To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ

maenka - Czw 03 Sty, 2008 07:59

PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIĘKNY Kwałek!
snowdrop - Czw 03 Sty, 2008 08:30

oj tak, przepiekny ... i te nitki które on skradł :serduszkate:
Sofijufka - Czw 03 Sty, 2008 09:25

:mrgreen: " Nie będziesz źle o mnie myśleć, jeśli ci się przyznam ? – zrobił zatroskaną minę, rozkoszując się tą grą." - Pięęęknie! Darsikowi poczucie humoru się zbudziło....
izek - Czw 03 Sty, 2008 09:25

Och, jak ja lubię takie rozmowy o tym "jak to się zaczęło" :rozpłynęła się z zachwytu:
Alison - Czw 03 Sty, 2008 09:26

odwrócił się na dźwięk ukochanego głosu.

Tak, to zdanie było mi dziś niezbędne do życia. :roll:
Dziękuję Maryannku :kwiatki_wyciaga:

Matylda - Czw 03 Sty, 2008 13:46

Łoł......

Chodź ! – powiedział z uśmiechem i wskazał głową ścieżkę,

W końcu zaczynają rozmawiać normalnie. Dość już tego Panie Darcy i Panno Bennet
Aż mnie ciarki przeszły :serce2:

jak mało zasługuje na swoje szczęście.

A tu już trochę przesadził
Dziękuję :kwiatek:

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 13:48

Matylda napisał/a:
W końcu zaczynają rozmawiać normalnie. Dość już tego Panie Darcy i Panno Bennet

Teraz już im wolno... :wink:
Matylda napisał/a:
jak mało zasługuje na swoje szczęście.
A tu już trochę przesadził

Really ? :wink: Dobra, żartowałam... A taki nadmiar pokory to pewnie reakcja po wcześniejszym odchyle w drugą stronę. Taka gorliwość neofity. Ale mu przejdzie... :mrgreen:

Matylda - Czw 03 Sty, 2008 14:42

Strasznie brakowało mi takiej sceny w filmie .
Maryann - Czw 03 Sty, 2008 15:03

Nie tylko Tobie... :wink:
asiek - Czw 03 Sty, 2008 16:42

Maryann napisał/a:

... podniósł jej dłoń do ust i ucałował żarliwie – Bo ty tam byłaś, najdroższa....a ja byłem całkowicie i zupełnie stracony.

Rooozpłynęłammm się.... :serduszkate:
Fajnie się czyta, kiedy Darcy i Lizzy swobodnie z sobą rozmawiają. :-D

Maryann'ku :thanx:

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 17:40

asiek napisał/a:
Fajnie się czyta, kiedy Darcy i Lizzy swobodnie z sobą rozmawiają. :-D

Tylko tak mało tego, oj maaało... :?

Caroline - Czw 03 Sty, 2008 19:27

Maryann napisał/a:
Tylko tak mało tego, oj maaało... :?

Naprawdę? To szkoda :(
Tyle stronic zabazgrała pisaniną o goleniu, ręcznikach i wgapianiu się w sufit, a jak jest coś ciekawego, to mało! :cry2:
Gupia Pamelka. :-P

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 20:02

Caroline napisał/a:
Tyle stronic zabazgrała pisaniną o goleniu, ręcznikach i wgapianiu się w sufit, a jak jest coś ciekawego, to mało! :cry2:
Gupia Pamelka. :-P

Toteż ja z narastającą intensywnością pielęgnuję w sobie nadzieję, że ona pójdzie TYM torem w tym obiecanym ciągu dalszym...

Ulka - Czw 03 Sty, 2008 20:03

Maryann napisał/a:
Kiedy nie mogłem dłużej drażnić nimi siebie, ostatniej wiosny w drodze do Kent puściłem je z wiatrem – zaśmiał się z żalem – W końcu zdecydowałem się zapomnieć o tobie. Wyrzucenie tych nitek miało być początkiem. Bardzo dobrze mi to zrobiło.

Patrzcie, prawie jak Kmicic - rzucał za siebie nitki żeby zapomnieć :-P

Nellie - Czw 03 Sty, 2008 20:56

Ulka napisał/a:
Patrzcie, prawie jak Kmicic - rzucał za siebie nitki żeby zapomnieć :-P

:shock: ??? Seryjnie??? A kiedyż to??? Jużem o czymś zapomniała, czy jak? :ops1: (O Kmicica mi chodzi, nie o Darcy'ego, rzecz jasna... :wink: )

Sofijufka - Czw 03 Sty, 2008 21:08

Nellie napisał/a:
Ulka napisał/a:
Patrzcie, prawie jak Kmicic - rzucał za siebie nitki żeby zapomnieć :-P

:shock: ??? Seryjnie??? A kiedyż to??? Jużem o czymś zapomniała, czy jak? :ops1: (O Kmicica mi chodzi, nie o Darcy'ego, rzecz jasna... :wink: )

Cos mi się szmera, że to tasiemka chyba była, a do tego na pierwszym popasie miał ognisko wiadrem wody zalać. A może i nitka... Pamiętam tylko że, wyjeżdżając od Januesz Radziwiłla, Billewiczównę poboćkał, do nóg jej padł, a potem - za włosy się złapawszy - wybiegł, krzycząc, że i diabel tu nie pomoże, a co dopiero [no, właśnie, co?]

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 21:27

Sofijufka napisał/a:
Pamiętam tylko że, wyjeżdżając od Januesz Radziwiłla, Billewiczównę poboćkał, do nóg jej padł, a potem - za włosy się złapawszy - wybiegł, krzycząc, że i diabel tu nie pomoże, a co dopiero [no, właśnie, co?]

...czerwona nitka...

