Fantastyka - "Mroczne materie" Philipa Pullmana
snowdrop - Czw 06 Gru, 2007 14:48 Temat postu: "Mroczne materie" Philipa Pullmana Artykuł o Złotym Kompasie
http://film.onet.pl/0,0,1455909,1,600,artykul.html
Admete - Czw 06 Gru, 2007 15:25
Byłam pewna, że coś takiego zrobią. Trudno by było wymagać od ostrożnego Hollywood wątków antyreligijnych. I dobrze. Dzięki temu to będzie po prostu rozrywka. Książki są czymś osobnym i jesli ktoś będzie chciał poznać historię w całości, to po nie sięgnie.
nicol81 - Czw 06 Gru, 2007 16:39
Nie tylko wycięli wątki religijne, ale zredukowali drastyczność. Przeczytałam w sieci, że :
Roger nie umiera na końcu. Czy będą kolejną ekranizacje, a jeśli tak, to czy on będzie miał przygody z Lyrą i Willem?
praedzio - Czw 06 Gru, 2007 20:35
Hm, to faktycznie pewne rzeczy zmienili... Tylko nie wiem, czy na korzyść...
nicol81 - Nie 09 Gru, 2007 11:42
Myślalam o tej zmianie i moim zdaniem, Roger nie będzie jednak towarzyszył Willowi i Lirze, to za dużo zmian w akcji. Myslę, że zostanie w świecie Liry i będą grali trójkątem uczuciowym między nimi. Na końcu, jak Lira wróci do siebie, to nie będzie takie przygnębiające zakończenie, bo Roger będzie na nią czekał.
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 21:09 Temat postu: "Mroczne Materie" Philipa Pullmana Trylogii Pullmana przeczytałam na razie połowę, ale już jestem pod wrażeniem.
Bogactwo skojarzeń, jakie mi nasuwa, jest niesamowite - od aluzji do rozszczepienia atomu po konfrontacje z zorganizowaną religią, aluzje do poglądów Junga - bo dajmony są jak dla mnie echem Animy i Animusa, choć naturalnie nie tylko tym... To dla mnie niewiarygodne, że ta książki są reklamowane jako książki dla "młodzieży"
To ja chyba taka "młodzież" jestem...
praedzio - Wto 18 Gru, 2007 21:16
Na mnie wielkie wrażenie zrobiły upiory w Cit'gazee (pewnikiem zrobiłam w nazwie byka, tylko w którym momencie?), które tylko dorośli mogli zobaczyć. Jakie pole do popisu dla naszej interpretatorskiej wyobraźni!
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 21:23
Jestem właśnie przy upiorach, więc może zacytuję, skąd miałyby się tam wziąć - Pullman daje takie wyjaśnienie, że można oszaleć i tajemnica gęstnieje, aż miło
"Za pojawienie upiorów ponosimy odpowiedzialność my, i tylko my. Przybyły tu, ponieważ nasi przodkowie: alchemicy, filozofowie, ogólnie mówiąc: ludzie nauki, usiłowali poznać najgłębszą naturę rzeczy. Zainteresowały ich wiązania, które spajają najmniejsze cząsteczki materii. [...] Naszym uczonym zaczęło się w pewnym momencie wydawać, że wiedzą wszystko o wiązaniach. Sądzili, że mają one wartość obiegową, że można je kupić, sprzedać, wymienić, przerobić... Niestety, pomylili się. Gdy rozluźnili wiązania, wpuścili do naszego świata upiory".
No i mamy wyjaśnienie... które jest tak naprawdę kluczem do wyobraźni. Uwielbiam takie wyjaśnienia
A co do miasta - nazywało się "Cittagazze" (pierwsze "a" z kreseczką w prawo).
praedzio - Wto 18 Gru, 2007 21:26
Taaaa... i tak niewiele rozumiem.
EDIT: Cittágazze?
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 21:36
| praedzio napisał/a: | Taaaa... i tak niewiele rozumiem. |
Przekręć klucz do wyobraźni
I pociesz się, ja też nie rozumiem. Ale to chyba nie o literalne wyjaśnienie chodzi, tylko o zmuszenie do myślenia, a to Pullmanowi wychodzi świetnie.
Upiory podobno pochodziły z innego równoległego świata. Podobno...
| praedzio napisał/a: | | EDIT: Cittágazze? |
Si
I powtarzam raz jeszcze to samo, co napisałam już w wątku filmowym: moim ulubionym bohaterem błyskawicznie stał się Will Może przez to, że w przeciwieństwie do Lyry potrafi kochać i troszczyć się o kogoś (jak dla mnie Lyra jest dziecięcą królową śniegu i trudno jest mi ją polubić), no i nie jest tak ewidentnie stawiany na piedestale jako "wybraniec", "dziecko, które ma uratować świat" etc.
