To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

Loana - Czw 07 Lut, 2008 09:11

nicol81 napisał/a:
Co macie na myśli z tym nieuzasadnieniem sceny "Look back"? :?

Byla bardzo romantyczna, ale JAK ona miala "spojrzec do tylu"??? Przeciez w powozie, gdyby spojrzala do tylu, zobaczylaby tylko sciane :P . A wygladanie do tylu z okna powozu byloby a) bardzo niewygodne, b) zupelnie nieprzyzwoite, a przeciez ona nie byla sama w tym powozie. I tak naprawde skad ona mogla wiedziec, ze on bedzie tak dlugo czekal na nia na schodach, jak myslala, ze on jej nie ceni? Dlatego cala ta scena jest sliczna, romantyczna, ale troche bez sensu IMHO :) .

BeeMeR - Czw 07 Lut, 2008 10:06

Loana napisał/a:
Dlatego cala ta scena jest sliczna, romantyczna, ale troche bez sensu IMHO :) .
Mam dokładnie takie samo zdanie :mrgreen:
nicol81 - Czw 07 Lut, 2008 14:42

Ja prawdę mówiąc, oglądając nie brałam tego dosłownie- tzn. jako rzeczywistego, fizycznego odwrócenia :mrgreen: . A jako metaforyczny wyraz uczuć Johna :serce: , którego opuszcza miłość życia i który myśli, ze jej już nie zobaczy... :przytul:
Sofijufka - Czw 07 Lut, 2008 14:49

nicol81 napisał/a:
Ja prawdę mówiąc, oglądając nie brałam tego dosłownie- tzn. jako rzeczywistego, fizycznego odwrócenia :mrgreen: . A jako metaforyczny wyraz uczuć Johna :serce: , którego opuszcza miłość życia i który myśli, ze jej już nie zobaczy... :przytul:

Ja też...

Gosia - Czw 07 Lut, 2008 16:47

No to dla przypomnienia:

Dom Thorntonów:
"Drzwi frontowe wyglądały jak zwykłe drzwi do ogrodu, na jednej stronie były to wielkie zamknięte wrota wejściowe i wyjściowe dla wozów. Dozorca wpuścił ich na wielki podłużny dziedziniec, po jednej stronie którego znajdowały się biura, gdzie zawierano transakcje, a po przeciwnej stronie mieściła się ogromna wielookienna fabryka, skąd dochodził nieustanny stukot maszynerii i przeciągły huk maszyn parowych, tak głośny, że mógł ogłuszyć tych, którzy mieszkali wewnątrz ogrodzenia. Naprzeciw ściany, wzdłuż której biegła ulica, na jednej z wąskich ścian prostokąta stał piękny, pokryty kamieniem dom, poczerniały z pewnością z powodu dymu, ale z tynkami, oknami i schodami, które były utrzymane w starannej czystości. Dom ten był najwyraźniej zbudowany jakieś pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat wcześniej. Kamienne pokrycie, długie, wąskie okna, i ich ilość, bieg schodów prowadzących do frontowych drzwi, wznoszących się z jednej strony i osłoniętych przez poręcz – wszystko świadczyło o jego wieku. Margaret zdumiewało, czemu ludzie, których stać na to, by mieszkać w tak ładnym budynku i utrzymywać go w tak doskonałym porządku, nie woleli zamieszkać w dużo mniejszym domu na wsi lub nawet na jakimś przedmieściu, a nie w bliskim sąsiedztwie hałaśliwej fabryki. Jej nieprzyzwyczajone uszy z trudem mogły pochwycić głos ojca, gdy stali na stopniach, oczekując na otwarcie drzwi. Także dziedziniec z wielkimi drzwiami na ślepej ścianie stanowił ponury widok z domu, jak to Margaret odkryła, kiedy weszli na staromodne schody i zostali wprowadzeni do salonu, którego trzy okna wychodziły na drzwi frontowe i pokój po prawej stronie od wejścia. Było pusto. Wydawało się jakby nikogo tu nie było od dnia, gdy meble zostały rozmieszczone z tak wielką troską, jakby dom miał być przygnieciony przez lawę i odkopany za tysiąc lat."

