To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 15:58

Ja podejrzewam, że zadekowałaby się u Bingleyów...Co do wydania się, wątpię.
Maryann - Śro 02 Sty, 2008 16:00

Sofijufka napisał/a:
Ale pan Bennet będzie biedny! Jedyne, z którymi mógł pogadać - Jane I Lizzy - wyszły za mąż, zostały mu Kitty i Mary... Może nad poziomem umysłowym Mary zacznie pracować... :roll:
No bo z panią Bennet - to sprawa przegrana :mysle:

Bardzo biedny. I dobrze o tym wie. :?
Toteż na stare lata polubi podróże... :wink:

Sofijufka napisał/a:
A może by się jeszcze wydała za jakiego wdowca?

A który by ją chciał ?!

Nellie - Śro 02 Sty, 2008 16:02

Caroline napisał/a:
Moje uwielbienie dla Elizabeth wzrastało przez ostatnie miesiące odkąd ją znam. Prawdę mówiąc, pojawiło się, gdy pierwszy raz spotkałem ją na balu zeszłej jesieni.
Pan Bennet uniósł wysoko brwi.
- Być może jest tak, jak pan mówi.
- pewnikiem pan Bennet przypomniał sobie wszystkie ŻALE-PANI BENNET-PO-PIERWSZYM-BALU, w których obsmarowywała Darcy'ego, bo wzgardził tańcem z Elizabeth, no i samo zwierzenie Lizzy, że jest w jego oczach jedynie "znośna" :wink:
Maryann - Śro 02 Sty, 2008 16:04

nicol81 napisał/a:
Ja podejrzewam, że zadekowałaby się u Bingleyów...

Nie, Bingley też miał jej dość. Nawet jego cierpliwość i tolerancja ma swoje granice. :mrgreen:
A zresztą oni po roku przenieśli się na północ, niedaleko Pemberley. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z zainteresowanej czwórki chciał mieć mamusię na głowie...

Admete - Śro 02 Sty, 2008 16:04

Tu jest ff w którym powiązano wojny napoleońskie z powieściami Austen. Caroline Bingley jest tam jedna z głównych bohaterek :-) Jest tez sporo innych postaci - marianna, pułkownik brandon, kapitan Wenworth, Anna. Taka ciekawostka.

http://www.austen.com/derby/jackc1.htm

Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 16:05

Już wiem! Pan Bennet przyjąłby pod swój dach pierworodnego syna Collinsa i na nim wyżywałby talent pedagogiczny. Pod pretekstem, że chłopiec jak najwcześniej powinien poznać majątek, który mu kiedyś przypadnie....
A co do pani Bennet - chopy gupie som....Co poniektóre....

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 16:05

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Ja podejrzewam, że zadekowałaby się u Bingleyów...

Nie, Bingley też miał jej dość. Nawet jego cierpliwość i tolerancja ma swoje granice. :mrgreen:
A zresztą oni po roku przenieśli się na północ, niedaleko Pemberley. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z zainteresowanej czwórki chciał mieć mamusię na głowie...

To mamusia też by się przeniosła na północ. Jane z pewnością chciałaby ją wziąć do siebie, a Karolek nie miałby pola manewru.

Ulka - Śro 02 Sty, 2008 16:06

Alison napisał/a:
Fajnie by było jakby się w ostatniej chwili przestraszył i zakończył rozmowę pytaniem czy aby na pewno może wystrzelać wszystkie kuropatwy?
:rotfl: :rotfl: :rotfl:


Caroline :kwiatek:

Matylda napisał/a:
A mnie się wydaje , że pan Bennet nie lubi Darcyego. Ma jednak jakieś uprzedzenia.

Pewnie, że nie za bardzo lubi. "Wszyscy wiemy, że to dumny , zarozumiały człowiek" mówi potem do Lizzy. Nikt Darcyego nie lubił, do czasu ;) . No, oprócz Jane :mrgreen:

Sofijufka napisał/a:
A tak na marginesie: co by się z nią stało, gdyby przeżyła męża?

Ja myślę, że prawdopodobnie przeżyła. Mężczyźni żyli krócej i póżniej się żenili. P.Bennet miała po mężu te parę złotych renty.. tfu :wink:
nicol81 napisał/a:
To mamusia też by się przeniosła na północ. Jane z pewnością chciałaby ją wziąć do siebie, a Karolek nie miałby pola manewru.

