To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - "EMMA" - wspólne czytanie i rozmowy

aneby - Pon 05 Sty, 2009 22:25

Emmę pan Martin ani ziębi, ani grzeje. Coś tam o nim słyszała. Ale gdy wymyśliła sobie, ze Harriet pochodzi z wyższej sfery, farmer Martin zaczął jej przeszkadzać (a raczej jego umizgi do Harriet).
Anonymous - Pon 05 Sty, 2009 22:28

Pan Martin bardzo emmie przeszkadza bo wydumała sobie durny pomysł. I jest zadufana ślepo wierzy w swój osąd... :roll:
spin_girl - Wto 06 Sty, 2009 17:01

Dobra, Emma może i jest manipulatorką, ale tez obiekt manipulacji ma nadzwyczaj wdzięczny- Harriet jest bezwolna niczym cielę, nie ma nawet cienia własnej opinii na jakikolwiek temat, a wręcz oczekuje od Emmy sformułowania za nią takich opinii.

Jako osoba o bardzo silnym i zdecydowanym charakterze całe życie zmuszona byłam doświadczać towarzystwa tego typu "pijawek"- osób, które po prostu czepiają się inych ludzi, w oczekiwaniu, że ci wszystko za nich wymyślą, zrobią i zorganizują. Często granica między chęcią pomocy a manipulacją zaciera się, czasami można przedobrzyć, a czasami, powiem wprost, aż kusi, żeby tę granicę przekroczyć, żeby zbadać, jak dalece można narzucić takiej osobie swoje zdanie. Przy tym często bywa, że taki układ ma wiele cech przyjaźni i obie strony są zadowolone. Tak właśnie, moim zdaniem, jest w przypadku Emmy i Harriet. Dlatego też będę Emmy bronić. Ona naprawdę ma dobre intencje- małżeństwo z pastorem ustawiłoby Harriet zdecydowanie lepiej życiowo od małżeństwa ze zwykłym farmerem. Nie rozgrzeszam jej w 100% ale ją rozumiem.

aneby - Wto 06 Sty, 2009 18:16

spin_girl napisał/a:
lepiej życiowo od małżeństwa ze zwykłym farmerem

No nie wiem. Pod względem finansowym może lepiej, ale Martin jak na farmera nie był biedny i żyłaby w dostatku. Poza tym Emma zwyczajnie zadzierała nosa i nawet nie chciała wiedzieć jakim człowiekiem jest Martin. Ważne, że niższego pochodzenia, więc na pewno głupi, nieokrzesany i niewart Harriet . Zupełnie nie rozumiem skąd Emma wzięła pomysł o szlachetnym pochodzeniu Harriet. Nie miała na to dowodów, ani żadnych racjonalnych przesłanek.
Pamiętajmy, że Knightley miał zupełnie inne zdanie. Cenił i szanował Martina, pochodzenie nie przesłaniało mu zalet tego człowieka. I uważał go za dobrą partię dla nie-wiadomo-czyjej córki.
Jeszcze jedno. Rodzina Martinów na pewno nie miała wobec Harriet wygórowanych wymagań (inteligencja, wykształcenie), a zatem w tym otoczeniu nie byłoby ryzyka, ze ktoś ją zawstydzi czy upokorzy. Nie jestem pewna czy tak by się nie stało w tzw lepszym towarzystwie już bez nadzoru panny Woodhouse.

