Twórczość - "Wichrowe Wzgórza" Wuthering Heights Emily Brontë
Marija - Pon 15 Paź, 2007 19:30
Ale kwiatek, i to na początku wydania Ossolineum, 1990 r. . "Powiązania rodzinne bohaterów Wichrowych Wzgórz" , i cóż widzimy? Hindley i Katarzyna byli dziećmi Lintonów, pan Earnshaw (ten, co sprowadził Heathcliffa) spłodził Edgara i Izabelę . Najśmieszniejsze, że nie pamiętam, żebym to kiedyś zauważyła. Musi lecytyna zadziałała ! Ciekawe, czy była errata?
Jutro też sobie z Maryśką pogadam...
Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 20:16
Marijo wow, wez prosze wklej jakis skan, albo cus bom ciekawa, ja Wichrowe znam tak srednioę a chetnie sie dowiem ciekawostek ronznych
Marija - Pon 15 Paź, 2007 20:52
Nie mam niestety w domu skanera .
Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 21:16
a aparacik
Marija - Pon 15 Paź, 2007 21:52
Aparacik przebywa z małżonkiem (moim) . Klapa na całej linii.
Anonymous - Wto 16 Paź, 2007 06:33
ajć
Gunia - Sob 27 Paź, 2007 19:15
Właśnie dziś dokończyłam tę książkę. Trochę ją sobie zepsułam oglądając najpierw ekranizacje (po pierwszym obejrzeniu byłam w takim szoku, że cały dzień byłam jak nieprzytomna). Chyba dlatego dzieje Heathcliffa i Katarzyny nie były dla mnie tak zajmujące, że poznałam je już wcześniej. W każdym razie to mocna i przygnębiająca książka i chyba chodziłabym dziś struta cały dzień, gdyby nie bardziej optymistyczne zakończenie.
I nie zgadzam się z twierdzeniem, że ta książka opowiada o źle w czystej postaci. Choć tego zła i podłości jest mnóstwo, to nawet Heathcliff nie wydaje mi się do końca zły.
nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 21:37
A gdzie według ciebie jest dobro w Heathcliffie?
Gunia - Nie 28 Paź, 2007 15:44
Nie widzę w nim bezdennego zła. Od początku życie go krzywdziło. Najpierw nędza i bezdomność, potem równie destrukcyjna pobłażliwość i faworyzowanie, a na koniec okrucieństwo w czystej postaci. W takich warunkach trudno mu wypominać, że stał się tak szalony w dążeniu do zemsty. Owszem, miał od początku trudny charakter, ale ile w codziennym życiu widzimy takich ludzi? Gdyby spotkało go prawdziwe, serdeczne uczucie wcale nie byłby gorszy niż inni ludzie ze złymi doświadczeniami. Od początku nikt go nie kochał. Sympatię starego Earnshawa nazwałabym raczej obsesją na punkcie chłopaka, a nie konstruktywnym uczuciem. Został wpędzony w wybujałe pojęcie o własnej wartości, na wszystko mu pozwalano. Potem zrobiono z niego nawet nie niewolnika, tylko psa. Kiedy wreszcie wydało mu się, że ktoś go kocha, dostał od życia najboleśniejszego kopniaka. Mówicie, że to nie była prawdziwa miłość, tylko obsesja. Jakie on mógł mieć pojęcie o prawdziwej miłości? Jedynym źródłem wiedzy o niej mogła być Biblia, ale od dzieciństwa mu wpajano, że jest ona jedynie źródłem kar i potępienia. Z nauk Józefa jasno wypływała nauka: winni muszą być i będą ukarani. Ani słowa nie było o wybaczeniu i miłosierdziu. Nie miał możliwości skonfrontować świata, w którym żył z otoczeniem, bo nie miał z nim prawie kontaktu, a z tego, który miał, też nie płynęły żadne konstruktywne wnioski.
Jest on okrutny, ale nie nieludzki. Sądzę że nie jest on z natury zły. Złym stworzyli go ludzie, którzy mieli go kształtować i wychowywać, tak samo jak trudno nazwać stricte złymi zamachowców i terrorystów, którzy w wieku kilku lat są porywani czy sprzedawani przez rodziców do obozów, gdzie nie mogą zdobyć żadnego pojęcia o normach moralnych. To przez konfrontację z otoczeniem od dzieciństwa kształtujemy swoje sumienie i osąd sytuacji. Małe dziecko nie zdaje sobie od początku sprawy ze swoich złych postępków. To reakcje otoczenia utwierdzają je w przekonaniu, że coś jest złe. Kali nie widział nic złego w kradzieży, bo tak go nauczono. Heathcliff wychował się w świecie trudnym, gdzie zemsta była na porządku dziennym, a spryt i podłość stanowiły popularną i najskuteczniejszą strategię przetrwania. Zaskakuje nas okrucieństwo prawa dżungli, ale sami podlegamy prawu naszego świata.
