Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
spin_girl - Pon 30 Lis, 2009 09:09
Dobre bolly nie jest złe
Aragonte - Pon 30 Lis, 2009 11:00
| spin_girl napisał/a: | Dobre bolly nie jest złe |
Alez ja bardzo lubię bolly tylko że tutaj jakoś mi ta stylizacja odstawała i była chichotogenna
RaczejRozwazna - Pon 30 Lis, 2009 16:07
| Anaru napisał/a: |
Na razie ta druga część jest tylko w kinach? Nie było jeszcze DVD? Bo do kina mi się za nic nie chce, a obejrzałybyśmy z Basią, żeby sobie własne zdanie wyrobić jak poprzednio
I Edzio i Bond są mi tak całkiem, wręcz absolutnie idealnie obojętni, tylko przy Edziu rechoczę, a przy Bondzie nie.
Ten ciemniejszy mi się podoba bardziej, przynajmniej z profilu widocznego tam pod tym artykułem, ciekawym zresztą. To Jacob właśnie? Edzio przy nim prezentuje się jakoś wyjątkowo chorowicie. Wiem, wampiryczna bladość...
Lubie czytać zażarte dyskusje stron o kompletnie różnym zdaniu na ten sam temat. |
Tak tak to właśnie Jacob taa za kilka lat będzie niezłe: , a teraz jest cieplutki i kochany
Co do Edwarda - i tak uważam, że wcielenie wampiryczne jest możliwie najlepszym ze wcieleń Pattisona. On jest strasznie brzydki i jeszcze takie chuchro...
Filmik można już obejrzeć tu, ale trzeba się zarejstrować. Jakość nie jest najwyższa - ale oglądać się da:
http://www.url.pun.pl/viewtopic.php?id=1901
Aragonte - ja podeszłam do oglądania tych filmów z jednym okiem na poważnie ale z drugim na wpół przymkniętym I dlatego - zwłaszcza na dwójce - bawiłam się świetnie. Porównianie do bolly jest na miejscu- tam też trzeba być lekko "poważnym inaczej".
Agn - Pon 30 Lis, 2009 22:14
Eee tam, nie jest taki brzydki. Znaczy się jest nieszablonowo przystojny (kurde, jak to brzmi! ), imho jest interesujący, nietypowy. I dlatego takie dzikie tłumy za nim szaleją.
A Jake'a macie, o, tutaj:
<--------------------------
Anaru, jakie zażarte dyskusje? *chowa noże, widelce, siekierę i podręczne uzi* Nie rozumiem.
Aragonte - Pon 30 Lis, 2009 22:16
Sądząc po samych mordkach, wolę Jacoba. Bardziej w moim typie. Z tego, co piszecie, nie tylko jeśli chodzi o wygląd by mi pasował. W każdym razie bardziej od Eda.
Ale dalej nie przedarłam się przez filmowy Zmierzch, o książkowym już nie mówię. Brakuje mi samozaparcia
Ale może zrobię dzisiaj drugie podejście?
Edit: zrobiłam. I znowu obejrzałam może kwadrans. Czy mam czuć się pokonana?
A propos wampirów łażących swobodnie, mimo że dzień jasny, powiem tyle, cytując Leca:
Są tacy, co nie potrzebują nocy; ciemność promieniuje z nich.
I na tym dzisiaj zakończę potyczkę ze Zmierzchem
RaczejRozwazna - Wto 01 Gru, 2009 11:21
Aragonte to spróbuj od dwójki - przewiń pierwsze 30 minut i dalej pójdzie
Aragonte - Wto 01 Gru, 2009 11:40
| RaczejRozwazna napisał/a: | :lol:
Aragonte to spróbuj od dwójki - przewiń pierwsze 30 minut i dalej pójdzie |
Nie mam dwójki Toż nie ma jeszcze DVD
RaczejRozwazna - Wto 01 Gru, 2009 20:24
jak mam chwilę wolnego to zaglądam czasem na forum filmwebu aby poczytać opinie na temat Zmierzchu. Świetna rozrywka - niektóre komentarze są przezabawne, chociażby ten, stanowiący swoisty ranking aktorów w filmie... niektóre określenia genialne
http://www.filmweb.pl/top...ew+Moon%21.html
"Kirsten: japa japa japa!"
