To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 12:27

lady_kasiek napisał/a:
o to zależy. Bo ja bym mogła tak sobie pomyśleć. 'przychodzi ratować mi reputację, tylko dlatego, jeszcze myśłi, ze mi łaskę zrobi'
no to ode mnie mógłby jeszcze po łbie dostać. :bejsbol:

I ty jest różnica między tamtymi czasy a naszymi. Dziś bys słusznie takiemu zadufkowi dałą po łbie, ale wtedy mężczyzna powinien był tak a nie inaczej postapić. Zresztą przy poprzednich oświadczynach Margaret tez się obraziła....

Loana - Pią 11 Sty, 2008 13:31

A ja mysle, ze ona dlatego sie tak zachowala przy oswiadczynach Thortona, ze bala sie swoich uczuc. IMHO Thorton ja zafascynowal, nawet jesli myslala, ze go nie lubi, to i tak czula do niego dziwny pociag i z niewiadomych powodow ufala mu. A to ja denerwowalo, przeciez zdawala sobie sprawe z roznic pomiedzy nimi, rozum oraz jej duma mowily jej, ze on nie jest jej godny, a z drugiej strony fascynowal ja, z czym sie bardzo zle czula. Dlatego tak zle odebrala jego oswiadczyny, cala zlosc na niezrozumiale i niechciane uczucia wyrzucila na niego. Oczywiscie, nie zachowala sie poprawnie, ale wybaczam jej, byla mloda i niedoswiadczona, dopiero dojrzewala z panienki-podlotka do kobiety, moglo jej sie zdarzyc pare glupstw :P .
Nellie - Pią 11 Sty, 2008 16:12

Loana napisał/a:
A ja mysle, ze ona dlatego sie tak zachowala przy oswiadczynach Thortona, ze bala sie swoich uczuc. IMHO Thorton ja zafascynowal, nawet jesli myslala, ze go nie lubi, to i tak czula do niego dziwny pociag i z niewiadomych powodow ufala mu. A to ja denerwowalo, przeciez zdawala sobie sprawe z roznic pomiedzy nimi, rozum oraz jej duma mowily jej, ze on nie jest jej godny, a z drugiej strony fascynowal ja, z czym sie bardzo zle czula. Dlatego tak zle odebrala jego oswiadczyny, cala zlosc na niezrozumiale i niechciane uczucia wyrzucila na niego.
Loana, zgadzam się z tobą! Lepiej bym tego nie ujęła!To coś podobnego jak w "Lalce" było - Izabela też się w większości Wokulskiego bała i była nim zafascynowana ale przede wszystkim go nie rozumiała. I z tego powodu nie cierpiała.Tylko że panna Izabela śladu uczucia w sobie nie miała...a Małgoszka i owszem, tylko się nie przyznawała sama przed sobą.
Gosia - Pią 11 Sty, 2008 17:01

To fakt, ze byla nim od poczatku w jakis sposob zainteresowana. I wlasciwie od chwili gdy odrzucila jego oswiadczyny, zaczela do niego cos naprawde czuc. Chocby ta scena, gdy spotkali sie na ulicy juz po oswiadczynach (a spotkali sie dzieki Bellowi, ktory Margaret zawolal) ona niesmialo na niego spogladala, a potem odwrocila sie na niego, gdy odszedl z panna Latimer. Bylo widac za kazdym razem gdy sie spotykali, to napiecie miedzy nimi. A spotkanie na wystawie - przeciez ona zafascynowana sluchala co on ma do powiedzenia, a potem chciala, zeby nie odebral pozdrowien Henrysia skierowanych do jej rodzicow, tak jakby byla z Henrysiem zwiazana.
Potem coraz bardziej Thortnon zyskiwal w jej oczach, zwlaszcza w tej sprawie ze sledztwem Masona.

