Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ
Alison - Czw 27 Gru, 2007 21:49
| Maryann napisał/a: |
For example ? |
Te z początku, jak on ją dopiero dostrzegał, jak ją obserwował, jak się w niej zakochiwał, jak walczył z uczuciem do niej. Wtedy to mi motyle śmigały, a teraz...myk, myk i już wiadomo ku czemu to zmierza, ale fakt, rozmowa o stanie dróg ładniej "uchoreografowana" niż w filmie, więc milej sie ją wyobraźnią ogląda
Dione - Czw 27 Gru, 2007 21:53
Miałam cuś mądrego napisać, ale właśnie leci w tv piosenka "apologise" ... i zapomniałam co to było
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 21:55
| Alison napisał/a: | | Te z początku, jak on ją dopiero dostrzegał, jak ją obserwował, jak się w niej zakochiwał, jak walczył z uczuciem do niej. Wtedy to mi motyle śmigały, a teraz...myk, myk i już wiadomo ku czemu to zmierza |
No wtedy też niby było wiadomo. Ale coś w tym jest. Mi się też bardzo podobały te jego wewnętrzne monologi, to przywoływanie się do porządku i układanie drobiazgowej strategii na następne spotkanie.
Jakby teraz, gdy już przestał się miotać i pogodził z przeznaczeniem, zrobił się zbyt jednowymiarowy... A może to tylko Pamela go takim zrobiła...
Alison - Czw 27 Gru, 2007 22:00
| Maryann napisał/a: | Jakby teraz, gdy już przestał się miotać i pogodził z przeznaczeniem, zrobił się zbyt jednowymiarowy... A może to tylko Pamela go takim zrobiła... |
Nie, chyba tak to juz jest po prostu z tą miłością. Najpiękniejsze jest to zakochiwanie się, odkrywanie nowych uczuć, to polowanie, czekanie na wspólnie spedzone chwile, ta potrzeba, żeby tak było zawsze, a potem jak sie juz wszystko ma, to już z górki i nie ma się czym ekscytować . Chyba, że miłość burzliwa i pełna rozstań i powrotów, jakieś flirty na boku, oj wtedy to można 16-tomową epopeje napisać
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 08:48
| Alison napisał/a: | Chyba, że miłość burzliwa i pełna rozstań i powrotów, jakieś flirty na boku, oj wtedy to można 16-tomową epopeje napisać |
Ciekawe, czy milady spróbuje czegoś w tym stylu pisząc swojego sequela...
Alison - Pią 28 Gru, 2007 09:22
Rozdz. XI. cz. 9
Wcześnie następnego ranka, Darcy i Bingley pojechali do Longbourn z rześkim powiewem jesieni za plecami. Liście opadały, drzewa otoczone były wielobarwnymi płomieniami pożniwnych pól i złotymi pastwiskami. Mimo, że Bingley opowiedział mu o wszystkim co wydarzyło się od jego wyjazdu, przed dwoma tygodniami, nieustająco raczył go wszystkimi, najmniejszymi nawet szczegółami, tak więc jazda wierzchem była wypełniona potokiem bingley'owego entuzjazmu, związanego z rychłym faktem jego wejścia do rodziny Bennetów. Daleki od znudzenia tym tematem, Darcy uważnie wysłuchiwał każdego wątku, który mógłby mu dać ogólnie wgląd w życie rodziny, a szczególnie w życie Elizabeth. Jak wynikało z opisu Bingley'a wszyscy byli podnieceni wzajemną życzliwością i podekscytowani nadchodzącym ślubem. O Elizabeth słyszał tylko, jak była dobra dla swojej siostry i jak często, z powodu rzekomych zajęć, odciągała matkę, by pozwolić Bingley'owi na kilka cennych chwil sam na sam z przyszłą panną młodą.
Ich przyjazd został powitany z całą tą radością, jaką Bingley opisywał, chociaż rzucono kilka ciekawskich spojrzeń w stronę Darcy'ego. Z niemałą obawą co przyniesie ów dzień, ledwie był w stanie spojrzeć na Elizabeth. Kiedy zsiedli z koni i wymienili ukłony, Bingley natychmiast oświadczył, że taki piękny dzień powinni spędzić spacerując, by móc się nim w pełni cieszyć. Jego propozycja została przyjęta z ochotą, i podczas gdy Jane, Elizabeth i Kitty szukały swoich czepków i okryć, pani Bennet wzięła swojego nowego zięcia pod rękę i autorytatywnie oświadczyła mu, że wszystkie ścieżki wokół Longbourn są najpiękniejszymi, jakie tylko można mieć w swoich włościach, chociaż przyznała, że osobiście nie ma w zwyczaju zażywać spacerów.
