Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ
Matylda - Nie 23 Gru, 2007 13:45
| Maryann napisał/a: |
Ciekawe tylko, jak jej małżonek zareagował na taką ewentualność - czy sam przewidział kłopoty, czy też dopiero milady otworzyła mu oczy ?
|
Z tego co wiemy o Colinsie to bardzo prawdopodobne , że sam napuścił cioteczkę na Darsika.
Przecież to taka chodząca hipokryzja , a wiedział o wyskoku Lidii ( ale musiał odetchnąć , że nie ożenił się z żadną Bennetówną i cały ten skandal nie dotyczył jego rodziny )
Maryann - Nie 23 Gru, 2007 14:08
| Matylda napisał/a: | | Z tego co wiemy o Colinsie to bardzo prawdopodobne , że sam napuścił cioteczkę na Darsika. |
Myślisz ? Właściwie to chyba tak - w końcu jako wierny sługa swojej patronki musiał zauważyć, że ta sprawa godzi w interesy jej córki.
Ale z drugiej strony - czy nie przeżył chwili niemego zachwytu na myśl o swoim ewentualnym powinowactwie z milady ?
| Matylda napisał/a: | | ale musiał odetchnąć , że nie ożenił się z żadną Bennetówną i cały ten skandal nie dotyczył jego rodziny |
Jednak dotyczył - w końcu nie przestał być ich kuzynem.
Co do tej ulgi, to zresztą wcale się z nią nie ukrywał - zupełnie jakby uważał ją za w pełni uzasadnioną. Charlotta zresztą też dorzuciła tu swoje trzy grosze - to przecież ona powiedziała, że wyskok Lidii był skutkiem zbytniego pobłażania jej w domu.
Alison - Nie 23 Gru, 2007 14:11
| Maryann napisał/a: | Ale z drugiej strony - czy nie przeżył chwili niemego zachwytu na myśl o swoim ewentualnym powinowactwie z milady ?
|
Jestem przekonana, że pan Collins w skrytości ducha już obmyślał komplemenciki dla państwa Darcy'ch
Maryann - Nie 23 Gru, 2007 14:28
Zostałby kuzynem swojej patronki... Zaszczyt godzien zapisania złotymi zgłoskami w annałach familii Collinsów...
A swoją drogą, że też lady Catherine nie miała do Collinsa (a zwłaszcza do jego żony) pretensji - w końcu to pośrednio za ich przyczyną Lizzy znalazła się w Hunsford...
Gunia - Nie 23 Gru, 2007 15:17
Pewnie swym służalczym uwielbieniem zapewnili sobie w jej oczach opinię wyzbytych wszelkich niecnych cech.
Maryann - Nie 23 Gru, 2007 15:44
No, pastorek na pewno. Ale Charlotta ? Chyba nie do końca, skoro wolała zwiać do rodziców...
Maryann - Pon 24 Gru, 2007 07:33
Rozdział XI część 5
- Widzę – przerwał jej – Że jest ciocia bardzo wzburzona doniesieniami dotyczącymi panny Elizabeth Bennet. Skąd one się wzięły ? Czy źródło jest wiarygodne ?
Ciotka rozluźniła uścisk na lasce i odłożyła ją na bok.
- Informacje są z najlepszego źródła. Zwrócił mi na nie uwagę mój pastor, pan Collins, a oprócz tego, że jest moim proboszczem, jest też spokrewniony z dziewczyną. Poza tym, ona jest najbliższą przyjaciółką jego żony. Tu nie może być pomyłki, mój siostrzeńcze.
- Być może – powiedział Darcy przeciągle, pochylając się do przodu, żeby schować twarz za filiżanką herbaty. Od Collinsa ? Po prawdzie, to musi być od jego żony. List od Elizabeth ? Czy z Lucas Lodge ? – W jakiej formie pojawiła się ta pogłoska ?
- W jakiej formie ? Słyszałam to od samego Collinsa, Darcy ! – żachnęła się nieco na widok uniesionych brwi Darcy’ego, ale szybko się uspokoiła – Najwyraźniej jego żona dostała od swojej rodziny list z wiadomościami o zaręczynach najstarszej córki Bennetów z twoim przyjacielem – podniosła głos – A jak się przypuszcza, wkrótce potem mają nastąpić twoje z jej siostrą. To podłe plotkarstwo jest nie do zniesienia ! – laska, którą w pasji podniosła, uderzyła w podłogę z głośnym odgłosem.
Darcy potrząsnął głową.