W Heathcliffie widać człowieczeństwo. Chociaż jego plan wyrządził krzywdę Haretonowi i trudno stwierdzić, że postępował wobec niego poprawnie, to pokazał mu swoje bardziej ludzkie oblicze. Był do niego w jakiś sposób przywiązany, więc i chłopiec był mniej zatwardziały niż on w jego sytuacji. Chociaż warunki mieli niemal takie same, to jednak tego drugiego nie spotykał taki ogrom przemocy, więc przy pomocy Katarzyny z wpojonymi zasadami mógł stać się normalnym człowiekiem. Choć obaj mieli identyczną pozycję życiową, to już ta niewielka różnica w traktowaniu pozwoliła Haretonowi na rozwój w lepszym kierunku. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że i Heathcliff mógłby być normalnym człowiekiem, gdyby dostał szansę. Nie widzę w nim bezdennego zła, jedynie krzywe zwierciadło, w którym odbija się jego otoczenie i doświadczenia, powodując takie a nie inne czyny.
nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 17:25
Jednak zastanawianie się, kto jest winny charakteru Heathcliffa i czy mógłby on być inny, to nie to samo, co znalezienie w nim dobra.
Chociaż rzeczywiście, zgodziłabym się, że czuł coś do Haretona. Ale może to przez to, że widział w nim siebie?
Admete - Nie 28 Paź, 2007 19:37
Guniu bardzo mi się podoba twoja analiza charakteru Heathcliff'a i motywów jego postępowania. Naprawdę to przemyslałaś
Gunia - Pon 29 Paź, 2007 19:47
| Gunia napisał/a: | Jednak zastanawianie się, kto jest winny charakteru Heathcliffa i czy mógłby on być inny, to nie to samo, co znalezienie w nim dobra.
Chociaż rzeczywiście, zgodziłabym się, że czuł coś do Haretona. Ale może to przez to, że widział w nim siebie? |
A czy dobro człowieka, który został wychowany przez wspaniałych ludzi jest tylko jego zasługą? Dla mnie to powieść bardziej o wpływie, jaki możemy wywrzeć na innych ludzi, także tym złym. Ale nie widzę w niej tego odciętego od realiów zła w czystej postaci, o które się tę książkę posądza.
| Admete napisał/a: | Guniu bardzo mi się podoba twoja analiza charakteru Heathcliff'a i motywów jego postępowania. Naprawdę to przemyslałaś |
To chyba wina mojego utopizmu. Jakoś mi się w głowie nie mieści, że ktoś sam z siebie może być bardzo zły.
nicol81 - Pon 29 Paź, 2007 22:18
Hm, ale tak można by też powiedzieć, że Hindley nie byłby taki zły, gdyby nie pojawił się Heathcliff...
Anonymous - Pon 29 Paź, 2007 23:08
| Gunia napisał/a: | | Jakoś mi się w głowie nie mieści, że ktoś sam z siebie może być bardzo zły. |
Bo chyba samym z siebie nie można byc złym. zło które człowiek objawia na zewnątrz, może być raczej swoistą reakcją obronną. Próbą ochrony.
Zresztą ja się nie znam
bezpaznokcianka - Wto 30 Paź, 2007 00:00
Headcliffa pan Earnshaw znalazł na ulicach Liverpoolu. To mówi samo za siebie.
nicol81 - Wto 30 Paź, 2007 15:40
Czyli co? Że Heathcliff miał niewesołe dzieciństwo?