Caitriona - Pią 18 Sty, 2008 21:53

Kurczę co ten serial ma takiego w sobie, że mimo że znam go przeciez już bardzo dobrze to oglądając go teraz po dłuższej przerwie siedziałam wpatzrona w ekran i byłam niezwykle wściekła jak mi ktoś przerywał. I to wszystko tak przykuwa uwagę, nie tylko Rysiu ( :serce2: ). Te kilka najważniejszych scen (look back, scena peronowa itp.) oglądałam tak jak bym widziała to wszystko po raz pierwszy.
To jest wspaniały serial :serce2:

Gosia - Pią 18 Sty, 2008 23:51

Mialam podobne odczucia, gdy go sobie w swieta znowu przypomnialam.
I tak mnie to zachecilo, ze az zerknelam do tlumaczenia i niemal z wypiekami na twarzy czytalam rozdzialy z drugiej czesci powiesci i zakonczenie. Ech, jak ladnie to Gaskell opisuje! Wydaje mi sie zreszta, ze u powiesciowej Margaret chyba bardziej widac narastanie uczucia... a moze mi sie tylko tak wydaje...
(Wlasciwie nie chce o tym przypominac, bo wciaz wisze z redakcja, praca idzie powoli, za duzo mam ostatnio zajęc :roll: )

A ostatnio znowu przejrzalam wiele klipow muzycznych ze scenami z tego filmu. Mam ogroooomny sentyment do tego serialu.
It must be love :serce2:

Gosia - Sob 19 Sty, 2008 00:13

Oj Harry, nie chcialam Ci przypominac o wiesz o czym, bo domyslam sie ze nie masz czasu.
JA sie wstydze, ze wciaz wisze z redakcja tlumaczenia powiesci, choc juz dawno powinnam to zrobic. Ale na szczescie ostatnio troche podciagnelam ;) I mam nadzieje, ze sie na tyle spreze, ze najpozniej do lata bedzie gotowe :D Tym bardziej ze znowu mam faze Rysiowa, jak widac :lol:

snowdrop - Sob 19 Sty, 2008 14:53

Jejku chyba obejrzę jeszcze raz, ale mi smaka narobiłyście.
Jeannette - Śro 30 Sty, 2008 15:10

Obejrzałam cały serial. Moja pierwsza myśl - powinni to jakoś oznaczać, że może dużo złego spowodować wśród kobiet. :P Ale od początku. Czytając Wasze wszyskie komentarze, nie tylko tu, ale i na starym forum nie chciałam mieć nic do czynienia z tym filmem. Uprzedziłam się po prostu. :P Ale jeszcze w październiku obejrzałam sobie 1 odcinek. Pomyślałam, że sprawdzę na sobie to cudo, tak zachwalane. Uczucia miałam mieszane, ale ogólny wątek mi się spodobał, więc obejrzałam resztę. Cóż rzec, robi wrażenie. Nie tylko wspaniały John i wątek miłosny, ale wszystko inne - sceneria, muzyka (!!!!!), motyw z robotnikami. Podoba mi się Margaret, jej niezależność i temperament, matka Johna mistrzowsko zarysowana tak jak i siostra. Nie polubiłam rodziców Margaret, strasznie niemrawi, nieszczęśni i mało zaradni. Bardzo fajna też Bessy, lubię tę aktorkę. No i Higgins razem z Thorntonem! ;) Świetni! Niektóre odcinki obejrzałam kilka razy, najbardziej lubię 2, a najmniej 4. 2 ma w sobie duży ładunek emocjonalny, 3 jest dobijający. Sceny, które mi szczególnie zapadły w pamięć - śnieżnobiałe piekło i John-Lucyfer, zamieszki, 1 oświadczyny, wspomniane sceny Higginsa i Johna. Nie robi wrażenia to Look back - mało uzasadnione i scena peronowa - przykro to mówić, ale za słodka i przesadzona. Oczywiście te spojrzenia mogą roztopić nawet lodówkę, ale te pocałunki....nie bardzo mi to pasuje do epoki. I cały ten odc zrobiony na szybkiego, trochę chaotycznie. Podsumowując - serial jest wspaniały, ma niepowtarzalny klimat i Johna of course. Wielki żal, że Gaskell jest tak mało znana u nas, bo czytałam sobie fragmenty N&S i książka jest o niebo lepsza od filmu. Chyba nawet byłabym skłonna polubić ją bardziej niż Jane Austen, w jej powieści jest więcej naturalności i życia. Jestem normalnie skłonna napisać list do wydawnictwa jakiegoś....:D To tyle z pomieszanych wrażeń.
PS. Z przyjemnością czytałam Wasze dogłębne analizy każdej sceny i postaci, dlatego nie będę się powtarzać. :mrgreen:
:lovera:
Powinien być John, ale ok. :lol:

trifle - Śro 30 Sty, 2008 15:53

Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo popieram pomysł napisania listu do wydawnictwa :D Może jak mają zamiar wydać N&S na polskim dvd, to ktoś wpadnie na myśl odpowiednią i ..... :D
Jeannette - Śro 30 Sty, 2008 16:10

