Filmy - Love Actually
Anonymous - Pon 03 Gru, 2007 20:43
bo teoretycznie po smierci meza moze sie narodzic jego potomek - jako tzw pogrobowiec. Jesli nie ma absolutnej pewnosci, ze jest dzieckiem zmarlego, to i dziecko i matka mieli przerabane...
snowdrop - Pon 03 Gru, 2007 20:53
| AineNiRigani napisał/a: | | bo teoretycznie po smierci meza moze sie narodzic jego potomek - jako tzw pogrobowiec. Jesli nie ma absolutnej pewnosci, ze jest dzieckiem zmarlego, to i dziecko i matka mieli przerabane... |
Pogrobowiec - ale straszna nazwa.
Gunia - Pon 03 Gru, 2007 21:08
Pamiętam, że była taka głośna sprawa, że w jakimś islamskim bodaj kraju chcieli ukamienować "cudzołożnicę", bo dziecko urodziło się po śmierci ojca.
Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 21:12
| Gunia napisał/a: | Pamiętam, że była taka głośna sprawa, że w jakimś islamskim bodaj kraju chcieli ukamienować "cudzołożnicę", bo dziecko urodziło się po śmierci ojca. |
Ale z drugiej strony to chyba tam wymyślono teorię "uśnięcia" - to znaczy, że ciąża mogła trwać znacznie dłużej, bo dziecko "usnęło" w łonie matki.
Alison - Pon 03 Gru, 2007 22:18
Jeżu, ale się sztrasznie żrobiło w tym wątku... ale pamiętacie, że to wątek o filmie o miłości?
I pomyśleć, że zaczęło się od Bogu ducha winnej Claudii Schiffer
BeeMeR - Pon 03 Gru, 2007 22:34
A ja muszę przyznać, że niektóre wątki - właściwie Liama + Claudii oraz Colina + ... (nie pamiętam ) o ja je potraktowałam jako częściowo skróty myślowe (zresztą pisałam o tym już wyżej ), konieczne ze względu na sporą jednak ilość historii i konieczność pokazania tylko najważniejszych zdarzeń. I nie traktuję czasu jako li i jedynie "tuż przed gwiazdką" tylko trochę jakby - "nie wiadomo jak długo"
To jak Liam (też już nie pamiętam imienia bohatera) cierpi i jak jest samotny pięknie widać choćby w scenie, gdy chłopiec po raz pierwszy się tym interesuje. Poza tym przyjaźń czy choćby zainteresowanie może pomóc żyć dalej - bo zgadzam się z tym, że nie jest powiedziane, że od razu staną się parą.
monika29.09 - Nie 16 Gru, 2007 00:23
Kurczę, zajrzałam tu, żeby poczytać o filmie, a trafiłam na bardzo ciężkie sprawy. Ośmielam się jednak odezwać, gdyż jestem dorosłym dzieckiem osoby, która zbyt szybko przeszła do porządku dziennego nad okresem żałoby (nie chodzi mi o dokładnie rok, a o działanie "dużo za szybkie"). Padło zdanie, że okazanie szacunku już nic nie zmieni, bo osoba zmarła nie dowie się o tym. Zgadzam się, dla tej osoby już nie.
Ale w dziecku które zostaje, może się zrodzić chęć "zemsty" i konieczności trwania po stronie zmarłego rodzica, a potem już całe życie przeciw temu, który żyje. Wierzcie mi, że nie ma czego zazdrościć.
Nie wiem, ile czasu byłoby i mnie potrzeba na oswojenie się z nową sytuacją (czytaj: ile powinna wtedy trwać żałoba).
pozdr. m.
Ulka - Nie 17 Lut, 2008 22:38
Dopiero obejrzałam film, więc dopiero się włączam...
| AineNiRigani napisał/a: | Liam, jak Liam, ale zgodnie z Twoja filozofia, Nicol, najwiekszym zbrodniarzem byl maly Sam. On bezwstydnie smial sie zakochac tuz po smierci matki. Zon mozna miec kilka, ale matke ma sie tylko jedna (aczkolwiek ja stanowie paradoksalny wyjatek ) a ten beszczelny maly smarkacz nie odczekal roku zaloby, ba !!! nawet miesiaca !!! Co ja gadam - tygodnia. !!!!