- Droga ciociu, przez lata moje imię łączono z całym mnóstwem młodych dam. To tylko plotki. Kompletne wymysły. Dlaczego zamartwia się ciocia akurat tą ostatnią ?
- Dlatego – odpaliła – Bo ty... Czy raczej ona… – zamilkła i przez chwilę mogła tylko na niego patrzeć.
Oddał jej spojrzenie z całą niewinnością, na jaką zdołał się zdobyć, ale zasadnicze znaczenie miała jej odpowiedź na jego pytanie. Żeby popchnąć jej wysokość do takiego działania, jakie podjęła, trzeba było czegoś więcej, niż bezsensowna pogłoska.
- Proszę, niech ciocia mówi dalej.
- Och ! – wybuchła – To by się nie stało, gdybyś tylko się zgodził na ogłoszenie zaręczyn z twoją kuzynką ! Po pierwsze ta dziewczyna nie ośmieliłaby się zacząć, albo przynajmniej miałabym jej obietnicę…
- Jej obietnicę ! – Darcy zerwał się na równe nogi – Co ciocia zrobiła ? Czy kontaktowała się ciocia z panną Elizabeth Bennet ?
- Darcy, nie wyobrażaj sobie, że żeby położyć kres sprawie takiej, jak ta, wystarczy list. Powiedziałam jej prosto w oczy…
W Darcym wszystko zamarło.
- Kiedy ? – zażądał odpowiedzi – Kiedy z nią ciocia rozmawiała ? Co ciocia powiedziała ?
- Dziś rano, mój panie i spotkałam się z tak nieprzyzwoitą zuchwałością i niewdzięcznością, jakiej mam nadzieję nigdy więcej nie doświadczyć !
Darcy wolno podszedł do okna, chcąc opanować szok, jaki zrodziły jej słowa. Szok szybko ustąpił miejsca oburzeniu ze względu na siebie, ale jeszcze bardziej ze względu na Elizabeth. Kiedy znowu odwrócił się twarzą do ciotki, jego wzburzone uczucia połączyły się w gniew tak nieugięty, że nie był w stanie go ukryć.
- Mam rozumieć – zaczął skrupulatnym, napiętym tonem – Że pojechała ciocia do Hertfordshire, żeby zarzucić pannie Elizabeth Bennet udział w tej plotce, a potem zażądać od niej jakiegoś rodzaju obietnicy ? Dobry Boże, ciociu ! W jakim celu i jakim prawem miesza się ciocia do sprawy, której rozwiązanie należy do mnie ?
Marija - Pon 24 Gru, 2007 07:38
Hehe, świetna scena, aż żal, że w filmie jej nie mogło być . Noremalnie cioteczka Jilly ...
Sofijufka - Pon 24 Gru, 2007 09:32
Ale cioteczka jednak trochę moresu przed Darsikiem czuje ["Dlatego – odpaliła – Bo ty... Czy raczej ona… – zamilkła i przez chwilę mogła tylko na niego patrzeć"].
Dostanie za swoje !
Ale - ona z tych, co się nie zmieniają... Żal mi Lizzie
Alison - Pon 24 Gru, 2007 09:38
Cioteczka jak pani Bennet chce dobrze wydać córkę, więc walczy jak lwica.
Dziewczynki z ABT, ja w kwestii formalnej - bo Caroline tłumaczyła zwracanie się Darcy'ego do ciotki per pani, a Maryannek per ciociu, czy to ma uzasadnienie, że najpierw chłodne powitanie i było "madam" a potem rodzinne emocje, czy to tylko tak wyszło? Ja wprawdzie nie mam już fragmentów z ciocią, ale chciałam się upewnić, bo to zawsze problem, kiedy ma się tylko to "you" do dyspozycji, a resztę trzeba sobie samemu wykombinować
Caroline - Pon 24 Gru, 2007 11:11
Ach, soczysty kawałeczek
W kwestii formalnej, jak jest madam tłumaczę "pani", jak jest "aunt" ciociu, sęk w tym, że "aunt" angielskie wydaje mi sie bardzie formalne niż polskie "ciociu", ale mam wrażenie, że kontekst wszystko wyjaśnia, o jakiejkolwiek poufałości nie ma tu mowy
snowdrop - Pon 24 Gru, 2007 11:15
Pyszny kawałek. Chciałabym aby wykrzyczał jaj swoje uczucia do Lizzy.
A ona niech wtedy spadnie z krzesła z wrażenia. To byłaby scena.
Dzięki Maryann
Marija - Pon 24 Gru, 2007 11:17
Mógłby tak wygarnąć, jak Karolinie Bingley, że "od pewnego czasu uważa ją [Lizzy] za jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie zna" . To była scena!
