Fantastyka - Sapkowski
snowdrop - Czw 15 Lis, 2007 13:57
No właśnie, pomajtać .... czytałam że na tym forum miedzynarodowym ludzie narzekają że nie rozumieją grypsów w gierce Wiedźmin, bo sa typowo polskie.
Marija - Czw 15 Lis, 2007 14:00
No i dobrze . My mamy obowiązek wczuwać się w angielski dowcip?
Anonymous - Czw 15 Lis, 2007 18:26
| Mag napisał/a: | | Agn napisał/a: | | ja wymiękam przy niektórych tekstach Sapka |
Ja bardzo lubię scenę z opowiadania o złotym smoku ( chyba) jak Geralt z Yen wisieli nad przepaścią, Yen na Geralcie i nie mogli się wydostać. ( z pamięci)
Geralt - Jen możesz coś zrobić nogami???
Yen- tak mogę - POMAJTAĆ!!
Leżę ómarta i nie dycham. Sapek rządzi |
mag to ABSO-KURNA-LUTNIE moj ulubiony fragment !!!!
Marijka, brakuje im geniuszu Tomka Baksinskiego, ktory z idiomow Monthy Pythona zrobil kultowe teksty. No, ze o Bartoszu Wierzbięcie nie wspomnę. Oryginalne teksty są dobre, ale nasze są genialne poperostu...
praedzio - Czw 15 Lis, 2007 18:33
| AineNiRigani napisał/a: | mag to ABSO-KURNA-LUTNIE moj ulubiony fragment !!!! |
No, co wy??? MÓJ TEEEŻ!!!
Mag - Czw 15 Lis, 2007 21:45
Właśnie ślicznie poprosiłam męża o prezent pod choinkę, a że kobiecie w ciąży się nie odmawia- dostanę Sapka wydanie kolekcjonerskie
( mój małż wie, ze kupuję tylko książki do których wracam )
Sama sobie kupiłam komplet Ziemiomorza Ulki- w miękkiej oprawie
( Mam nadzieję, że UPS się uwinie- w przyszłym tygodniu mam wolne )
snowdrop - Pią 16 Lis, 2007 13:40
Wow, Mag!
Gratuluje męża.
fanturia - Pią 16 Lis, 2007 13:51
To ja się pochwalę swoim , trylogię Sapka od niego dostałam.
Mag - Pią 16 Lis, 2007 14:18
Dziękuję, dobry mąż nie jest zły
Agn - Sob 17 Lis, 2007 23:10
To jeszcze ja dorzucę dwa fragmenty, które mnie zawsze rozwalają. Pierwszy oczywiście zabija mnie śmiechem.
Sagi tom nr 2 (Czas pogardy)- bankiet. Yenna zostawiła na chwilę Geralta, poszła się witać, tymczasem Geralt rozmawiał z różnymi osobami. Był szpieg, była czarodziejka, która oznajmiła, że czegośtam nie może jeść, bo zamierza dziś zajść w ciążę, był czarodziej, który mu pokazywał, że czarodzieje noszą skóry i buty z wyginających zwierząt, Fillipa wyczarowała iluzję kawioru itd. itd. I teraz wymiana zdań między nim a Yenną.
Yennefer: Chodź. Jest okazja przedstawić cię kilku osobom wartym poznania.
Geralt: Czy jedną z tych osób jest Vilgefortz?
Yennefer: Ciekawe, że właśnie o niego pytasz. Tak, to Vilgefortz pragnie cię poznać i porozmawiać z tobą. Uprzedzam, rozmowa może wyglądać na banalną i niefrasobliwą, ale niech cię to nie zmyli. Vilgefortz to wytrawny, niebywale inteligentny gracz. Nie wiem, czego chce od ciebie, ale bądź czujny.
Geralt: Będę czujny. Ale nie sądzę, żeby twój wytrawny gracz był w stanie mnie zaskoczyć. Nie po tym, co ja tu przeszedłem. Rzucili się na mnie szpiedzy, opadły wymierające gady i gronostaje. Nakarmiono mnie nie istniejącym kawiorem. Nie gustujące w mężczyznach nimfomanki podawały w wątpliwość moją męskość, groziły gwałtem na jeżu, straszyły ciążą, ba, nawet orgazmem, i to takim, któremu nie towarzyszą rytuane ruchy. Brr...
Yennefer: Piłeś?
To trzeba przeczytać! (wyd. SuperNOWA, str. 129)
Ten sam tom, tym razem smutny fragment. Bo, wbrew pozorom, Sapek nie pisze tylko soczystych dialogów skrzących się dowcipem. Ma też kawałki poważne. Ten mnie urzekł.