Podczas gdy Bingley został w ten sposób zaangażowany, Darcy odszedł parę kroków i spoglądał w stronę ogrodu. Większość była już wygrabiona, obumarła, ale ostatnie kwiaty jeszcze poruszały, w powiewach lekkiego wietrzyku, swoimi kolorowymi główkami. Odetchnął głęboko zapachem butwiejących roślin, wstrzymując oddech na chwilę, by spróbować uspokoić przyspieszony rytm serca. Ponownie czas zdawał się stawiać go twarzą w twarz z przyszłością, jego przyszłością, trawiąc i zaprzepaszczając cenną teraźniejszość, w najbardziej kapryśny sposób. W jednej i tej samej chwili pragnął by Elizabeth już się zjawiła i gorąco życzył sobie żeby opóźniała się, przynajmniej do czasu, kiedy uda mu się uzyskać jakieś pozory kontroli nad własnym sercem.
Hałas u drzwi wejściowych oznajmił mu, że młode damy są już gotowe, więc odwrócił się i zobaczył, że Bingley podaje ramię Jane. Elizabeth lekko wyskoczyła z domu, światło słoneczne pocętkowało jasnymi i ciemnymi plamkami jej rdzawobrązowy spencer i zieloną muślinową suknię. W jej wyglądzie nie było nic strojnego. Była ubrana na spacer. Jednak każdy jej ruch i gest budził jego podziw.
Bingley wziął za rękę swoją Jane i kiedy para wyszła, Elizabeth odwróciła się od nich z uśmiechem i wtedy - och, to zaparło mu dech w piersiach - podniosła ku niemu oczy. Niemal bezwiednie podążył w jej stronę. Błyskawicznie stanął obok niej i ruszyli ścieżką za Jane i Bingley'em, a młodsza siostra gdzieś za nimi. Po krótkiej rozmowie o trasie ich spaceru, w której Darcy nie brał udziału z braku zainteresowania tematem, zdecydowano, że pójdą w stronę Lucas Lodge, gdzie Kitty ich opuści, wybierając się z wizytą do panny Marii Lucas. Sprawy nie mogły przybrać lepszego obrotu. Pozostawało tylko utrzymać jakiś dystans pomiędzy nimi a świeżo zaręczoną parą, a on nie miał już żadnej wymówki, nic, co przeszkodziłoby mu w poznaniu swego losu, mimo wszelkich dręczących go obaw.
Matylda - Pią 28 Gru, 2007 09:47
W jej wyglądzie nie było nic eleganckiego. Była ubrana na spacer. Jednak każdy jej ruch i gest budził jego podziw.
Kiedy mężczyzna kocha kobietę . Ech.....
Matylda - Pią 28 Gru, 2007 09:48
Dzięki Ali
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 09:54
| Alison napisał/a: | | podczas gdy Jane, Elizabeth i Kitty szukały swoich czepków i okryć, pani Bennet wzięła swojego nowego zięcia pod rękę i autorytatywnie oświadczyła mu, że wszystkie ścieżki wokół Longbourn są najpiękniejszymi, jakie tylko można mieć w swoich włościach, chociaż przyznała, że osobiście nie ma w zwyczaju zażywać spacerów. |
Pani Bennet jest niezrównana...
Alison - Pią 28 Gru, 2007 10:26
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | podczas gdy Jane, Elizabeth i Kitty szukały swoich czepków i okryć, pani Bennet wzięła swojego nowego zięcia pod rękę i autorytatywnie oświadczyła mu, że wszystkie ścieżki wokół Longbourn są najpiękniejszymi, jakie tylko można mieć w swoich włościach, chociaż przyznała, że osobiście nie ma w zwyczaju zażywać spacerów. |
Pani Bennet jest niezrównana... |
Tak, po prostu widziałam to dokładnie pisząc to zdanie
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 10:38
Ona jest zupełnie jak jedna moja znajoma, która częstując gości jakąś potrawą mówi jednocześnie, że sama jej nie próbowała, bo ona tego nie lubi.