Ale ogółem mam wrażenie takie, że dziecięcy bohaterowie "Mrocznych materii" są... mało dziecięcy właśnie. W Lyrze nawet mnie to drażni. Może bierze się to stąd, że każde z tych dwojga, i Lyra, i Will, musiało zbyt szybko dorosnąć?
praedzio - Wto 18 Gru, 2007 21:48
Dla mnie też trudno było wyobrazić sobie Willa jako 12-letniego chłopca. Już na początku jego przygód widzimy go opiekującego się swoją matką - takie dziwne odwrócenie ról.
Niestety, nie czytałam pierwszej części Mrocznych Materii, więc nie wiem, jak to było z Lyrą.
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 21:54
Też miała jakieś dwanaście lat, wychowywała się w Kolegium Jordana, uczeni z tego kolegium jakoś tam zastępowali jej rodziców, ale wydawała się nie potrzebować rodziców, prawdę mówiąc... Miała mentalność ulicznika. Odważna, niezależna i egoistyczna. Will wydaje mi się dużo bardziej... ludzki.
praedzio - Wto 18 Gru, 2007 22:00
Wydawała mi się rzeczywiście bardzo niesforna, a jednocześnie mająca o sobie wielkie mniemanie . Wstrząsnęło mną troszkę, kiedy spytała aletheiometr (tak to się pisze? ) o Willa, i gdy uzyskała odpowiedź "To morderca" - była z tego faktu całkiem zadowolona. Niby dziecko, ale doświadczeniem dorównująca niejednemu podróżnikowi.
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 22:01
Bo tak było
A skromność to na pewno nie było jej drugie imię
"Aletheiometr", dobrze napisałaś
praedzio - Wto 18 Gru, 2007 22:06
Cholewka, braciak przegania mnie sprzed kompa, więc muszę znikać. Ale ja tu jeszcze wrócę... Z nowymi przemyśleniami, np. na temat dajmonów... i roli techniki w świecie - wydawać by się mogło - doszczętnie magicznym.
Aragonte - Wto 18 Gru, 2007 22:34
Właśnie - technika! W sumie to chyba jedyny świat fantasy, w którym jej obecność wydawała mi się naturalna. Może przez to, że ten świat nie był stwarzany na wzór średniowiecznego, tylko powstał jakby z puzzli - z elementów znanych u nas plus innowacje pullmanowskie jak chociażby dajmony.
Praedzio, skojarzenia mam tu też "greckie". W końcu "daimonion" to był zdaje się opiekun i "geniusz". A może to zwierzęca część ludzkiej natury? I dlatego występowały w postaci zwierząt? A może po prostu ukazana w taki, ekhm, "indiański" sposób ludzka dusza? W końcu oddzielenie dajmona od jego człowieka kończyło się śmiercią (fizyczną) obojga albo też utratą własnej duszy, znajomości własnej natury, właściwie to okaleczeniem psychicznym. W pierwszej części "Mrocznych materii" występują dorośli oddzieleni od swych dajmonów - i przypominają mi mocno strażników z obozów koncentracyjnych
Dajmony kojarzą mi się też z "demonami", ale nie z siłami zła, tylko z nieuświadamianymi siłami drzemiącymi w człowieku... Jungowskie skojarzenia miałam głównie z uwagi na to, że dajmonion zazwyczaj miał płeć przeciwną niż jego - nie lubię tego określenia, wydaje mi się nieprawdziwe - "właściciel".
No dobra, starczy na razie tych skojarzeń
praedzio - Śro 19 Gru, 2007 12:55
Ja sobie jeszcze dziś doczytałam Tatarkiewicza i tam pojawia się słowo daimonion w odniesieniu do czegoś na kształt ludzkiego sumienia (patrz: Sokrates). Taki daimonion odwodził człowieka od złego czynu czy zamiaru, ale nie podpowiadał, jak taki człowiek ma postępować. To było raczej coś na kształt lampki kontrolnej.
Co do techniki, to dla mnie raczej kojarzy się ona z ewolucją, tzn. jak na światy alternatywne przystało, pewne rzeczy rozwijały się w różnych kierunkach i z różnym natężeniem. Oczywiście, niektóre z nich pojawiały się w różnych światach albo w tym samym momencie, albo w ten sam sposób wymyślone. No i nie zapominajmy o przypadkach wędrówek między światami i zapożyczaniu od siebie różnych wynalazków, a przynajmniej pomysłów na nie.
Aragonte - Czw 20 Gru, 2007 23:31
| praedzio napisał/a: | Ja sobie jeszcze dziś doczytałam Tatarkiewicza i tam pojawia się słowo daimonion w odniesieniu do czegoś na kształt ludzkiego sumienia (patrz: Sokrates). Taki daimonion odwodził człowieka od złego czynu czy zamiaru, ale nie podpowiadał, jak taki człowiek ma postępować. To było raczej coś na kształt lampki kontrolnej.
