Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ
Alison - Sob 29 Gru, 2007 09:52
| Sofijufka napisał/a: | No, nie żartuj, tłumaczenie właściwe - to tylko myśmy się tak wgryzły w myśli Darsika i wsadziłyśmy je pod mikroskop
|
Nie, nie nie odebrałam tego jak nagany, dla mnie to znak, że czytacie wnikliwie, a to mimo wszystko cieszy . Nagany sama sobie udzieliłam, bo po tłumaczeniu zazwyczaj czytam jeszcze cały tekst, i poprawiam jak coś brzmi bardziej po angielsku niz po polsku, bo się ichniejsza składnia zachowała. Ta "elegencja" od początku mi nie pasiła, bo te dwa zdania niemal sobie przeczyły - elegancja to też sposob bycia, zachowanie, nie tylko dobór ciuchów, więc skąd niby potem to uwielbienie? Ale było tak późno, że już mi sie nie chciało myśleć jak to przerobić, a rano zapomniałam Ale dziekuję za zwrócenie uwagi i za słownik, choć żal, że dla mnie to narazie koniec przygody z tłumaczeniami
Alison - Sob 29 Gru, 2007 09:53
Rozdz. XI. cz.10
Grupa poruszała się w dół ścieżki, między polami i przez niewielki lasek. Szybciej niż oczekiwał, Bingley i Jane pozostali daleko za nimi, idąc coraz wolniej i wolniej, wtedy zwiększyła się intymność tego co ich otaczało.
- Pan Bingley wybrał piękny dzień na spacer - zagadnęła Elizabeth - chociaż nie wydaje mi się, żeby w ogóle widział którędy idzie.
- Tak, to piękny dzień - Darcy obejrzał się - I wydaje mi się, że ma pani rację co do Bingley'a. Pani siostry chyba też to dotyczy.
- Wielce prawdopodobne - szli dalej, liście szeleściły i osuwały się im pod stopy, ponawiając ciszę między nimi. Minęło kilka męczących minut, zanim zapytał czy tojej ulubione miejsce spacerów.
- Tylko kiedy Charlotte jest w domu, o tam, widzi pan? - wskazała przed siebie na zakręt drogi, widoczny między drzewami - To jest droga do Lucas Lodge. Wydaje mi się, że trafiłabym tam z zamkniętymi oczyma. - skinął na potwierdzenie, że widzi rozdroże, a kiedy to zrobił, Kitty odezwała się za nimi.
- Mogę już iść, Elizabeth? - zapytała, starannie unikając wzroku Darcy'ego. Zauważył, że niczego nie pragnęła bardziej niż znaleźć się z dala od takiego nudnego towarzystwa.
- Tak, owszem, możesz iść, ale wróć przed zmierzchem i nie proś sir Williama, żeby cię odwiózł do domu - upomniała ją.
Wywracając oczami, Kitty opuściła ich, spiesząc się na ścieżkę, prowadzącą do przyjaciółki. Darcy spojrzał wstecz na drogę, którą przyszli, ale Bingley'a i Jane nie było widać. Zatem byli teraz całkiem sami. Poczekał by zobaczyć, który kierunek wybierze Elizabeth. Z szybkim zerknięciem na niego, poszła przodem, trzymając się tej samej ścieżki. Ruszył za nią. To musi teraz nastąpić, mówił sobie. Zrównał się z nią i już zaczął sięgać po jej ramię, by ją zatrzymać, kiedy ona sama zwolniła i spojrzała na niego zakłopotana.
- Panie Darcy, jestem strasznie samolubną istotą - zaczęła - bo chcąc ulżyć moim własnym uczuciom, nie liczę się z tym, jak bardzo mogę zranić pańskie - zaskoczony taką przemową, Darcy zatrzymał się i spojrzał na nią zdziwiony - Już dłużej nie mogę, nie podziękować panu za pańską bezprzykładną uprzejmość względem mojej biednej siostry - słowa Elizabeth padały pospiesznie, mimo, że ledwie spoglądała mu w oczy - odkąd dowiedziałam się o tym, chciałam jak najszybciej wyjawić panu, jak bardzo jestem wdzięczna. Gdyby reszta mojej rodziny wiedziała o tej sprawie, nie wyrażałabym tylko własnej wdzięczności.
Więc ona wiedziała! Serce Darcy'ego skamieniało wraz z tą rewelacją, która zmieniała wszystko, która być może niweczyła jakąkolwiek możliwość porozumienia między nimi. Przyczyny jej zachowania podczas jego ostatniej wizyty były teraz aż nadto jasne.
- Przykro mi - udało mu się odpowiedzieć - bezgranicznie przykro, że została pani poinformowana o czymś, co przedstawione w fałszywym świetle, mogłoby panią zaniepokoić. - spojrzał na nią i westchnął boleśnie, zanim powiedział - Nie myślałem, że tak mało można ufać pani Gardiner.