izek - Pią 28 Gru, 2007 11:13
| Alison napisał/a: | | w której Darcy nie brał udziału z braku zainteresowania tematem |
Czyli jednak nie interesowały go buraki tylko
| Maryann napisał/a: | | Ona jest zupełnie jak jedna moja znajoma, która częstując gości jakąś potrawą mówi jednocześnie, że sama jej nie próbowała, bo ona tego nie lubi. |
Co jest dowodem kolejnym na niezmienność charakterów ludzkich przez wieki i na wielkość JA że tak je trafnie potrafiła sportretować
Dzięki kochane
Już spacer się zaczął, jakim cudem będzie ciasteczek aż do 6stycznia
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 11:23
| izek napisał/a: | Czyli jednak nie interesowały go buraki tylko |
Buraki ? Jakie buraki ? Tam w ogóle były jakieś buraki ?
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 11:24
| izek napisał/a: | Już spacer się zaczął, jakim cudem będzie ciasteczek aż do 6stycznia |
No właśnie - zaczął się, ale kulminacja jeszcze przed nami. Potem wszak trzeba porozmawiać z tatusiem (i jeszcze z paroma osobami). No i... doprowadzić sprawę do końca.
Dione - Pią 28 Gru, 2007 16:29
Idziemy na spacer
snowdrop - Pią 28 Gru, 2007 16:35
Dzięki Alison
Ależ musi mu bić serducho!
Gunia - Pią 28 Gru, 2007 16:41
W jej wyglądzie nie było nic eleganckiego.
Ładnie to tak panie Darcy? Chyba prędzej powinien myśleć, że w jej ubiorze. Ech ci mężczyźni - zero wyczucia.
Sofijufka - Pią 28 Gru, 2007 16:54
| Gunia napisał/a: | W jej wyglądzie nie było nic eleganckiego.
Ładnie to tak panie Darcy? Chyba prędzej powinien myśleć, że w jej ubiorze. Ech ci mężczyźni - zero wyczucia. |
Hmmm, chyba Darsik użył tu "elegant" w znaczeniu "formal" lub "ornate". Czyli nie była ubrana jak do wizyty czy wystrojona. I pewnie z aprobatą
Jak dla niego - mogłaby worek założyć...
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 16:58
| Sofijufka napisał/a: | Hmmm, chyba Darsik użył tu "elegant" w znaczeniu "formal" lub "ornate". Czyli nie była ubrana jak do wizyty czy wystrojona. I pewnie z aprobatą |
Dokładnie. Zwłaszcza w kontekście następnego zdania: Jednak każdy jej ruch i gest budził jego podziw.
| Sofijufka napisał/a: | | Jak dla niego - mogłaby worek założyć... |
Gunia - Pią 28 Gru, 2007 17:02
No chyba, że tak.
asiek - Pią 28 Gru, 2007 18:04
| Alison napisał/a: | | ... Błyskawicznie stanął obok niej i ruszyli ścieżką... |
...aby omówić stan dróg pomiędzy Longbourn a Pemberley.
Alison,
malmik - Pią 28 Gru, 2007 18:43
No to teraz FINAL COUNTDOWN
Alison - Pią 28 Gru, 2007 19:53
| Sofijufka napisał/a: | | Gunia napisał/a: | W jej wyglądzie nie było nic eleganckiego.
Ładnie to tak panie Darcy? Chyba prędzej powinien myśleć, że w jej ubiorze. Ech ci mężczyźni - zero wyczucia. |
Hmmm, chyba Darsik użył tu "elegant" w znaczeniu "formal" lub "ornate". Czyli nie była ubrana jak do wizyty czy wystrojona. I pewnie z aprobatą
Jak dla niego - mogłaby worek założyć... |
Macie rację. Tak sie tłumaczy po nocach . Zaraz to poprawie...
Sofijufka - Pią 28 Gru, 2007 20:40
[quote="Alison" ] Macie rację. Tak sie tłumaczy po nocach [/quote]
No, nie żartuj, tłumaczenie właściwe - to tylko myśmy się tak wgryzły w myśli Darsika i wsadziłyśmy je pod mikroskop
A! Tu się z Wami dzielę wspaniałym onlajnowym słownikiem synonimów angielskich - już kilka razy życie mi uratował!
http://dico.isc.cnrs.fr/dico/en/search
Maryann - Pią 28 Gru, 2007 21:06
sęk ju wery much
|
|
|