Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ
asiek - Śro 26 Gru, 2007 19:06
| Alison napisał/a: | | Z króciutką przerwą wakacyjną byłyśmy z Wami codziennie, prawie półtora roku | ,
Jak ten tempus fugit...
| Alison napisał/a: | | Ja niestety muszę wracać do rzeczywistości i powrócić do swojej pracy |
asiek - Śro 26 Gru, 2007 19:15
| Gunia napisał/a: | | Cytat: | Guniu, dwa kieliszki whisky (czy co on tam popijał) to jeszcze nie alkoholizm. A znając Pamelowego Darsika, to chyba trochę więcej do ululania się i do kaca potrzebuje...
Ale mogę Cię zapewnić, że w konkury pójdzie trzeźwy. |
Nie liczy się ilość, ale niepokojące zjawisko "zapijania" stresów.
No ja też tak sądzę, dlatego mam nadzieję, że to rzeczywiście były te dwa kieliszki. |
W każdym kącie stały karafki, to i oprzeć się było trudno.
Ale rzeczywiście wychodzi na to, że Darsik zapija stresy. Zresztą nie on jeden, pan Bennet również w zaciszu biblioteki lubił się odprężać przy kielonku.
Gunia - Śro 26 Gru, 2007 20:09
| Alison napisał/a: | | Gunia napisał/a: | Hmmm. To może jakieś nowe dziełko do tłumaczenia? Chociaż po kawalątku. |
Maryannek coś tam dla was szykuje . Ja niestety muszę wracać do rzeczywistości i powrócić do swojej pracy, bo jak mnie wywalą, to będę zmuszona ciągnąć od Was, jako moich córek, jakieś alimenty na utrzymanie, więc w Waszym szeroko pojętym interesie jest, żebym sobie na jakis czas odpuściła ten przyjemny obowiązek |
No to będziemy trzymać kciuki, żeby Twoje sprawy zostały załatwione szybko i pomyślnie, a potem...
Maryann - Śro 26 Gru, 2007 22:04
| trifle napisał/a: | Czyli autentycznie kończy się historia Pameli? |
| Gunia napisał/a: | A teraz bez tego jakoś tak "dziwno" będzie. |
Nie wiem, czy to Was pocieszy ale wyczytałam, że milady przymierza się do dalszego ciągu fanfika. Biorąc pod uwagę jej "talenta" wykazane w szczególności w tomie II, trochę się boję tej kontynuacji. Ale z drugiej strony, gdyby np. skupiła się na Dy i Georgianie, to kto wie...
Pamela popełniła też - jak na razie - krótki fragment czegoś o dzieciństwie i latach szczenięcych naszego bohatera. Ale ciąg dalszy jest ponoć przewidywany.
Gunia - Śro 26 Gru, 2007 22:06
Może dotarły do niej nasze zażalenia i je zinterpretowała na swój sposób.
Maryann - Śro 26 Gru, 2007 22:09
| Alison napisał/a: | | Gunia napisał/a: | Hmmm. To może jakieś nowe dziełko do tłumaczenia? Chociaż po kawalątku. |
Maryannek coś tam dla was szykuje . |
Taaak. Szykuje... Właśnie zaczyna ostrzyć nożyczki.
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 05:51
Rozdział XI część 8
„Miej nadzieję i czekaj !” radził Dy. Teraz, kiedy patrzył na krajobraz Hertfordshire przesuwający się za oknem powozu, mógł łatwo wyobrazić sobie tamtą scenę. Wiedział bardzo dobrze, jak władcza i nieznośnie zarozumiała potrafiła być jego ciotka, nawet w najlżejszej irytacji. Ale w tym przypadku jej furia została wyjątkowo rozbudzona. To musiało być okropne dla Elizabeth, że stała się jej celem. A mimo to oparła się jej i odmówiła podporządkowania się żądaniom, które łatwo byłoby jej spełnić, gdyby zdecydowanie była mu przeciwna. Po raz setny od wczorajszego dnia zastanawiał się, co ona myśli i czy wracając do Hertfordshire popełnia głupstwo wystarczające, żeby wyrównać te wszystkie, które kiedykolwiek popełnił w życiu.