Maryann - Pon 24 Gru, 2007 12:08
| Alison napisał/a: | | Dziewczynki z ABT, ja w kwestii formalnej - bo Caroline tłumaczyła zwracanie się Darcy'ego do ciotki per pani, a Maryannek per ciociu, czy to ma uzasadnienie, że najpierw chłodne powitanie i było "madam" a potem rodzinne emocje, czy to tylko tak wyszło? |
Ja najpierw przetłumaczyłam tak. jak Caroline. Ale później przy czytaniu jakoś mi to nie bardzo pasowało i zamieniłam "panią" na "ciocię". Rzeczywiście brzmi to trochę mnie formalnie, choć mnie się akurat skojarzyło z siostrzeńcem mojej znajomej, który normalnie mówił do niej w drugiej osobie (np. "ciociu, fajnie że przyszłaś") - za wyjątkiem sytuacji, kiedy miał do niej jakąś ważną (i z reguły nieprzyjemną) sprawę. Wtedy zawsze zwracał się do niej per "droga ciociu, niech ciocia...".
Maryann - Pon 24 Gru, 2007 12:13
| snowdrop napisał/a: | Chciałabym aby wykrzyczał jaj swoje uczucia do Lizzy. |
Mr Darcy miałby krzyczeć ? I to na ciocię ?
Sofijufka - Pon 24 Gru, 2007 12:23
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Dziewczynki z ABT, ja w kwestii formalnej - bo Caroline tłumaczyła zwracanie się Darcy'ego do ciotki per pani, a Maryannek per ciociu, czy to ma uzasadnienie, że najpierw chłodne powitanie i było "madam" a potem rodzinne emocje, czy to tylko tak wyszło? |
Ja najpierw przetłumaczyłam tak. jak Caroline. Ale później przy czytaniu jakoś mi to nie bardzo pasowało i zamieniłam "panią" na "ciocię". Rzeczywiście brzmi to trochę mnie formalnie, choć mnie się akurat skojarzyło z siostrzeńcem mojej znajomej, który normalnie mówił do niej w drugiej osobie (np. "ciociu, fajnie że przyszłaś") - za wyjątkiem sytuacji, kiedy miał do niej jakąś ważną (i z reguły nieprzyjemną) sprawę. Wtedy zawsze zwracał się do niej per "droga ciociu, niech ciocia...". |
U nas było chyba wtedy w użyciu "pani ciotko"... Albo w trzeciej osobie "ciotunia będzie tak łaskawa" [a w duchu: ażeby cię dyabli wzięni ]
Maryann - Pon 24 Gru, 2007 12:27
| Sofijufka napisał/a: | U nas było chyba wtedy w użyciu "pani ciotko"... Albo w trzeciej osobie "ciotunia będzie tak łaskawa" [a w duchu: ażeby cię dyabli wzięni ] |
O ! Dokładnie !
Gunia - Pon 24 Gru, 2007 12:35
| Maryann napisał/a: | | sprawy, której rozwiązanie należy do mnie ? |
HA! Ciekawe cóż to za rozwiązanie ma na myśli.
Maryann - Pon 24 Gru, 2007 12:36
Nooo... Że sam pojedzie i się zapyta, jak to z tą plotką było...
Gunia - Pon 24 Gru, 2007 12:39
Czy raczej jak to jest, że to wciąż tylko plotka?
Matylda - Pon 24 Gru, 2007 21:52
No i jednak nasi forumowi detektywi mieli rację to wszystko zasługa Colinsa
Już wyobrażam sobie jak Darsikowi łomotało serducho chyba czuł je aż w łepetynie.
Pewnie bał sie , że poczynił tyle starań , a cioteczka wszystko popsuje. W końcu znał dobrze Elunię i wiedział , że można ja obrazić do żywego
Maryann - Wto 25 Gru, 2007 08:23
Rozdział XI część 6
W oczach lady Catherine pojawił się wojowniczy błysk. Wyprostowała się i chwyciwszy swoją laskę uderzyła nią mocno o podłogę.
