Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 07:58
| Agn napisał/a: | | Kurczę, Cullenowie byli w Forks kilka lat i nic. A jak wyjechali - wilki się "obudziły". Tego za Chiny nie rozumiem, wg mnie to był naprawdę mocny błąd logiczny. |
Wilkołaki powinny pojawić się wtedy, kiedy pojawił się James, Laurent i Victoria. Bo Cullenowie byli "nieszkodliwi" i mieli pakt, natomiast tamto trio mordowało ludzi, więc wilkołaki powinny się wtedy ujawnić, a nie "po fakcie", kiedy James nie żył, a Victoria i Laurent byli niewiadomo gdzie. Inna sprawa, że oboje wrócili, więc wilkołaki nie pojawiły się na darmo. Ale to byli nomadowie, więc w sumie było małe prawdopowobieństwo, że wrócą do Forks, fakt, że mieli powód (zemstę), ale o tym wilkołaki nie wiedziały, więc nielogiczne. Mogli sobie czekać na kolejne wampiry dziesiątki lat.
Też na to zwróciłam uwagę, dzięki za przypomnienie.
Agn - Pią 04 Gru, 2009 08:15
Hmm, tak, fajnie, tylko że Jacob mówi, że jeśli kogoś tutaj winić, to Cullenów. Skoro bliskość wampirów wywołuje wilkołactwo, to wilki powinny się tak czy siak pojawić, ot choćby po to, by pilnować tego ich paktu. Natura nie powinna się zastanawiać nad nazwiskami i nie będzie zgadywać, czy któremuś z Cullenów nie strzeli coś do łba i nie zaatakuje człowieka. Zresztą Jasper usiłował zaatakować Bellę, więc nie do końca byli "niegroźni".
BeeMeR - Pią 04 Gru, 2009 08:18
| Cytat: | Nielogiczności w Zmierzchu... jakby się chciało to mnóstwo tego można wydobyć. Ja w ogóle w pewnym momencie wyłączyłam funkcję "ależ to nieprawdopodobne", bo inaczej - podobnie jak Aragonte - nie przebrnęłabym ani rozdziału | Mi nie chodzi o nielogiczności - choć owszem, są nielogiczności albo tłumaczenia naciągnięte ponad wszelkie prawdopodobieństwo (tak jak np. z okresem, skaleczeniem, czy przypadkowymi dotknięciami) - ostatnio oglądałam bollywooda, w którym panna urodziła dziecko niemal na drugi dzień po ślubie, a chwilę później znalazła dnia schronienie z niemowlakiem u szwagierki, a jak szwagier wrócił wieczorem z pracy, to dziecię miało już kilka latek - ja z przymrużeniem oka wszystko łykam (tylko nie wszystko - a właściwie mało co - traktuję serio a przynajmniej jako prawdopodobne - choćby i w tym stworzonym świecie), jeśli bajka jest odpowiednio podana i można z niej czerpać radość - czy to czytania czy oglądania
Mnie chodzi o styl, który zupełnie mi nie podchodzi (ale to może być kwestia tłumaczenia e-booka) oraz o masę niepotrzebnych szczegółów, które nic nie wnoszą (a to już przecież nie chodzi o tłumaczenie), np. fragment, który utkwił mi w pamięci to:
Do miejscowego gimnazjum i liceum chodziło raptem trzystu pięćdziesięciu siedmiu (ze mną pięćdziesięciu ośmiu) uczniów
Litości, nie lubię jak się mnie, czytelnika traktuje jak debila, który np. nie umie dodawać.
To jeden z powodów, dla których nie wyszłam za pierwszy rozdział, więc daleka jestem od kwestionowania całej książki - i nie neguję, jeśli się podoba.
Z tym, że Edzio moim ideałem też nie jest (podobnie jak Bond ) - pomijając całą wampirzą otoczkę, facet, który odchodzi twierdząc, że jest niegodzien miłości, że panna zasługuje na kogoś lepszego czy cokolwiek w tym guście jest zdecydowanie moim anty ideałem
Dwie moje koleżanki cierpiały serio w realnym świecie po takich słowach - o dwie za dużo, żebym mogła to lekko traktować jako etap przejściowy związku - dla mnie to obrzydliwa manipulacja i nadużycie zaufania i uczuć drugiej osoby
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 09:35
| BeeMeR napisał/a: | pomijając całą wampirzą otoczkę, facet, który odchodzi twierdząc, że jest niegodzien miłości, że panna zasługuje na kogoś lepszego czy cokolwiek w tym guście jest zdecydowanie moim anty ideałem |
Ale tu właśnie tej wampirzej otoczki nie można pominąć , bo to ona jest właśnie powodem odejścia. Edward tylko tak powiedział, żeby ją chronić. Chciał się zmyć, żeby de facto uratować jej życie. Nie sądzę, żeby faceci Twoich koleżanek odeszli od nich, bo z ich powodów mogłyby zginąć, prawda? W sumie sytuacja z "Księżyca..." trochę analogiczna do "Tożsamości Bourne'a" (Boże, ale mi się skojarzyło! ) : tam też Bourne (tym razem człowiek, nie wampir ) odrzuca miłość i każe odejść Marie, bo wie, że zostanie z nim oznacza dla niej śmierć (SPOILER: co potwierdza się w "Krucjacie Bourne'a", więc miał rację).
