To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ

nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 16:16

Sofijufka napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Czy Eliza patrząca Darciemu w oczy i trzymająca za ręce byłaby pozbawiona zasad? Zgadzam się, że pocałunek w usta to może przesada, ale kontynuowanie spaceru jednak niszczy klimat.

Niekoniecznie, ale mogli zamiast obserwować, jak Lizzie i Darcy drepczą za pierwszą parą, pokazać, jak Darcy się uśmiecha od ucha do ucha i od czasu do czasu całuje pannę w łapkę [chyba mógł, nie?], a Lizzie piecze raczka, i na zmianę spuszcza oczęta i podnosi je na ukochanego, a z oczu miód jej kapie :serduszkate:

O :serce:

Maryann - Nie 30 Gru, 2007 16:18

nicol81 napisał/a:
Myślę, że podczas oświadczyn on był urażony.

Chyba nie tyle urażony, ile zazdrosny - mniej go ubodły kłamstwa Wickhama, niż przypuszczenie, że Elzbiecie mogłoby na tym draniu naprawdę zależeć...

nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 16:21

Myślę, że jedno i drugie...Biedne Darsiątko :przytul: Na szczęście, wszystko się dobrze skończyło :serduszkate:
Dione - Nie 30 Gru, 2007 16:40

snowdrop napisał/a:
No tak Darcy stał się bardzo rozmowny, czyli że jednak był trochę nieśmiały.


Trochę???? On był piekielnie nieśmiały. Tylko jako facet się rumienić mu nie wypadało (i chyba nie umiał :rumieniec: )

Ulka - Nie 30 Gru, 2007 19:19

asiek napisał/a:
Ulka napisał/a:
Alison napisał/a:

(kurtka, i komu by przeszkadzało, jakby tak w filmie było? ) - uwaga tłum.


no to teraz się narażę-mnie by przeszkadzało....

Ulko, a dlaczego ? Z powodu odstępstwa od oryginału, czy też innych powodów ? :mysle:

Ze względu na odstępstwo od oryginału też.
Poza tym, nie bardzo umiem to wyrazić, ale serial jest taki, hm, prosty, dość wierny książce, w duchu JA, bez takich współczesnych zagrywek (no, może nie całkiem ;p ) i takie rzucanie się ich zaraz po wyznaniu sobie uczuć do kontaktu fizycznego jest dla mnie zbytnim przyspieszaniem. Oni przecież ledwo sobie w tej chwili w oczy patrzyli, ledwo pierwszy raz tak naprawdę szczerze rozmawiali. Po prostu tak jak jest, jest dobrze, choć może nie najlepiej. Niektóre z Was zarzucają tej scenie że jest toporna (jesli dobrze rozumiem ;) ). Ale właśnie taka trochę niezręczna ma swój urok. Nie wszystko w życiu jest poetyczne, superromantyczne i zwiewne :D i nie od razu wszystko jest jasne. A ta wersja D&U jest taka właśnie realna :) dla mnie rzecz jasna

trifle napisał/a:

Mi też by przeszkadzało ;)
Dla mnie w tych spojrzeniach i tych przywołaniach z przeszłości - to jak dobrze oboje siebie zapamiętali - jest więcej miłości niż w takich wydumanych, kwiecistych słowach. (...) A gdyby tak ktoś wpadł na to, żeby się na zmianę w ręce całowali to :thud:
Ale może jestem dziwna ;) Ta scena zaznacza dopiero początek ich wspólnego życia, widać, że idealnie do siebie pasują, gdyby się nagle zaczęli całować (za drzewem :paddotylu: ) to już by nie była TA Lizzy i TEN Darcy.

i z Trifle się zgadzam

nicol81 napisał/a:

Czy Eliza patrząca Darciemu w oczy i trzymająca za ręce byłaby pozbawiona zasad? Zgadzam się, że pocałunek w usta to może przesada, ale kontynuowanie spaceru jednak niszczy klimat.

Elżbieta, błagam, Elżbieta, nie Eliza.
Czy niszczy klimat? Nie zgodzę się. Przecież w końcu wrócili do domu :) To tylko właśnie w filmach jest romantyczna scena i na tym się kończy, ale w życiu nie. Potem tak wzdychamy i czekamy że w życiu tez będzie na skróty i zgaśnie światło :-P

Sofijufka napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Czy Eliza patrząca Darciemu w oczy i trzymająca za ręce byłaby pozbawiona zasad? Zgadzam się, że pocałunek w usta to może przesada, ale kontynuowanie spaceru jednak niszczy klimat.

