannej aktywności :szacuneczek:
Jak na razie małżeństwo wygląda na bardzo udane, mam nadzieję, że nadal tak będzie :serce: biedna Elżbietę chyba cholera gryzie z zazdrości, bo z Benjy-boyem nie ma tak łatwo i przyjemnie jak Lucia z Jurusiem :angeldevil:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 18 Lis, 2025 21:34   

Ja się czułam zmęczona nawet po przeczytaniu o wszystkim, co robiła jednego dnia... Lucia ma naprawdę niespożytą energię.
A teraz już końcowy punkt z postępów Luci w tym ważnym roku - i żegnamy się - na razie :kwiatek:


Juruś czym prędzej odsunął od siebie myśl, że Mapp podjęła w odwecie jakiś brutalny atak na niemowlę.
– Co się stało, kochanie? – zapytał.
Wpatrywała się w okno nie mówiąc nic.
- Dostałam właśnie list od burmistrza – powiedziała w końcu drżącym głosem. – Kiedy my tak beztrosko podziwialiśmy drzewka migdałowe, w ratuszu odbywało się nadzwyczajne zebranie rady.
- Ach tak – powiedział Juruś – i nie zawiadomili cię. Skandal. Uważam, że powinnaś zagrozić rezygnacją. I to po tym wszystkim, co dla nich zrobiłaś!
Pokręciła głową.
- Nie, nie wiń ich – powiedziała. – Dobrze zrobili, bo mieli coś ważnego do omówienia, a ja nie powinnam być przy tym obecna.
- Och, coś niemiłego? – zasugerował Juruś. – Tak czy inaczej powinni ci powiedzieć.
Ponownie pokręciła głową.
- Jurusiu, postanowili mnie wybadać, czy przyjmę urząd burmistrza w przyszłym roku. Jeśli odmówię, będą musieli próbować z kim innym. Na razie to wszystko jest nieoficjalne, ale muszę to z tobą omówić, bo na ciebie też ta decyzja będzie miała wpływ.
- Mówisz, że ja też będę kimś? – zapytał Juruś zachłannie.
- Nie oficjalnie, rzecz jasna, ale ileż obowiązków spada na współmałżonka burmistrza!
- Byłbym kimś w rodzaju burmistrzyni – powiedział Juruś, nie potrafiąc ukryć entuzjazmu w głosie.
- Tysiąc razy więcej niż to – zawołała Lucia. – Będziesz musiał być moją prawą ręką, Jurusiu. Bez ciebie nie mam co marzyć o udźwignięciu tego ciężaru. Będę całkowicie polegać na tobie, twoim osądzie i mądrości. Będą setki pytań, co do których będę musiała oprzeć się na twoim męskim instynkcie. Będziemy musieli ciężko pracować. Będziemy musieli zabawiać, będziemy musieli przewodzić, ty i ja we wszystkim, w życiu miasta, w życiu towarzyskim, co już i tak robimy. Jeśli nie możesz obiecać mi, że będziesz trwał przy mnie zawsze aby mnie prowadzić i wspierać, mogę dać im tylko jedną odpowiedź. Bezwarunkowo negatywną.
Elokwencja Luci, po całej praktyce, jakiej nabrała jako radna, okazała się bardzo skuteczna. Juruś nie postrzegał się już jako burmistrzyni, ale jako szara eminencja wspierająca tron; przywołał do pamięci królową Wiktorię i Księcia Małżonka, a w jego głowie zaczęły musować jasne obrazy. Lucia kilkoma ukośnymi, świdrującymi spojrzeniami sprawdziła efekt i była na tyle mądra, by nie mówić już nic więcej, nadal wpatrywała się w dal za oknem. Juruś też się wpatrywał. Wpatrywali się oboje.
Kiedy Lucia uznała, że jej milczenie zdziałało już wszystko, co mogło zdziałać, westchnęła i odezwała się znowu.
- Rozumiem. W takim razie odmówię – powiedziała.
To, jak to się mówi, załatwiło sprawę.
- Nie, nie poganiaj mnie – odpowiedział. – Juruś musi pomyśleć.
- Si, caro: pensa seriosamente - odpowiedziała. – Ale muszę podjąć decyzję już: inaczej byłoby to nie fair w stosunku do moich kolegów. Będzie wielu innych, Jurusiu, jeśli odmówię. Sądzę, że pan Twistevant byłby znakomitym burmistrzem. Bardzo biznesowy umysł. Naturalnie nie podzielam jego poglądów na slumsy i oczywiście musiałabym zrezygnować ze stanowiska w radzie i różnych komitetach. Ale co to ma za znaczenie?
- Kochanie, jeśli tak stawiasz sprawę – powiedział Juruś – to muszę powiedzieć, że moim zdaniem twoim obowiązkiem jest przyjąć propozycję. Gdybyś się nie zgodziła, byłoby to niemal jak przyzwolenie na slumsy.