Co do techniki, to dla mnie raczej kojarzy się ona z ewolucją, tzn. jak na światy alternatywne przystało, pewne rzeczy rozwijały się w różnych kierunkach i z różnym natężeniem. Oczywiście, niektóre z nich pojawiały się w różnych światach albo w tym samym momencie, albo w ten sam sposób wymyślone. No i nie zapominajmy o przypadkach wędrówek między światami i zapożyczaniu od siebie różnych wynalazków, a przynajmniej pomysłów na nie. |
Praedzio, te "mądrości" o daimonionach to ja pisałam z pamięci, więc mogłam coś pokręcić, nie ukrywam Ale zasadniczo wydaje mi się, że w książce ta sprawa jest dość wielopłaszczyznowa i na szczęście można to interpretować na parę sposobów. Jak lubię
Aaa, dokończyłam dzisiaj drugi tom - emocji dostarczył mi sporo, zwłaszcza jego koniec, kiedy zabili Lee
Muszę przyznać, że Pullman - mimo że jakieś potknięcia (potknięcia w sensie zachwiania stylu) wyczuwam niekiedy, potrafi mnie zaskoczyć
Było jeszcze troszkę o upiorach, Praedzio - wygląda na to, że karmią się ludzką świadomością... Skojarzyły mi się mgliście z dementorami (jeden z najlepszych patentów Rowling, IMHO). Ciekawa jestem, co powstało wcześniej - HP czy Mroczne Materie? Czy to mogło mieć jakieś powiązania, czy te pomysły mogły się zazębiać? Nikomu nie zarzucam wtórności, po prostu jak dla mnie w tych istotach (upiorach u Pullmana i dementorach) jest coś podobnego. Pokrewieństwo dusz, hmmm
Aragonte - Czw 20 Gru, 2007 23:55
| Agn napisał/a: | Z Mrocznymi materiami był ten problem, że Pullman do tej pory pisał książki ewidentnie dla dzieci. Stąd, kiedy wyszły MM można to było na półce z literaturą dziecięcą znaleźć. Z rozpędu tam to wpakowali, nie przejmując się treścią. Dzieci, owszem, świetnie radzą sobie z mrokiem. Ale w tej historii są rzeczy, których mogą nie zrozumieć.
Twórcy też to ściągnęli pewnie z półki dla dzieci i tak też tę historię potraktowali.
PS Też kocham Willa! I Lee!!! Moje wy!!! *rzuca się na Praedzia i Aragonte, by je wyściskać* |
Chyba faktycznie z rozpędu wpakowali to do literatury dziecięcej... Po skończeniu drugiego tomu utwierdzam się w swoim przeświadczeniu wyniesionym z tomu pierwszego, że "Mroczne materie", mimo bohaterów dziecięcych, dla dzieci nie są. W każdym razie nie do końca, zdecydowanie.
I nie duś nas, Agn
A tak w ogóle to nie moge darować Pullmanowi, że Lee zamordował
Choć z drugiej strony cenię to, że nie ratuje bohaterów na siłę
| praedzio napisał/a: | *słabym głosem* Uoj..., ojciec, złaź ze mnie...
Jeśli chodzi o książki, które stoją na półkach dla dzieci, a tak niekoniecznie się dla nich nadają, to mam jeszcze jedną taką, którą obecnie czytam. Chodzi mi o Terakowską i jej W krainie Kota. Tak sobie czytam, czytam i niezbyt się ona mi podoba - ale dalej czytam...
P.S. Wracając jeszcze do Złotego Kompasu: POZNAJ SWOJEGO DAJMONA http://www.goldencompassmovie.com/?752335 |
Sprawdzałam... yyy, nie lubię szczurów (ale z Roku Szczura jestem, fakt), więc chyba sprawdzę jeszcze raz
Agn - Pon 24 Gru, 2007 21:21
| Aragonte napisał/a: | | jak dla mnie Lyra jest dziecięcą królową śniegu i trudno jest mi ją polubić |
Lyra ma to pewnie po rodzicach. Ostatecznie ojcem jest Góra Lodu, a matką Bryła Lodu. Nie ma co, genów się nie wybiera.
Poza tym, Aragonte moja kochana, cieszę się, że czytasz tę powieść. Jest jedną z moich ukochanych.
Na mnie wrażenie wywarły pancerne niedźwiedzie (świetne były!), czarownice (no miodzio), motyw z przejęciem noża (za każdym razem w walce i utrata dwóch palców), SPOILERY!!! spotkanie Willa z ojcem (cudowna chwila) oraz... trzeci tom, który przez kler został jednogłośnie uznany za jedną wielką herezję. Trudno. Nie uważam, by Pullmana trzeba było palić na stosie. Książkę uwielbiam. Przez cały koniec płakałam jak bóbr, dławiąc się własnymi łzami.