Salon Thorntonów:
Ściany były różowe i złote, wzór na dywanie przedstawiał bukiety kwiatów na jasnym tle, został jednak starannie przykryty na środku lnianym chodnikiem, wyglansowanym i wyblakłym. Zasłony na oknach były koronkowe, każde krzesło i każda sofa miały swoje własne nakrycie z siatki lub dzianiny. Imponujące, alabastrowe figury zajmowały każdą płaską powierzchnię, bezpieczne od kurzu pod szklanymi kloszami. Na środku pokoju, tuż pod wytwornie oprawionym żyrandolem, stał szeroki okrągły stół z pięknie oprawionymi książkami, ułożonymi w regularnych odstępach na jego wypolerowanym okręgu niczym barwne szprychy w kole. Każdy przedmiot odbijał światło, żaden go nie pochłaniał. Cały pokój był dokuczliwe jaskrawy, błyszczący i pstry, zrobił na Margaret tak nieprzyjemne wrażenie, że była ledwie świadoma szczególnej dbałości, koniecznej, aby utrzymać wszystko tak białym i czystym w tym powietrzu, lub wysiłku, który skwapliwie podejmowano, by utrzymać ten efekt lodowatej, śnieżnej niewygody. Gdziekolwiek spoglądała, znajdowała dowody troski i pracowitości, nie służyły one jednak zapewnieniu wygody i ułatwieniu codziennych domowych zajęć, ale wyłącznie ozdobie, a potem uchronieniu tej ozdoby przed brudem i zniszczeniem. [..] Nie było książki w tym pokoju, z wyjątkiem sześciu tomów „Komentarza do Biblii” Matthew Henry`ego, które leżały w środkowej części potężnego kredensu, mając po jednej stronie podgrzewacz do herbaty, a po drugiej lampę.

O guście możnaby tu dyskutować, ale widać, że jest tak jak Caroline powiedziała - wygląda to jak mieszkanie nuworyszy. Co do książek pani Thornton je miała, ale niezbyt szanowała klasyków, gdyż uważała, że lektura ich dzieł nie jest potrzebna fabrykantowi.

Nowe mieszkanie Hale`ów w Crampton:
Przejrzeli całą listę, odrzucając każde z mieszkań, gdy je obejrzeli. Potem spojrzeli na siebie z trwogą.
- Musimy wrócić do drugiego, jak sądzę. To ono – w Crampton, czy tutaj nie nazywa się go przedmieściem? Tam były trzy salony, nie pamiętasz - śmieliśmy się z ich liczby porównując z trzema sypialniami? Ale wszystko zaplanowałam. Frontowy pokój na dole będzie twoim gabinetem i naszą jadalnią (biedny tata!), bo wiesz, umieścimy mamę tak, by miała najpogodniejszy salon jak to tylko możliwe, a ten frontowy pokój na górze, z okropną niebieską i różową tapetą, i ciężkim gzymsem ma naprawdę ładny widok na równinę z wielkim zakrętem rzeki, lub kanału, czy cokolwiek to jest. Za tym pokojem mogłabym mieć małą sypialnię w tym występie na czele pierwszego piętra schodów, nad kuchnią; i ty i mama - pokój za salonem, a ta szafa pod dachem będzie wspaniałą garderobą.
Margaret [..] nie miała do czynienia z gustem lubującym się w zdobieniach, choćby najgorszym, gorszym jeszcze niż zwyczajność i prostota, które same w sobie stanowiły ramy dla elegancji. [...] Pan Thornton uważał, że dom w Crampton jest naprawdę w sam raz, ale teraz kiedy zobaczył jak Margaret wygląda i jak się porusza, zawstydził się, że mógł wyobrażać sobie, że robi Hale’om jakąś przysługę, mimo że oczywista wulgarność tego domu uderzyła go, kiedy go oglądał.[..]
Thornton [.] Został wprowadzony do małego salonu i grzecznie przywitany przez pana Hale`a, który przyprowadził go do swojej żony. Jej blada twarz i figura przystrojona szalem stanowiła ciche wytłumaczenie powolności chłodnego powitania.
Kiedy wszedł, Margaret zapaliła lampę, gdyż zapadła już ciemność. Lampa rzucała ładne światło na środek mrocznego pokoju, którego zgodnie z wiejskim zwyczajem nie odcinali od nocnego nieba i ciemności na zewnątrz. W jakiś sposób ten pokój kontrastował z tym, który dopiero co opuścił - pokaźnym, ciężkim, pozbawionym śladu kobiecej obecności, poza jednym miejscem, w którym siedziała jego matka, oraz pozbawionym także udogodnień dla jakiegokolwiek zajęcia poza jedzeniem i piciem. Właściwie była to jadalnia, jego matka lubiła w niej siedzieć, a jej wola była prawem w tym domu. Ale salon nie był taki jak ten. Był po dwakroć... może nawet po stokroć bardziej wykwintny i nawet w jednej czwartej nie tak wygodny.
Nie było tu lustra, ani nawet jakiegokolwiek kawałka szkła, który odbijałby światło i spełniał taką funkcję jak woda w pejzażu, nie było żadnych złoceń; ciepła, spokojna gama kolorów, ładnie złagodzona przez ulubione stare perkalowe zasłony z Helstone oraz obicia. Otwarty sekretarzyk stał pod oknem naprzeciw drzwi, pod drugim oknem na wąskim postumencie stała wysoka, biała, chińska waza, z której opadały girlandy angielskiego bluszczu, brzozy i miedzianych bukowych liści. Ładne koszyki z robótkami były rozrzucone w różnych miejscach, a książki, bez względu na ich oprawy, leżały na stole, jakby dopiero co zostały tam odłożone. Za drzwiami stał inny stół, przybrany do herbaty białym obrusem, na którym leżały ciasteczka orzechowe oraz kosz wypełniony pomarańczami i rumianymi amerykańskimi jabłkami ułożonymi na liściach. Wydawało się panu Thorntonowi, że wszystkie te wspaniałe starania były czymś zwykłym dla tej rodziny, a zwłaszcza dla Margaret.