Do "Zmierzchu" trzeba podejść jak do literatury młodzieżowej. I ogromny sukces marketingowy - z lekkiego szoku nie mogę wyjść co reklama może zdziałać! Duża w tym zasługa szaty graficznej - uważam, że okładki są naprawdę fajnie zrobione, sugerują poważne, mroczne "wnętrze", a tu zonk.
BeeMeR - Pią 04 Gru, 2009 10:09
| annmichelle napisał/a: | Ale tu właśnie tej wampirzej otoczki nie można pominąć | chodziło mi o to, że nie czepiam się świecących wampirów itp, nie tego, że nim jest.
terefere, "żeby chronić " - żaden powód nie jest dobry (nawet bycie wampirem ), żeby pchnąć kogoś na skraj załamania nerwowego, depresji czy czego tam jeszcze - bo co to za życie - ale to moje zdanie.
BeeMeR - Pią 04 Gru, 2009 10:13
| annmichelle napisał/a: | | Do "Zmierzchu" trzeba podejść jak do literatury młodzieżowej. | Podchodzę - i doceniam, że się nastolatkom (bardzo szeroko pojętym ) podoba
Niemniej czuję się za stara
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 11:41
| BeeMeR napisał/a: |
terefere, "żeby chronić " - żaden powód nie jest dobry (nawet bycie wampirem ), żeby pchnąć kogoś na skraj załamania nerwowego, depresji czy czego tam jeszcze - bo co to za życie |
Lecz zawsze jeszcze życie, prawda? Lepsze takie niż śmierć. Czyli na upartego to był taki wybór mniejszego zła dla Belli: depresja czy śmierć.
BeeMeR - Pią 04 Gru, 2009 12:08
| annmichelle napisał/a: | | Lepsze takie niż śmierć | zależy jak dla kogo
Zwłaszcza, że chyba nie umarła, tylko transformowała, czy cóś
RaczejRozwazna - Pią 04 Gru, 2009 13:18
BeeMer zgadzam się. Poza tym Cullenowie tak naprawdę naprawdę zostawili Bellę, nawet Alice, nieby ta wielka przyjaciółka. Czyżby naprawdę tak szybko doszli do wniosku wszyscy razem że te kontakty są AŻ TAK niebezpieczne, a nie przyszło im to na myśl, np. po akcji z Jamesem... moja siostra która ma wielu przyjaciół nie mogła tego zrozumieć, aby tak kogoś zostawić z dnia na dzień. Zwłaszcza, że Bella nie ma zbyt wielu innych przyjaciół, a nawet nie ma ich wcale.
Poza tym wydawało mi się, że Edward po powrocie naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo Bella cierpiała...
Edit. Bella pachniała wyjątkowo ale o ile pamiętam Ed mówi że dla Jaspera to wszyscy ludkowie pachną tak samo pociągająco. Więc nie wiem jak sobie radził w szkole...
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 13:40
Bo wampiry to bez serca były, ot co.