Przytłumiony blask na twarzy Lucia rozbłysnął jak słońce wychodzące zza chmur.
- Jeśli tak uważasz, to muszę się zgodzić – powiedziała. – W przeciwnym razie pogardzałbyś mną. Odpiszę od razu.
Zatrzymała się przy drzwiach.
- Ciekawe co Elizabeth… - zaczęła, ale się rozmyśliła i lekko zbiegła na dół.
Tilling jednogłośnie przyjęło zaproszenie Luci na brydża i kolację w sobotę i Juruś. Idąc na górę by się ubrać, usłyszał, że Lucia woła go ze swej sypialni.
Wszedł.
Jej łóżko zaścielały kapelusze: był to istny dywan kapeluszy, których pudełka stały na podłodze, sterty pudełek. Kapelusze prezentowały wszelkie style. Był taki jak starożytny kapelusz futrzany, z piórem. Był wiktoriański czepek z wstążkami. Był kapelusz trójrożny, jak ten, jaki nosił Napoleon podczas odwrotu spod Moskwy. Był kornet na wzór tych noszonych przez zakonnice i beret ze złotej tkaniny. Był kapelusz jak peruka, z przedziałkiem przez środek i kokardami i stuartowski, na wzór tych noszonych przez damy dworu Karola I. Lucia siedziała przed lustrem z przechyloną głową i sprawdzała efekt zielonego turbanu.
- Potrzebuję twojej opinii, mój drogi – powiedziała. – Na oficjalne okazje, gdy na przykład burmistrz i rada miejska udają się do kościoła, lub przyjmują ważnych gości, burmistrz, jeśli jest kobietą, ma oficjalny kapelusz jako część togi. Ale jest wiele pół oficjalnych okazji, Jurusiu, gdy nie zakłada się togi, ale trzeba mieć na sobie coś szczególnego. Kiedy na przykład będę przewodniczyć radzie, czy tym różnym komisjom, którym trzeba będzie przewodniczyć. Na wszystkie to okazje powinnam mieć ten sam kapelusz: nieoficjalny mundurek, można powiedzieć. Jakoś nie widzę tego zielonego turbanu, skłaniam się raczej ku beretowi ze złotego sukna.
Juruś sam przymierzył jeden czy dwa.
- Podoba mi sę beret – powiedział. – Mogłabyś go przybrać twoimi pięknymi perłami.
- To dobry pomysł – powiedziała Lucia serdecznie. – Ale może ten jak peruka. Dość dostojny: burmistrz Tilling, wiesz, miewał władzę nad życiem i śmiercią. Może go jeszcze raz przymierzę.
- Nie, beret jest lepszy – powiedział Juruś krytycznie. – Poza tym burmistrz nie ma już władzy nad życiem i śmiercią. O, a co powiesz na ten stuartowski? Wygląda jak u Vandycka, nie wydaje ci się?
Przyniósł go jej i stanął naprzeciwko lustra, tak, ze jego twarz znalazła się przy jej twarzy. Tego dnia jego broda została przycięta w piękny szpic.
- Georgino! Twoja broda, mój kapelusz! – zawołała Lucia. – Co za harmonia! Bez dwóch zdań!
- Tak, chyba nam pasują – powiedział Juruś rumieniąc się lekko.

KONIEC
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Śro 19 Lis, 2025 13:39   

o kucze :opad_szczeny: :opad_szczeny: :opad_szczeny: :opad_szczeny: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: ależ nowina, Elżbietę chyba krew na miejscu szlagiem trafi :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: :excited: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: i w takim miejscu zrobić koniec, to jest okrucieństwo niewyobrażalne :cry2: :cry2: :cry2: :cry2: :cry2:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Śro 19 Lis, 2025 19:00   

No to ja myślę, że nie będziemy zwlekać, tylko ruszamy z nowym i ostatnim tomem, bo faktycznie stanowi on kontynuację Lucia's Progres :kwiatek:
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Czw 20 Lis, 2025 15:30   

Trzykrotko, jestęś boska i uwielbiam Cię całym sercem :serce: :serce: :serce: :serce2: :serce2: :serce2: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach tego forum (w domenie forum.northandsouth.info) stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę tego forum. | Forum dostępne było także z domeny spdam.info
Administracją danych związanych z zawartością forum, w tym ewentualnych, dobrowolnie podanych danych osobowych użytkowników, zgromadzonych w bazie danych tego forum, zajmuje się osoba fizyczna Łukasz Głodkowski.