|
|
Panna Mapp |
| Autor |
Wiadomość |
Trzykrotka

Dołączyła: 21 Maj 2006 Posty: 21959 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Nie 25 Maj, 2025 21:27
|
|
|
EPILOG
Panna Mapp weszła do pokoju ogrodowego i usiadła przy swoim oknie. . . .
Był ciepły, pogodny lutowy dzień, a motyl bujał radośnie w blasku bladego słońca w drugim oknie i może (jak panna Mapp empatycznie interpretowała jego uczucia) był zirytowany, że nie może sforsować szyby. Nie był to biały motyl, lecz z szylkretowym wzorem na skrzydełkach, bardzo piękny, a panna Mapp chcąc sprawić mu radość otworzyła mu okno i pozwoliła wyfrunąć do ogrodu. Nim uleciał kilka metrów, złapał i połknął go szpak, więc szpak też miał powód do radości.
Panna Mapp podzielała radość i szylkretowego motyla i szpaka, bo sama była bardzo zadowolona, choć jej lewy nadgarstek zesztywniał na amen. Ale major Benjy był taki okrutny: nalegał, żeby nauczyła się tego obrotu nadgarstka, który był taki ważny w golfie.
- Słowa daję, chwyciła pani, panno Elizabeth - powiedział jej wczoraj, a potem kazał jej powtarzać i powtarzać ten ruch – pięćdziesiąt razy („Co za łobuz!”). Czasami uderzała w ziemię, czasami w piłkę, czasami w powietrze. Ale on był z niej bardzo zadowolony. A ona była bardzo zadowolona z niego. Zapomniała o motylu, pamiętała tylko o szpaku.
Nie miałoby sensu zaprzeczanie, że ostatnich sześć tygodni przeżyli pod tak dużą presją, że ból, które czuła w nadgarstku był przy tym niczym. Najgorsza chwila napięcia nadeszła gdy Diva wpadła z nowiną, że wraca contessa. To była cała Diva: jedyną podstawą do tej wiadomości okazały się słowa Figgisa, który powiedział jej Janet, że pan Wyse wraca i albo Janet nie zrozumiała Figgisa, lub Diva (co bardzo prawdopodobne) nie zrozumiała Janet, a panna Mapp mogła tylko żywić nadzieję, że Diva nie zrobiła tego celowo, choć tak to wyglądało. Choć biedna Diva była głupia, trudno było przez samo miłosierdzie uwierzyć, że pomyślała ona, że Janet naprawdę tak powiedziała. Ale kiedy ta wieść okazała się całkiem wyssana z palca, panna Mapp okazała wielkoduszność o orzekła, że Diva powiedziała ją z głupoty, a nie ze złośliwości wobec niej…
Potem w odpowiednim czasie wrócił pan Wyse i wróciły pani i panna Poppit i trzy dni temu pani Poppit została panią Wyse i cała trójka wyjechała Roycem w podróż po Europie. Zapewne dotrą aż na Capri, gdzie Susan będzie mogła przebywać ze swoimi wspaniałymi włoskimi powinowatymi.
Jaka będzie po powrocie? Panna Mapp wstrzymała się od snucia domysłów, bo nie było sensu przewidywać kłopotów; ale Susan tak wynosiła wielkość Wyse’ów mnożąc ich dochody i areały przez piętnaście i dwadzieścia, jak podejrzewała panna Mapp i rozwodząc się o rodzinach z majątkami na wsi, że najżywsza imaginacja nie mogła sobie przedstawić, co powie o Faraglionach. Już zaczynała napomykać o hrabim jako o „moim szwagrze, Cecco Faraglione,” ale na szczęście wpadło jej w ucho Divy „Fanafarone” wypowiedziane na głos gdzieś z boku i stała się bardziej powściągliwa. Susan zabrała w podróż insygnia Członkini Imperium Brytyjskiego, jako że raz powzięła pomysł, że Amelia przedstawi ją na dworze włoskim i że pójdzie na dworski bal, a Isabel zabrała swój manuskrypt z malapropami i spooneryzmami. Jeśli wpisze tam wszystkie włoskie malapropy, które popełni pani Wyse, wróci zapewne nie z jednym tomem, a dwoma.
