To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ

nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 22:04

Sofijufka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
taki Fletcher zna wszystkie sonety na wyrywki, a Bingley taki niewykształcony. :roll:

Można powiedzieć, że Fletcher się na Szekspirze wychował (w końcu jego rodzice byli aktorami). A Bingley sam się przyznał, że choć ma mało książek, to i tak nie wszystkie z nich przeczytał... :wink:

Qurcze, to Jane będzie ciężko, bo musi się starać, żeby małżonek jej z ksiązką w łapce nie przyłapał....

A czemu? Binley sam nie czyta, ale wątpię, by innym bronił...

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 22:25

Ale pewnie wolałby, żeby żona poświęcała czas jemu, a nie siedziała z nosem w książce... :wink:
Dione - Wto 01 Sty, 2008 22:47

Eee... nawet jak mu na kilka chwil w lekturze zatonie, to nie będzie mu to przeszkadzać - siądzie naprzeciwko i będzie jej urodę kontemplował :mrgreen:
snowdrop - Wto 01 Sty, 2008 23:05

Pyszne ciasteczko. Obaj dżentelmeni przepięknie się "gubią" :rotfl:
Caroline - Śro 02 Sty, 2008 07:52

A teraz pora na wizytę w paszczy lwa. :D
Którą to wizytą kończę moją karierę fanfikową.

Rozdział XII, cz. 3
***************


Darcy podszedł do drzwi biblioteki. Światło świecy wyłaniało się spod nich, ale nic nie było słychać. Zapukał cicho i usłyszał z wewnątrz stłumione:
- Tak?
Powoli przekręcił klamkę i otworzył drzwi.
- Proszę o wybaczenie, czy mógłbym zamienić z panem słowo?
- Pan Darcy! - wysoko uniesione brwi pana Benneta pokazywały, jak bardzo był zaskoczony. Odzyskawszy równowagę podniósł się zza biurka zasłanego książkami i rozrzuconymi papierami, zaprosił Darcyego do środka i wskazał mu krzesło po drugiej stronie biurka.
- Czy napiłby się pan czegoś? Nie? - odstawił karafkę, którą zdążył już podnieść. - W takim razie - z powrotem zajął swoje miejsce. - Jak mogę panu pomóc? Wydaje mi się, że moja żona zaproponowała panu już całe ptactwo, jakie jest na moich ziemiach. Nie cofnę jej słowa, jeśli to pana martwi?
- Nie, proszę pana. To bardzo hojne z pana strony, ale przychodzę w zupełnie innej sprawie. - zamilkł.
Nie pozostało nic innego jak przejść do rzeczy.
- Mam zaszczyt powiedzieć panu, że poprosiłem o rękę pana córkę, Elizabeth. Zgodziła się uczynić mnie najszczęśliwszym z ludzi, pod warunkiem, że pan udzieli swojej zgody.
- Elizabeth? - pan Bennet usiadł prosto, jego twarz pobladła, drżącą ręką odstawił kieliszek z winem. - Chyba pan... - zamilkł natychmiast powstrzymując słowa, które cisnęły mu się na usta. Po chwili kontynuował zupełnie innym tonem. - Elizabeth... Elizabeth ma bardzo żywy umysł i usposobienie, proszę się nie obrazić, ale czy jest pan pewien, nie jest pan w błędzie? Może powiedziała coś żartem.
- Nie, proszę pana, nie jestem w błędzie - odpowiedział Darcy zaskoczony taką reakcją. - Znam dość dobrze jej charakter i zapewniam pana, że się zgodziła.
Sądząc po spojrzeniu pan Bennet wcale nie był przekonany.
- Panie Darcy, zaskakuje mnie pan! - opadł z powrotem na krzesło potrząsając głową. - Jak do tego doszło? Nie widziałem najmniejszego śladu uczucia między wami dwojgiem, o niczym nie słyszałem.
- Bez wątpienia nie spodziewał się pan tego - Darcy wyprostował się. - Wyobrażam sobie pana niepokój, skoro moja prośba pojawia się tak niespodziewanie. Może wydawać się nagła, rozumiem, ale nie jest bezpodstawna. Moje uwielbienie dla Elizabeth wzrastało przez ostatnie miesiące odkąd ją znam. Prawdę mówiąc, pojawiło się, gdy pierwszy raz spotkałem ją na balu zeszłej jesieni.
Pan Bennet uniósł wysoko brwi.
- Być może jest tak, jak pan mówi. Ale ja martwię się o moją córkę. Prosi pan o moje błogosławieństwo - pan Bennet spoglądał na niego zza biurka - ale czy jest pan pewien, że między wami jest szczere, głębokie uczucie?
- Moje uczucie do pana córki nie zawsze było odwzajemnione... z tym się zgadzam i przyznaję się do wielu błędów - Darcy wstał ze swojego miejsca - ale zdobyłem serce Elizabeth mimo wszystko! Powiadam panu, że ją kocham i daję panu słowo, że szczęście i dobro Elizabeth jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsze - zamilkł, ale po chwili mówił dalej, już spokojniej, ale nie mniej bezpośrednio. - Proszę pana o błogosławieństwo.
Westchnienie wyrwało się panu Bennetowi, zdawało się, że skurczył się w swoim krześle. Mijały chwile. Wreszcie jego podbródek uniósł się lekko, gdy przerwał ciszę słowami:
- Nie jest sekretem, że Elizabeth jest dzieckiem najbliższym mojemu sercu, panie Darcy. Mam do niej szczególne upodobanie od czasu, gdy była jeszcze maluchem. Myślę, że zawsze będę miał. Jej szczęście bardzo mnie obchodzi, ponieważ wiem, jak bardzo, bardziej niż jej siostry, cierpiałaby w małżeństwie z osobą o niezgodnym z jej charakterem i nierównym pod względem umysłowości. Pan wydaje się uczciwym, honorowym człowiekiem. Jeśli zdobył pan serce Elizabeth, nie będę odmawiał mojej zgody.
- Dziękuję...
Pan Bennet podniósł rękę powstrzymując jego słowa wdzięczności.
- Jest pan bliski zdobycia niezwykłego skarbu, panie Darcy - powiedział - ale ostrzegam pana, zdobędzie go pan, tylko jeśli będzie pan mądrzejszy od większości mężczyzn.
- W rzeczy samej, proszę pana - Darcy ukłonił się zgadzając się z roztropnością tego spostrzeżenia. - Kocham Elizabeth ponad wszystko, nie zawiodę pana.
- Więc będzie pan najszczęśliwszym z mężczyzn, panie Darcy - podniósł na niego zmęczone oczy. - Ma pan moją zgodę.
- Dziękuję panu. - ukłonił się znowu. Ale jego przyszły teść, nie wyciągnąwszy do niego ręki i nie zadawszy pytań o sumy, jakie zamierzał przeznaczyć dla Elizabeth, podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je.
- Zechce pan - zwrócił się do niego pan Bennet - posłać do mnie Elizabeth.