Wydawcą "Pań z Cranford" był Czytelnik, więc "Mary Barton" pewnie też. Można by napisać po wydaniu DVD, i np. na początek zapytać o wznowienie tych dwóch. Wydaje mi się, że film to już jakiś dobry, pierwszy krok. Oczywiście kinowe są lepsze, bo mają dużą reklamę i wydają książki tylko ze zmienioną okładką, nawet jeśli jest dostępna starsza wersja. No i przede wszystkim takich maili powinno być kilka, w jakichś odstępach czasowych. Spróbować zawsze można, jest tu sporo fanek.... :mrgreen:
Anonymous - Śro 30 Sty, 2008 16:12

O dobry pomysł. Do premiery filmu sie nie wyrobią, ale niech wyczują interes
Gosia - Śro 30 Sty, 2008 16:16

"Mary Barton" po polsku wydal w 1956 roku PIW.
W watku poswieconym tej powiesci zamiescilam strone tytulowa tego wydania.
Mam ta ksiazke w domowej biblioteczce. Podobnie jak polskie wydanie "Cranford" czyli "Panie z Cranford". Oczywiscie mam tez angielskie wydania.

Ciesze sie, Jeannette, ze jednak zdecydowalas sie obejrzec caly film North and South. :D
Ten film ma w sobie cos niesamowitego, tak potrafi zauroczyc.
Wiele filmow po nim obejrzalam, ale to dialogi z tego wlasnie serialu znam prawie na pamiec, a kazde obejrzenie jakiejs ulubionej sceny powoduje, ze jakos sie wzruszam...
Jesli chodzi o scene peronowa, to oczywiscie jest ona jakby spoza epoki, ale poniewaz jest tak wspaniala: to zgranie muzyki i obrazu, ze sama jest jak jakis slodki sen, moze troche nierealny, ale cudowny happy ending :serduszkate:

Jeannette - Śro 30 Sty, 2008 16:40

Zauroczyć, o tak. Nie spałam spokojnie od 3 dni, zamiast się uczyć do matury to szukam pretekstu do obejrzenia choć odcinka dziennie. :-P
Gosia napisał/a:
"Mary Barton" po polsku wydal w 1956 roku PIW.

Hm, no to zonk. Chyba i tak najlepszym pomysłem byłby tu Prószyński, spec od klasyki.

Caitriona - Śro 30 Sty, 2008 20:23

Jeannette napisał/a:
Nie robi wrażenia to Look back - mało uzasadnione


No po prostu zonk :shock: :shock: :shock: To moja ukochana scena.....

Ale i tak się cieszę, ze Ci się spodobało - choc długo się zbierałaś żeby to dzieło obejrzeć ;) :D

:lovera:

Anonymous - Pią 01 Lut, 2008 22:04

oglądnęłam kolejny raz :serduszkate:
skupiłam się dziś(bo dziś było od 3 odcinka) na trzech scenach
pierwsza Johnowa rozmowa z mamą po oświadczynach. To jest świetnie zagrane. On doskonale oddaje ten ból zawiedzionej, nikłej bo nikłej, ale jednak nadziei. po prostu widać jak go to boli. to taki ładny obraz, ze On wciąż jest dzieckiem pani Thorton i szuka u Niej ukojenia. Jak On klęczy u Jej kolan to mnie to strasznie wzrusza. :rumieniec:

Druga scena to Look back. Idzie w górę w moim rankingu. On ma w tych zielonych oczach taką nadzieję, która pod koniec jakby tak przygasa. Jak tam jest napięcie zbudowane.