Choć wszystkie te wspaniałości były tak strasznie irytujące, to wyjazd „młodej pary” i Isabel pozostawił Tilling, już wstrząśnięte i zaszokowane śmiercią kapitana Puffina, dziwnie nudnym i bezcelowym. Tylko panna Mapp stanowczo odmawiała nudzenia się i jeszcze nigdy nie miała tak wyraźnego celu. Czuła, że byłoby to z jej strony niewybaczalnie egoistyczne gdyby myślała o własnej stracie, gdy w Tilling był ktoś, kto cierpiał o wiele dotkliwiej i z podziwu godną jasnością celu postawiła sobie za zadanie przywrócenie majorowi Benjy’emu zapału do życia i wypełnienie luki. Nie chciała pomocy innych: na przykład Diva ze swym chaotycznym zachowaniem mogłaby go tylko męczyć, a jej czarna sukienka mogłaby przypominać o śmierci przyjaciela gdyby panna Mapp poprosiła ją o pomoc w wypełnieniu samotnych wieczorów majora. Poza tym pogoda w styczniu była wyjątkowo przykra i trudno byłoby oczekiwać od Divy, że będzie wspinała się pod górę w deszczu, podczas gdy od jej domu do majora było kilka kroków. Tak więc dla panny Mapp i majora brydż prawie nie istniał tej zimy. Ich towarzyszką była pikieta, przy której nie kruszono kopii o trzy pensy za sto.
Pod koniec miesiąca pojawił się delikatny przedsmak wiosny (taki, jaki dał nadzieję szylkretowemu motylowi) i major wpadał po śniadaniu i spacerował z nią po ogrodzie paląc fajkę. Słodkie przebiśniegi panny Mapp zaczęły wychylać się z ziemi i zielone szpilki krokusów przebijały czarne bruzdy i wróble buszowały w pnączach. Potem, pewnego dnia major, który zmierzał na tramwaj o 11:20, przyniósł ze sobą „pałkę golfową” (jak panna Mapp ją głupio nazwała) i piłkę golfową i po zrobieniu okropnej dziury w trawniku uderzyła piłkę tak mocno, że odbiła się ona od dość odległej ceglanej ściany i wróciła do jej stóp jakby prosiła, żeby ją znowu uderzyć pałką – nie- kijem golfowym. Nauczyła się trzymać swe doskonale uważne oko na piłce i kupiła sobie własną. Major pożyczył jej mashie1 i nim ktokolwiek uznałby to za możliwe, nauczyła się posyłać piłkę nad grządką przebiśniegów nie ścinając żadnego z nich po drodze. Sprawił to ten obrót nadgarstka, a Withers potem wyczyściła kochany mały mashie i odstawiła bezpiecznie do kąta pokoju ogrodowego.
Dziś miało dojść do epokowego wydarzenia. Wybierali się na prawdziwe pola golfowe tramwajem o 11:20 (uświęconym tyloma wspomnieniami), a on miał przyjść po nią o 11. Już godzinę temu słyszała jego qui-hi po owsiankę.
Wypuściwszy szylkretowego motyla przez okno wychodzące na ogród, przeszła do swojego punktu obserwacyjnego na ulicę i ułożyła przebiśniegi w małym szklanym wazoniku. Kilka już się tam nie zmieściło, a ona zauważyła, że ma pod ręką kawałek wstążki na wypadek, gdyby wpadł jej do głowy pomysł, jak je wykorzystać. Na wieży kościelnej wybiła jedenasta i w tej samej chwili ujrzała, że on nadchodzi od strony swojego domu. Tak punktualnie! Tak po męsku!
Diva pędziła przez High Street gdy przez nią szli i panna Mapp posłała jej całusa dłonią.
- Jedziemy na golfa, kochana. Czy to nie wspaniałe? Au reservoir.
Divie nie umknął widok śnieżyczek w klapie majora i przez chwilę stała jak ogłuszona nowinami. Potem zauważyła Evie i przeszła na drugą stronę ulicy, by podzielić się z nią podejrzeniami. Dołączyła do nich dziwaczna Irene i padre.
– Niech mnie kule biją, przebiśniegi! - powiedział…
KONIEC |
|
|
|
 |
Tamara
nikt nie jest doskonały...