Alison - Śro 02 Sty, 2008 08:01

- Dziękuję panu. - ukłonił się znowu. Ale jego przyszły teść, nie wyciągnąwszy do niego ręki i nie zadawszy pytań o sumy, jakie zamierzał przeznaczyć dla Elizabeth, podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je.

A to teść miał pytać o sumy? To chyba adorator pytał o sumy posażne? Na szczęście Darcy nie musiał o nic pytać. Fajnie by było jakby się w ostatniej chwili przestraszył i zakończył rozmowę pytaniem czy aby na pewno może wystrzelać wszystkie kuropatwy? :rotfl:
Carolaszku, mój Ty dzielny ptaszku. Dziękuję Ci za współpracę, jesteś najrzetelniejszym z rzetelnych tłumaczy... :przytul:
:party:

maenka - Śro 02 Sty, 2008 08:07

Piękne oświadczyny :serduszkate: , ale brakuje mi jednej sceny, powtórnego zgubiebia na ścieżkach wokół Longbourn :paddotylu: :paddotylu:

Dzięki Caroline za tyle radości , która nam dostarczyłaś :kwiatki_wyciaga: :kwiatek: :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 08:18

Alison napisał/a:
A to teść miał pytać o sumy?

To chyba chodzi o to ile żona dostanie na swoje wydatki (jak to określała pani Bennet - pieniądze na szpilki) i jej zabezpieczenie na wypadek gdyby owdowiała. To ostatnie akurat w przypadku Lizzy dosyć istotne, ale ojcu najwyraźniej dużo bardziej zależało na czymś innym - bardziej interesowały go motywy jej decyzji. Pani Bennet by o tym nie zapomniała.

A scena na ścieżkach Longbourn będzie - jutro. :wink:

Marija - Śro 02 Sty, 2008 08:36

Aaaa-lllleeee :cheerleader2: . Wreszcie zajrzeliśmy do tej "jaskini" pana Benneta :banan_Bablu: .
Maryann - Śro 02 Sty, 2008 08:49

Caroline napisał/a:
Pan wydaje się uczciwym, honorowym człowiekiem.

Nooo... Panie Bennet... :thud:

Gosia - Śro 02 Sty, 2008 08:52

A dlaczego nie podal mu reki?
a poza tym, czy nie chodzilo raczej o ziecia? :mysle:

- Dziękuję panu. - ukłonił się znowu.
Ale jego przyszły teść, nie wyciągnąwszy do niego ręki i nie zadawszy pytań o sumy, jakie zamierzał przeznaczyć dla Elizabeth, podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je.
- Zechce pan - zwrócił się do niego pan Bennet - posłać do mnie Elizabeth.

Alison - Śro 02 Sty, 2008 08:59

Gosia napisał/a:
A dlaczego nie podal mu reki?


Z wrażenia Gosiu, z wrażenia!
A w książce tez tak jest, że Darcy wraca z gabinetu Benneta, podchodzi do Lizzy i prosi żeby poszła do ojca.

