To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Wojna i pokój (2007)

miłosz - Pon 31 Gru, 2007 13:54

Alison napisał/a:
Jak tak sobie czytam, to odnoszę wrażenie, że głębiej film przeżyły osoby, które albo miały na świeżo lekturę i zobaczyły film, albo miały mozliwość obejrzeć go ciurkiem bez, że się tak wyrażę, łaski Polsatu. Muszę przyznać, ze jak oglądałam w TV, to te sceny, które mnie ścinały w cichości mojego kącika komputerowego, przetykane fragmentami innych filmów, rozpraszane jakimiś napisami w dole, w rogu, tak kompletnie mnie już nie ruszały, że ledwie mi sie chciało patrzeć. To jednak morderstwo dla filmu, zrobienie z niego takie szaszłyka :(


sprawdzę Ali ( uwierzysz doszło!!!!!) - natomiast ja mam wraznie, ze to z tym filmem jest cos nie tak. Zadna długość, ilość - tak naprawdę reżyser winien był sobie odpowiedziec na pytanie o czem chciał nakręcić, czy o wojnie, czy o miłosciach, rozdarciu i namietnościach. A tak to wyszo o wszystkim i o niczym. Z przeproszeniem jeden Andriusza iskrami tego filmu nie rozpali :hello:

Admete - Pon 31 Gru, 2007 14:06

Alison możesz miec rację. Ja oglądałam film w całości ( no prawie ) i potem przypomniałam sobie ksiażkę ( ale bez części bitewno - politycznej ;-) ).
Alison - Pon 31 Gru, 2007 14:10

miłosz napisał/a:
Alison napisał/a:
Jak tak sobie czytam, to odnoszę wrażenie, że głębiej film przeżyły osoby, które albo miały na świeżo lekturę i zobaczyły film, albo miały mozliwość obejrzeć go ciurkiem bez, że się tak wyrażę, łaski Polsatu. Muszę przyznać, ze jak oglądałam w TV, to te sceny, które mnie ścinały w cichości mojego kącika komputerowego, przetykane fragmentami innych filmów, rozpraszane jakimiś napisami w dole, w rogu, tak kompletnie mnie już nie ruszały, że ledwie mi sie chciało patrzeć. To jednak morderstwo dla filmu, zrobienie z niego takie szaszłyka :(


sprawdzę Ali ( uwierzysz doszło!!!!!) - natomiast ja mam wraznie, ze to z tym filmem jest cos nie tak. Zadna długość, ilość - tak naprawdę reżyser winien był sobie odpowiedziec na pytanie o czem chciał nakręcić, czy o wojnie, czy o miłosciach, rozdarciu i namietnościach. A tak to wyszo o wszystkim i o niczym. Z przeproszeniem jeden Andriusza iskrami tego filmu nie rozpali :hello:


Nie zgadzam się, że film jest o niczym. Na pewno łatwiejszy był w odbiorze dla osób znających książkę, które mogły sobie różne rzeczy dopowiedzieć, zrozumieć intencje poszczególnych bohaterów, bardziej panować nad czasem. Uważam, że bardzo ładnie zostały wyłuskane wszystkie najbardziej filmowe wątki z tej, miejscami przynudnawej, epopei i zostało to naprawdę ładnie pokazane. Akceptacja aktorów w różnych rolach, to kwestia gustu i o tym trudno dyskutować, ale uważam, że film miał oś tematyczną utrzymaną od początku do końca.

achata - Pon 31 Gru, 2007 14:42

Mnie się calośc bardzo podobała. Taka bardziej filozoficzna byla ta adaptacja. Momentami zastanawialam się po co tak dokladnie pokazują reakcje bohaterów kiedy mnie więcej wiadomo jak się zachowają np. Maria po nakryciu Kuragina. W ostatnim odcinku wreszcie do mnie dotarło, ze tu chodzi przede wszystkim o naturę człowieka, o to co jest dla niego ważne i czym się w życiu kieruje. Sporo miałam do przedumania i powiedziałabym, ze chodzi tu nie tylko o wojnę napoleońską i czasy pokoju przed i po niej, ale przede wszystkim o stan ducha człowieka, czy panuje w nim pokój czy wojna, to ciągle podkreslanie potrzeby wybaczania. Dla Tołstoja to chyba charakterystyczne- przypomniał mi się Karenin pod koniec pierwszego tomu "AK".
Jedyne co mnie razilo to jakaś taka cukierkowatośc samego zakończenia, jakby w innym duchu i ta durna etykietka "Wszystko dobre co się dobrze konczy. Spokojnie można było sobie to darować.