Wcześniej to Charłamp jako receptę na zapomnienie podawał właśnie zalanie ogniska wiadrem wody, albo rzucenie za siebie czerwonej tasiemki... Numer z tasiemką podobno ćwiczył na sobie - z powodzeniem.

Ulka - Czw 03 Sty, 2008 22:42

No dobrze, tasiemka, nitka, ważne, że kłaczek :-P Dlatego napisałam - "prawie". I Kmicic w końcu nie rzucił, nie zalał - bo zapomnieć nie chciał. Darcy słabszy od niego :-P Nasi górą ;) Ale widzicie - sposoby w całej Europie takie same ;)
Maryann - Czw 03 Sty, 2008 22:46

Ulka napisał/a:
Ale widzicie - sposoby w całej Europie takie same ;)

Tylko nasze chłopy wierniejsze... :mrgreen:

Ulka - Czw 03 Sty, 2008 22:48

Maryann napisał/a:
Ulka napisał/a:
Ale widzicie - sposoby w całej Europie takie same ;)

Tylko nasze chłopy wierniejsze... :mrgreen:

Spóźniona refleksja- a może bardziej lubią się katować :mysle: naród męczenników... nie bijcie! :mrgreen:

trifle - Czw 03 Sty, 2008 22:52

Ulka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Ulka napisał/a:
Ale widzicie - sposoby w całej Europie takie same ;)

Tylko nasze chłopy wierniejsze... :mrgreen:

Spóźniona refleksja- a może bardziej lubią się katować :mysle: naród męczenników... nie bijcie! :mrgreen:


Ale coś w tym jest ;)

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 22:52

Ulka napisał/a:
może bardziej lubią się katować :mysle:

No Darcy akurat też nie był w tym najgorszy... :mrgreen:

Maryann - Pią 04 Sty, 2008 08:04

Rozdział XII część 5

- Dobra, Fletcher, on musi oddychać !
Pułkownik Fitzwilliam nieśpiesznie przyszedł kuzynowi na ratunek z bezpiecznej odległości fotela stojącego w przeciwległym rogu garderoby Darcy’ego w Netherfield.
- Drogi pułkowniku, zapewniam pana, że może ! – zaprotestował Fletcher – Teraz, sir – polecił swojemu panu – Zawinę jeszcze jeden raz i może pan opuścić brodę, ale powoli, sir, powoli ! – Darcy jęknął, ale podporządkował się – Teraz, sir. Tak ! Proszę spojrzeć, sir ! – Fletcher podniósł lustro, żeby pokazać wyszukaną kombinację fałd, węzłów i skrętów zdobiących szyję Darcy’ego i opadających wytwornie na jego kamizelkę.
- Jak to nazwiesz, mój dobry człowieku ? – zapytał Dy, podnosząc wyniośle lorgnon do jednego oka i z zainteresowaniem przyglądając się arcydziełu Fletchera.
- „Bonheur”, milordzie – skłonił się Fletcher.
- Szczęście ? To śmiałe, ale z drugiej strony, był też „Roquet” – Dy wetknął swój lorgnon do kieszonki kamizelki – Fletcher, gratuluję ci – jego lordowska mość odwrócił się do przyjaciela i poklepał go po ramieniu – Przyrzeknij, że mi go pożyczysz, kiedy przyjdzie moja kolej nałożyć kajdany, albo cię nie zaproszę.
- Załatwione ! – odparł pan młody i odwrócił się do lustra. Mimo całej irytacji wyglądał całkiem dobrze, a to przecież był dzień jego ślubu. Odwrócił głowę najpierw w jedną stronę, potem w drugą, sprawdzając, jak ciasny jest krawat. Było całkiem znośnie.
- Richard, co powiesz ? – zawołał przez ramię.
Pułkownik Fitzwilliam porzucił swój wygodny posterunek obserwacyjny i ostrożnie podszedł do kuzyna. Skrzyżowawszy ramiona przyglądał mu się w zamyśleniu.
- To nie mundur – mężczyźni zaśmiali się na tę drwinę – Ale wszyscy wiedzą, że Fletcher jest geniuszem – uśmiechnął się, a potem zaśmiał – Wyglądasz całkiem dobrze, kuzynie. Panna Elizabeth powie „tak” już tylko ze względu na twój krawat !
Darcy rzucił w niego ręcznikiem.
- Dziękuję, drogi Richardzie – Darcy spojrzał na swojego pokojowca – Fletcher, doskonała robota – wstał ze swego krzesła, rzucił okiem na zegar na kominku i wskazał na swój nowy granatowy surdut – Jesteśmy gotowi ?
- Tak, sir – Fletcher wyjął surdut z szafy trzymając go z najwyższą ostrożnością.
- Fletcher, powiedz nam, starym kawalerom – zwrócił się Dy do pokojowca – Jakie jest małżeńskie życie ?
Fletcher zarumienił się, ale wypiął pierś i wyprostował ramiona.
- Bardzo dobre, milordzie, bardzo dobre, doprawdy. Dziękuję.
Pomógł Darcy’emu włożyć surdut.
- Panie Darcy ?
Wsunął surdut na ramiona Darcy’ego, okrążył go, obciągnął przód na jego ramionach i kamizelce i zapiął guziki.
- A jak rozumiem, pani Fletcher obsługuje pannę młodą.
- Tak, milordzie i jest bardzo szczęśliwa z tego zaszczytu.

Alison - Pią 04 Sty, 2008 08:59

A kiedy Fletcher zdążył posmakować życia małżeńskiego? To ci dopiero gigant-raketta :shock:
Maryann - Pią 04 Sty, 2008 09:10

No jak już zaręczyli oboje swoich państwa, to mogli się zająć własnym weselem... :wink:
Alison napisał/a:
To ci dopiero gigant-raketta :shock:

A miałaś wątpliwości ? :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group