Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK - FINAŁ
asiek - Śro 19 Gru, 2007 18:54
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | To w końcu jaka ma być? "Spacerowa"? Bo ja Wam "pościelową" szykuję |
Wiesz co ? Ja myślę, że to oczekiwanie społeczne to w 200 % zaspokoiłyby obie... |
Maryann'ek ma rację, najsampierw wiadoma para musi przewentylować układ oddechowy świeżym powietrzem, co by potem, w scenie pościelowej, zadyszki nie mieli.
Ali, trzymam kciuki, aby Cię wena tfórcza nie opuszczała Prosiem o dużo satyny i muślinu.
asiek - Śro 19 Gru, 2007 19:09
| snowdrop napisał/a: | | Bingley to dobry człowiek a Darcy'emu się upiekło!... |
Upiekło się, upiekło...W sumie, to Darcy powinien dostać baty od Bingley'a.
Anonymous - Śro 19 Gru, 2007 19:58
na pieszczoty trzeba zasluzyc
Maryann - Śro 19 Gru, 2007 21:39
| asiek napisał/a: | W szumie, to Darcy powinien dostać baty od Bingley'a. |
W szumie to dżentelmany się nie biją...
Sofijufka - Śro 19 Gru, 2007 21:45
| Maryann napisał/a: | | asiek napisał/a: | W szumie, to Darcy powinien dostać baty od Bingley'a. |
W szumie to dżentelmany się nie biją... |
Jak to, nie! A u Gentlemana Jacksona to kto się pięściami łomotał?
asiek - Śro 19 Gru, 2007 21:46
| Maryann napisał/a: | | W szumie to dżentelmany się nie biją... |
Oszzzzz, nie zdążyłam się poprawić.
| AineNiRigani napisał/a: | | na pieszczoty trzeba zasluzyc |
Maryann - Śro 19 Gru, 2007 21:52
| Sofijufka napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | asiek napisał/a: | W szumie, to Darcy powinien dostać baty od Bingley'a. |
W szumie to dżentelmany się nie biją... |
Jak to, nie! A u Gentlemana Jacksona to kto się pięściami łomotał? |
No ale to tak, że tak powiem, w ramach dbałości o kondycję fizyczną i z zachowaniem zasad fair play.
Ale żeby dżentelmen drugiego dżentelmena po mordzie, bo mu za skórę zalazł ? Nieee...
Trzykrotka - Czw 20 Gru, 2007 00:36
Słuchajcie, ja już zacieram raczki - zaraz przyjedzie ciocia! Jak też sobie Pamelka poradzi z tę scena?
czekam z utęsknieniem.
Alison - Czw 20 Gru, 2007 08:06
Rozdz. XI, cz. 1 - "Droga prawdziwej miłości"
Londyn wciąż był ubogi w towarzystwo, większość jego wyniosłych mieszkańców pozostawało w swoich myśliwskich domach, do czasu aż rozpoczną się obrady Parlamentu i aż początek sezonu wezwie ich do podjęcia szalonych zajęć w mieście.
- Normalne okrążenie byłoby o wiele gorsze - rzekł pułkownik Fitzwilliam do swojego kuzyna, znad szklaneczki u Boodle'a, kiedy usłyszeli nowiny, że Bonaparte nie zdobył Moskwy - ale ta straszna cena.
Darcy potrząsnął głową. Co można powiedzieć o takiej desperacji, która doprowadza ludzi do tego by palili swoje własne domy, by woleli raczej całą stolicę zrównać z ziemią! - niż pozostawić ją temu zachłannemu potworowi.
- A czym ty się teraz zajmujesz, Darcy? Dobry Boże, wyglądasz jak podwójny starzec!
Darcy odwrócił się na ten głos, ale poniechał prób dojrzenia jego właściciela, gdyż poczuł siedząc na krześle, jak ktoś niemiłosiernie klepie go w plecy.
- Dy! Mój Boże, kiedy wróciłeś? Dlaczego nic nie napisałeś?
Lord Dyfed Brougham podniósł ręce z dokładnie wykonanym manicure'm w proteście na takie powitanie i cofnął się, kiedy Fitzwilliam wstał także.