Dołączyła: 02 Lut 2008 Posty: 22164 Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 09:13
|
|
|
A jednak Drpga Elżbieta na najlepszej drodze do osiągnięcia celu jaka szkoda, że to już koniec ...
Dziękuję Trzykrotko za tak wspaniałą lekturę i balsam na duszę wynalazłaś prawdziwe arcydzieła |
_________________ Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie. |
|
|
|
 |
Trzykrotka

Dołączyła: 21 Maj 2006 Posty: 21959 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 12:34
|
|
|
Kochana Elizabeth, jaka opiekuńcza, tak się troszczy o osamotnionego majora...
Ale śmierć Puffina była jednak szokiem. Nie dość, że bohater pogodnej powieści zmarł, to jeszcze tak okropnie. Ale tak czysto teoretycznie - gdyby on nie zniknąl, wątek majora, bardzo obiecujący, nie mialby szans na rozwój. Ani pojedynków, ani awantur, ani pijackich burd na ulicach, Tylko golf codzienne jak w zegarku i wieczorne dzienniki z rzymskimi drogami. A tu przecież czekają dalsze wydarzenia!
Tamaro cudnie sie z tobą czyta i komentuje. Jeśli nie jestes zmęczona, to możemy ruszać od razu - i przenieść się na chwilę do Riseholme
Kolejność powieści to:
1. Queen Lucia
2. Miss Mapp
3. Lucia in London
Pora na Mapp and Lucia, najdłuższą z wszystkich i prawie awanturniczą, tyle się tam dzieje |
|
|
|
 |
Tamara
nikt nie jest doskonały...

Dołączyła: 02 Lut 2008 Posty: 22164 Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 13:41
|
|
|
Ależ kochana, oczywiście że jestem gotowa, w każdej chwili a za Lucią i Jurusiem już się stęskniłam, i w dodatku zastanawiam się, jak też wyglądałaby konfrontacja eterycznej, uduchowionej i kulturalnej Luci z solidną i doczesną drogą Elżbietą
Jeżeli kiedyś chciałabyś wydać swoje tłumaczenia - pamiętaj, że jestem pierwsza w kolejce do nabycia całości |
_________________ Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie. |
|
|
|
 |
Trzykrotka

Dołączyła: 21 Maj 2006 Posty: 21959 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 13:56
|
|
|
Może to byłby dobry pomysl, żeby podsunąć to jakiemuś wydawcy Muszę to przemyśleć.
A, jeszcze suknia! Suknia Divy z zimorodkowej przeszła w karminową i stała się czernią z zielenią pod szyją Jeśli Diva jest mała i pękata, to w tym kolorze będzie jej lepiej niż w karmazynie. I zimorodku.
Wieczorem rozpocznę nowy wątek |
|
|
|
 |
annmichelle

Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 4552 Skąd: z daleka
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 17:21
|
|
|
Czyli to koniec pierwszej części?
Można zacząć już czytać, bez czekania na kolejny rozdział?
Bo przyznam, że podglądałam ten wątek , ale nie czytałam tłumaczenia, bo poczytałabym od razu całą powieść, bez czekania. |
_________________
|
|
|
|
 |
Trzykrotka

Dołączyła: 21 Maj 2006 Posty: 21959 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 21:18
|
|
|
| annmichelle napisał/a: | Czyli to koniec pierwszej części?
|
Koniec! Ale to drugi tom serii trzeci. Pierwszy ma osobny wątek, Królowa Lucia.
Ale oczywiście możesz zacząć od tego tomu, bo to odrębna opowieść Dołącz, dołącz |
|
|
|
 |
annmichelle

Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 4552 Skąd: z daleka
|
Wysłany: Pon 26 Maj, 2025 22:45
|
|
|
Aaaa, czyli wypadałoby zacząć od "Królowej Lucii" - dzięki za typ i za tłumaczenie. |
_________________
|
|
|
|
 |
Tamara
nikt nie jest doskonały...

Dołączyła: 02 Lut 2008 Posty: 22164 Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Wto 27 Maj, 2025 09:05
|
|
|
| Trzykrotka napisał/a: | | Suknia Divy z zimorodkowej przeszła w karminową i stała się czernią z zielenią pod szyją |
Biedna Elżbieta! coś nie ma szczęścia do kreacji ... To wszystko kara losu i wracająca karma z powodu podkradzionych różyczek, jak nic |
_________________ Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie. |
|
|
|
 |
Tamara
nikt nie jest doskonały...

Dołączyła: 02 Lut 2008 Posty: 22164 Skąd: zewsząd
|
Wysłany: Wto 27 Maj, 2025 09:08
|
|
|
| Trzykrotka napisał/a: | | Może to byłby dobry pomysl, żeby podsunąć to jakiemuś wydawcy |
Spróbuj koniecznie ostatnio popularne są powieści obyczajowe rozgrywające się w Anglii edwardiańskiej i wiktoriańskiej, więc rynek by się znalazł |
_________________ Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie. |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
Na stronach tego forum (w domenie forum.northandsouth.info) stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron. Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę tego forum. | Forum dostępne było także z domeny spdam.info Administracją danych związanych z zawartością forum, w tym ewentualnych, dobrowolnie podanych danych osobowych użytkowników, zgromadzonych w bazie danych tego forum, zajmuje się osoba fizyczna Łukasz Głodkowski.
|