RaczejRozwazna - Pią 04 Gru, 2009 13:43
To by wiele wyjaśniało
nie znoszę niezdecydowanych facetów. Mógł już na początku nie wchodzić w ten związek i nie robić dziewczynie nadziei. A nie tak: i chcę i boję sie a jak już chcę to dawaj oświadczyny
Dlatego lubie Jacoba, bo ten przynajmniej wie czego chce
Admete - Pią 04 Gru, 2009 15:36
| Cytat: | Mnie chodzi o styl, który zupełnie mi nie podchodzi (ale to może być kwestia tłumaczenia e-booka) oraz o masę niepotrzebnych szczegółów, które nic nie wnoszą (a to już przecież nie chodzi o tłumaczenie), np. fragment, który utkwił mi w pamięci to:
Do miejscowego gimnazjum i liceum chodziło raptem trzystu pięćdziesięciu siedmiu (ze mną pięćdziesięciu ośmiu) uczniów
Litości, nie lubię jak się mnie, czytelnika traktuje jak debila, który np. nie umie dodawać. |
Podpisuję się pod tym
spin_girl - Pią 04 Gru, 2009 17:42
| annmichelle napisał/a: | | Który? |
Kiedy Bella jedzie samochodem do szkoły na samym początku i w radiu leci komunikat o trzech turystach zabitych przez dzikie zwierzęta. Fakt, że ten komunikat nadany jest PRZED wyjazdem Cullenów jest nielogiczny bo Edward na pewno nie dałby się nabrać na bajeczkę o "dzikich zwierzętach" tylko wiedziałby, że coś jest nie tak i zacząłby to sprawdzać, co by go doprowadziło do Victorii, a wtedy na pewno nie zostawiłby Belli nie chronionej.
Wilkołaki pojawiły się w Forks prawie równo z Cullenami. Najpierw był Sam, też kilka lat wcześniej, potem reszta.
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Poza tym wydawało mi się, że Edward po powrocie naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo Bella cierpiała... |
Oj zdawał...Jacob mu dokładnie pokazał kilka obrazków w swojej głowie, chyba na początku Eclipse. Wyraz twarzy Edwarda po obejrzeniu tych wspomnień jest porównany do tego, który miał, kiedy Jane sprawiała mu niewyobrażalny ból w pałącu Volturich.
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 18:03
| spin_girl napisał/a: | | Najpierw był Sam, też kilka lat wcześniej, potem reszta. |
Nie przypominam sobie, żeby była o tym mowa. Na pewno nie przed "Księżycem w nowiu", więc jeśli dopiero w tym tomie to jest to naciągane ze strony Meyer. Jeśli myślała o wilkołakach od początku to powinna coś zasygnalizować a propos Sama już w "Zmierzchu" (np. ukazać jego zachowanie podobne do watachy z tomu II), bez zdradzania o co chodzi. Bo jednak same legendy, o których mówi Jacob to trochę za mało. Tak sobie gdybam.
spin_girl - Pią 04 Gru, 2009 18:35
Niby dlaczego miałaby opisywać Sama? Toż sam Jacob jest ledwie w kilku scenach!
Aragonte - Pią 04 Gru, 2009 19:48
Postanowiłam dać pani Meyer szansę (bo w sumie sama bym nie chciała, żeby ktoś oceniał moją tfurczość bez poznania jej tak naprawdę, jedynie na podstawie skrótów, streszczeń i wyjątków) i zdobyłam Zmierzch i Księżyc w nowiu. Wypożyczyłam z biblioteki, w części dla dorosłych nie mieli, w dziecięcej, o dziwo, stały te dwie części w solidnych twardych okładkach Ciekawe, czy tłumaczenie z ebooka okaże się tym samym.
Będę relacjonować mój pojedynek z panią Meyer
Ale chyba zacznę czytać, jak się solidnie wyśpię, bo po pracowym maratonie jestem mało przytomna.
spin_girl - Pią 04 Gru, 2009 22:39
Czekamy na racenzję
Agn - Sob 05 Gru, 2009 20:24
Aragonte, pozwól, że cię wesprę, gdyż właśnie zaczęłam przygodę z oryginałem.
Mam pytanie - co wy na to, by wątek poszerzyć (w nazwie) o wilkołaki? Czy jakiekolwiek inne łaki? Bo i tak o nich też się tu trochę rozprawia, a nie wiem, czy jest sens tworzenia osobnego tematu dla zmiennokształtnych, skoro wiele książek lubi pakować i to i to do zestawu.
Aragonte - Sob 05 Gru, 2009 21:09
No problem, mogę zmodyfikować nazwę wątku
Na razie nie zaczęłam serio czytać, tzn. przeglądam sobie Zmierzch, chichrając się z dialogów, ale zamiast wampirów wybrałam dzisiaj haft krzyżykowy
annmichelle - Sob 05 Gru, 2009 22:45
A ja przeczytałam dziś ponownie "Midnight Sun" - i podoba mi się nadal.
W sumie jakbym miała komuś polecać sagę to najpierw niech przeczyta "Zmierzch", później "Midnight Sun" (można też przeczytać przemiennie jeden rozdział tej, jeden tej - ciekawe doświadczenie, ale dopiero za drugim czytaniem jak już się wie jak potoczy się historia), a pozostałe 3 tomy już niekoniecznie. Osobiście, zepsuły mi wrażenia po w/w dwóch. Wg mnie były naciągane i słabe, ale to już kwestia gustu.