Jeszcze mogła do ukochanej Lidii pojechać, napawać się szczęściem najulubieńszego-bo-najbardziej-do-matki-podobnego-i-najpierwej-za-mąż-wydanego dziecięcia :wink:

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 16:09

nicol81 napisał/a:
To mamusia też by się przeniosła na północ. Jane z pewnością chciałaby ją wziąć do siebie, a Karolek nie miałby pola manewru.

Chyba nie do końca: :wink:
Bliskie sąsiedztwo matki i merytońskiej rodziny stało się dla nich nieznośne, nawet przy jego łagodnym usposobieniu, a jej czułym sercu.
Chyba nawet Jane miała czasami dość mamusi.

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 16:10

No, ale jakby mamusia została w potzebie, to córka by jej domu nie zamknęła przed nosem...
Maryann - Śro 02 Sty, 2008 16:16

Jakby mamusia została w potrzebie, to córki (tzn. zięciowie) by się zrzuciły na jakąś chałupkę dla niej.
Nie uwierzę, że nawet Bingley mógłby się zgodzić na wspólne mieszkanie z teściową. O Darcym już nie wspomnę.

Caroline - Śro 02 Sty, 2008 16:26

Gosia napisał/a:
P.S. Caroline, przepraszam, ze sie czepiam :rumieniec:

Gosiu, nie czepiasz się tylko dociekasz ;)
Jak wrócę do domu to jeszcze sprawdzę, jak tam jest i wrzucę cytat.

A na gorąco
Gosia napisał/a:

- Ma pan moją zgodę. (mowi Bennet)
- Dziękuję panu. - ukłonił się znowu. (teraz chyba Darcy) - CAROLINE: oczywiście, że Darcy, what's the problem?
Ale jego przyszły teść CAROLINE: sprawdzę czy future son-in-law czy father-in-law, ale raczej to drugie :D , nie wyciągnąwszy do niego ręki i nie zadawszy pytań o sumy, jakie zamierzał przeznaczyć dla Elizabeth, podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je (Dlaczego pan Bennet otworzyl drzwi biblioteki??? zeby Darcy wyszedl? I tesc mial pytac o pieniadze?.

1. Dla mnie to że Darcy nie wyciągnął ręki jest ok, przecież wg kindersztuby to ważniejsza osoba wyciąga pierwsza rękę
2. Dlaczego pan Bennet nie wyciągnął ręki? Pospekulujmy. Moim zdaniem nie byłoby to ok, przecież za chwilę miał odradzać Elizabeth to małżeństwo, więc gratulowanie Darcyemu w tym momencie byłoby nieuczciwe. Poza tym zgadzam się, że był w lekkim szoku, cały ten fragment pokazuje, że ni z tego ni z owego przyszedł koleś zabrać mu jego ukochanie dziecko! W takiej chwili można zapomnieć o grzecznościach.
3. Dlaczego pan Bennet miał pytać o pieniądze? Rozumiem to tak jak napisała Maryann powyżej o "pieniądzach na szpilki". Ojciec chyba pyta potencjalnego narzeczonego "z czego zamierza Pan utrzymywać rodzinę?" tyle że tutaj takie pytanie byłoby bez sensu, więc pewnie chodziło o "kieszonkowe".
4. Po co pan Bennet otworzył drzwi? Eeee no pewnie tak jak piszesz, żeby zakończyć rozmowę. Nie było to może supergrzeczne, ale co, miał pić brudzia z kolesiem, którego za chwilę będzie odradzał córce? Chciał jak najszybciej pogadać z Elizabeth.

Matylda - Śro 02 Sty, 2008 16:59

No bo z panią Bennet - to sprawa przegrana

Pani Bennet ma inne zalety :mrgreen:

Gosia - Śro 02 Sty, 2008 17:16

Aha, to zona dostawala od meza kieszonkowe? :shock: I o jego wysokosc mogl pytac oświadczajacego się tesc? :roll: A narzeczona mogla? :mrgreen:

Skoro tak, to nie mam zastrzezen.
Dziekuje Caroline :D

Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 17:20

Gosia napisał/a:
Aha, to zona dostawala od meza kieszonkowe? :shock: I o jego wysokosc mogl pytac oświadczajacego się tesc? :roll: A narzeczona mogla? :mrgreen:

Skoro tak, to nie mam zastrzezen.
Dziekuje Caroline :D

Narzeczona nie mogła, bo musiała być "ponad to". Oczywiście, po slubie, mogła małżonkowi wiercić dziurę w brzuchu o więcej [skutecznie lub nie].