- Proszę nie winić mojej ciotki - rzekła Elizabeth proszącym tonem - to bezmyślność Lydii zdradziła najpierw, że był pan zaangażowany w tę sprawę i oczywiście - wyznała - nie mogłam spocząć aż nie poznałam szczegółów. - wzięła głęboki oddech - Proszę mi pozwolić jeszcze raz sobie podziękować, w imieniu całej mojej rodziny, za to współczucie, które skłoniło pana do zmagania się z tyloma kłopotami i znoszenia tylu udręk, w związku z odkryciem ich.
Darcy słuchał, jego serce uwolniło się od początkowych obaw, kiedy słyszał jak Elizabeth opisuje jego działania w możliwie najbardziej życzliwy sposób. Nie obwiniała go za wtrącanie się. Była wdzięczna, to było jasne. Ale sama wdzięczność mogłaby zniweczyć jego nadzieje. Chciał więcej niż tylko jej wdzięczności czy związku opartego na takiej nierówności. Pragnął albo jej serca, całego, dobrowolnie ofiarowanego, albo w ogóle niczego.
- Jeśli chce mi pani podziękować, proszę to zrobić tylko we własnym imieniu - odpowiedział stanowczo - Tylko pragnienie aby panią uszczęśliwić mogło zbudzić pozostałe pobudki do zaangażowania się w tą sprawę, nie będę próbował zaprzeczać. Ale pani rodzina nic nie jest mi winna. Bardzo ją szanuję, ale wiem, że myślałem tylko o pani.
Poczekał, jednocześnie niecierpliwy i pełen obaw czy ona zrozumie co miał na myśli, ale Elizabeth milczała. Jej twarz była częściowo przysłonięta czepkiem ale rumieniec pod nim nie mógł go zwieść. Zatem, coś wewnątrz wybuchło w nim z taką siłą emocji, że musiał wiedzieć wszystko...tutaj...teraz.
- Jesteś pani zbyt wielkoduszna by igrać ze mną - zaczął, składając swoją przyszłość w jej ręce - jeśli twoje uczucia są wciąż takie jak wtedy w kwietniu, powiedz mi to natychmiast. Moje uczucia i pragnienia są niezmienione, ale jedno twoje słowo uciszy mnie w tej sprawie na zawsze.
- Panie Darcy - jego imię niepewnie pojawiło się w jej ustach, kiedy podniosła twarz - proszę...moje uczucia...- wydawało się, że walczy żeby złapać oddech, ale żar w jej oczach mówił mu, że nie jest w niebezpieczeństwie - Moje uczucia uległy tak istotnej przemianie od czasu tego nieszczęsnego dnia, ostatniej wiosny, że mogę tylko ze szczerą wdzięcznością i największą przyjemnością przyjąć zapewnienie, że pańskie uczucia są wciąż takie same.
Matylda - Sob 29 Gru, 2007 10:05
Ach ....gdybym tylko nie miała przed oczami tej okropnej sceny spacerowej.....
Dzięki Ali
Zrobię sobie kawkę i będzie replay bez ciasteczka bo te co ostatnio zjadłam jakoś zostały ze mną i nie mogę się ich pozbyć
maenka - Sob 29 Gru, 2007 10:13
Co byście powiedziały na Toby'ego Stephensa w tej scenie jako pana D.?
Sofijufka - Sob 29 Gru, 2007 10:14
| maenka napisał/a: | | Co byście powiedziały na Toby'ego Stephensa w tej scenie jako pana D.? |
Nieee, Rysiek byłby lepszy. Albo Alessio.
Maryann - Sob 29 Gru, 2007 10:17
NIE. Najlepszy jest ten, który jest. I kropka.
Caroline - Sob 29 Gru, 2007 10:21
| Alison napisał/a: | | Moje uczucia uległy tak istotnej przemianie od czasu tego nieszczęsnego dnia, ostatniej wiosny, że mogę tylko ze szczerą wdzięcznością i największą przyjemnością przyjąć zapewnienie, że pańskie uczucia są wciąż takie same. | Juupi! Wreszcie
| Maryann napisał/a: | | NIE. Najlepszy jest ten, który jest. I kropka. |
Rzekła Maryann
Sofijufka - Sob 29 Gru, 2007 10:27
| Maryann napisał/a: | NIE. Najlepszy jest ten, który jest. I kropka. |
Zgoda! Ale jak już jest mowa o zmianie, to na pewno nie Toby! Szeptem: on dla mnie jakiś taki rozwibrowany jest....
Maryann - Sob 29 Gru, 2007 10:32
| Caroline napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Moje uczucia uległy tak istotnej przemianie od czasu tego nieszczęsnego dnia, ostatniej wiosny, że mogę tylko ze szczerą wdzięcznością i największą przyjemnością przyjąć zapewnienie, że pańskie uczucia są wciąż takie same. | Juupi! Wreszcie |
Yes !