No i trzecia peronowa, to chyba nic więcej pisać nie trzeba. No reszta jest milczeniem. Fakt troszkę nie wypada, żeby się obcałowywali w miejscu publicznym, ale jakże to obcałowywanie jest miłe dla..oka :wink:

Loana - Pon 04 Lut, 2008 11:15

A mnie denerwuje matka Johna, jest taka typowa kobieta uwieszona na swoim dziecku, co ono robi to jest wspaniale, a jak ktos inny go krzywdzi to juz jest totalnie zly, bez zadnego wytlumaczenia. Margaret zranila Johna, okej, ale moze miala jakies powody. John przyjal to do wiadomosci, a jego matka nie. Nie wiem, jakos nie podoba mi sie zwiazek Johna z matka, za malo w nim widze powiazania matka-dziecko, a za duzo mezczyzna-zakochana w nim kobieta -_-'.

Scena look back moze nie jest zbyt dobrze wytlumaczona, ale ma mocny ladunek emocjonalny. Ale juz peronowa jest w moim rankingu bardzo nisko - zupelnie nie pasuje mi do epoki i ich sposobow zachowan! Wczesniej to byl John i Margaret, a w tej scenie to jakas amerykanska para aktorow -_-'.

Gosia - Pon 04 Lut, 2008 21:16

Loano, rozumiem Twoje stanowisko, do pewnego stopnia masz rację, ale mi to nie przeszkadza. Matka Johna przyzwyczaiła się do tego, że we dwójkę borykali się z trudnościami, jest dumna z syna, że mimo przeciwności doszedł do tego do czego doszedł, że stał się szanowany w swoim środowisku. Przywykła do tego, że mogła zawsze na niego liczyć, od chwili, gdy jako chłopiec musiał stać się mężczyzną, był jej oparciem i pomocą, w przeciwieństwie do córki, z której sama sobie zdaje sprawę, że dumna być nie może.
To związek dwóch ludzi, którzy musieli polegać na sobie i zahartowali się tej walce o przetrwanie. Dlatego chce dla syna jak najlepiej, a z drugiej strony, nie chce go stracić, bo tak naprawdę nie ma nikogo prócz niego.
Może jestem nieobiektywna, bo ja naprawdę lubię w tej roli Sinead Cusack i po prostu zachwycam się nią jako Hannah Thornton. Mam wrażenie, że ona obdarzyła tą trochę zimną w powieści postać, swoim ciepłem, na tyle, że można ją polubić.
Czasem w jej oczach pojawiają się takie radosne, nieco figlarne iskierki, jakby ten irlandzki temperament Sinead nie dawał za wygraną i pokazywał się na moment zza pozornie kamiennej maski pani Thornton.
Uwielbiam rozmowy między Johnem a matką, jest wtedy w tej chłodnej, skłonnej do ukrywania uczuć kobiecie tyle czułości... ta niesamowita więź między matką a synem.
Oczywiście to mogłoby byc groźne dla przyszłej synowej, ale taka osoba jak Margaret mogłaby sobie z tym poradzić, gdyż pani Thornton była skłonna ją podziwiać i cenić za charakter.

Gosia - Wto 05 Lut, 2008 22:05

Ależ Margaret dobrze widzi i słyszy, że Thornton jest szanowany w środowisku, podziwia go na Wielkiej Wystawie, widzi, że inni go słuchają, wie, że jest ciekawy nowin technicznych, wprowadza ulepszenia w fabryce (choćby te filtry, które mają pochłaniać kłaczki bawełny), wie od Bessy Higgins, że ojciec kazał jej przejść do przędzalni Thorntona, bo wiedział, że ona zapewnia lepsze warunki. Margaret poza tym widzi, że Higgins mimo, że nie zgadza się z Thorntonem, to jednak go docenia i szanuje na swój sposób.
Jest taka rozmowa Higginsa z Margaret, już po strajku, kiedy Higgins mówi o Thorntonie zupełnie inaczej niz wcześniej, i pochlebnie.
Margaret widzi także, że Thornton zmienia się, że potrafi nawiązać kontakt ze swoimi pracownikami (czego symbolem jest coś w rodzaju przyjażni z Higginsem).
Ale sądzę, że główną przyczyną zmiany obrazu Thorntona w oczach Margaret jest to, w jaki sposób zachował się po oświadczynach i po tej fatalnej scenie na dworcu z Leonardem. Mimo że wiedział, że skłamała, zaręczył za nią - okazał się dżentelmanem, bez cienia jakiejkolwiek małostkowości, bo przecież w sytuacji oskarżenia Margaret o uczestnictwo w doprowadzeniu do śmierci Leonarda, Thornton nie musiał nic zrobić, nie musiał jej bronić, a jednak uchronił ją przed ogromnymi kłopotami, biorąc pełną odpowiedzialnośc na siebie, mimo że myślał, że miała innego ukochanego.
Wykazał tym swoją szlachetność. Margaret musiała zdać sobie z tego sprawę.
Po tej całej sytuacji obawiała się najbardziej tego (co jest w książce jeszcze bardziej podkreślone), że utraciła szacunek w oczach Thorntona, nic jej tak nie bolało jak to właśnie - świadomośc, że on wiedział, że skłamała policjantowi i tym samym mógł przestac ją cenić.
Dla mnie psychologicznie jest to logiczne, że im bardziej ceniła Thorntona, tym większym zaczęła darzyc go uczuciem.