Alison - Pon 31 Gru, 2007 14:49

achata napisał/a:
Mnie się calośc bardzo podobała. Taka bardziej filozoficzna byla ta adaptacja. Momentami zastanawialam się po co tak dokladnie pokazują reakcje bohaterów kiedy mnie więcej wiadomo jak się zachowają np. Maria po nakryciu Kuragina. W ostatnim odcinku wreszcie do mnie dotarło, ze tu chodzi przede wszystkim o naturę człowieka, o to co jest dla niego ważne i czym się w życiu kieruje. Sporo miałam do przedumania i powiedziałabym, ze chodzi tu nie tylko o wojnę napoleońską i czasy pokoju przed i po niej, ale przede wszystkim o stan ducha człowieka, czy panuje w nim pokój czy wojna, to ciągle podkreslanie potrzeby wybaczania. Dla Tołstoja to chyba charakterystyczne- przypomniał mi się Karenin pod koniec pierwszego tomu "AK".
Jedyne co mnie razilo to jakaś taka cukierkowatośc samego zakończenia, jakby w innym duchu i ta durna etykietka "Wszystko dobre co się dobrze konczy. Spokojnie można było sobie to darować.


Absolutnie sie zgadzam z przedmówczynią! Dokładnie też tak to odbieram, to pokazanie tego jak ci sami ludzie mogą zachować się postawieni wobec rożnych, zmiennych okoliczności w życiu, że są osoby silne, stabilne, o których wiadomo jak zareagują w każdej sytuacji (jak Maria czy Andriej czy Sonia), i takie które będą się miotały i poddawały emocjom, które raz będą ze sobą czy ze światem w stanie wojny, to znowu pokoju, będą uczyły sie na własnych błędach (jak Natasza, Mikołaj czy Dołochow).
Końcówka jest straszna, ale myślę, że to mial byc taki plasterek na stargane nerwy widza, że oto wszystko sie "jakoś" ułożyło...

Maryann - Pon 31 Gru, 2007 15:03

Alison napisał/a:
Końcówka jest straszna, ale myślę, że to mial byc taki plasterek na stargane nerwy widza, że oto wszystko sie "jakoś" ułożyło...

No to ja sobie ten plasterek odkleję...

Anonymous - Pon 31 Gru, 2007 15:09

A mi się tak nawet pomyślało(czasami anwet ja myślę :mrgreen: ), że po tym wszystkim co przeszła Natasza cos się w niej wypaliło, taki kryzys, zwątpiła w taką płomienna namiętną, romantyczną miłość. Wydaje mi się, że także i Pierra kochała, ale po prostu inaczej. Tak bardziej hm jak to wyrazić, bardziej realnie i przyziemnie.
Sofijufka - Pon 31 Gru, 2007 15:13

Już raz to wklejałam, ale zrobię to jeszcze raz: scena balu bondarczukowa
http://video.google.pl/vi...352950035760814
Helene trochę matronowata, car jak żywy [wysoki, elegancji i blond], to wejście, które przechodzi w polonez, śliczna Natasza i dużo młodsza hrabina Rostowa, Bołkoński [nieprawda, że gargulec :bejsbol: ] i walc z figurami [z obu łapkami na pannie, choć w jednym ujęciu Andrzej łapę trzyma z tyłu}.....

nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 15:17

Alison napisał/a:
Jak tak sobie czytam, to odnoszę wrażenie, że głębiej film przeżyły osoby, które albo miały na świeżo lekturę i zobaczyły film, albo miały mozliwość obejrzeć go ciurkiem bez, że się tak wyrażę, łaski Polsatu. Muszę przyznać, ze jak oglądałam w TV, to te sceny, które mnie ścinały w cichości mojego kącika komputerowego, przetykane fragmentami innych filmów, rozpraszane jakimiś napisami w dole, w rogu, tak kompletnie mnie już nie ruszały, że ledwie mi sie chciało patrzeć. To jednak morderstwo dla filmu, zrobienie z niego takie szaszłyka :(

No to ja albo obalę twoją hipotezę albo jestem statystycznym kwantem :mrgreen: , ale ja bym nie chciała obejrzeć na raz. Te przerwy między odcinkami dały mi możliwość refleksji, ochłonięcia, przeżycia, wymiany myśli z innymi, a także czytania fragmentów i myśli krytycznych.