W czasie krótszym, niż jego niespokojny umysł by przypuszczał, powóz wjechał na drogę do Netherfield i na horyzoncie pojawił się dwór. Nie wysłał żadnego listu zapowiadającego swój przyjazd, a Bingley też go szczególnie nie oczekiwał, bo wolał nie rozbudzać jego nadziei na wypadek, gdyby nie zdecydował się wrócić. Jego przyjaciel mógł być nieobecny. Ale kiedy powóz podjechał bliżej, drzwi się otworzyły i stanął w nich Bingley z wyrazem czystego zachwytu na swej szczerej twarzy.
- Darcy ! No nie, Darcy ! – zawołał schodząc po schodach, żeby go przywitać – To jest ponad wszystko ! – chwycił rękę Darcy’egp natychmiast, gdy wysiadł z powozu.
- Charles – zaczął – Przepraszam, że przyjeżdżam bez uprzedzenia...
- Nonsens – odparł Bingley – Cieszę się, że tu jesteś. Jestem bliski szaleństwa, bo nie mam z kim podzielić się swoim szczęściem. Chodź, wejdź do środka. Mam ci tyle do opowiedzenia !
Zamówiono posiłek, a w tym samym czasie Bingley wciągnął Darcy’ego do biblioteki i poprosił, żeby usiadł.
- Ale, Charles, jestem brudny ! – Darcy wskazał na kurz pokrywający jego ramiona i barki.
- Do diabła z kurzem, Darcy ! – zaśmiał się Bingley. Służący zapukał do drzwi i wniósł tacę, ale niemal zanim jeszcze drzwi się za nim zamknęły, Bingley wybuchnął – Jestem zaręczony !... Zaręczony z najpiękniejszym aniołem na świecie ! Moja śliczna Jane się zgodziła, a jej ojciec dał swoją zgodę. Będziemy małżeństwem, Darcy, małżeństwem ! – zaśmiał się znowu – Możesz w to uwierzyć ? Bo ja nie ! To jest zbyt cudowne !
- Wcale nie, Charles ! – Darcy wziął go za ramiona – Nie znam nikogo innego, kto bardziej zasługiwałby na takie szczęście, naprawdę. Czy sądziłeś, że ona ci odmówi ? Co za nonsens ! Życzę ci szczęścia, przyjacielu. Tobie i twojej przyszłej żonie.
Na jego słowa w oczach Bingleya pojawiły się łzy. Darcy poklepał go gwałtownie po ramionach i odwrócił się.
- Dziękuję, Darcy – odchrząknął Bingley – Dziękuję. Dobrze, czym ci mogę służyć ?
- Sam nie bardzo wiem, oprócz tego, że mam nadzieję, że pozwolisz mi zostać. Może tylko na dzień, a może dłużej. Jeszcze nie wiem.
Bingley przyjrzał mu się z ciekawością.
- Mój dom jest do twojej dyspozycji, wiesz przecież. Nie możesz mi powiedzieć nic więcej ?
- Niestety nie – odparł Darcy – To sprawa natury osobistej. Może to wszystko szaleństwo, nie wiem. Ale – powiedział z uśmiechem – Nawet gdyby tak się okazało, to nic takiego, co mogłoby umniejszyć twoją radość. Wszystko, o co proszę, to żebyś zabrał mnie ze sobą, kiedy będziesz szedł następnym razem z wizytą do swojej narzeczonej.
- Oczywiście – odparł Bingley – Wybieram się tam jutro. Odkąd Jane i ja się zaręczyliśmy, zawsze jestem tam mile widziany. Możemy iść wcześniej, albo później, jak wolisz – Bingley nadal przyglądał mu się z zaciekawieniem.
- Co byś powiedział na partię bilardu przed obiadem ? – zaproponował Darcy, zmieniając temat w sposób, który zawsze skutkował w przypadku jego kuzyna.
- Oczywiście ! – Bingley zmarszczył wargi – Założymy się o wynik ?
Ania1956 - Czw 27 Gru, 2007 07:15
| Maryann napisał/a: | | Może tylko na dzień, a może dłużej. Jeszcze nie wiem. |
Biedny, musi czekać co powie Elizabet Ale będzie miał niespodzianke
Matylda - Czw 27 Gru, 2007 08:49
Ciepło ciepło
Darcy trzymamy za Ciebie kciuki żeby te twoje męki już się zakończyły
Dzięki Maryannku
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 10:47
| Ania1956 napisał/a: | Biedny, musi czekać co powie Elizabet |
Tak swoją drogą, to oni w ogóle biedni byli z tymi oświadczynami - nie dość, że często-gęsto po pozorach musieli wnioskować jaka będzie odpowiedź (bo pannie nie wypadało zbyt otwarcie okazywać przychylności), to jeszcze jak już się oświadczyli, to klamka zapadła i wycofać się nie mogli...
