To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ

Alison - Wto 18 Gru, 2007 11:40

Maryann napisał/a:
No bo przecież wiesz równie dobrze jak ja, że "w tem temacie" to my wysokiej klasy specyjalistki som... :mrgreen:


Wprost nie mające sobie równych :mrgreen: . Zaczyna mi chodzić po głowie przesadzenie dwóch kwiatków, po perostu nie wiem czy mogą poczekać jeszcze choć jeden dzień :roll:

Maryann - Wto 18 Gru, 2007 11:42

Alison napisał/a:
Zaczyna mi chodzić po głowie przesadzenie dwóch kwiatków, po perostu nie wiem czy mogą poczekać jeszcze choć jeden dzień :roll:

Coś czuję, że chyba nie mogą...

Dlaczego ja muszę siedzieć w robocie ?! :cry2: I dlaczego wszyscy właśnie teraz przypomnieli sobie, że jeszcze w tym roku mieli wziąć kredyt ?!

Anonymous - Wto 18 Gru, 2007 11:50

alescie sie dzisiaj rano rozgadaly !!!
Ruch niczym na autostradzie...

Marija - Wto 18 Gru, 2007 11:59

Sofijufka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
A tak przy nawiasie, to co Wy kurtka na wacie pracy w pracy nie macie?! :nudelkula1_zolta:

Właśnie sęk w tym, że za dużo mamy tej pracy... :zalamka: Aż się pracować nie chce... :wink:
A na formu to ja tak tylko w przerwach między kolejnymi wnioskami... :mrgreen:

A ja między zdaniami - jak mi mózg staje, lub muszę kolejny lek zażyć :foch2:
Ja dziś tak samo - chyba mam stan przedgorączkowy, trans roboczy normalnie. Nie jem, nie sikam, siedzę i klikam :thud: .
Alison - Wto 18 Gru, 2007 12:26

Dobra kobietki. ZARZĄDZAM CHWILĘ.... pracy.... :wink:
Maryann - Wto 18 Gru, 2007 12:31

CHWILĘ... :mrgreen:
Maryann - Wto 18 Gru, 2007 14:04

Sofijufka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Musi ? W końcu to już duży chłopczyk...
Czy on naprawdę potrzebował kierowania i pilnowania na każdym kroku, czy tylko Darcy'emu tak się wydawało ?

Chyba naprawdę - podejrzewam, że miał władczą mamusię [starszą wersję Caroline]

E, chyba nie. Bingley może nie ma w nadmiarze pewności siebie, ale na zastraszonego też nie wygląda. I jakoś mimo tego, że jest (prawdopodobnie) najmłodszy z rodzeństwa i mimo władczych tonów przybieranych przez Caroline, to jakoś umie się siostrzyczkom oprzeć i kierować własnym zdaniem...

Gunia - Wto 18 Gru, 2007 17:17

Alison napisał/a:
Spragnione są jak kania dżdżu po perostu :mrgreen: .

Jam jest z Kaniów po kądzieli, więc się może chociaż na jakiś softowy buziaczek załapię, coo? :rumieniec:
Marija napisał/a:
Maryann napisał/a:
:mysle: Mówisz ? Że to aż tak huczny sylwester się zapowiada ? :roll:
Mój będzie huczny jak zabawa choinkowa w żłobku :mrgreen: . Nabyliśmy szampana Piccolo, żeby z dziećmi strzelić toast...I to by było tyle w temacie Sylwestra, może jeszcze jakieś niewielkie tańce solowe przy zmywaniu talerzy i kielichów po imprezie :banan_Bablu:

Widziałam w jednym filmie taką śliczną scenę, jak małżeństwo po imprezie razem zmywa statki i przy tym porusza się w rym melodii z adaptera. :D

Alison - Wto 18 Gru, 2007 20:23

Wy wiecie ile godzin trwała ta "chwila pracy" w moim przypadku? :(
Dopiero teraz skończyłam z tym wykladem. Łeb, oczy i kręgosłup wlazły mi do... i czy taki student to choć doceni, że ja mu łopatologicznie chcę do łba włożyć i na 50 obrazkach pokazać o czym mówię :cry2:
Chcę żeby mi pani Reynolds przyniosła herbatę i dwa tosty z dżemem brzoskwiniowym. I jakieś owoce. I jeszcze żeby mi ktoś, jakiś Fletcher na ten przykład, kąpiel przygotował. I chyba żeby się za mnie wykąpał, bo ja już nie mam siły... :paddotylu:

Marija - Wto 18 Gru, 2007 21:31

Alison napisał/a:
Chcę żeby mi pani Reynolds przyniosła herbatę i dwa tosty z dżemem brzoskwiniowym. I jakieś owoce. I jeszcze żeby mi ktoś, jakiś Fletcher na ten przykład, kąpiel przygotował. I chyba żeby się za mnie wykąpał, bo ja już nie mam siły... :paddotylu:
:przytul:
Torcik w miejsce tostów , zupka może? W każdym razie
oraz . Biedactwo :( ...

asiek - Wto 18 Gru, 2007 22:33

Alison napisał/a:

- Charles- ... bez żadnych względów na twoje i jej uczucia, postawiłem sobie za cel zrobić wszystko, co w mojej mocy, by zeszłej jesieni rozdzielić cię z panną Bennet.
- Co? - Bingley wpatrywał się w niego nic nie rozumiejącym wzrokiem.

I co dalej ?! :shock: Będzie prawy sierpowy ? :mrgreen:

asiek - Wto 18 Gru, 2007 22:49

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Marija napisał/a:
Maryann napisał/a:
No TO to już raczej będzie po gwiazdce...
Wiedziałam :cry2: . XXII wiek nadejdzie, zanim Pamela do końcowego pocałunku dobrnie :bejsbol: .


Do jakiego pocałunku? :wink: :-P

Ali, one tak ciągle z temi pocałunkami... :wink: Deszcz zaklinają, albo co... :roll:

Nie będzie smokania ? No nieeeeeeee, ...wychodzi na to, że jeno Jasio Thornton miał krew w żyłach.

Marija - Wto 18 Gru, 2007 23:02

asiek napisał/a:
Nie będzie smokania ? No nieeeeeeee, ...wychodzi na to, że jeno Jasio Thornton miał krew w żyłach.
Co nieeeeeeeee? :serduszkate: Nie całują po rękach, nie szacują dziur w drogach polnych, tylko się biorą do rzeczy :banan_Bablu: . Boshe, jaka by to scena mogła być, gdyby Darcy tak cudnie, ukazując silną męską szczękę, pocałował Lizzy :paddotylu: . Obok "sceny peronowej", byłaby to "scena spacerowa" :serce: ....Ale gdzie tam - uporczywie patrzył w siną dal buraków czy co oni tam mieli nasadzone :twisted: .
Alison - Wto 18 Gru, 2007 23:18

To w końcu jaka ma być? "Spacerowa"? Bo ja Wam "pościelową" szykuję, to mi powiedzcie zawczasu, żeby potem nie było, żem grubemi nićmi uszyta i w ogóle, że przed szereg i zamówienie, tudzież oczekiwanie społeczne sie pcham... :roll:
Maryann - Śro 19 Gru, 2007 08:37

Alison napisał/a:
To w końcu jaka ma być? "Spacerowa"? Bo ja Wam "pościelową" szykuję

Wiesz co ? Ja myślę, że to oczekiwanie społeczne to w 200 % zaspokoiłyby obie... :mrgreen:

Alison - Śro 19 Gru, 2007 08:49

Czyli mam dopisać jakąś "spacerówkę" do początku? O Jezu, litości nie macie... :roll:
Narazie macie wyrzuty Bingley'a :-P
Rozdz. X , cz. 24
- Starałem się uchronić cię przed tym związkiem pomimo twojego wyraźnego przywiązania. Sam siebie przekonywałem o obojętności panny Bennet względem ciebie i wziąłem na siebie sprawienie byś zwątpił w jej charakter i wyperswadowanie ci zaufania własnemu rozumowi i sercu. - Darcy spojrzał w kieliszek, który trzymał w ręku, nie będąc w stanie spojrzeć w oczy towarzyszowi - Moja zuchwałość tak mnie zdumiewa, nawet teraz kiedy ci o tym mówię, że nie miałbym pretensji gdybyś natychmiast kazał mi opuścić swój dom.
Twarz Bingley'a pobladła. Jego ręka drżała kiedy odstawiał kieliszek - Przez cały ten czas? Chcesz powiedzieć, że przez cały ten czas ona... ale Caroline i Louisa, obie mówiły to samo!
- Twoje siostry nie życzyły sobie tego związku, Charles. Ich nadzieje, w związku z twoim małżeństwem sięgają daleko wyżej. Szczerze mówiąc, za co się wstydzę, konspirowałem z nimi w tej sprawie.
- Dobry Boże, Darcy! Nie mogę w to uwierzyć! - Bingley zerwał się i oddalił, przeczesując palcami włosy.
- To było ze wszech miar karygodne - Darcy z niepokojem i niemałym bólem obserwował Bingley'a chodzącego tam i z powrotem. Gdybyż tylko mógł już zakończyć, ale było coś jeszcze - Moja hańba nie kończy się na tym, Charles. Muszę ci także wyznać, że panna Bennet była w Londynie ponad trzy miesiące ostatniej zimy, a ja zarządziłem, żeby ukryto to przed tobą.
- Darcy!
- Muszę ci także donieść, że panna Bennet odwiedziła pannę Bingley i kilka tygodni czekała na list, który kiedy przyszedł, służył tylko zakończeniu znajomości. I to także, na moje polecenie.
Wygląd twarzy Bingley'a był straszny, a serce Darcy'ego nieomal stanęło.Zamknął oczy, szukając słów odpowiednich by przeprosić.
- Przepraszam za twój i panny Bennet ból, którego byłem przyczyną. Z całego serca cię przepraszam, Charles. Jedyną rekompensatą, jaką mogę ci zaofiarować, jest zapewnienie, że bardzo myliłem się co do panny Bennet, i że ona naprawdę cię kocha i mogłaby cię uczynić bardzo szczęśliwym człowiekiem.
Bingley obszedł go dookoła - Twoje zapewnienie!? Mówisz mi, że oszukałeś mnie, okradłeś mnie z miłości najsłodszej z kobiet, zachęcałeś mnie żebym zwątpił w swoje serce, a ja mam przyjąć twoje zapewnienia?
- Masz rację, że nie powinieneś polegać na mnie, Charles. Udowodniłem jak marna jest moja przyjaźń. Wiem o tym. A co ty sam myślisz o pannie Bennet? - zapytał cicho Darcy.
Przez twarz Bingley'a przewalały się zmienne emocje, kiedy zmagał się z tym, czego się właśnie dowiedział. Odwracając się i siadając z powrotem, pozwolił mu na godne milczenie. Przełknął ostatni łyk porto i czekał, ogień w kominku wzmógł się poruszony pogrzebaczem.
- Żeby moja droga Jane cierpiała tyle tygodni w Londynie, Darcy! Co ona musiała o mnie myśleć? Co wszyscy Bennet'owie muszą myśleć o mnie! Nie mogę zrozumieć dlaczego przyjęli mnie z taką grzecznością, po moim powrocie!
- Charles, fakt, że zostałeś tak ciepło przyjęty jest dalszym dowodem na to, że uczucia panny Bennet są ci bardzo przychylne.
- Tak - Bingley dumał głośno - to wydaje się sensowne. Zostałem miło przyjęty! Chociaż prawdą jest, że nasze stosunki z panną Bennet nie są juz takie jak dawniej, ale w końcu dopiero co przyjechałem.
- O ile wolno mi wyrazić swoją opinię, wydaje mi się, że oświadczyny z twojej strony byłyby przyjęte w sposób, który by wam obojgu zapewnił wielkie szczęście.
- Naprawdę, Darcy? - zaczerwienił się Bingley. Odwracając się nieco, odchrząknął - Tak uważasz?
- Ja nie mam wątpliwości. A ty?
- Nie wiem - Bingley znowu zaczął chodzić - Myślę, że... ostatniego wieczoru ona... Och, Darcy gdybym tylko miał śmiałość zapytać! Darcy! - jęknął, podchodząc i stając przed nim.
- Poczekaj, jeśli chcesz, ale i tak skończy się w ten sposób, Charles, a ja już w tej sprawie nie powiem słowa!
Z okrzykiem Bingley uścisnął mu dłoń miażdżącym uściskiem. A potem powódź słów, które popłynęły z ust tego dżentelmena, upewniła Darcy'ego, że mimo swojego odrażającego zachowania, nie stracił przyjaciela, i że ten przyjaciel wybaczył mu wszystko w obliczu swojego przyszłego szczęścia.