- Prawem twojej najbliższej krewnej i w twoim najlepszym interesie ! – wstała i powiedziała do niego szyderczo – Tak, w twoim interesie ! Och, widziałam twoją słabość w Rosings ostatniej wiosny, kiedy ona była w pobliżu. Ale nie dałam wiary, że mógłbyś tak się poddać jej sztuczkom i powabom – i to pod moim własnym dachem ! – żeby ją ośmielić ! Co by się stało, gdybym złożyła to w twoje ręce ? Jeśli jej nie poruszyły apele do obowiązku, honoru i wdzięczności, to czym można ją powstrzymać, jeśli nie powiedzeniem prawdy o jej bezczelności ? I miałam pełne prawo to zrobić ! Ona nie przeszkodzi ci w spełnieniu obowiązku wobec rodziny, ani nie stanie na drodze zasłużonego szczęścia mojej córki !
Darcy okrążył stół odwzajemniając jej jastrzębie spojrzenie z całym zimnym gniewem, jaki wzbudziły w nim jej słowa i czyny.
- Stanowczo ciocia przesadziła. Nie ma wystarczającego usprawiedliwienia, żeby wybaczyć cioci wtrącenie się w sprawę tak osobistą, jak ciocia opisała, czy też prawienie kazań komuś zupełnie z ciocią nie spokrewnionemu, dla własnego kaprysu, wykorzystując przewagę pozycji.
- Gdybym zostawiła to tobie, ty byś się wyparł ! A wtedy gdzie byśmy byli ? Ona przynajmniej nie zaprzeczyła...
- Zaprzeczyła czemu ? – ręce go swędziały, żeby potrząsnąć stojącą przed nim kobietą, niezależnie od tego, czy to jego ciotka, czy nie – Z czym ją ciocia zostawiła ?
- Nic mi nie przyrzekła ! Choć przedstawiałam jej wszystkie ujemne strony związane z takim małżeństwem, uparła się ! Odmówiła mi obietnicy, że nie przyjmie oświadczyn, nawet gdyby dostała taką propozycję. Uparta, zawzięta dziewczyna ! Powiedziałam jej to ! Jest zdecydowana cię zniszczyć ! Postanowiła zrobić z ciebie pośmiewisko.
Coś niczym nadzieja przedarło się przez lód, który okrył jego serce. Nie przyrzekła ! Doświadczyła najbardziej oburzającej ingerencji w swoją prywatność i oceny swojego charakteru, a mimo to nie przyrzekła ! Elizabeth... W jego piersi powstało ciepłe uczucie, które chciał podtrzymać. Jeśli kiedyś miało stać się czymś więcej, to musiał oczyścić mu drogę. To zadanie musi zacząć natychmiast.
- Droga ciociu – Darcy zrobił krok w tył i skłonił się – Muszę być szczery. Nie mogę w żaden sposób pochwalić, ani wybaczyć cioci postępowania wobec panny Elizabeth Bennet. Być może jednak jest w tym trochę mojej winy.
- Humph – prychnęła ciotka, a na jej twarzy pojawił się przebłysk triumfu – Żebym musiała przypominać synowi George’a Darcy’ego, jakie ma obowiązki wobec siebie i swojej rodziny !
- Nie, ciociu. Moja wina dotyczy zupełnie czegoś innego. Mojego małżeństwa z Anną nie chce, ani nigdy nie chciało żadne z nas dwojga – jej wysokość nabrała powietrza, ale Darcy nie pozwolił jej mówić – Powinienem postawię tę sprawę jasno wiele lat temu, ale zamiast tego wybrałem łatwiejszą drogę nie odpowiadania na cioci aluzje i manewry w nadziei, że sama ciocia zobaczy, że ten związek nie jest możliwy. Najpokorniej proszę o wybaczenie za to, co jak dziś widzę, było nie tylko tchórzliwe, ale też okrutne.
- Darcy, nie możesz... Anna oczekuje...
- Moja kuzynka nie oczekuje, że się z nią ożenię. Rozmawialiśmy o tym i jesteśmy zgodni. Moje okrucieństwo polega na tym, że pozwoliłem cioci pielęgnować beznadziejne iluzje, zamiast otwarcie powiedzieć prawdę o naszej sytuacji. Za to proszę o wybaczenie – skłonił się raz jeszcze.
Matylda - Wto 25 Gru, 2007 08:45
Jeszcze trochę o ucałowałby zdumioną ciotkę
Spiesz się spiesz Darsiku do Eluni
Dziękuję Maryanku
Maryann - Wto 25 Gru, 2007 09:47
| Matylda napisał/a: | Jeszcze trochę o ucałowałby zdumioną ciotkę |
Nooo, nie dałabym sobie za to uciąć ręki. Jak na razie to raczej miał ochotę rozerwać ją na kawałki.
Matylda - Wto 25 Gru, 2007 11:04
Ale dzięki interwencji cioci może sobie pomyśleć ...ciepło ciepło.....
|
|
|