Sofijufka - Czw 27 Gru, 2007 10:53
| Maryann napisał/a: | | Ania1956 napisał/a: | Biedny, musi czekać co powie Elizabet |
Tak swoją drogą, to oni w ogóle biedni byli z tymi oświadczynami - nie dość, że często-gęsto po pozorach musieli wnioskować jaka będzie odpowiedź (bo pannie nie wypadało zbyt otwarcie okazywać przychylności), to jeszcze jak już się oświadczyli, to klamka zapadła i wycofać się nie mogli... |
To prawda, zerwać zaręczyny mogła tylko panna [lub jej rodzina] - ale -jak chcecie - przy okazji wrzucę wam fragment, opisujący, jak pewien dżentelmen subtelnie skłonił panienkę do zerwania?
Ale... powodem do unieważnienia małzeństwa mogło być m.in., że ojciec lub opiekun panny młodej w chwili ślubu wiedział, że nie wywiąże się z finansowych zobowiązań [np. sprzedał posiadłość, któą panna miała dostać]. Może i z zaręczynami tak było - że powód zerwania przez mężczyznę musiał byc powszechnie uznawany?
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 11:16
| Sofijufka napisał/a: | | jak chcecie - przy okazji wrzucę wam fragment, opisujący, jak pewien dżentelmen subtelnie skłonił panienkę do zerwania? |
Kcemy, jasne, że kcemy...
| Sofijufka napisał/a: | | Może i z zaręczynami tak było - że powód zerwania przez mężczyznę musiał byc powszechnie uznawany? |
Tylko co mogło być tym "powszechnie uznawanym" powodem ? Bo przecież nie chęć wydania się za majątek (jak w przypadku Lucy Steele) ?
Sofijufka - Czw 27 Gru, 2007 11:32
| Maryann napisał/a: | | Tylko co mogło być tym "powszechnie uznawanym" powodem ? Bo przecież nie chęć wydania się za majątek (jak w przypadku Lucy Steele) ? |
Pewnie, że nie! To tylko świadczyło o jej zdrowym rozsądku! Ja wiem - może przyłapanie dziewczyny z innym - in flagranti?
Było takie romansidło, w którym kawaler zerwał, bo zorientował się, że panna -choć sliczna, miła, dobra itd - ma umysł osmio-dziesięciolatki. Całe towarzystwo go potępiło. Dziewczę wydano za innego, co skończyło sie tragedią, bo zupełnie nie rozumiała obowiązków małżeńskich [uważała, że to kara], jak zaszła w ciążę, to już zupełnie nie rozumiała, co się z nia dzieje, a w trakcie porodu dosłownie zakrzyczała się na smierc.
Zmroziło mnie, jak przeczytałam wywiad z autorką, która stwierdziła, że jest to prawdziwa historia, zaczerpnięta z dziejów rodziny [trochę tylko podrasowała status uczestników]...
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 11:35
| Sofijufka napisał/a: | Było takie romansidło, w którym kawaler zerwał, bo zorientował się, że panna -choć sliczna, miła, dobra itd - ma umysł osmio-dziesięciolatki. Całe towarzystwo go potępiło. Dziewczę wydano za innego, co skończyło sie tragedią, bo zupełnie nie rozumiała obowiązków małżeńskich [uważała, że to kara], jak zaszła w ciążę, to już zupełnie nie rozumiała, co się z nia dzieje, a w trakcie porodu dosłownie zakrzyczała się na smierc.
Zmroziło mnie, jak przeczytałam wywiad z autorką, która stwierdziła, że jest to prawdziwa historia, zaczerpnięta z dziejów rodziny [trochę tylko podrasowała status uczestników]... |
Niestety, ale wierzę, że to prawda. I nie ze względu na braki w inteligencji u panny, ale na sposób wychowywania dziewcząt (vide Maria Luiza austriacka).
Nellie - Czw 27 Gru, 2007 11:43
| Maryann napisał/a: | Nie możesz mi powiedzieć nic więcej ?