Tamara - Wto 06 Sty, 2009 18:50

Emma sobie bujnęła w obłokach i to bardzo , co natychmiast zauważył pan Knightley . Wymyśliła sobie małżeństwo Harriet z pastorem , zupełnie nie biorąc pod uwagę rzeczywistości : tego , że Harriet jest bękartem , niewiadomego pochodzenia , bez majątku , rozumu i wykształcenia ani chęci by je zdobyć . Stanowi dla pastora partię pod każdym względem najgorszą , bo sam dobry charakter - o ile bezwolność można nazwać dobrym charakterem - to za mało dla duchowego opiekuna społeczności . Na dobrą sprawę Harriet nie ma szans na nic oprócz kiepskiego małżeństwa z byle kim bądź pozostania wieczną rezydentka pani Goddard , żadnego zajęcia nawet by nie znalazła , bo nic kompletnie nie umie . Na realizację zamierzeń Emmy nie było najmniejszych nawet szans . Jej przyjaźń z Harriet była kaprysem rozpieszczonej jedynaczki , której zabrakło stale podziwiającej ją adoratorki . W gruncie rzeczy Emma swoim postępowaniem nic dobrego Harriet nie przyniosła , bo dbała nie o nią , a o zaspokojenie swoich fantazji , co z tego , że nie do końca świadomie .
snowdrop - Wto 06 Sty, 2009 19:56

To ja jeszcze nawiąże do poprzednich trzech, bardzo spodobał mi się wywód pana Woodhousa o torcie. A w szczególności o tym, że widziano dzieci aptekarza obżerających się wielkimi kawałami tortu :mrgreen: Austen bardzo często humorystycznie podchodzi do przywar swoich bohaterów. Jak kogoś lubi, bądź chce pokazać że nie był do końca zły opisuje jego wady ze śmiechem, czy Wy też to zauważyłyście.
Anonymous - Wto 06 Sty, 2009 20:24

Knightley widzi wszystko. Mądry chłop to jest sama prawda z jego ust wypływa. A Emma no denerwująca jest, despotyczna, chce, zeby wszyscy byli jej marionetkami. Ona prawie się bawi tą Harriet. Ona zdaje sobie sprawę, że Harriet moze się sprzeciwić, ale wie, ze to będzie słaby sprzeciw to nic sobie z tego nie robi. ważne że sama sobie uroiła różne dziwne rzeczy. no po prostu :bejsbol:
nicol81 - Wto 06 Sty, 2009 22:10

A ja bym się jednak nie zgodziła, że Emma nie dba o Harriet. Na pewno ekscytuje ją rola dobrodziejki, ale według jej zasad Elton jest lepszą partią, co z tego, że właściwie nie wiadomo nic o jego zamiarach wobec Harriet, poza paroma komplementami. Emma podziwia urodę Harriet i myśli, że on też da się zauroczyć.
Anonymous - Wto 06 Sty, 2009 22:31

Też uważam, że jakoś Emma o Harriet dba. ale za bardzo chce ją uszczęśliwić na siłe...
Alicja - Śro 07 Sty, 2009 07:47

jak ktoś nie ma co robić, to na siłę szuka sobie zajęcia ( co jest szkodliwe samo w sobie :wink: ) A zajęcie w postaci uszczęśliwiania innych sprawia, że Emma sama o sobie myśli dużo lepiej.
Tamara - Śro 07 Sty, 2009 09:44

Aczkolwiek zdarza się , że przyznaje w skrytości ducha , że robi coś nie tak jak powinna . Zauważcie , ze po liście Martina z oświadczynami nabiera o nim dużo lepszego zdania niż miała i jedyną przeszkodą - chociaż ogromną , staje sie obawa o domniemane zdeklasowanie Harriet i to , że Emma nie mogła by bywać u pani Robertowej Martin . Pozostałe zastrzeżenia właściwie upadają .
nicol81 - Śro 07 Sty, 2009 11:31

O liście z oświadczynami jeszcze nic nie wiemy :wink:
Co do zajęcia- ogólnie Hartfield i Highbury to bardzo mało ludne okolice i malo osób jest z którymi można utrzymywać kontakty. WIęc trudno się dziwić, że Emma tak "zaadoptowała" Harriet.

spin_girl - Śro 07 Sty, 2009 12:16

No właśnie- na kiedy rozdziały 7-9??
Tamara - Śro 07 Sty, 2009 12:19

O psiakość :ops1: wyjechało mi się za daleko w przyszłość :mrgreen:
aneby - Śro 07 Sty, 2009 12:19

Ja i tak już zaczęłam 7 :rumieniec: Może do niedzieli ?
spin_girl - Śro 07 Sty, 2009 14:36

aneby napisał/a:
Może do niedzieli ?