Sytuacja - ranny Geralt jest w lesie Brokilion, leczą go driady. Przybywa tam Jaskier, którego Geralt prosi o pożyczenie brzytwy, żeby mógł się ogolić. Jaskier w pewnym momencie (nie będę dokładnie opisywać) zasypia. Śni mu się, że mówi do niego driada.
Driada (o Geralcie): Wiesz, śpiewaku, to ciekawe. Swego czasu wydawało mi się, że wszystkiego nie można stracić, że zawsze coś zostaje. Zawsze. Nawet w czasach pogardy, w których naiwność potrafi zemścić się w najokrutniejszy sposób, nie można stracić wszystkiego. A on... On stracił kilka kwaterek krwi, możliwość sprawnego chodzenia, częściową władzę w lewej ręce, wiedźmiński miecz, ukochaną kobietę, zyskaną cudem córkę, wiarę... No, pomyślałam, ale coś, coś przecież musiało mu zostać? Myliłam się. On nie ma już nic. Nawet brzytwy.
(wyd. SuperNOWA, str. 231)
Strasznie mnie zawsze ten fragment smuci. Chlip...
PS Zazdraszczam ślicznych wydań i podziwiam małżonków. Ja męża nie posiadając, sama muszę sobie zakupić całego Wiedźmina. Ale zrobię to. Do urodzin speszial edyszyn będzie MMMMOJJJEEE!!! *szaleństwo w oczach*
Caitriona - Nie 18 Lis, 2007 00:48
| Agn napisał/a: | | PS Zazdraszczam ślicznych wydań i podziwiam małżonków. Ja męża nie posiadając, sama muszę sobie zakupić całego Wiedźmina. Ale zrobię to. Do urodzin speszial edyszyn będzie MMMMOJJJEEE!!! *szaleństwo w oczach* |
No, moze nie do urodzin, ale z czasem też na to wydanie odłożę bo u mnie takiego męża tez niet
Fajne te fragmenty
snowdrop - Nie 18 Lis, 2007 16:21
| Agn napisał/a: |
Geralt: Będę czujny. Ale nie sądzę, żeby twój wytrawny gracz był w stanie mnie zaskoczyć. Nie po tym, co ja tu przeszedłem. Rzucili się na mnie szpiedzy, opadły wymierające gady i gronostaje. Nakarmiono mnie nie istniejącym kawiorem. Nie gustujące w mężczyznach nimfomanki podawały w wątpliwość moją męskość, groziły gwałtem na jeżu, straszyły ciążą, ba, nawet orgazmem, i to takim, któremu nie towarzyszą rytuane ruchy. Brr...
Yennefer: Piłeś?
To trzeba przeczytać! (wyd. SuperNOWA, str. 129)
|
Ekstra cytat
Caitriona - Nie 18 Lis, 2007 20:57
Przeczytałam Świat króla Artura i Maladie. Obie rzeczy mimo, ze zupełnie inne świetnie się czytało. Oczywiście Maladie jest pięknym opowiadniem, a to zdanie: Noszę ją na wewnętrznej stronie powiek jest cudowne.
Agn - Pon 19 Lis, 2007 14:24
A ja zaraz wywiesze flage i zawolam: Narooodzie! Cytujmy co lepsze kawalki Sapka!!!
Bo szkoda, by umknely... Mnie juz umknal z 2 tomu sagi jeden taki, kapke smutny, ale sliczny. Przytocze, jak znajde sily i ksiazke, bo gdzies polozylam...
fanturia - Pon 19 Lis, 2007 15:44
U mnie Sapek pewnie w świeta będzie rządził
Agn - Pon 19 Lis, 2007 18:35
U mnie... no, nieco pozniej...
Ale do rzeczy. Obiecałam wam dwa cytaty. Pierwszy będzie poważny. Geralt w Brokilionie, rozmawia z Jaskrem. Jaskier wyjaśnia, co się dzieje na świecie (w skrócie: wojna).
| Andrzej Sapkowski napisał/a: |
- Ciri miała rację - szepnął wiedźmin. - Neutralność... Neutralność zwykle bywa podła.
- Co?
- Nic. A co z Kaedwen, Jaskier? Dlaczego Henselt z Kaedwen nie wspomógł Demawenda i Meve? Przecież mieli pakt, łączyło ich przymierze. A jeśli nawet Henselt, wzorem Foltesta, szcza na podpisy i pieczęcie na dokumentach i za nic ma królewskie słowo, to chyba nie jest głupi? Czy nie rozumie, że po upadku Aedrin i układzie z Temerią kolej na niego, że jest następny na nilfgaardzkiej liście? Kaedwen winno wesprzeć Demawenda z rozsądku. Nie ma już na świecie wiary ani prawdy, ale chyba istnieje na świecie rozsądek? Co, Jaskier? Jest jeszcze na świecie rozsądek? Czy już zostały na nim tylko sk*rw*s*ństwo i pogarda?