Ciekawe czy Meyer skończy "MS", choć mnie wystarcza już nawet te 12 rozdziałów.
Agn - Nie 06 Gru, 2009 18:59
Meyer nie skończy MS, ponieważ ktoś jej podprowadził owe 12 rozdziałów, więc się obraziła (znaczy się wen jej wysiadł czy coś). Umieściła tylko owe rozdziały na swojej oficjalnej stronie, by jej fani nie czuli się winni, że mają te rozdziały bez jej wiedzy i zgody.
Ja zaś podczytuję Twilight po ang. Dwie sprawy - faktycznie czyta się lepiej. Momentami to po prostu łeb mnie boli od tego, jak przetłumaczono tekst. Aczkolwiek! Nie zmienia to faktu, że słownictwo MOGŁOBY być bogatsze, więcej opisów i robiących atmosferę smaczków np. imho byłoby ciekawiej, gdyby Bella ze swoimi "przyjaciółmi" mogła porozmawiać o czymś ciekawym, bo wiecznie rozmawia o niczym - pogoda, wycieczka, podrywający ją chłopcy, koń, krowa, droga na Ostrołękę... Uważam, że ciekawiej by było, gdyby np. Mike Newton znał kilka miejscowych legend i mógł zarzucić jakimiś aluzjami, które by podsycały wyobraźnię (a nie robił tylko za pieska). Jacob za to mógłby owe legendy np. rozwinąć albo poprawić, w sensie np. odrzeć je z przekłamań. Angela z kolei mogłaby np. usłyszeć kiedyś jakieś naprawdę dziwne, niepokojące historie o Cullenach. No ale nie ma tego.
Poza tym dalej drażni mnie narracja pierwszoosobowa, wiem, jestem niereformowalna. Tak jakby autorce nie chciało się postarać. Pierwszoosobówka pozwala na używanie kolokwializmów etc. W trzecioosobówce musiałaby bardziej o ten tekst zadbać (patrz: wzbogacanie słownictwa). I nie zmienię zdania, że idzie na łatwiznę - The host jest pisany tak samo.
I oryginał także nie zmienia faktu, że Edward mógłby się zdecydować czasem. Najpierw proponuje Belli, by razem pojechali do Seattle, a potem (jeszcze w tej samej rozmowie!) mówi jej, że powinna się od niego trzymać z daleka, przy czym on jest zmęczony trzymaniem się z daleka od niej, więc już nie będzie. Jezu, co za durny facet...
A pierwsza rozmowa z Jacobem urocza. Kurczę, to jest ideał. Już od razu ją rozbawił i fajnie się im rozmawiało, przebywanie w jego towarzystwie jest przyjemne i się od razu lubią. I nie ma co narzekać na wygląd - był przystojny, choć podejrzewam, że w taki przyjacielski, nieonieśmielający sposób.
Dobra, wygadałam się. Na razie. Zobaczymy, co potem.
Admete - Nie 06 Gru, 2009 19:03
| Cytat: | | Momentami to po prostu łeb mnie boli od tego, jak przetłumaczono tekst |
Mówiłam
annmichelle - Nie 06 Gru, 2009 20:26
| Agn napisał/a: | | Meyer nie skończy MS, ponieważ ktoś jej podprowadził owe 12 rozdziałów, więc się obraziła (znaczy się wen jej wysiadł czy coś). Umieściła tylko owe rozdziały na swojej oficjalnej stronie, by jej fani nie czuli się winni, że mają te rozdziały bez jej wiedzy i zgody. |
Wiem, wiem. Sciągnęłam kiedyś "MS" właśnie z jej strony i czytałam wyjaśnienie.
Ale czytałam też wywiad z Meyer, gdzie mówiła, że nie porzuci "Midnight Sun" i na pewno dokończy i wyda. Nie wie tylko kiedy wróci jej "natchnienie" : za rok, a może za 5 lat.
Agn - Nie 06 Gru, 2009 20:37
Jak jej kasy zabraknie...
annmichelle - Nie 06 Gru, 2009 21:59
| Agn napisał/a: | Jak jej kasy zabraknie... |
Zabraknąć to jej raczej nie zabraknie (i jej dzieciom pewnie też nie). Ale, nie oszukujmy się, cały biznes twilightowy zaczął się ostro kręcić już po sukcesie pierwszej części , więc "MS" nie byłaby pierwszą częścią cyklu napisaną/wydaną głównie dla kasy.
|
|
|