Jestem za.

nicol81 - Śro 07 Sty, 2009 19:55

Ja bym jeszcze wróciła do tej rozmowy pana Knightleya z panią Weston- gdy mówi, że Emmie posłużyłaby nieszczęsliwa miłość? Co sądzimy, że ma na myśli?
(A to, że mówi, że nie ma tu nikogo, w kimEmma mogłaby się zakochać :wink: popiea to, że Highbury jest słabe towarzysko...)

Tamara - Śro 07 Sty, 2009 21:31

To chyba nie miała być nieszczęśliwa miłość , tylko zakochanie w ogóle ale bez pewności wzajemności . Wtedy straciłaby tę irytującą i nieznośną pewność siebie i słuszności swoich racji , bo okazałoby się , że mimo iż np. ona uważa że dany ktoś powinien ją też kochać , on wcale jej uczucia nie odwzajemni , albo np. nie będzie tego uczucia okazywać , żeby skłonić ją do starania się o niego , rezygnacji ze swoich jedynie słusznych poglądów , pokory w podejściu do innych ludzi .
spin_girl - Czw 08 Sty, 2009 09:31

nicol81 napisał/a:
Ja bym jeszcze wróciła do tej rozmowy pana Knightleya z panią Weston

Ja też bym jeszcze wróciła do tej rozmowy, ale pod innym kątem- nie uważacie, że pan Knightley nieźle przysolił biednej pani Weston stwierdzając, że znacznie lepiej nadaje się na żonę niż guwernantkę i że to raczej Emma uczyła ją niż ona Emmę?

Anonymous - Czw 08 Sty, 2009 09:35

zgadzam się to nie było miłe.
nicol81 - Czw 08 Sty, 2009 10:08

spin_girl napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Ja bym jeszcze wróciła do tej rozmowy pana Knightleya z panią Weston

Ja też bym jeszcze wróciła do tej rozmowy, ale pod innym kątem- nie uważacie, że pan Knightley nieźle przysolił biednej pani Weston stwierdzając, że znacznie lepiej nadaje się na żonę niż guwernantkę i że to raczej Emma uczyła ją niż ona Emmę?

Ja myślę, że to było na poły żartobliwe. A na poły serio, bo w końcu panna Taylor nie zdyscyplinowała Emmy... A to, że lepiej nadaje się na żonę- to raczej wyraz gratulacji z powodu własnego domu.

Tamara - Czw 08 Sty, 2009 19:51

Pani Weston wcale się nie obruszyła , bo niby za co , pogląd pana Knightleya był przecież powszechnie uznany i wiadomo , że guwernantką zostawała ta , która nie miała widoków na zamążpójście .
A powiedział świętą rację , bo z charakterem tak łagodnym i ustępliwym był to materiał na idealną żonę i fatalną wręcz wychowawczynię :-P

nicol81 - Czw 08 Sty, 2009 21:36

Należy pamiętać, jakie ciężkie życie miały wówczas guwernantki. Pannie Taylor się udało- żadnej pani, łagodny pan, starsza córka owieczka a młodsza utalentowana i szczerze do niej przywiązana. I później przerobiono ją na damę do towarzystwa...
Tamara - Czw 08 Sty, 2009 21:47

I na szczęśliwą małżonkę :mrgreen:
nicol81 - Czw 08 Sty, 2009 21:50

Ciekawe, co by się stało, gdyby pan Weston się nie napatoczył? Może za parę Izabella wzięłaby ją do swoich dzieci? Panna Taylor chyba wcześniej nie pracowała, biorąc pod uwagę, że spędziła 16 lat u Woodehousów... :mysle:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group