To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Sapkowski

milenaj - Sob 02 Paź, 2010 20:19

Wróciłam, wróciłam... I magnes działał jak za pierwszym razem.

Pamięta jak kupiłam swoją sagę. Koleżanka z pokoju miała ważne zajęcia i patrząc co ja wyciągam z torby, powtarzała jak mantrę: "Ja się muszę uczyć, ja się muszę uczyć..."

Przez resztę roku, wspólnie nie dałysmy spokoju pozostałym współlokatorkom, póki nie przeczytały. :-D

Anonymous - Sob 02 Paź, 2010 20:35

milenaj napisał/a:
Przez resztę roku, wspólnie nie dałysmy spokoju pozostałym współlokatorkom, póki nie przeczytały.

jak to robisz?
Mnie nikt nie słucha, prawie. przynajmniej w kwestiach książkowych(znajomi mówią, że jakby czytali to co polecam to nosa z ksiązki by nie wyciągnęli) :mysle:

Agn - Sob 02 Paź, 2010 20:36

Och, jakie wy zUe i okrutne... :twisted:
No ale co? Czy współlokatorzy żałują, że zostali na mękach zmuszeni do przeczytania? Nie mów, że żałują, bo nie uwierzę. ;)
Choć istnieją ludzie, którzy Sapka wcale nie kochają. Rzecz gustu, a o nich się ponoć nie rozmawia.

milenaj - Sob 02 Paź, 2010 20:48

lady_kasiek napisał/a:
jak to robisz?


Ja po prostu strasznie wredna i upierdliwa jestem. Na każdym kroku pytałam się jak lektura idzie i nie dawałam spokoju...Tylko moja mama skutecznie się opiera...
Kiedyś zaczęła czytać Martina i już myślałam, że się udało, ale za wcześnie się cieszyłam. Ona po prostu nie umie zawiesić niewiary...

lady_kasiek napisał/a:
znajomi mówią, że jakby czytali to co polecam to nosa z ksiązki by nie wyciągnęli


Moje współlokatorki studiowały polonistykę, więc prędzej, czy później wszystko, co przeczytałyśmy się przydawało :-D


Nie żałują. Choć jedna twierdziła, że za brutalne to wszystko... No i zakończenie...
Ale z drugiej miałyśmy "pożytek", bo wciągnęła się dziewczyna w fantasy bardzo...

Znam ludzi, którzy Sapkowskiego nie trawią. I potrafię to zrozumieć. Sama, chyba jeszcze bardziej, lubię Brzezińską. Ale Sapkowski to całkiem inny styl pisania i nie ma co porównywać.

Anonymous - Sob 02 Paź, 2010 21:19

milenaj napisał/a:
Ja po prostu strasznie wredna i upierdliwa jestem. Na każdym kroku pytałam się jak lektura idzie i nie dawałam spokoju...Tylko moja mama skutecznie się opiera...

Tak to robi moja Mami :roll:

Aragonte - Wto 19 Paź, 2010 22:58

Czytam sobie właśnie wiedźmińską sagę (de facto pierwszy raz, bo kiedyś, lata całe temu przeczytałam dwa pierwsze tomy i jakoś zawisłam, teraz jestem przy Wieży jaskółki) i w sumie to dalej mogę z przekonaniem stwierdzić, że tym, do czego na pewno będę od czasu do czasu wracać, są opowiadania Sapkowskiego - i te pierwsze, bardziej zwarte w budowie, i te bardziej rozbudowane z "Miecza przeznaczenia". Może po części przez sentyment, bo znam je jeszcze z "Fantastyki", ale chyba nie tylko.

Saga zaczyna się dobrze, interesująco, ale gdzieś w trzecim tomie staje się - moim zdaniem - przegadana, akcja utyka, kuleje, schodzi na jakieś mielizny, bohaterowie głównie idą, idą, idą, idą... Zdarzało mi się nawet przeglądać pobieżnie akapity z irytacją i znudzeniem :roll: Szkoda, że całość wydarzeń nie została zawarta np. w trzech tomach. Mam wrażenie, że sadze jako całości wyszłoby to na dobre.
Niestety, nie potrafię polubić Ciri. Współczuję jej, ale jej nie lubię (może podobnie jak Admete mam awersję do nastolatek :wink: ). Wiedźmina lubię, na szczęście :) Cahira też. Regis mnie bawi (liczne bluzgi mnie nie bawią, niestety - cóż, nie ten target, znam jednak takich, którzy to uwielbiają). Jaskier momentami mnie irytuje (a podobno to porte-parole autora). Żałuję, że w niewielkim stopniu wykorzystano postać Yennefer, wydaje mi się, że zasługuje na coś więcej (nie uwielbiam jej, ale jest ciekawa jako postać). Zamiast śledzić mało mnie interesujące czasem poczynania kolejnych nowych epizodycznych postaci, wolałabym poprzyglądać się przygodom tych, których znam :roll:
W Chrzcie ognia miałam chwilę trudnego do okiełznania chichotu podczas sceny gotowania zupy rybnej, chociaż z dość nietypowego powodu :-P Rozbawił mnie pewien cud, do którego wtedy doszło, a mianowicie fakt przecedzenia zupy przy użyciu kolczugi i jednego (sic!) garnka. Dla wyjaśnienia - czytałam kiedyś wzmiankę o tej scenie na pewnym forum, nie wiem, czy bez tego wykazałabym się taką spostrzegawczością :wink: Może tak, może nie. Sapkowski na jakimś spotkaniu autorskim przyznał się, że tego kuchennego detalu nie przemyślał zbyt dokładnie, redaktor też poległ... Bywa :wink:
Jedyna możliwa opcja, którą ktoś kiedyś wymyślił, jest taka, że kolczugą przykryto tylko połowę tego nieszczęsnego garnka :-P i przelewano zupę przez tę kolczugę chochlą. Pracochłonne i mało dokładne, lepiej mieć dwa garnki :mrgreen:

Dokończę sagę (coś w końcu trzeba czytać w autobusach :mrgreen: ), ale fanką nie zostanę, to jednak nie jest mój styl. Kiedy czytam Sapkowskiego, to zaczyna mi się marzyć jakieś fantasy pisane serio, więc pewnie przy pierwszej okazji wrócę do Martina albo Kaya.
Najchętniej wróciłabym do własnego świata, ale na razie nie ma mowy :-|

Rozpisałam się - no cóż, ciąg dalszy recenzji będzie tylko w takim przypadku, jeśli nie padnę w trakcie czytania piątego tomu i znajdę jeszcze coś do dodania.

Przepraszam fanów za czepialstwo - nie czepiałabym się, gdyby opowieść mnie bezgranicznie urzekła i wessała, a niestety tak się nie stało :-|

Edit: skorygowałam jedną durnotę :ops1:

Trzykrotka - Śro 20 Paź, 2010 11:17

Ja niestety miałam tak samo. Kochałam opowiadania, polując na nie w Fantastyce. Rzuciłam się na sagę z wypiekami i z każdym tomem było coraz gorzej i gorzej, aż Wieży Jaskółki nie doczytałam nawet w połowie, bo nic mnie to już nie obchodziło.
Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 12:20

Coś w tym jest - los bohaterów zasadniczo przestał mnie w pewnym momencie obchodzić, podchodzę do ich przygód chłodno, wręcz zimno. Może to efekt uboczny zabaw Sapkowskiego z postmodernizmem, ale chyba nie tylko.

Podobała mi się końcówka "Wieży jaskółki". Zaczęłam ostatni tom - i znowu ziewam oraz mam ochotę przerzucać strony :roll:

Admete - Śro 20 Paź, 2010 17:53

Ja to odbierałam inaczej, bo byłam wtedy na studiach i to było przeżycie pokoleniowe - coś jak HP potem, a teraz dla niektórych Zmierzch ;)
Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 18:52

Innymi słowy, za stara jestem :-P
Wiem, wiem :wink:

Admete - Śro 20 Paź, 2010 19:01

Nie za stara - po prostu miałas co innego :) Poza tym akurat sobie dobrałam na studiach takie towarzystwo czytające fantastykę.
Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 19:28

Fantastykę czytałam, ale mało polskiej. I z rezerwą podchodziłam do Sapkowskiego.
Jak pisałam wcześniej - zrobiłam podejście do sagi i zawisłam.

BeeMeR - Śro 20 Paź, 2010 19:33

Ja uwielbiam opowiadania Sapka i pierwszy tom sagi - potem się faktycznie rozwleka, politycznieje, idą, idą, nie wiedzieć już po co.
Końcówka wieży Jaskółki to ta na łyżwach, tak? Świetnie napisany fragment lelawej jako całość książki.

A fragment z kolczugą zawsze mnie bawił, głównie tekst: "przedtem też ją [kolczugę] wypłuczemy" - długi czas dostawałyśmy z Anią głupawki przy tym tekście, ale nigdy nie traktowałam go serio, ot, jako humorystyczną wstawkę, głupi pomysł, którego nie zrealizowano, bo ja bym w życiu się nie zgodziła cedzić mojego jedzenia przez cudzą , zapoconą, używaną kolczugę :P
No, ale nigdy nie analizowałam tego fragmentu ;)

Admete - Śro 20 Paź, 2010 19:36

Teraz by mi się już sagi nie chciało czytać.
Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 21:06

BeeMeR napisał/a:
Końcówka wieży Jaskółki to ta na łyżwach, tak? Świetnie napisany fragment lelawej jako całość książki.