Ta dzisiejsza mlodziez schodzi na psy i w ogole nie potrafi sie zachowac... Postuluje wyslac Malego Sama - na pregierz !!! albo w dyby go !!! W ostatecznosci mozna go dac do kozy. Tak do ukonczenia 18 roku zycia. Niech siedzi i przemsyli swoje karygodne postepowanie... a jak sie nie podoba to ajlowju |
O, sorry, Sam powiedział, że zakochał się przed śmiercią matki, Aine.
| nicol81 napisał/a: | Obyczaj to nie jest coś narzuconego, a coś co podtrzymujemy przez współuczestniczenie. Scarlett tańcząca pod suknią z krepy moze wydawać się hipokrytką, ale i tak jest lepsza od współczesnej swojej odpowiedniczki, która w dzień pogrzebu poszłaby na dyskotekę, tłumacząc, że on by nie chciał, żeby była smutna.
Jeśli liczy się serce, a nie przepisy, to czy można coś mieć do postaci Rikmana? Facet też z serca kupił naszyjnik... |
Obyczaj, tradycja, rytuał jest częścią życia społecznego. Zbyt łatwe rezygnowanie z tego typu wypracowanych zasad (nie mówię o zasadach moralnych, ale właśnie o swego rodzaju tradycjach) prowadzi mimo wszystko do pewnego zagubienia, chaosu. Skąd wiecie, że zbyt luzackie traktowanie np okresu żałoby nie jest w jakimś stopniu początkiem zbyt dowolnego traktowanie małżeństwa jako takiego? Tak samo rozwody-jeśli mogę się rozwieść i nie męczyć dłużej, to jasne jest że nie będę się angażować i starać w tym związku (OCZYWIŚCIE, upraszczam i schematyzuję, żeby nie było, ale zasada jest). Pójście za tzw "sercem" (w dużym cudzysłowie) oznacza zbyt często pójście za własnym egoizmem, zachcianką, chwilowym zauroczeniem...
Rytuały i schematy pomagają odnaleźć się w naszym skomplikowanym świecie, są podstawą tożsamości obyczajowej, kulturowej, osobistej-a czym jest człowiek bez tożsamości?
Co nie znaczy, że nie można ich czasem modyfikować, naginać, omijać...
Moje małe trzy grosze...
A film bardzo bardzo mi się podobał.
Wczoraj, po obejrzeniu byłam rozczarowana, że niektóre wątki są d końca nie wyjaśnione, ale dziś sobie przemyślałam trochę.. i tak np Sara i ten cały projektant (jak on się zwał?). Ja myślę, że coś tam jeszcze może się zdarzyć... Gdy życzy jej wesołych świąt tak się na nią patrzy... ale może sobie tylko marzę
No i mam nadzieję że marnotrawny mąż to wyjechał po to by odsunąc się od pokus, a w tym czasie żona-Emma zyskała trochę kobiecości i mogą na nowo odbudowywać..
Anonymous - Nie 17 Lut, 2008 23:44
| Ulka napisał/a: | | O, sorry, Sam powiedział, że zakochał się przed śmiercią matki, Aine. |
I cały dramatyzm diabli wzieli...
Ulka - Pon 18 Lut, 2008 13:17
Aragonte - Sob 13 Gru, 2008 13:28
Święta idą, więc przymierzam się powtórki Love Actually
Kawałeczek oglądałam ostatnio na angielskim, potem czasu mi zabrakło na obejrzenie od A do Z, więc tylko przypomniałam sobie pojedyncze sceny i teledysk
A teraz się zastanawiam, czy nie zaproponować powtórki LA na jakimś warszawskim spotkaniu
Harry_the_Cat - Sob 13 Gru, 2008 13:38
możemy obejrzeć na spotkaniu "wigilijnym"
Aragonte - Sob 13 Gru, 2008 13:58
Właśnie o tym myślałam, Harry
Chyba nie ma "wrogów" tego filmu, więc
Caitriona - Sob 13 Gru, 2008 15:17
Jak dla mnie niezły pomysł!
praedzio - Sob 13 Gru, 2008 15:46
Jestem za!