Niekoniecznie, ale mogli zamiast obserwować, jak Lizzie i Darcy drepczą za pierwszą parą, pokazać, jak Darcy się uśmiecha od ucha do ucha i od czasu do czasu całuje pannę w łapkę [chyba mógł, nie?], a Lizzie piecze raczka, i na zmianę spuszcza oczęta i podnosi je na ukochanego, a z oczu miód jej kapie :serduszkate:

Ale oni byli wciąż jeszcze sami zaskoczeni, że już. To takie fajne, idą sobie razem-patrząc w jednym kierunku.

No dobrze, i tak najlepsza wersja jest w książce ! :D

asiek - Nie 30 Gru, 2007 20:11

Ulka napisał/a:
takie rzucanie się ich zaraz po wyznaniu sobie uczuć do kontaktu fizycznego jest dla mnie zbytnim przyspieszaniem. Oni przecież ledwo sobie w tej chwili w oczy patrzyli, ledwo pierwszy raz tak naprawdę szczerze rozmawiali. Po prostu tak jak jest, jest dobrze,

Rozumiem... :-) Podchodząc do sprawy racjonalnie, to trudno się nie zgodzić z Twoją argumentacją, ale moja romantyczna dusza robi Rejtana i chce więcej. :wink:

Matylda - Nie 30 Gru, 2007 20:17

Dziewczyny nikt nie jest z lodu :mrgreen:
Jeśli się emocje i uczucia tłumi miesiącami to chyba normalne, że skończyć sie to może całusem :wink:

nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 20:27

Ulka napisał/a:
asiek napisał/a:
Ulka napisał/a:
Alison napisał/a:

(kurtka, i komu by przeszkadzało, jakby tak w filmie było? ) - uwaga tłum.


no to teraz się narażę-mnie by przeszkadzało....

Ulko, a dlaczego ? Z powodu odstępstwa od oryginału, czy też innych powodów ? :mysle:

Ze względu na odstępstwo od oryginału też (...) No dobrze, i tak najlepsza wersja jest w książce ! :D

W książce jest tak:
Elizabeth, feeling all the more than common awkwardness and anxiety of his situation, now forced herself to speak; and immediately, though not very fluently, gave him to understand that her sentiments had undergone so material a change, since the period to which he alluded, as to make her receive with gratitude and pleasure his present assurances. The happiness which this reply produced, was such as he had probably never felt before; and he expressed himself on the occasion as sensibly and as warmly as a man violently in love can be supposed to do. Had Elizabeth been able to encounter his eye, she might have seen how well the expression of heartfelt delight, diffused over his face, became him; but, though she could not look, she could listen, and he told her of feelings, which, in proving of what importance she was to him, made his affection every moment more valuable.
Czyli to wersja Pamelki jest zgodna z oryginałem, a wcale serial jest taki dość wierny książce.

Maryann - Nie 30 Gru, 2007 20:28

A co w serialu jest "niewiernego" ?
Gunia - Nie 30 Gru, 2007 20:45

Alison - dzięki za ten wspólny kawał czasu z Darcy'm i masę Twojej pracy!
:kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:

Wg deklaracji Pameli, to głównym bohaterem sequela (przewidziano ponoć dwa tomy !) ma być... Dy. :wink:
Jestem za! :mrgreen:
Ja tam lubię ten spacer. Pewnie - pocałunek byłby bardziej motylopędny, ale Lizzy idąca sobie z tą niezręczna miną i ogromnym szczęściem na twarzy jest dla mnie najbardziej przekonująca. To najbardziej naturalne rozwiązanie.

nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 20:47

Maryann napisał/a:
A co w serialu jest "niewiernego" ?

A gdzie podziało się wyrażanie mężczyzny gwałtownie zakochanego? W serialu przyjmuje do wiadomości i zaczyna o cioci.

trifle - Nie 30 Gru, 2007 20:48

Było między spacerem a ślubem ;)
nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 20:50

Ale z książki wynika, że wyraził swoje uczucia, w chwili gdy Elżbieta dał mu do zrozumienia :-P . W serialu tego nie ma.
Maryann - Nie 30 Gru, 2007 20:54

nicol81 napisał/a:
Ale z książki wynika, że wyraził swoje uczucia, w chwili gdy Elżbieta dał mu do zrozumienia :-P . W serialu tego nie ma.