Sofijufka - Pon 31 Gru, 2007 15:20

Nicole, mnie tam te przerwy też przeszkadzały! Wprawdzie wykorzystywałam je na wykasłanie się, ale przerywały napięcie. I jeszcze w najbardziej duszoszczipatielnym momencie pojawiały się reklamy w dole lub z boku :uzi:
Anonymous - Pon 31 Gru, 2007 15:22

Przerwy były zabójcze, ja już rozpłakuję się na dobre a tu bach. reklama :roll:
nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 15:23

miłosz napisał/a:
Alison napisał/a:
Jak tak sobie czytam, to odnoszę wrażenie, że głębiej film przeżyły osoby, które albo miały na świeżo lekturę i zobaczyły film, albo miały mozliwość obejrzeć go ciurkiem bez, że się tak wyrażę, łaski Polsatu. Muszę przyznać, ze jak oglądałam w TV, to te sceny, które mnie ścinały w cichości mojego kącika komputerowego, przetykane fragmentami innych filmów, rozpraszane jakimiś napisami w dole, w rogu, tak kompletnie mnie już nie ruszały, że ledwie mi sie chciało patrzeć. To jednak morderstwo dla filmu, zrobienie z niego takie szaszłyka :(


sprawdzę Ali ( uwierzysz doszło!!!!!) - natomiast ja mam wraznie, ze to z tym filmem jest cos nie tak. Zadna długość, ilość - tak naprawdę reżyser winien był sobie odpowiedziec na pytanie o czem chciał nakręcić, czy o wojnie, czy o miłosciach, rozdarciu i namietnościach. A tak to wyszo o wszystkim i o niczym. Z przeproszeniem jeden Andriusza iskrami tego filmu nie rozpali :hello:

Ale problem polega na tym, że książka nie jest o wojnie lub miłości- to nie są aspekty rozdzielne, które można sobie wyodrębnić. Jak AMerykanie sobie poradzili mając 208 min? Przęzycia wojenne i namiętności są podstawą do historii o czlowieku- jako jednostce i narodzie. Tołstoj nie napisal epopei na chwałę swego oręza, lecz by pokazać bohateró w pewnych skrajnych sytuacjach.

praedzio - Pon 31 Gru, 2007 15:23

Sofijufka napisał/a:
I jeszcze w najbardziej duszoszczipatielnym momencie pojawiały się reklamy w dole lub z boku :uzi:

Ja pamiętam jeden moment w filmie, w którym była mowa o gwiazdach - nie pamiętam dokładnie, o co chodziło, ale u dołu w tym samym momencie pojawiła się świetlista reklama: Gwiazdy na twoim ekranie! i coś tam dalej ble ble ble.... No i zamiast się wzruszyć na maksa, krztusiłam się ze śmiechu...! :rotfl:

nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 15:28

Alison napisał/a:
achata napisał/a:
Mnie się calośc bardzo podobała. Taka bardziej filozoficzna byla ta adaptacja. Momentami zastanawialam się po co tak dokladnie pokazują reakcje bohaterów kiedy mnie więcej wiadomo jak się zachowają np. Maria po nakryciu Kuragina. W ostatnim odcinku wreszcie do mnie dotarło, ze tu chodzi przede wszystkim o naturę człowieka, o to co jest dla niego ważne i czym się w życiu kieruje. Sporo miałam do przedumania i powiedziałabym, ze chodzi tu nie tylko o wojnę napoleońską i czasy pokoju przed i po niej, ale przede wszystkim o stan ducha człowieka, czy panuje w nim pokój czy wojna, to ciągle podkreslanie potrzeby wybaczania. Dla Tołstoja to chyba charakterystyczne- przypomniał mi się Karenin pod koniec pierwszego tomu "AK".
Jedyne co mnie razilo to jakaś taka cukierkowatośc samego zakończenia, jakby w innym duchu i ta durna etykietka "Wszystko dobre co się dobrze konczy. Spokojnie można było sobie to darować.


Absolutnie sie zgadzam z przedmówczynią! Dokładnie też tak to odbieram, to pokazanie tego jak ci sami ludzie mogą zachować się postawieni wobec rożnych, zmiennych okoliczności w życiu, że są osoby silne, stabilne, o których wiadomo jak zareagują w każdej sytuacji (jak Maria czy Andriej czy Sonia), i takie które będą się miotały i poddawały emocjom, które raz będą ze sobą czy ze światem w stanie wojny, to znowu pokoju, będą uczyły sie na własnych błędach (jak Natasza, Mikołaj czy Dołochow).
Końcówka jest straszna, ale myślę, że to mial byc taki plasterek na stargane nerwy widza, że oto wszystko sie "jakoś" ułożyło...

Ja też się absolutnie zgadzam z obiema przedmówczyniami :mrgreen: , tylko do drugiej grupy dodałabym osobę podstawową, czyli Pierra. To on się najwięcej nauczył i dojrzał.

Alison - Pon 31 Gru, 2007 15:30

nicol81 napisał/a:
No to ja albo obalę twoją hipotezę .