- Niestety nie – odparł Darcy – To sprawa natury osobistej. Może to wszystko szaleństwo, nie wiem. Ale – powiedział z uśmiechem – Nawet gdyby tak się okazało, to nic takiego, co mogłoby umniejszyć twoją radość. Wszystko, o co proszę, to żebyś zabrał mnie ze sobą, kiedy będziesz szedł następnym razem z wizytą do swojej narzeczonej. | Czyli powiedział wszystko, tylko nie wymienił imienia "Elizabeth". Bingley musiałby być ostatnim osiołkiem, żeby się nie domyślić... To coś takiego, jak z jednego skeczu kabaretu "Potem": "Nie powiem!!!...ale mogę pokazać palcem":)
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 14:14
| Nellie napisał/a: | | Bingley musiałby być ostatnim osiołkiem, żeby się nie domyślić... |
Musiałby... Ale że nie jest...
asiek - Czw 27 Gru, 2007 19:12
| Maryann napisał/a: | Życzę ci szczęścia, przyjacielu. Tobie i twojej przyszłej żonie.
Na jego słowa w oczach Bingleya pojawiły się łzy. Darcy poklepał go gwałtownie po ramionach i odwrócił się. |
Sam się był wzruszył, czy dał czas Bingley'owi na otarcie łzy ?
Faceci...
| Maryann napisał/a: | Bingley przyjrzał mu się z ciekawością.
- Mój dom jest do twojej dyspozycji, wiesz przecież. Nie możesz mi powiedzieć nic więcej ?
- Niestety nie – odparł Darcy – To sprawa natury osobistej. |
Taaaa... a zaręczyny oczywiście nie są sprawą natury osobistej, więc o nich wolno mówić. Darcy od Bingley'a oczekuje szczerości, ale sam nie potrafi grać otwarcie.
Maryann,
Dione - Czw 27 Gru, 2007 19:30
No wróciłam akurat na najsmakowitrze kąski
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 19:57
| asiek napisał/a: | Darcy od Bingley'a oczekuje szczerości, ale sam nie potrafi grać otwarcie. |
Jaśnie Pan nie lubi ponosić porażek (a właściwie ktoś lubi ?) i swoje rany wol lizać w samotności - więc skoro nie wie, jaki będzie finał tej "sprawy natury osobistej", to woli się nie ujawniać, co by w razie niepowodzenia nie musieć się spowiadać z harbuza.
Będzie się jutro działo, oj będzie...
asiek - Czw 27 Gru, 2007 20:30
| Maryann napisał/a: | | Jaśnie Pan nie lubi ponosić porażek (a właściwie ktoś lubi ?) i swoje rany wol lizać w samotności |
Harbuz - nic miłego,...ale mógłby uchylić rąbka tajemnicy, ...zwierzyć się przyjacielowi ze swych nadziei, obaw, wątpliwości. Okazałby w ten sposób, że ceni przyjaciela i ma do niego zaufanie.
| Maryann napisał/a: | | Będzie się jutro działo, oj będzie... |
To jutro będzie TA rozmowa... o stanie dróg ?
Alison - Czw 27 Gru, 2007 20:43
- Darcy ! No nie, Darcy ! – zawołał schodząc po schodach, żeby go przywitać – To jest ponad wszystko ! – chwycił rękę Darcy’egp natychmiast, gdy wysiadł z powozu.
- Charles – zaczął – Przepraszam, że przyjeżdżam bez uprzedzenia...
- Nonsens – odparł Bingley – Cieszę się, że tu jesteś. Jestem bliski szaleństwa, bo nie mam z kim podzielić się swoim szczęściem. Chodź, wejdź do środka. Mam ci tyle do opowiedzenia !
Kocham tego Bingleya, za jego szczerość, otwartość i optymizm. Przydałby mi sie ktoś taki w moim otoczeniu. Przy kimś takim od razu chce się żyć, a tu wokół sami depresiarze
Alison - Czw 27 Gru, 2007 20:44
| asiek napisał/a: | To jutro będzie TA rozmowa... o stanie dróg ? |
Pojutrze, jutro będzie wstęp do wstępu
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 20:46
Czyli na weekend siatki na fanfikowe motyle trzeba narychtować...
Alison - Czw 27 Gru, 2007 21:06
| Maryann napisał/a: | Czyli na weekend siatki na fanfikowe motyle trzeba narychtować... |
Czy ja wiem, czy aż siatki... Były sceny co bardziej motylowe dla mnie były...
Maryann - Czw 27 Gru, 2007 21:10
| Alison napisał/a: | | Czy ja wiem, czy aż siatki... |
Dobra. No to sitka do herbaty.
| Alison napisał/a: | | Były sceny co bardziej motylowe dla mnie były... |
For example ?
|
|
|