W serialu są spojrzenia...

Maryann - Nie 30 Gru, 2007 20:56

Gunia napisał/a:
Wg deklaracji Pameli, to głównym bohaterem sequela (przewidziano ponoć dwa tomy !) ma być... Dy. :wink:
Jestem za! :mrgreen:

Ja też ! Może wreszcie przestanie się szlajać po jakichś Amerykach w pogoni za milady wąpliwej konduity i zajmie się czymś bardziej użytecznym...

trifle - Nie 30 Gru, 2007 20:56

Nie można mieć wszystkiego ;) Zresztą doszłam też do tego, że nagłe rozgadanie się Darcy'ego o uczuciach kłóciłoby się z całym jego dość hmm milczącym wizerunkiem w tym serialu. On tu grał najlepiej spojrzeniami, nie mową, i w tej scenie jest dokładnie to samo. A zresztą ja się zgadzam z Ulką - takie zakończenie jest najbardziej realne i prawdziwe i dlatego jest idealne.
nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 20:56

Ale w książce napisano, że on mówił, a ona słuchało, czyli same spojrzenia są niezgodne z oryginałem.
asiek - Nie 30 Gru, 2007 20:58

Matylda napisał/a:
Dziewczyny nikt nie jest z lodu
Jeśli się emocje i uczucia tłumi miesiącami to chyba normalne, że skończyć sie to może całusem

Jasne, ale bywa tak, że sytuacja jest na tyle krępująca, czy onieśmielająca, że tłumi zapędy ciała i duszy. :wink:

Maryann - Nie 30 Gru, 2007 20:59

Zamiast tego, co mógł pleść na tym spacerze (bo z pewnością średnio składne to było), ja bym chętnie zobaczyła jakiś fragment ich późniejszej rozmowy...
trifle - Nie 30 Gru, 2007 21:00

O tak! Coś takiego jak na ostatniej stronie powieści - że Georgianę zawsze dziwiło, jak to Elżbieta traktuje jej idealnego brata :D
Sofijufka - Nie 30 Gru, 2007 21:03

Nooo, Darsika jeszcze dużo czeka: taki cudowny fragment
Elizabeth longed to observe that Mr. Bingley had been a most delightful friend -- so easily guided, that his worth was invaluable; but she checked herself. She remembered that he had yet to learn to be laught at, and it was rather too early to begin. :mrgreen:

Przytomna ta Elka :mysle:

Nellie - Pon 31 Gru, 2007 01:08

To ja na okoliczność tej dyskusji odpowiedni avatarek przywdziałam :-P :wink:
Caroline - Pon 31 Gru, 2007 08:32