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 17:45

Gosia napisał/a:
Aha, to zona dostawala od meza kieszonkowe? :shock: I o jego wysokosc mogl pytac oświadczajacego się tesc? :roll: A narzeczona mogla? :mrgreen:

Żona musiała dostawać od męża, bo cały jej majątek przechodził na jego własność. Chyba, że było jakieś "settlement"- może to o czym wspomina ta scena, to właśnie "settlement", nie pieniądze na szpilki. O to tym bardziej ewentualny teść by się pytał.

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 17:52

To "kieszonkowe", czy jak kto woli "pieniądze szpilkowe" - to pieniądze, które żona otrzymywała od męża na swoje osobiste wydatki.
Określenie pochodzi podobno od Katarzyny Howard, piątej żony Henryka VIII, która sprowadziła szpilki do Anglii z Francji. Ponieważ początkowo były bardzo kosztowne, więc mężowie przyznawali na ten luksus extra środki dla swoich żon.
Wg innej wersji nazwa wzięła się stąd, że w XIV i XV wieku szpilki były bardzo drogie i wolno je było sprzedawać tylko przed dwa pierwsze dni stycznia. Mężowie dawali żonom specjalne środki na ich zakup. Z czasem, gdy szpilki staniały, panie mogły przeznaczać te pieniądze na inne cele. Ale nazwa pozostała.

Gunia - Śro 02 Sty, 2008 18:18

Nawet mi się przez chwilę zrobiło żal pana Benneta.
Dzięki, Caroline! :kwiatki_wyciaga:

asiek - Śro 02 Sty, 2008 18:30

Caroline napisał/a:

Jak mogę panu pomóc? Wydaje mi się, że moja żona zaproponowała panu już całe ptactwo, jakie jest na moich ziemiach. Nie cofnę jej słowa, jeśli to pana martwi?

Uwielbiam poczucie humoru papy Benneta. :-D
Co prawda troszkę go dzisiaj przytkało z wrażenia, ale chyba szybko dojdzie do siebie. :wink:

Caroline,
SERDECZNIE DZIĘKUJĘ !!!!
:serce: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 18:39

asiek napisał/a:
troszkę go dzisiaj przytkało z wrażenia, ale chyba szybko dojdzie do siebie. :wink:

A ma inne wyjście ? :mrgreen:

asiek - Śro 02 Sty, 2008 18:49

Maryann napisał/a:
A ma inne wyjście ?
:mrgreen:
Tak się zastanawiam, czy Darcy będzie zapraszany do samotni papy Benneta, czy też podzieli los pozostałych członków rodziny? :mysle:

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 18:53

No teraz to on raczej woli towarzystwo kogo innego :mrgreen: , a potem to raczej on mógłby zaprosić pana Benneta do swojej samotni. :wink:
trifle - Śro 02 Sty, 2008 19:00

Bo Darcy ma większą i lepiej zaopatrzoną :mrgreen:
izek - Czw 03 Sty, 2008 00:10

Ojej, ależ tu się działo :banan:
Dziękuję tłumaczkom, niech żyją alternatywne zakończenia :mrgreen:

Maryann - Czw 03 Sty, 2008 07:27

Rozdział XII część 4

- Bujamy w obłokach, panie Darcy ? – odwrócił się na dźwięk ukochanego głosu.
Poszła po czepek, a on czekał na zewnątrz, bo mieli iść na codzienny spacer. Popadł w jakiś rodzaj zadumy – przede wszystkim o tym, jak mało zasługuje na swoje szczęście. A teraz tu była, z twarzą rozpływającą się w uśmiechach, z oczyma szelmowsko błyszczącymi pod czepkiem.
- Chodź ! – powiedział z uśmiechem i wskazał głową ścieżkę, która szybko zaprowadziła ich z dala od domu.
Kiedy tylko zniknęli z pola widzenia pozostałych wyciągnął rękę i przekonał się, że Elizabeth myślała o tym samym. Chwycił jej rękę i ruszyli naprzód. Z początku szli szybko, śmiejąc się ze swego pragnienia, żeby zniknąć z oczu innych. Kiedy jednak osiągnęli ten cel, zwolnili kroku, a prawda o ich porozumieniu przydała ich nastrojom ciepłej, serdecznej powagi. Zadowolenie, jakie Darcy odczuwał, było czymś, czego nigdy dotąd nie poznał i szukał sposobu, w jaki mógłby to powiedzieć Elizabeth unikając prostych słów, jakie bez trudu przychodziły mu do głowy. Zasługiwała na sonet, ale on nie był poetą. Właśnie doszedł do wniosku, że tak prosto wyrażone uczucia będą lepsze od milczenia, gdy Elizabeth wkroczyła z pytaniem.
- Kiedy się we mnie zakochałeś ? – zapytała unosząc prowokująco brwi. Darcy spojrzał na nią i uśmiechnął się – Mogę doskonale zrozumieć ciąg dalszy, kiedy już się zaczęło – ciągnęła beztrosko – Ale co cię do tego skłoniło ?
- Nie mogę określić ani godziny, ani miejsca… - wyliczał, po czym zaśmiał się na widok jej zniecierpliwienia z powodu jego niezdecydowania. Zatrzymał się, pochylił głowę i spojrzał jej w oczy - …ani spojrzenia, ani słów, które stanowiłyby początek. To było zbyt dawno temu. Byłem w środku, zanim zdałem sobie sprawę, że w ogóle się zaczęło.
- Zastanawiam się, gdzie był twój „środek” ? – zapytała sznurując wargi.
- Co do tego nie jestem całkowicie pewny, pani – przerwał i spojrzał na nią z zastanowieniem – Ale najbardziej prawdopodobne, że tego dnia, kiedy zostałem złodziejem.
- Złodziejem ! – zaśmiała się Elizabeth – Człowiek, który ma wszystko ! Dlaczego miałbyś zostać złodziejem ?
- Byłem człowiekiem, który myślał, że ma wszystko – poprawił ją Darcy – Ale jednej rzeczy mi brakowało. Miłości wyjątkowej kobiety.
Zarumieniła się na ten komplement, ale nie pozwoliła, żeby to ją powstrzymało.
- I co z tym złodziejem ?
- Nie będziesz źle o mnie myśleć, jeśli ci się przyznam ? – zrobił zatroskaną minę, rozkoszując się tą grą.
- Jeszcze lepiej. Będę twoim spowiednikiem ! – Elizabeth dostroiła się do jego tonu – Wyznaj więc, a ja cię rozgrzeszę !
Darcy zaśmiał się ponownie.
- Pamiętasz, kiedy twoja siostra była chora, jaka książka cię urzekła w bibliotece Netherfield, ?
Potrząsnęła przecząco głową.
- Takie mnóstwo książek, kto by spamiętał ? Byłam tam tylko przez kilka minut.
- Byłaś wystarczająco długo, żeby doprowadzić mnie do szaleństwa ! Musiałem trzykrotnie czytać każdą stronę, żeby zrozumieć jej sens ! Nie, byłaś tam dosyć długo i zostawiłaś znak, zaznaczający miejsce, które czytałaś.
Przypomniała sobie.
- Kilka nici… w tomie Miltona. Pamiętam ! – zmarszczyła brwi – Wróciłam po książkę, ale nie mogłam ich znaleźć.
- To z powodu mojej kradzieży. Wziąłem je… i trzymałem przez następne miesiące… Tutaj – dotknął kieszonki w kamizelce – Nawinięte na palec i wetknięte do kieszonki, kiedy sam nie używałem ich jako zakładki.
- A gdzie są teraz ? – spojrzała na niego z łagodnym uśmiechem.
- Mam nadzieję, że w jakimś gnieździe piskląt. Kiedy nie mogłem dłużej drażnić nimi siebie, ostatniej wiosny w drodze do Kent puściłem je z wiatrem – zaśmiał się z żalem – W końcu zdecydowałem się zapomnieć o tobie. Wyrzucenie tych nitek miało być początkiem. Bardzo dobrze mi to zrobiło – podniósł jej dłoń do ust i ucałował żarliwie – Bo ty tam byłaś, najdroższa. Rzeczywistość kryjąca się za tymi nitkami, a ja byłem całkowicie i zupełnie stracony.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group