"A niestety nagorszy byl Robert Pattinson ;( Byl taki zarabisty w pierwszej czesci i wgl tak mnie oczarowal i bosko wygladal a w New Moon..
ech, sama nie wiem czemu, ale byl tragiczny" >>>>> eee, wracamy do rzeczywistości??
"on wyglądał jak wampir który wszedł do ognia, wyszedł z niego cało, ale miał traumę przez całe życie. Niestety ;/ : >>>>>> cóz traumę Rapatzza, którą musiał przeżyć grając w tym filmie osłodzić może kasa, mój skarbie
:Dobra, tak na serio najlepiej zagrany został Jasper, mimo że pojawiał się najmniej (chociaż może właśnie dlatego?). Jego mina totalnego oszołoma była rozbrajająca. "
"edward? fifty fifty. niby pokazal cierpienie i wgl, ale np scena w lesie do bani. niby sie poryczalam na nie, ale spodziewalam sie czegos lepszego. nie zachwycił. " >>>> Logika???
Robert Pattinson- masakra, gdzie ten idealny wampir, zero emocji no i jeszcze ta scena w lasku niczym jakiś elf leśny, porażka jak dla mnie
Agn - Wto 01 Gru, 2009 20:45
| RaczejRozwazna napisał/a: | | "edward? fifty fifty. niby pokazal cierpienie i wgl, ale np scena w lesie do bani. niby sie poryczalam na nie, ale spodziewalam sie czegos lepszego. nie zachwycił. " >>>> Logika??? |
To mój faworyt! Ciekawe, co by z tą laską zrobiło to "coś lepszego". Może zjadłaby fotel?
Mnie się akurat Rpattz w scenie w lesie podobał (o tyle o ile, zrobił co mógł ze swoją fatalną kwestią), najbardziej, kiedy całował Bellę w czółko (taaaak, widać było, że niewąski kit jej wcisnął, a teraz sobie idzie, by spektakularnie cierpieć - niemniej to przymknięcie oczu mi się podobało). Tylko ta charakteryzacja... Rany... manekiny... los koszmaros...
annmichelle - Śro 02 Gru, 2009 18:16
O "Księżycu w nowiu " powiem tak : książka denna (w porównaniu ze "Zmierzchem", który przeczytałam z miłym uczuciem przypominając sobie swoje "miłości" w wieku nastolatkowym ), więc film mógł być tylko lepszy. I był lepszy! Mnie się podobał - fajny montaż, efekty, muzyka (w "Zmierzchu" też "zrobiła" właściwie większość atmosfery filmu), ogólnie wizualnie mi się podobał, aktorzy też, choć Bellę inaczej sobie wyobrażałam, Edwarda zresztą też, ale tu akurat aktor nadrobił grą, więc nie gryzie mi się tak bardzo z moim wyobrażeniem jak Bella.
Ale ja z tych, co im książkowa saga nie podeszła, tzn. pierwszy tom jak wspomniałam czytało mi się miło i dlatego przeczytałam kolejne z nadzieją, że będzie też ok. I nie było. Bo nie lubię książek niekonsekwentnych i nielogicznych, gdzie autor sam się gubi w swoich głupotkach. A saga taka właśnie jest.
Filmy są ok, bo omijają (póki co) zgrabnie nielogiczności książkowe (zastanawiam się jak np. Carlise mógł nie wzbudzać podejrzeń pacjentów dotykając ich tymi lodowatymi, kamiennie twardymi dłońmi i inne głupotki, które w książkach wciąż się przewijają). W filmach o pewnych rzeczach nie powiedziano (np. o tym, że wampiry mają kamiennie twardą skórę, więc jakoś ujdą te uściski dłoni Edwarda z papą Charliem czy właśnie praktyka lekarska papy Cullena). To tylko taki jeden z przykładów, który akurat wpadł mi do głowy.
spin_girl - Śro 02 Gru, 2009 21:15
| annmichelle napisał/a: | | Bo nie lubię książek niekonsekwentnych i nielogicznych, gdzie autor sam się gubi w swoich głupotkach |
Zechcesz podać więcej przykładów owych "głupotek" ?
annmichelle - Śro 02 Gru, 2009 21:27
Np. jak wampir może być płodny? I spłodzić dziecko z ludzką kobietą?