Rozdział XII cz.1

Mądrość miłości

Byli niewybaczalnie spóźnieni. Kiedy stanęli w drzwiach, wszyscy, łącznie z Bingleyem i panną Bennet siedzieli już przy stole.
- Droga Lizzy, gdzie się podziewaliście? - spadł na nich grad pytań, głównie ze strony starszej siostry Elizabeth. Darcy postanowił wziąć winę na siebie, ale odpowiedź Elizabeth - że przechadzali się, aż stracili orientację, gdzie są - całkowicie zaspokoiła ich ciekawość.
Darcy rozejrzał się. Elizabeth zajęła miejsce z dala od niego, żeby nie prowokować przedwczesnych spekulacji, ale tylko rozmowy z nią pragnął, jej uśmiechu potrzebował. Spojrzał z odrobiną zazdrości na Bingleya i Jane. Oficjalnie zaręczeni, nie tkwili w uwięzi konwenansów i mogli rozmawiać ze sobą na osobności w przeciwieństwie do reszty towarzystwa. Z rosnącym zrezygnowaniem spojrzał z kolei na rodziców Elizabeth i niechętnie przyznał, że to w ich stronę powinna skierować się jego uwaga. W trakcie ostatnich wizyt miał do czynienia z panią Bennet więcej niż mógłby sobie życzyć, ale o panu Bennet wiedział niewiele. Od czego powinien zacząć z tym człowiekiem, którego wkrótce poprosi o rękę Elizabeth?
Obiad dobiegł końca. Wstali od stołu i przenieśli się do salonu, towarzystwo było nieliczne, Darcy został więc zmuszony do podjęcia rozmowy z ojcem Elizabeth. Przyjął filiżankę kawy z rąk pani Bennet i podszedł do gospodarza domu.
- Panie Bennet - zwrócił się do niego podnosząc filiżankę na powitanie.
- Panie Darcy - odpowiedział pan Bennet i ruchem brody wskazał na Bingleya i Jane siedzących sam na sam w rogu pokoju. - Urocza para, nieprawdaż, panie Darcy? Choć wszystkie te uśmiechy i szepty są raczej męczące dla reszty świata, pani Bennet zapewnia mnie, że tego właśnie się oczekuje.
Darcy odstawił filiżankę i zwrócił się do niego.
- Jestem pewien, że Bingley będzie bardzo dobrym mężem - powiedział z przekonaniem. - Znam go od kilku lat. To wspaniały człowiek.
- Och, nie mam co do tego wątpliwości! - odpowiedział pan Bennet. - Mają oboje wspaniałe usposobienia. Ich dzieci nigdy nie usłyszą od nich gniewnego słowa, może nawet pozwolą swoim rodzicom czasem mieć własne zdanie. - upił łyczek ze swojej filiżanki. - A co z panem? Zamierza pan zostać na dłużej w Hertfordshire czy też Londyn domaga się pana obecności?
- Moje plany nie są jeszcze ustalone, ale być może pozostanę na dłużej.
- Doprawdy! - pan Bennet wydawał się zaskoczony. - Doprawdy - powtórzył. - Cóż, jest pan mile widziany w Longbourne w każdej chwili, panie Darcy. Jak pan widzi mam kilka córek, które mogą zapewnić wykształconemu mężczyźnie żywą konwersację. - skinął pokazując na Mary zagłębioną w lekturze i na Kitty układającą wstążki na kapeluszu z wielkim rondem. Po chwili wyraźnie rozbawiony odstawił filiżankę, przeprosił i oznajmił żonie:
- Będę w gabinecie, gdyby ktoś mnie potrzebował, moja droga.
Darcy spojrzał na Elizabeth, zaskoczony, że gospodarz opuszcza ich tak szybko, zastanawiał się, czy to sygnał, że on i Bingley powinni już iść. Ale zdawało się, że pozostali nie zauważyli dziwnego zachowania gospodarza i nie podjęli żadnych działań, by zakończyć wieczór, życzyli tylko panu Bennetowi miłego wieczoru. Mimo to nie zostali długo, a kiedy razem z Bingleyem wstali szykując się do wyjścia, Elizabeth podążyła za nim do drzwi i na zewnątrz, podobnie jak Jane za Bingleyem. Obejmując się ramionami, by ochronić się przed chłodem, przyglądała się, jak dosiada konia. Spojrzał na nią, jej twarz zwrócona do niego w świetle gwiazd przypomniała mu o podobnym wieczorze rok wcześniej przed salą balową w Meryton. Tak wiele zdarzyło się od tamtej nocy sprawiając, że dziś cieszył się na myśl o przyszłości. A mimo to, także teraz czuł się bezradny. Elizabeth była jego, a jednocześnie nie była, była towarzyszką jego serca, ale nie była przy jego boku.
Pochylił się do niej.
- Jutro - wyszeptał.
Elizabeth skinęła.
- Jutro - powiedziała i cofnęła się stając obok siostry, obie przyglądały się jak znikali w ciemności.
Bingley coś nucił pod nosem, Darcy, popędzając konia, dołączył do niego. Bez słowa, jak zwykle, powoli zanurzali się w ciemność.
Darcy uśmiechał na się na myśl o rozkojarzeniu przyjaciela, ale i sam zastanawiał się jak jemu było lekko na sercu.
- Jaką istotę wzywasz o tej porze, Charles - śmiał się z niego. - Wszystkie porządne zwierzęta śpią w swoich norach.
- Darcy, jestem najszczęśliwszym z ludzi! - Darcy zignorował jego przytyk. - Cóż to był za wspaniały dzień!
- Całkiem, całkiem - wymamrotał Darcy zgadzając się.

Marija - Pon 31 Gru, 2007 08:41

Mmmmm Jutro, ach, jutro! :banan:
Maryann - Pon 31 Gru, 2007 09:02

Caroline napisał/a:
- Cóż to był za wspaniały dzień!
- Całkiem, całkiem - wymamrotał Darcy zgadzając się.

Całkiem, całkiem... Ekhm... :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group