Marija - Śro 19 Gru, 2007 09:07

Alison napisał/a:
To w końcu jaka ma być? "Spacerowa"? Bo ja Wam "pościelową" szykuję,
:paddotylu: DAWAJ :excited: . Rezygnuję ze spacerowej na rzecz wysokiej jakości pościelowej, takiej dla Dam :cool: , of kors.
Alison - Śro 19 Gru, 2007 09:22

Marija napisał/a:
Alison napisał/a:
To w końcu jaka ma być? "Spacerowa"? Bo ja Wam "pościelową" szykuję,
:paddotylu: DAWAJ :excited: . Rezygnuję ze spacerowej na rzecz wysokiej jakości pościelowej, takiej dla Dam :cool: , of kors.


Co dawaj, co dawaj! To na kuniec, w okolicach Kacpra, Melchiora i Baltazara będzie, coby Dzieciątka Jezus nie zgorszyć, a i wątek zamknąć po bożemu, w czystej pościeli :wink:

Maryann - Śro 19 Gru, 2007 09:27

Alison napisał/a:
- Przepraszam za twój i panny Bennet ból, którego byłem przyczyną. Z całego serca cię przepraszam, Charles. Jedyną rekompensatą, jaką mogę ci zaofiarować, jest zapewnienie, że bardzo myliłem się co do panny Bennet, i że ona naprawdę cię kocha i mogłaby cię uczynić bardzo szczęśliwym człowiekiem.
(...)
- O ile wolno mi wyrazić swoją opinię, wydaje mi się, że oświadczyny z twojej strony byłyby przyjęte w sposób, który by wam obojgu zapewnił wielkie szczęście.

Oj, Elżbietka by się uśmiała słuchając tej rozmowy... :roll: :wink:

Marija - Śro 19 Gru, 2007 09:33

Alison napisał/a:
Co dawaj, co dawaj! To na kuniec, w okolicach Kacpra, Melchiora i Baltazara będzie, coby Dzieciątka Jezus nie zgorszyć, a i wątek zamknąć po bożemu, w czystej pościeli :wink:
Kacpra, Melchiora?
Tyrudno, poczekać przyjdzie, żywiąc się Pamelką ugotowaną przez ABT :kwiatki_wyciaga: .
A swoją drogą, Bingley mógł koledze przyrżnąć z sierpa, lżej by mu się zrobiło. Ach, te konwenanse nas niszczą :roll: .

Maryann - Śro 19 Gru, 2007 09:35

Marija napisał/a:
A swoją drogą, Bingley mógł koledze przyrżnąć z sierpa, lżej by mu się zrobiło.

A Lizzy by się też wykazać mogła koledze lód na limono przykładając... :mrgreen:

Sofijufka - Śro 19 Gru, 2007 09:39

Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
A swoją drogą, Bingley mógł koledze przyrżnąć z sierpa, lżej by mu się zrobiło.

A Lizzy by się też wykazać mogła koledze lód na limono przykładając... :mrgreen:

Oj, chyba by nie wypadało... A o Bingley mówiła, że to fafla - choc miła...

Maryann - Śro 19 Gru, 2007 09:41

Sofijufka napisał/a:
A o Bingley mówiła, że to fafla - choc miła...

Mówiła ? :wink:

Sofijufka - Śro 19 Gru, 2007 09:57

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
A o Bingley mówiła, że to fafla - choc miła...

Mówiła ? :wink:

oj, ja mówliła (m zjadłam, bom bez śniadania)

Maryann - Śro 19 Gru, 2007 10:02

Sofijufka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
A o Bingley mówiła, że to fafla - choc miła...

Mówiła ? :wink:

oj, ja mówliła (m zjadłam, bom bez śniadania)

:wink: A why fafla ? Bo to, co kolega mówi, to dla niego prawda objawiona ?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group