- Pisać? Za dużo fatygi, stary przyjacielu! A ty, Fitzwilliam, możesz uścisnąć mi dłoń, ale nic więcej. Tak, no właśnie - wyszczerzył się do nich obu w bezmyślnym triumfie, po czym pomógł sobie, przysuwając krzesło i skinął im żeby usiedli - Pisać? Nie, nie...myślałem, że zrobię wam niespodziankę, która jak widzę, udała mi się. - Darcy usiadł z powrotem, bezsens słów Dy'a sygnalizował obecność osób, przed którymi musiał grać.
- A jak tam Ameryka, Brougham? - Fitzwilliam usiadł, prostując swoje chude ciało - Nie wyglądasz, jakbyście sobie przypadli do gustu.
Przyglądając się teraz z bliska przyjacielowi, Darcy musiał się zgodzić, a im bardziej się przyglądał, do tym bardziej zatrważających wniosków dochodził. Dy był ubrany elegancko jak zawsze, ale ubrania wisiały na nim w niezwykły sposób. Jego twarz, ani nazbyt szeroka ani pełna, teraz wychudła, a policzki niemal się zapadły. Musiało mu się niezbyt dobrze dziać za morzem.
- Błagam cię, nie wspominaj o tym miejscu w mojej obecności! - Dy dramatycznym gestem przyłożył dłoń do skroni - Nie wiem i nigdy się nie dowiem, jak mogłem się dać namówić na wyjazd tam. Podróż była brutalna, Fitzwilliam, absolutnie brutalna! Tubylcy są absolutnie pozbawieni kultury i nie posiadają cienia wrażliwości. To było okropne!
Richard gwizdnął na opis Dy'a i zapytał - Którzy tubylcy, Brougham? Algonkinowie, Irokezi? - spojrzał na Darcy'ego, szukając pomocy, ale Darcy tylko wzruszył ramionami.
- Nie, nie, stary - Dy spojrzał na niego jakby tracił zmysły - Tubylcy z Bostonu i Nowego Yorku! - wyciągnął chusteczkę z kieszeni i przetarł czoło - Okropni, po prostu okropni.
Richard spojrzał na Darcy'ego i wstał - Dobrze, zostawię cię mojemu kuzynowi, który będzie ci bardziej pomocny niż ja, w dochodzeniu do siebie, prawda, Fitz? - odwrócił się, zwracając do kuzyna - Muszę wracać na posterunek. Pamiętaj, jego wysokość i Mater oczekują nas dziś na kolacji, dokładnie o dziewiątej! - skłonił się Brougham'owi - Już wolałbym czerwonoskórych Indian niż spóźnić się na kolację jego wysokości. Twój sługa, Brougham.
Dy skinął i wdzięcznie pomachał mu na drogę. Obaj pozostali w milczeniu, kiedy patrzyli za Fitzwilliam'em torującym sobie drogę do drzwi pomiędzy członkami klubu i służącymi.
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 10:02
Jego Lordowska Mość wrócił !
Najwyższy czas...
| Trzykrotka napisał/a: | | zaraz przyjedzie ciocia! |
No właśnie. On tu sobie siedzi, konwersację o niczym uprawia i nawet mu się nie śni, że taka burza mu się nad głową zbiera...
Oj, będzie się działo...
snowdrop - Czw 20 Gru, 2007 12:16
O jej, a co to znowu? Ja się już nastawiłam na sceny pościelowe z Lizzy a tu Fitz i Dy????
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 12:18
Jakie znowu sceny pościelowe ?
snowdrop - Czw 20 Gru, 2007 12:20
No jak to Matula zapewniała że dopisze
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 12:20
Ale to przecież dopiero po ślubie, a on się tu nawet jeszcze nie oświadczył...
Sofijufka - Czw 20 Gru, 2007 12:31
Znalazłam ,czym Darsik mógłby uciszyć Bingleya, gdyby ten zapytywał, dlaczego Darcy odradzał mu ślub z Bennetówną, a sam z Bennetówną się żenił.