Jaskier odwrócił głowę. Zielone latarenki były blisko, otaczały ich zwartym pierścieniem. Nie zauważył tego wcześniej, ale teraz zrozumiał. Wszystkie driady przysłuchiwały się jego opowieści.
- Milczysz - powiedział Geralt. - A to znaczy, że Ciri miała rację. Że Codringher miał rację. Wszyscy mieli rację. Tylko ja, naiwny, anachroniczny, głupi wiedźmin, nie miałem racji. |
[Czas pogardy, wyd. SuperNOWA, str. 220]
A teraz coś na wesoło. Może nawet dwa cytaty, żeby wam życie umilić, hę? Co wy na to? Bo trzeci tom sagi również obfituje w różne cuda, aż trudno wybrać, co tu wpakować. No dobra, to najpierw krasnoludy grają w gwinta. Okrzyki są po prostu boskie.
| Andrzej Sapkowski napisał/a: |
- Jakeś grał, wołku ty zbożowy? Pało zakuta? Czemuś w listki, miast w serca wyszedł? Co to ja, dla krotochwili w serca wistowałem? Ach, wziąłbym pałę i walną cię w ten głupi łeb!
- MIałem cztery listki z niżnikiem, myślałem wyoptymować!
- Cztery listki, a jużci! Chybaś własnego ptoka doliczył, karty na podołku dzierżący. Ty myśl trochę, Stratton, bo tu nie uniwersytet! Tu się w karty gra! No, ale i świnia burmistrza ograła, gdy dobre karty miała. Rozdawaj, Varda.
- Placek w dzwonki!
- Mała kupa w kule!
- Grał król w kule, przes*ał koszulę. Dubel w listki!
- Gwint!
- Nie śpij, Caleb. Dubel z gwintem był! Co licytujesz?
- Duża kupa w dzwonki!
- Akces. Haaa! I co? Nikt nie gwintuje? Dudy w miech, synkowie? Wistujesz, Varda. Percival, jeszcze raz do niego mrugniesz, to cię tak pie*rznę w oczodół, że do zimy nie pomrugasz!
- Niżnik!
- Panna!
- Wyżnikiem po niej! Panna wyd*m*na! Biję i ha, ha, jeszcze serca mam, na czarną godzinę ukryte! Niżnik, krzyżka, kralka...
- I trumfem po niej! Kto nie ściąga kozery, ten jest cztery litery. I w kule! Aha, Zoltan? Tum cię w miętkie trafił!
- Widzieliście go, gnoma pie*rzonego! Ech, wziąłbym pałę... |
[Chrzest ognia, wyd. SuperNOWA, str. 85]
Takie coś, do uśmiechu...
| Andrzej Sapkowski napisał/a: |
- O - powtórzył Zoltan.
- Co? Gdzie? - spytał Jaskier, stając w strzemionach i zaglądając do wąwozu, w kierunku wskazywanym przez krasnoluda. - Niczego nie widzę!
- O.
- Nie pleć jak papuga! Co: o?
- Rzeczka - wyjaśnił spokojnie Zoltan. - Prawy dopływ Chotli. Nazywa się O.
- Aaa...
- Skądże znowu! - zaśmiał się Percival Schuttenbach. - Rzeczka A wpada do Chotli w górze rzeki, kawał drogi stąd. To jest O, nie A. |
[Chrzest ognia, wyd. SuperNOWA, str.109]
..............nnnnno dobra, nie mogę się powstrzymać. To mnie rozłożyło na łopatki i przydusiło do gruntu. Zanosi się na nocleg na cmentarzu, na którym być może grasuje ghul.
| Andrzej Sapkowski napisał/a: |
- Na moim sihillu - warknął Zoltan, obnażając miecz - wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie.
- Ha - zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. - Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis?
- "Na pohybel sku*wy*ynom!" |
[Chrzest ognia, wyd. SuperNOWA, str. 116]
Nie ma to jak starodawne krasnoludzkie zaklęcia.
praedzio - Pon 19 Lis, 2007 18:41
| Agn napisał/a: | | Ty myśl trochę, Stratton, bo tu nie uniwersytet! Tu się w karty gra! |
Leżę i kwiczę!
Agn - Wto 20 Lis, 2007 17:28
To może jeszcze jeden. Zaczyna się od narzekania na charakterną kobyłę, którą podróżuje Geralt (dostał ją od elfów).
| Andrzej Sapkowski napisał/a: |
- Ho! Hooo! Widziałeś ją, Jaskier? Cholerna baletnica! Psiakrew, przy pierwszej sposobności pozbędę się tego zwierzaka! Niech skonam, zamienię choćby na osła!