Nicol, przecież nie byłabyś sobą gdybyś nie starała sie tego zrobić :lol:
Może Tobie potrzebne były te przerwy, ale co innego zatrzymać sobie film na chwilę refleksji, a co innego nagle znaleźć się w świecie podpasek i pampersów, no sorry, ale czasem te cykle reklam są tak długie, że ja w ogóle zapominam jaki film ogladam, więc jak mam wrócić do nastroju sprzed chwili kiedy umiera główny bohater, jak w międzyczasie zaserwowali mi Rafaello, piwo Strong, barszczyk Knorra, zajawkę Kevina w Nowym Yorku i super Sylwestra na Rynku w Krakowie - przepraszam, ale nie jestem jakimś cyborgiem, który umie sobie tak sterować percepcją...

Maryann - Pon 31 Gru, 2007 15:46

Alison napisał/a:
jak mam wrócić do nastroju sprzed chwili kiedy umiera główny bohater, jak w międzyczasie zaserwowali mi Rafaello, piwo Strong, barszczyk Knorra, zajawkę Kevina w Nowym Yorku i super Sylwestra na Rynku w Krakowie

Dodaj do tego pojawiające się tu i ówdzie reklamy filmów zajmujące 1/3 ekranu... :evil:
Nie, stanowczo wolę oglądać bez reklam.

trifle - Pon 31 Gru, 2007 15:58

A mnie się wydawało, że Nicol nie chodziło o reklamy, a o to, że film był w czterech odcinkach puszczanych przez 4 dni. O te "dzienne" przerwy, a nie reklamowe. No bo kto lubi reklamy w filmie? :roll:
nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 16:00

Ja tam rozumiem, że ludzie są rózni i że niektórym przeszkadzają. Tylko ja sobie radzę wyłączaniem głosu i nie widzę Knora, rynku w Krakowie czy Kevina (może poza przelotną myślą, że znowu to puszczają) Jedyną reklamą, którą przywitałam z otwartymi ramionami i wlączonym głosem było "Czasem słońce, czasem deszcz"- już jutro, jutro :excited:
Ponadto ludzie mają też poziom biologiczny i przerwy są też pożyteczne dla żołądka i pęcherza :ops1:
Natomiast oglądanie 400 minut na raz dla mnie byłoby nieefektywne- za szybko dojście od początku do końca, bez przetrawienia refleksyjnego. A tak dnie i noce myślałam o postaciach i ich związkach. Po obejrzeniu ciągiem może byłaby silniejsza reakcja na raz, ale nie tak długotrwała.

nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 16:01

trifle napisał/a:
A mnie się wydawało, że Nicol nie chodziło o reklamy, a o to, że film był w czterech odcinkach puszczanych przez 4 dni. O te "dzienne" przerwy, a nie reklamowe. No bo kto lubi reklamy w filmie? :roll:

Głównie o dzienne. Ale reklama ma swoje zalety, zwłaszcza jak się jej nie ogląda.

Gosia - Pon 31 Gru, 2007 16:02

miłosz napisał/a:
Z przeproszeniem jeden Andriusza iskrami tego filmu nie rozpali :hello:

Jak to nie rozpali? :shock: Oczywiscie, ze rozpali! I jeszcze jak! :serduszkate:

Ja takze uwazam, ze reklamy rozbijaja napiecie i przez to filmu nie przezywa sie nalezycie. Mam porownanie, gdy obejrzalam go w spokoju, bez reklam, gdy skupilam sie maksymalnie, przezywalam cala akcje, smakowalam ujecia i muzyke, a jak pozniej, gdy co 20 minut, w srodku najwazniejszej akcji pojawialy sie reklamy jakis bzdurnych produktow i jeszcze programow Polsatu na najblizsze dni :roll: Zupelnie inny odbior!

nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 16:06

Gosia napisał/a:

Ja takze uwazam, ze reklamy rozbijaja napiecie i przez to filmu nie przezywa sie nalezycie.

Czasem rozbijają, a czasem wręcz przeciwnie- jak trzeba dłużej poczekać na to, co będzie dalej, napięcie rośnie.

Gosia - Pon 31 Gru, 2007 16:07

Albo opada.....
Anonymous - Pon 31 Gru, 2007 16:09

nicol81 napisał/a:
Ale reklama ma swoje zalety, zwłaszcza jak się jej nie ogląda.

No nie da sie ukryć, można pójść po nową paczkę chusteczek.
A dzienne przerwy, jak na pierwsze ogladnięcie na pewno pomagały przemyślec to. hociaż przyznam wolałabym sama te przerwy nakąldać a nie tak z góry

Maryann - Pon 31 Gru, 2007 16:10

nicol81 napisał/a:
ja sobie radzę wyłączaniem głosu i nie widzę Knora, rynku w Krakowie czy Kevina

Jak w trakcie filmu na znacznej części ekranu widzisz zajawkę kolejnego odcinka "Tylko miłość" lub "CSI", to raczej trudno się wyłączyć... :?

nicol81 - Pon 31 Gru, 2007 16:11

Ja tam po prostu zajawek nie widzę :ops1:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group