Marija - Wto 30 Paź, 2007 19:59
Nooo, wygląda na to, że przeżycia z dzieciństwa wyznaczyły jego późniejsza drogę.
bezpaznokcianka - Śro 31 Paź, 2007 00:15
powiem wam drogie damy, że bardzo dawno nie oglądałam ekranizacji, a książki nie miałam w ręku jeszcze dawniej. Zagnieździło mi się jedynie w umyśle wyobrażenie o wspaniałej miłości pełnej namiętności i pasji.. takiej typowo romantycznej, że trawi i dusi i gnębi i kusi i trwa nawet po śmierci jednego z kochanków. Ale teraz, gdym film sobie odświeżyła po pierwsze muszę powiedzieć, że boję sie Headcliffa bo nieobliczalnym był draniem i hamem!! (obejrzałam wersję z Ralphem oczywiście). I mało tego... wydaję mi się, że Kathy Headcliffa tak naprawdę nie kochała!! była może nim zauroczona i był ci on jej przyjacielem, ale miłością jej życia bym tego nie nazwała. Z kolei z jego strony to była istna obsesja z tym wyliczaniem ile dni z nim spędziła i w ogóle... w sumie dobrze zrobiła wychodząc za Lintona.
Loana - Śro 31 Paź, 2007 08:55
zgadzam sie z bezpaznokcianka.
Wg mnie o ile ze strony Heathclifa jakiegos zauroczenia mozna sie doszukiwac, to Katy w ogole mnie nie przekonala swoja miloscia... Ona kochala najbardziej jedna osobe - siebie. Robila wszystko dla siebie, a Heatcliffa traktowala bardziej jak wlasnosc, a nie ukochanego. W ogole w tej ksiazce milosc nie jest przekonujaca - co to za milosc, ktora czula zona Heatcliffa? Chyba tylko Linton naprawde kogos kochal, dlatego tak mi go bylo szkoda przez caly czas, zrobil taki zly wybor.
Marija - Śro 31 Paź, 2007 09:06
MUSIAŁ zrobić taki wybór, z powodu konstrukcji powieści - wszystko w zasadzie rozgrywa się między dwoma domami, jakby reszty świata poza nimi nie było. Ogień i woda, a poza nimi nic. Heathcliff i Katarzyna też byli skazani na siebie, nie znając nikogo poza domownikami, aż do poznania Lintonów. Gdyby Katarzyna nie musiała u nich pozostać, z pogryzioną nogą , to też nie wiadomo, czy zaakceptowałaby ich sposób życia, znajomość z nimi.
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 10:28
Ale co to znaczy "naprawdę kogoś kochać"? Dla każdego miłość jest czym innym. Można powiedzieć, że prawdziwa miłość to bezinteresowność, i gdyby Heathcliff naprawdę kochał Kathy, pozwoliłby jej być z E.Lintonem. Ale w końcu poświęcił jej życie.
Marija - Śro 31 Paź, 2007 10:41
Ja wiem, czy jej poświęcił? On na koniec najwyraźniej sfiksował, mimo pozornej jasności umysłu (te zarządzenia co do gospodarstwa)...
Loana - Śro 31 Paź, 2007 10:43
| nicol81 napisał/a: | | Ale w końcu poświęcił jej życie. |
[ironia mode on] i to jest taaaakie romantyczne [ironia mode off]
A ja sie wlasnie cieszylam, jak ona odeszla, bo mialam nadzieje, ze gosciu da sobie spokoj. Jak juz zabil "ukochana", to powinien zajac sie wlasnym zyciem albo ewentualnie przelac milosc na dziecko ukochanej, czyli na corke. Ale heatcliff okazal sie naprawde bestia, bo nie tylko nie uspokoil sie, ale rowniez zaczal niszczyc zycie nastepnego pokolenia.
trifle - Śro 31 Paź, 2007 16:51
Guniu, też jestem pod wrażaniem tej charakterystyki Heathcliffa Czy Ty naprawdę masz tyle lat, co tu podajesz?
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 19:00
| Loana napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | Ale w końcu poświęcił jej życie. |
[ironia mode on] i to jest taaaakie romantyczne [ironia mode off]
A ja sie wlasnie cieszylam, jak ona odeszla, bo mialam nadzieje, ze gosciu da sobie spokoj. Jak juz zabil "ukochana", to powinien zajac sie wlasnym zyciem albo ewentualnie przelac milosc na dziecko ukochanej, czyli na corke. Ale heatcliff okazal sie naprawde bestia, bo nie tylko nie uspokoil sie, ale rowniez zaczal niszczyc zycie nastepnego pokolenia. |
A ja nie mówię, że romantyczne. Ale często widzowie i czytelnicy mają swoje opinie na temat, czym jest miłość i stosują je do oceny bohaterów, deklarując, czy to prawdziwa miłość. Może gościu powinien dać sobie spokój, ale moim zdaniem to nie leżało w jego charakterze.
|
|
|