Otóż: w owym czasie uważano, że obie strony są sobie równe pod względem majątkowym [suitable marriage], jeśli panna wnosiła posag wystarczający, aby mąż po śmierci swojego ojca mógł wypłacić sumy przypadające na młodszych braci i siostry, bez uszczerbku swojego majątku. "Nierówny" związek był dopuszczalny, jeśli mężczyzna był bogaty i nie miał młodszego rodzeństwa. Darcy miał pod tym względem podwójną przewagę nad Bingleyem [dwa razy więcej forsy i dwa razy mniej sióstr]
Anonymous - Czw 20 Gru, 2007 12:37
a georgiana?
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 12:52
A co z Georgianą?
| Sofijufka napisał/a: | Darcy miał pod tym względem podwójną przewagę nad Bingleyem [dwa razy więcej forsy i dwa razy mniej sióstr] |
Fakt. Siostrę miał tylko jedną i to ze znacznie większym posagiem.
Nie, niezależnie od tego, jak bardzo pokrętne tłumaczenie by wymyślił, ja na miejscu Bingleya nie chciałabym już nawet patrzeć w stronę takiego "przyjaciela".
Anonymous - Czw 20 Gru, 2007 13:40
oki doczytalam ostatnie zdanie
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 14:17
| snowdrop napisał/a: | | tu Fitz i Dy???? |
A co ? Już nie lubiemy jego Wysokości ?
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 15:01
| Maryann napisał/a: | A co z Georgianą?
| Sofijufka napisał/a: | Darcy miał pod tym względem podwójną przewagę nad Bingleyem [dwa razy więcej forsy i dwa razy mniej sióstr] |
Fakt. Siostrę miał tylko jedną i to ze znacznie większym posagiem.
Nie, niezależnie od tego, jak bardzo pokrętne tłumaczenie by wymyślił, ja na miejscu Bingleya nie chciałabym już nawet patrzeć w stronę takiego "przyjaciela". |
No, ale jak- mial zerwać z kumplem, bo ten się żenił z dziewczyną, której siostrę mu odradzał?
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 15:03
Kumpel okazał się trochę fałszywy, a jego intencje nie do końca czyste...
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 15:26
Czy fałszywy a intencje nieczyste? Hm...Darcy naprawdę sądził, że pomaga Binleyowi i że Karolek wymaga prowadzenia za rączkę. Chciał dobrze...
Dla mnie sedno sprawy leży w tym, że mimo perswazji rodziny i przyjaciół to sam Bingley podjął decyzję. Wczoraj obejrzałam fragment DiU 05 , gdzie Bingley mówi Jane, że był z niego osioł. Mimo że nie jest to stwierdzenie, które mi odpowiada , to jednak tu Bingley przyznaje, że to on ponosi odpowiedzialność. Gdyby obwiniał tylko Darciego, wyglądałoby, że nie odrzuca własny udział w całej sprawie.
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 15:31
| nicol81 napisał/a: | | Czy fałszywy a intencje nieczyste? Hm...Darcy naprawdę sądził, że pomaga Binleyowi i że Karolek wymaga prowadzenia za rączkę. Chciał dobrze... |
No chyba nie do końca, bo sam się z tym nie czuł szczególnie komfortowo - wspominał przecież, że "zniżył się do przewrotności" ukrywając przed Bingleyem przyjazd Jane do Londynu, a poza tym przecież okłamał Elżbietę mówiąc, że o tym nie wiedział. A przecież twierdził, że brzydzi się udawaniem...
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 15:39
Ale intencje miał Darsik czyste- tylko dla osiągnięcia celu stosował nieczyste środki.
To dobrze, że Darsik nie czuł się komfortowo i na pewno miał powody- ale gdyby Bingley zrzucił na niego całą winę, to jednak wyglądałoby, że odrzuca własny udział w tej sprawie i nie chce przyjąć odpowiedzialności za własne działanie.
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 15:41
| nicol81 napisał/a: | | Ale intencje miał Darsik czyste- tylko dla osiągnięcia celu stosował nieczyste środki. |
Jednym słowem - Cyryl jak Cyryl, tylko te metody ?
| nicol81 napisał/a: | | gdyby Bingley zrzucił na niego całą winę, to jednak wyglądałoby, że odrzuca własny udział w tej sprawie i nie chce przyjąć odpowiedzialności za własne działanie. |
Na to Bingley jest za mądry i za uczciwy.
|
|
|