Caroline - Wto 05 Lut, 2008 22:38

Oprócz tego, o czym pisze Gosia były jeszcze inne drobne sygnały, np. Thornton przyniósł pani Hale owoce, gdy była chora, i to zaledwie dzień po tym, jak dostał kosza (nawet nie kosza, a ostro koszem po łbie). To musiało zrobić na niej wrażenie. Mało tego, nie tylko pomyślał o owocach dla pani Hale, ale sam je przyniósł - Margaret już wiedziała, że w miltońskiej społeczności znacznie wyżej w hierarchii stoją Thorntonowie niż ubogi nauczyciel, były pastor i jego rodzina, był to więc niezwykle znaczący gest, przysłanie owoców przez posłańca byłoby grzecznością, przyniesienie ich osobiście było już dowodem wielkoduszności (i odwagi, zważywszy na to, jak zostało się potraktowanym dzień wcześniej).

Można też założyć, że tych dwoje od początku darzy się uczuciem, ale potrzebuje (zwłaszcza Margaret) paru kuksańców, żeby przełamać uprzedzenia, które stoją na drodze tego uczucia. Margaret musiała przekonać się, że Thornton jest tak naprawdę dżentelmenem, choć nie z urodzenia.

Anonymous - Wto 05 Lut, 2008 22:42

Gosia napisał/a:
Dla mnie psychologicznie jest to logiczne, że im bardziej ceniła Thorntona, tym większym zaczęła darzyc go uczuciem.

no dokąłdnie, Bo ona nim gardziła, jako takim robotem, pod-człowiekiem, który nie myśłi tylko wykonuje opreracje handlowe. A tu się okazuje, ze On myśli, czuje.

Gosia - Wto 05 Lut, 2008 23:06

Ja też myślę, że Margaret od początku zainteresowała się Thorntonem, zafascynował ją w jakimś stopniu, zauważmy jak widzi go po raz pierwszy, jak go potem uważnie obserwuje, jak o nim rozmawia, pyta o niego: dziewczynki w fabryce, Higginsa, ojca. Jak odwraca się za nim na przyjęciu - zresztą i w książce jest takie zdanie, że Margaret uświadomiła sobie jak bardzo on jej się podoba na tym przyjęciu Thorntonów, kiedy widzi, że jest szanowany, jego głos się liczy wśród innych fabrykantów, jest stanowczy i ma swoje zdanie, że wyróżnia sie na tle innych. Odrzuciła go, bo jego stosunek wobec robotników nie zgadzał się z z jej humanitarnymi poglądami, bo uważała go za kupca, a więc człowieka z klasy niższej wobec siebie, więc nie dżentelmana. Ale właściwie od momentu, gdy go odrzuciła, zaczęła go cenić coraz bardziej, i od tej właśnie chwili zaczęła go kochać, tylko nie chciała sobie tego uświadomić, cały czas wypierała to uczucie ze swojej świadomości.
Gosia - Śro 06 Lut, 2008 18:18