Ale Elżbietka znowu go przez zaskoczenie wzięła ...
Jak on, biedaczysko, taki zawsze zaplanowany i poukładany wytrzyma z taką nieprzewidywalną żoną ?
Alison - Sob 29 Gru, 2007 10:52
| Caroline napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | NIE. Najlepszy jest ten, który jest. I kropka. |
Rzekła Maryann |
Ja z Maryannem jak w dym. Colin FOREVER!!!!
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 12:21
Tylko gdyby nie bylo tych slimakow....
Maryann - Sob 29 Gru, 2007 12:43
Ślimaków ?
Nellie - Sob 29 Gru, 2007 13:44
| Alison napisał/a: | | żar w jej oczach mówił mu, że nie jest w niebezpieczeństwie | normalnie człowiek czytając, męczy się z niepewności razem z nim. Alison, dzięki za tak piękne tłumaczenie i jeszcze to zdanie: | Alison napisał/a: | | wtedy zwiększyła się intymność tego co ich otaczało. | - piękne...
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 14:14
No slimakow, tego beznamietnego jednak w sumie zakonczenia. Aine nazywa to slimakami.
Oni ida obok siebie, i ani jakiegos dotkniecia, ani musniecia, nie mowiac juz o namietnym wsysajacym sie pocalunku
Sofijufka - Sob 29 Gru, 2007 14:20
| Gosia napisał/a: | No slimakow, tego beznamietnego jednak w sumie zakonczenia. Aine nazywa to slimakami.
Oni ida obok siebie, i ani jakiegos dotkniecia, ani musniecia, nie mowiac juz o namietnym wsysajacym sie pocalunku |
Eee tam... Oni tak sobie niby idą, jakby nigdy nic, ale ja słyszę w tle te wyładowania elektryczne
Może Colin miałby się wpijać w Jennifer, jak Alessio w tę wypłoszycę [która w dodatku całuje sie jakby skończyła akademię całuśną, a nie była cnotliwą panienką]!!!!!
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 14:24
Hmmmm, nie byloby to takie straszne, uwierz mi!
Maryann - Sob 29 Gru, 2007 14:32
| Gosia napisał/a: | Hmmmm, nie byloby to takie straszne, uwierz mi! |
Straszne może nie, ale za to jakie niestosowne...
Marija - Sob 29 Gru, 2007 14:43
| Sofijufka napisał/a: | | Może Colin miałby się wpijać w Jennifer, jak Alessio w tę wypłoszycę [która w dodatku całuje sie jakby skończyła akademię całuśną, a nie była cnotliwą panienką]!!!!! | Wypłoszyca to Natasza, hm? Czy jeszcze w kogoś się wpijał, a ja nic nie wiem?
Ale scena piękna jest, o matko (o Matko) .
Gunia - Sob 29 Gru, 2007 14:47
| Gosia napisał/a: | Hmmmm, nie byloby to takie straszne, uwierz mi! |
Też sobie myślę, że musiałabym to rzetelnie obejrzeć parę razy, zanim bym zwróciła uwagę na niestosowność.
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 15:03
W N&S tez ten pocalunek na peronie byl niestosowny, ale jakie to ma znaczenie, skoro dzieki niemu ten film uwielbiamy
Alison - Sob 29 Gru, 2007 16:49
| Sofijufka napisał/a: | | jak Alessio w tę wypłoszycę [która w dodatku całuje sie jakby skończyła akademię całuśną, a nie była cnotliwą panienką]!!!!! |
Muszę przyznać, że też jak oglądalam pierwszy raz, to zwróciłam na to uwagę i od razu przypomniało mi się to Gosine "zagarnianie ustami" tyle, że tym razem zdecydowanie płeć piękna zagarniała
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 17:04
Ali, dziwisz sie jej? Bo ja nie!
Dione - Sob 29 Gru, 2007 17:13
| Alison napisał/a: | | Zatem, coś wewnątrz wybuchło w nim z taką siłą emocji, że musiał wiedzieć wszystko...tutaj...teraz. |
Dzięki Ali
Alison - Sob 29 Gru, 2007 17:17
| Gosia napisał/a: | Ali, dziwisz sie jej? Bo ja nie! |
A czy ja mówię, że sie dziwię? Mówię tylko, że zwrócilo to moją uwagę. Przez zazdrość pewnie Pytanie, czemu Colinowi nie dali na tym spacerniaku pozagarniać? Cóż to za niefortunne niedopatrzenie. Właściwie juz nie do naprawienia....
Gosia - Sob 29 Gru, 2007 17:29
Powiedzialabym, ze to dlatego, ze on nie umie calowac, gdyby nie to, ze widzialam go w innych filmach, gdzie mu to niezle szlo
|
|
|