Tu widać, że panuje większa prostota, a książki są w użyciu.

Co do samej powieści, to została ona przez kilka forumowiczek, w tym moją skromną osobę, przetłumaczona, ale jeszcze trwa redakcja całości, bo przekład powstawał w pośpiechu i trzeba go choć trochę poprawić i ujednolicić. W tej chwili jestem gdzieś w połowie ;)

Jeannette - Czw 07 Lut, 2008 18:50

Sorry, że się tak wcinam bezceremonialnie, ale tu są maile, jakby któraś chciała napisać do wydawnictwa:
PIW
http://www.piw.pl/kontakt.php
Czytelnik
http://www.czytelnik.pl/n...ona&ID2=kontakt
Te wydały już Gaskell, więc możnaby zapytać o wznowienie i ewentualnie o N&S.
A tu inne, może akurat...
http://www.zielona-sowa.c...2F23&sbl=102309
Prószyński

Harry_the_Cat - Pią 08 Lut, 2008 01:03

Sofijufka napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Ja prawdę mówiąc, oglądając nie brałam tego dosłownie- tzn. jako rzeczywistego, fizycznego odwrócenia :mrgreen: . A jako metaforyczny wyraz uczuć Johna :serce: , którego opuszcza miłość życia i który myśli, ze jej już nie zobaczy... :przytul:


Ja też...


A czy tam w powozie nie było czasem okienka w tylniej sciance?

BeeMeR - Pią 08 Lut, 2008 09:59

Harry_the_Cat napisał/a:
A czy tam w powozie nie było czasem okienka w tylniej sciance?
Mam wrażenie, że były - ale w tym akurat się nie dopatrzyłam (albo nie pamiętam :mysle: )
trifle - Pią 08 Lut, 2008 10:47

Było okienko!

Ale mnie ta scena też akurat nie rusza jakoś specjalnie, już bardziej ich pożegnanie, Platon od ojca, "so you are going and never come back" :roll:

Loana - Pią 08 Lut, 2008 11:59

Bylo okienko? To slabo widoczne, musze sie przyjrzec jeszcze raz. Oprocz tego, czy to okienko nie bylo czasem WYZEJ niz glowa siedzacej w nim osoby?
Metafora metafora, ale ja zwykle rozumiem slowa doslownie, jak chcial, zeby sie odwrocila, to pewnie chcial, zeby sie odwrocila. W innym przypadku moglby powiedziec "wroc" :P .
I zgadzam sie z trifle, scena z oddawaniem ksiazki jest dla mnie mocniejsza, jak on mowi "and never come back" to prawie slysze lzy w jego glosie :rumieniec:

trifle - Pią 08 Lut, 2008 13:13

http://pl.youtube.com/watch?v=CSDjPon2qBM

Znalazłam tę scenę całą, ale okienka nie widać. A byłam pewna, że było okienko :mysle: :rumieniec:
A może gdyby powiedział "come back come back to me"? :P Ale to chyba zbyt yyy tandetne by było ;) Look back lepiej by wyszło, gdyby ona szła do tego powozu dłużej, i jakby już prawie wsiadała, on odwróciłby się i wszedł do domu i ona WTEDY by się odwróciła, tak, że on już by tego nie zobaczył. To nadal dramatyczne, ale bardziej sensowne :wink:

Harry_the_Cat - Pią 08 Lut, 2008 13:49

Odpaliłam DVD, żeby sprawdzić - tam JEST okno!


trifle - Pią 08 Lut, 2008 14:13

Ha! ;)
nicol81 - Pią 08 Lut, 2008 14:19

Dziękujemy Harry Kocie za badania prowadzące do obalenia nieuzasadnionego twierdzenia o nieuzasadnieniu sceny "Look back" :-P Choć dla mnie wciąż jest metaforyczna. :wink:
Harry_the_Cat - Pią 08 Lut, 2008 14:22

A tak w ogóle, to nawet, gdyby sie przez to okno obejrzała, to on i tak by nie zauważył ;)
Anonymous - Pią 08 Lut, 2008 18:14