Gosia - Sob 13 Gru, 2008 18:04
W ostateczności może być
trifle - Sob 13 Gru, 2008 18:08
A ja sobie też wczoraj obejrzałam Miejscami przewijałam, zwłaszcza w scenach z "Gwiazdorem" (Billym? ten od "Christmas is all around me" ), ale uwielbiam! Nadal!
Gosia - Sob 13 Gru, 2008 18:48
a ja właśnie gwiazdora uwielbiam
Aragonte - Sob 13 Gru, 2008 19:34
Gwiazdor jest świetny, doprowadza mnie do głupawki
Gosiu, co to za "w ostateczności"?
Gosia - Sob 13 Gru, 2008 21:19
A bo nie mogę powiedzieć, że ten film mnie zachwycił, ale jest dobry
Antuś - Pią 19 Gru, 2008 13:58
Sama nie wiem co ,,Love actually" ma w sobie (skoro wybitnym go nazwać nie można), że tak bardzo go uwielbiam i co Święta oglądam rytualnie z przyjaciółkami (a czasem jeszcze kilka razy do roku, jeśli tylko znajdę dobre usprawiedliwienie). On ma tyle ciepła, choć i całkiem wyraźną nutkę goryczy, tyle cudownie świątecznego nastroju, który w prawdziwym życiu niestety ginie gdzieś w długich sklepowych kolejkach i rodzinnych kłótniach.
Tak bardzo lubię wątek Aurelii i Jamie'go, homary (no i oczywiście wieloryba i ośmiornicę) przy stajence, dzieciaczki śpiewające ,,Catch a falling star", Premiera pląsającego w rytm ,,Jump" i jego energetyczną ukochaną, Daniela i Sama oglądających Titanica (w ogóle ich relacje są wspaniałe i dużo smaczków jest wśród wyciętych scen, chociażby Liam śpiewający ,,Joanna" Scotta Walkera)... A, długo mogłabym się wywnętrzniać - w przypadku tego filmu nie mam nad sobą pełnej kontroli
damamama - Pią 19 Gru, 2008 14:10
TV ma chyba taki sam stosunek do filmu co forumowiczki, bo jest przewidziany w Świątecznej ramówce.
Harry_the_Cat - Nie 21 Gru, 2008 23:32
Obejrzałyśmy sobie dziś Love Actually. Uśmiałyśmy się bardzo, choć większość znała już film dosyć dobrze i wiele kwestii padało jeszcze przed ich pojawieniem się w filmie. Bardzo bardzo dobry scenariusz. Miło było sobie przypomnieć
Gosia - Nie 21 Gru, 2008 23:36
Uwielbiam gwiazdora, jak dla mnie jest number 1
"Christmas is all around"
http://www.youtube.com/watch?v=EWjl80WFBzY
Caroline - Pon 22 Gru, 2008 00:27
W komediach romantycznych najlepsze są często postacie drugoplanowe (tutaj jest cała galeria pierwszoplanowych ) i dopracowanie szczegółów. Uwielbiam na przykład takie detale, jak ochroniarz premiera śpiewający zabójczym basem kolędy dla smarkatych albo te wszystkie postacie w restauracji, do której przychodzi Jamie oświadczyć się Aurelii, pan z wąsami i inni. Ponoć bardzo wielu "naturszczyków" grało w tym filmie, a sceny z lotniska są autentycznymi, nakręconymi na żywo scenami powitań, uścisków etc.
Plus świetny montaż, zmiany nastroju, humor, genialni aktorzy.
Świetny jest ten film. Myślę nawet, że można powiedzieć, że wybitny. Widziałam wiele komedii romantycznych, większość z nich jest bardzo sztampowa, nawet jeśli dobrze się je ogląda. Nie jest łatwo poradzić sobie z tak ogranym gatunkiem filmowym. Curtisowi się udało.
|
|
|