- Prędko przewidujesz taką sposobność? - poeta podrapał się w swędzący od ukłuć komarów kark. - Dziki krajobraz tej doliny dostarcza wprawdzie niezrównanych wrażeń estetycznych, ale dla odmiany popatrzyłbym chętnie na jakąś mniej estetyczną oberżę. Wkrótce minie tydzień, od kiedy podziwiam romantyczną przyrodę, pejzaże i odległe horyzonty. Zatęskniłem do wnętrz. Zwłaszcza takich, w których podają ciepłą strawę i zimne piwo.
- Przyjdzie ci potęsknić jeszcze czas jakiś - wiedźmin odwrócił się w siodle. - Być może złagodzi twe cierpienia świadomość, że i mnie trochę tęskno do cywilizacji. Jak wiesz, tkwiłem w Brokilonie równo trzydzieści sześć dni. I nocy, w które romantyczna przyroda ziębiła mi tyłek, pełzała po plecach i osiadała rosą na nosie... Hooooo! Zaraza! Zaprzestaniesz wreszcie fochów, przeklęta kobyło?
- Bąki ją kłują. Gady zrobiły się zajadłe i krwiożercze, jak to przed burzą. Na południu grzmi i błyska coraz częściej.
- Zauważyłem - wiedźmin spojrzał w niebo, powstrzymując roztańczonego konia. - Wiatr też jest inny. Morzem zalatuje. Zmiana pogody, ani chybi. Jedziemy. Popędź no tego opasłego wałacha, Jaskier.
- Mój rumak nazywa się Pegaz.
- Jakżeby inaczej. Wiesz co? Moją elfią kobyłę też jakoś nazwiemy. Hmmm...
- Może Płotka? - zakpił trubadur.
- Płotka - zgodził się wiedźmin. - Ładnie.
- Geralt?
- Słucham?
- Czy miałeś w życiu konia, który nie nazywał się Płotka?
- Nie - odrzekł wiedźmin po chwili zastanowienia. - Nie miałem. Popędź wywałaszonego Pegaza, Jaskier. Daleka droga przed nami. |
[Chrzest ognia, wyd. SuperNOWA, str. 50]
Nie da się ukryć - KAŻDY koń Geralta nazywał się Płotka.
BeeMeR - Czw 22 Lis, 2007 22:13
| Agn napisał/a: | Nie ma to jak starodawne krasnoludzkie zaklęcia. | Oj tak
Ale o ile pamiętam, równie tajne chyba druidzkie albo czort wie jakie zaklęcie (moje ulubione ) brzmiało:
Damy delikatne prosimy o nieczytanie
"Odejdź stąd i wychędoż się sam!"
Uwielbiam język Sapka z Opowiadań i Sagi
snowdrop - Pią 23 Lis, 2007 11:41
Przepraszam ale co onacza słowo "wychędoż się" bo tak jakoś nie łapie?
trifle - Pią 23 Lis, 2007 12:01
| snowdrop napisał/a: | | Przepraszam ale co onacza słowo "wychędoż się" bo tak jakoś nie łapie? |
przepraszam, ale nie mogłam się oprzeć. Ciekawe, jakim słowem damy to wytłumaczą, ja się poddaję
ps. Snowdrop, czytałaś Wiedźminów?
snowdrop - Pią 23 Lis, 2007 12:25
Nie czytałam.
Czy to jest coś zboczonego?
Tym bardziej prosze o wytłumaczenie .... hihihi .....
fanturia - Pią 23 Lis, 2007 13:10
Damy o takich rzeczach nie mówią , a myślą tylko z rumieńcem
trifle - Pią 23 Lis, 2007 13:40
BeeMeR - wszystko Twoja wina
praedzio - Pią 23 Lis, 2007 14:18
| BeeMeR napisał/a: | Ale o ile pamiętam, równie tajne chyba druidzkie albo czort wie jakie zaklęcie (moje ulubione ) brzmiało:
Damy delikatne prosimy o nieczytanie
"Odejdź stąd i wychędoż się sam!"
Uwielbiam język Sapka z Opowiadań i Sagi |
Aaaa... Pamiętam! To było w którymś opowiadaniu chyba, nie wiem, czy nie w Ostatnim życzeniu właśnie. A zaklęcie/życzenie powiedziane było do dżinna. No, zadowolony to on nie był...
BeeMeR - Pią 23 Lis, 2007 15:20
Ano wszystko moja wina - i trochę Sapkowskiego
Snowdrop, najwyraźniej jesteś wielce delikatną damą i nie powinnaś była tego czytać
rzeczonego hasła nie ośmielę się wyjaśniać na salonach, ale mogę doradzić sprawdzenie słówka "chędożyć" w słowniku języka polskiego
Oczywiście nie chodzi o sprzątanie
| praedzio napisał/a: | No, zadowolony to on nie był... |
Ano nie Ale poleciał spełnić zadanie, wściekły jak pamiętam
|
|
|