Mag13 napisał/a:
nie uczyniła żadnego gestu, który by złagodził jego widoczne w tym momencie cierpienie?

czy ja wiem? w filmi uśmiecha się do niego słodko i życzy mu wszystkiego najlepszego. nie ma tej sztywności, już. jest taki zalążek, który mógłby się rozwinąć w przyjaźń

Caroline - Pią 08 Lut, 2008 23:03

Mag13 napisał/a:
A swoją drogą, w filmie nie trzymano się wiernie opisu powieściowego, bo wnętrza domu Thorntonów są zaprzeczeniem jaskrawości i koloru.
Nie było jaskrawości, ale była sterylność. W książce była mowa o różnych przedmiotach ukrytych pod szklanymi kloszami, w filmie też są.
A jesli chodzi o wygodę i elegancję domu Hale'ów, cóż kwestia gustu, ale np. to, że często pojawiają się świeże kwiaty na pewno miało pokazać dbałość o przyjemną atmosferę w domu.
Pani Thornton uważałaby świeże kwiat raczej za zbytek i zamawiała je co najwyżej na przyjęcie, gdy trzeba "się pokazać", nie na co dzień dla przyjemności mieszkańców.

Gosia - Pią 08 Lut, 2008 23:39

Harry, jestem pod wrażeniem. Nie musze nawet włączać DVD, żeby sprawdzić czy jest to okienko czy nie. :D
W każdym razie sądzę, że bardziej chodziło tu o poczucie straty, żalu za tym co było, a nie wróci. Postanowiono nie rozbijać tego jej odwróceniem się w jego stronę.
Thornton miał myśleć, że to już koniec i ona nigdy nie wróci. Uważał, że ona nie ma do czego i do kogo.
Sprawy dzierżawy mógł potem załatwiac jej prawnik czy pełnomocnik. On uważał, że ona o niego nie dba, więc po co miałaby przyjechać i się z nim widzieć, skoro tak obcesowo go potraktowała wcześniej?
Jednak gdy Margaret w scenie pożegnania, na te tęskne słowa Thorntona: So are you going and never come back?, odpowiada: Zycze panu szczescia, to mam ochotę ją trzepnąc, żeby się ocknęła :-P

Gosia - Sob 09 Lut, 2008 17:43

Tak wlasnie jest. Ale nie wiadomo dlaczego, Henry sie nie zjawia ;) Na szczescie...
Caroline - Nie 10 Lut, 2008 22:16

Gosia napisał/a:
Ale nie wiadomo dlaczego, Henry sie nie zjawia ;)
Wiadomo :) Gupi nie był i wiedział, co się święci ;) Właściwie można mu podziękować.
Gosia - Nie 10 Lut, 2008 22:17

Tylko moglby nie wsadzac glowy w srodek pocalunku :mrgreen:
Caroline - Nie 10 Lut, 2008 22:25

Gosia napisał/a:
Tylko moglby nie wsadzac glowy w srodek pocalunku :mrgreen:
Wniosek: przenoszenie Henrych na ekrany pozbawia ich intuicji i wyczucia. :)
nicol81 - Pon 11 Lut, 2008 15:25

Caroline napisał/a:
Gosia napisał/a:
Tylko moglby nie wsadzac glowy w srodek pocalunku :mrgreen:
Wniosek: przenoszenie Henrych na ekrany pozbawia ich intuicji i wyczucia. :)

A jakichś innych Henrych to też dotyczy?
Ja nie znoszę faceta, choć rzeczywiście może jestem ciut uprzedzona...

maniutka - Sob 16 Lut, 2008 21:30

nie bardzo wiedzialam do jakiego wątku wsadzic to pytanie wiec a pisze je tu bo wydaje mi sie najbardziej odpowiedni.
pues, ile razy musialyscie obejzec n&s zeby byc "duchowo zaspokojone", w sensie gdy mialyscie okazje obejzec jakis film to juz nie zastanawialyscie sie: "a moze north & south?"
ja jak narazie widzialam to cudo tylko 2 razy :ops1: i nadal chce wiecej :excited:
moze ktos mi poweidziec ile trzeba razy to zobaczyc zeby nie bylo juz chcicy zeby obejzec n&s jeszcze raz


ps. mam nadzieje ze ktos zrozumial mojaj platanine

pps. :lovera:

Anonymous - Sob 16 Lut, 2008 21:36

maniutka napisał/a:
moze ktos mi poweidziec ile trzeba razy to zobaczyc zeby nie bylo juz chcicy zeby obejzec n&s jeszcze raz

nie ma takiej liczby :wink:
To jest film uniwersalny. Zawsze jest chętka na oglądnięcie. To jest film poza klasyfikacją zwykła. poza rankingiem Jaki film dziś... Np. ja jesli nie ogladam go codziennie to tylko dlatego, że nie mam tyle czasu :(



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group