Jednak sadzę, że Margaret uważała, mimo swego stanu majątkowego, że stoi wyżej od niego. Ona w ogóle fabrykantów uważała za kupców, a w pierwszych rozdziałach powieści mówi o tym wyraźnie:

rozdz. II
"To ci Gormanowie, którzy trudnią się handlem w Southampton? Och! Cieszę się, że ich nie odwiedzamy. Nie lubię kupców."
w rozdz. IV:
"Co fabrykanci moga mieć wspólnego z filologią klasyczną czy literaturą czy manierami typowymi dla dżentelmana?
rozdz. VII
"- Generalnie człowiek, który tworzy własną niszę. Bystry, rozważny i silny. Jak przystało na wspaniałego kupca"
- - Nie nazywaj fabrykantów z Milton kupcami, Margaret. Oni są zupełnie róźni.
- Doprawdy? Używam słowa odnoszącego się do wszystkich, którzy mają coś wspólnego ze sprzedażą."

rozdz. IX
"- Jeśliby ktokolwiek powiedział, kiedy byłam panną Beresford, jedną z największych piękności w hrabstwie, że moje dziecko będzie musiało stać połowę dnia w małej, ciasnej kuchni, pracując ciężko jak jakaś służąca, żeby przygotować się właściwie na przyjęcie jakiegoś kupca, i że ten kupiec może być jedyną zaproszoną osobą!
- Och, mamo! – powiedziała Margaret, podnosząc się – nie karz mnie tak za moje nieostrożne słowa. Nie mam nic przeciwko prasowaniu ani jakiejkolwiek pracy dla ciebie i taty. Jestem mimo wszystko damą z krwi i kości, nawet jeśli przychodzi mi szorować podłogę czy zmywać naczynia. Jestem teraz zmęczona, ale to potrwa tylko chwilę, za pół godziny będę znowu gotowa robić to samo. A jeśli chodzi o to, że pan Thornton trudni się handlem, cóż on może na to poradzić, biedny człowiek. Nie sądzę, by edukacja na wiele mu się jeszcze zdała".


Jeśli z tych słów nie wynika, że pani Hale i Margaret uważały się za wyżej postawione od Thorntona, to nie wiem co innego mogłoby lepiej o tym przekonać.

nicol81 - Śro 06 Lut, 2008 19:08

Co macie na myśli z tym nieuzasadnieniem sceny "Look back"? :?
Caroline - Śro 06 Lut, 2008 23:25

Mag13 napisał/a:
Tak do końca nie wiemy przecież, czy ojciec Margaret, pastor, był pochodzenia szlacheckiego, możemy to jedynie podejrzewać, bo był to częsty los młodszych synów w rodzinach angielskiej gentry. Londyńska rodzina Margaret (czyli od strony jej matki) to z pewnością wyższa warstwa społeczna, ale związana już z takimi zawodami jak np. wojskowego czy też obracająca się w kręgach inteligencji (Hanry jest prawnikiem...), a nie posiadająca majątek ziemski.
Być może po przeczytaniu książki jest to bardziej oczywiste, w filmie aspekt różnicy klasowej nie jest tak bardzo podkreślony. Pan Hale na pewno jest dżentelmenem (pochodzi z rodziny ziemiańskiej), choć nie ma grosza przy duszy.
Wojskowy i prawnik to typowe zawody podejmowane przez młodszych synów szlachty.

Natomiast argument finansowy w przypadku Thorntonów nie miał dla Margaret żadnego znaczenia, przeciwnie bogactwo w wydaniu północnym kojarzyło jej się z ostentacją typową dla nuworyszy. I takie zresztą było, jak się porówna na przykład opis domu prowadzonego przez panie Hale i panią Thornton - z jednej strony przytulne, urządzone niewielkim nakładem kosztów, ale z dbałością o miłą atmosferę wnętrza, z drugiej chałupiszcze obliczone na zrobienie wrażenia, jaskrawe kolory, książki, których nikt nie czyta, ale ładnie się prezentują etc. Pieniądze organizowały hierarchię społeczną na północy, na południu pan Thornton, choćby nie wiadomo ile fabryk zbudował i bawełny sprzedał, pozostałby "tylko" fabrykantem. Cytaty Gosi najlepiej to pokazują.
N&S pokazywało nie tylko zderzenie tych dwu światów, ale także moment w historii, kiedy te podziały zaczynają pękać

Dżentelmen w oczach Margaret to z jednej strony urodzenie, ale i pewien "kodeks honorowy", szlachetność, odwaga, uczciwość etc. W przypadku Thorntona musiała się przekonać, że można być dżentelmenem (z kodeksu) nie będąc dżentelmenem z urodzenia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group