(koniec spoilerów)
Araguś, ja wiem, Lyra jest trudna do lubienia od serca (dlatego ja się przykleiłam do Lee i Willa), ale to nie jest jednowymiarowa bohaterka. I podejrzewam, że (podobnie jak ja) na koniec stwierdzisz, że jesteś z niej dumna.
praedzio - Pon 24 Gru, 2007 21:34
SPOILER!!!
Góra Lodowa i Bryła Lodu... Dobre!
Ale ich wspólny koniec był naprawdę... WSPANIAŁY!
KONIEC SPOILERU
Tak sobie spoglądam właśnie jednym okiem na Opowieści z Narnii w TV i się zastanawiam nad slowami Artura "Kinomaniaka" Pietrasa, który stwierdził, albo za kimś powtórzył, że Mroczne Materie miały być taką ateistyczną odpowiedzią na wybitnie chrześcijański cykl C.S. Lewisa.
Tylko nie pamiętam, czy mówił o książkach czy ich ekranizacjach...
Ale coś w tym musi być.
Agn - Pon 24 Gru, 2007 21:39
Jeśli mówił o filmie, to trafił kulą w płot. Film wylizany i udziecięcony do granic przyzwoitości i lękam się, co będzie z tą historią w dalszych częściach.
A co do filmów - jeśli chodzi o Narnię to wolałam skromniejszy cykl BBC niż to, co powstało na użytek kin.
praedzio - Pon 24 Gru, 2007 21:52
Cóz... Filmu jeszcze nie widziałam, więc się nie wypowiem.
Też wolę wersję BBC. Ostatnio nawet (dzięki fanturii! ) miałam okazję pooglądać sobie pierwszą część. Lubię ten baśniowo-teatralny klimat ekranizacji...
A wracając do porównań MM z Narnią, to z kolei książki się różniły nieco poziomami, bo ta ostatnia jest wybitnie dziecięca (co nie umniejsza jej uroku), natomiast trylogia Pullmana - no właśnie!
Aragonte - Śro 26 Gru, 2007 14:37
| Agn napisał/a: | | Araguś, ja wiem, Lyra jest trudna do lubienia od serca (dlatego ja się przykleiłam do Lee i Willa), ale to nie jest jednowymiarowa bohaterka. I podejrzewam, że (podobnie jak ja) na koniec stwierdzisz, że jesteś z niej dumna. |
No, Lyra moim zdaniem zmieniła się na korzyść w dalszych częściach, zwłaszcza w trzeciej, choć już w drugiej zaczęła ewoluować (pod wpływem Willa ). I tak, na pewno nie jest jednowymiarową bohaterką, początkowo odstręczał mnie tylko jej chłód, ale już się nie czepiam
Trzeci tom zakończyłam w noc wigilijną coś koło wpół do czwartej - w sumie to nie miałam zamiaru zarywać nocy, ale jakoś tak wyszło, eeech. I cóż ja mogę teraz powiedzieć o całości trylogii, hmmm... Na razie czuję się ciut rozdeptana, więc powiem tylko jedno - że po skończeniu ostatniego tomu musiałam zrobić jedną magiczną rzecz (tylko się nie śmiejcie, nooo ).
Musiałam zamknąć Okno do pullmanowskiego świata, bo nie mogłam zasnąć. Dopiero jak to zrobiłam, to mi się udało.
| praedzio napisał/a: | Tak sobie spoglądam właśnie jednym okiem na Opowieści z Narnii w TV i się zastanawiam nad slowami Artura "Kinomaniaka" Pietrasa, który stwierdził, albo za kimś powtórzył, że Mroczne Materie miały być taką ateistyczną odpowiedzią na wybitnie chrześcijański cykl C.S. Lewisa.
Tylko nie pamiętam, czy mówił o książkach czy ich ekranizacjach...
Ale coś w tym musi być. |
Jak dla mnie jest, jak najbardziej (mówię o książkach, filmy nie wchodzą w grę, zresztą ekranizacji Pullmana nie widziałam) i coś takiego chodziło mi po głowie w czasie lektury. Moim zdaniem Pullman w literackiej formie przekazuje tezy Dawkinsa z "Boga urojonego".
Harry_the_Cat - Pią 28 Gru, 2007 18:38
Przeczytałam pierwszy tom i na razie jestem..... baaardzo rozczarowana. Nic mnie w tej ksiązce nie urzekło, a napisana jest straszliwie topornie. Dam szansę kolejnym tomom, ale nie poleciłabym jej nikomu z czytym sumieniem.
|
|
|