Tak, o tym fragmencie pisałam. Bardzo dobry był.
Uwielbiam słowo "lelawy" :mrgreen:

Obawiam się, że Pani jeziora jest równie lelawa :roll:

BeeMeR - Śro 20 Paź, 2010 21:23

Aragonte napisał/a:
Obawiam się, że Pani jeziora jest równie lelawa :roll:
nie zaprzeczę, bo nie pamiętam z niej dosłownie nic, a z WJ przynajmniej scenę na łyżwach :mrgreen:
Agn - Śro 20 Paź, 2010 22:43

Admete napisał/a:
Teraz by mi się już sagi nie chciało czytać.

Ja nie mam takich oporów. Kapitalnie się bawię przy książkach Sapkowskiego, lubię go nawet wtedy, gdy jego bohaterowie brudzą sobie rąsie polityką. Mnie to wszystko bardzo interesuje w świecie książkowym, więc...
Czytałam to wiele razy. Niech będzie, że kocham bezmyślnie albo ślepo, ale ja się na żadnym fragmencie sagi czy husyckiej trylogii nie nudziłam.

Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 23:03

Agn, nie napisałam nigdzie, że bezmyślnie uwielbiają Ci, którym się to bezgranicznie podoba - po prostu nie stanowię dobrego targetu :wink:
Agn - Śro 20 Paź, 2010 23:18

Nie, nie o to mi chodziło. Chodzi mi o to, że w przypadku Wiedźmina czy Trylogii husyckiej ja łykam po prostu wszystko jak grzeczny pelikanik - jak leci: dygresje, politykę, pogawędki, akcję... wszyściutko. I nie zastanawiam się w sumie, czy z tego wątku jeszcze coś będzie (a czasami są wątki, które są po prostu epizodami, a które można by jeszcze śmiało pociągnąć, choć wtedy zapewne wyszłaby inna historia). Po prostu jest i ja to przyjmuję. I to mam na myśli pisząc "bezmyślnie". :)
Aragonte - Śro 20 Paź, 2010 23:36

Agn, padłam ze śmiechu na widok Twego podpisu :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Agn - Czw 21 Paź, 2010 00:23

No co? No co? Może nieprawda? Niech wszyscy wiedzą, żeś bez modłów i składania ofiar uradowałaś Agn. :mrgreen:
Życzysz sobie pomnik z marmuru czy z granitu? :wink:

A żeby nie było tak totalnie nie na temat. Wspomniano powyżej o Yennefer. Powiem szczerze, że choć Yenna ma swoje dobre momenty (w końcu baba z jajami), ale i tak wolę Triss.

Aragonte - Czw 21 Paź, 2010 00:41

Pomnik starczy z masy solnej w wersji mini :mrgreen:

Potem się sama okrutnie zmoderuję :-P

Trzykrotka - Czw 21 Paź, 2010 11:30

A mnie się wydaje, że Sapkowski ma jakiś kompleks na tle kobiet. Jakby dzielił je na te " do łóżka" i za stare na "te rzeczy." Te za stare jeszcze nieźle wypadają (jak babka Ciri czy kapłanka w świątyni, w której leczy się Geralt), ale cała reszta już tylko pręży biusty i kręci tyłkami, prędzej czy później lądując w wyrku Wiedźmina. I jeszcze zdradzają i generalnie - złe kobiety to są (no dobra, jest jeszcze Milva :wink: )
Aragonte - Czw 21 Paź, 2010 12:43

Trzykrotka napisał/a:
A mnie się wydaje, że Sapkowski ma jakiś kompleks na tle kobiet. Jakby dzielił je na te " do łóżka" i za stare na "te rzeczy." Te za stare jeszcze nieźle wypadają (jak babka Ciri czy kapłanka w świątyni, w której leczy się Geralt), ale cała reszta już tylko pręży biusty i kręci tyłkami, prędzej czy później lądując w wyrku Wiedźmina. I jeszcze zdradzają i generalnie - złe kobiety to są (no dobra, jest jeszcze Milva :wink: )

Trzykrotko, wymieniłaś dwie moje ulubione bohaterki, czyli Calanthe i Nenneke :mrgreen:
A z faktu, że 99 procent pań z sagi i opowiadań leci na Geralta, to na przemian się śmieję i prycham na to z irytacją, bo to mi odrobinę marysuenizmem pachnie :roll:

Przeglądałam recenzje sagi w sieci i z tego, co widzę, większość jednak jest zauroczona i pełna ochów i achów. Jestem w mniejszości :wink:

Yvain - Czw 21 Paź, 2010 15:23

Ech....nie brałabym tego tak na poważnie. To jak pisze historię wiedźmina jest czasem dość frywolne ale takie ma być, sporo kobiet na niego leci ale tak ma być, że ma Geralt "nieodparty urok" :mrgreen: Dla mnie Sapek pisze w tonie żartobliwym, soczyście, przaśnie i barwnie, dlatego świetnie się bawię go czytając. Zresztą od zawsze, a dzisiaj dzięki mediom może nawet bardziej, kobiety wariują na punkcie znanych facetów i chętnie im wskakują do łóżek :mrgreen: cóż bywa


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group