Marija - Śro 02 Sty, 2008 09:00

Gosia napisał/a:
A dlaczego nie podal mu reki?
Może się wstydził albo miał brudną? :mysle:
Gosia - Śro 02 Sty, 2008 09:01

Ja wiem, ze tak jest, ale cos w tym fragmencie mi nie lezy.

- Ma pan moją zgodę. (mowi Bennet)
- Dziękuję panu. - ukłonił się znowu. (teraz chyba Darcy)
Ale jego przyszły teść, nie wyciągnąwszy do niego ręki i nie zadawszy pytań o sumy, jakie zamierzał przeznaczyć dla Elizabeth, podszedł do drzwi biblioteki i otworzył je (Dlaczego pan Bennet otworzyl drzwi biblioteki??? zeby Darcy wyszedl? I tesc mial pytac o pieniadze?.
- Zechce pan - zwrócił się do niego pan Bennet - posłać do mnie Elizabeth.

P.S. Caroline, przepraszam, ze sie czepiam :rumieniec:

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 09:10

Gosia napisał/a:
[i](Dlaczego pan Bennet otworzyl drzwi biblioteki??? zeby Darcy wyszedl?

Z tego co pamiętam, to Darcy przed ciotką też otwierał. Może tak wypadało ?

Marija - Śro 02 Sty, 2008 09:12

Pan Bennet był w szoku i nie bardzo wiedział, po co to zrobił :mrgreen: . Może podświadomie chciał Darsika wywalić na zbitą kuropatwę?
Maryann - Śro 02 Sty, 2008 09:16

Marija napisał/a:
Pan Bennet był w szoku

On tutaj i tak nie jest szczególnie zszokowany. Pamiętam kiedyś taki fanfikołek - tam przez parę stron nie mógł dojść do siebie... :mrgreen:

Alison - Śro 02 Sty, 2008 09:21

Maryann napisał/a:
Gosia napisał/a:
[i](Dlaczego pan Bennet otworzyl drzwi biblioteki??? zeby Darcy wyszedl?

Z tego co pamiętam, to Darcy przed ciotką też otwierał. Może tak wypadało ?


Ludzie, przeciez to był zwykły wiejski dom z parobkiem, gospodynią i jedną bodaj służącą! Więc kto miał drzwi otwierać? Przecież to nie był pałac z lokajami w liberiach przy każdej parze drzwi.

Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 09:38

Dzięki, Caroline - pan Bennet, nawet z opadniętą szczęką, pozostaje sobą :mrgreen:
snowdrop - Śro 02 Sty, 2008 10:34

Caroline, dziekuje bardzo :kwiatki_wyciaga:

Pyszne ciasteczko! A to się pan Bennet zdziwił :oklaski:
I jak otwarcie mówi o tym że ją kocha! Miodzio :serduszkate:

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 10:56

Ale ptactwo to chyba Binleyowi zaproponowano... :mysle:
Alison - Śro 02 Sty, 2008 11:02

nicol81 napisał/a:
Ale ptactwo to chyba Binleyowi zaproponowano... :mysle:


Bingley'owi bezpośrednio, po czym dodano, że jak chce zabrać kolegę, to trudno :wink:

Matylda - Śro 02 Sty, 2008 15:16

Pyszne ciacho
Dzięki Caroline :kwiatek:
A mnie się wydaje , że pan Bennet nie lubi Darcyego. Ma jednak jakieś uprzedzenia.
No może dlatego tak szybko chce wyjaśnić tę całą sprawę z Elą ?? :?

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 15:47

Matylda napisał/a:
A mnie się wydaje , że pan Bennet nie lubi Darcyego. Ma jednak jakieś uprzedzenia.
No może dlatego tak szybko chce wyjaśnić tę całą sprawę z Elą ?? :?

Pan Bennet nie lubiłby nikogo, kto chciałby mu zabrać Lizzy. :mrgreen:
A Darcy'emu przecież powiedział, że wygląda na porządnego i honorowego faceta. Biorąc pod uwagę okoliczności (tzn. to, że właściwie się nie znają, a Darcy nie należy do tych, co szybko zyskują sympatię), to już bardzo dużo.
Ale myślę, że się polubią. Mają ze sobą sporo wspólnego - obaj lubią książki, nie przepadają za dużymi zebraniami towarzyskimi i mają alergię na głupotę. No i obaj kochają Elżbietę... :wink:

Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 15:56

Ale pan Bennet będzie biedny! Jedyne, z którymi mógł pogadać - Jane I Lizzy - wyszły za mąż, zostały mu Kitty i Mary... Może nad poziomem umysłowym Mary zacznie pracować... :roll:
No bo z panią Bennet - to sprawa przegrana :mysle:
A tak na marginesie: co by się z nią stało, gdyby przeżyła męża? Podejrzewam, że Darcy i Bingley kupiliby jej ładny domek w Bath i najęli damę do towarzystwa...
A może by się jeszcze wydała za jakiego wdowca?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group