Dlaczego ludzie (z wyjątkiem Belli) ukazani są w tych książkach jako idioci? Mieszkają sobie Cullenowie w Forks i nikt nie wiedzi, że są inni? Nikt nigdy ich nie dotknął? Koledzy w szkole (co z w-f? Cała piątka ma lewe zwolnienia od ojca?)? Co z dotykaniem pacjentów przez Carlise'a?
Zawsze ciekawiło mnie jak te wampiry reagowały na kobiety z okresem? Przecież w szkole dla takiego Jaspera to musiała być masakra.
Podobał mi się "Zmierzch", naprawdę. I "Midnight Sun" - nawet może bardziej. Ale reszta cyklu - nieeeee. Lubię fantastykę, choć bez szału, ale tu "gryzło" mnie za dużo nielogiczności. Cała ta makabryczna ciąża (po co Bella piła krew? Przecież płód i tak dostawał tą krew już strawioną przez matkę.....), pseudonaukowe tłumaczenia z liczbą chromosomów, itd. Wprowadzenie Jacoba jako wilkołaka (w KwN) to było już dla mnie zdziebko za dużo.
Czytałam cykl jakiś rok temu, musiałabym chwilę się zastanowić co tam mi jeszcze nie grało. Nie mam cytatów pod ręką, ale na pewno coś mi się jeszcze przypomni, więc dopiszę, jeśli Cię to interesuje.
Agn - Śro 02 Gru, 2009 22:59
Hah, annmichelle, niektóre rzeczy tu przedyskutowałyśmy już ze Spin (np. to odnośnie mieszkańców Forks, że żaden niczego nie zauważył). Choć wg mnie Meyer moooocno naciągnęła teorię, ale niech jej tam będzie.
Kwestia lekarza z lodowatymi łapami to i mnie zastanawiała. Acz nie poruszałam tego, choć w sumie powinnam. W innej dyskusji na innym forum argumenty za tym, że się Carlisle nie sypnął były... ekhm, no, powiedzmy sobie szczerze - alternatywnie mądre. Np. że Carlisle nie dotykał pacjentów ( ) albo zajmował się tylko pobieżnymi, mało istotnymi ranami (wybitny lekarz, ale co tam ), tudzież że wcześniej zawsze rozgrzewał w czymś ręce, zanim kogoś dotknął ( szczególnie przy nagłych wypadkach miał na to czas i do tego głowę), aaaaallllbo że pacjenci byli tak skołowani, że tego nie czuli ( ).
Ale myślę, że Spin by argumentowała to mądrzej.
Z rozmnażaniem to już mi się nawet nie chce... Wg mnie sprawa jest prosta - wampir został "zamrożony", żadna z jego komórek się nie rozwija, wobec czego i plemniki nie powinny być zdolne do czegokolwiek, płód powinien być wyhamowany w rozwoju, ba!, do żadnego płodu dojść nie powinno było. No ale to nie moja książka, nie moja wizja wampirów i to nie ja napisałam Zmierzch.
annmichelle - Czw 03 Gru, 2009 07:23
| Agn napisał/a: |
Kwestia lekarza z lodowatymi łapami to i mnie zastanawiała. |
Wiesz, to nie jest tylko kwestia tego, że on miał te ręcę zimne (bo o tym jest też mowa w filmie), ale wampiry miary skórę potwornie twardą, jak kamień. Sorry, ale w to już nie uwierzę, że nikt by nie wyczaił ściskając rączki Cullenów, że to jak dotyk z posągiem. A po prostu nierealne jest, że nikomu nigdy nie podali ręki, chociażby lekarz na powitanie. Nie wiem, jak w USA, ale np. w Niemczech gdzie mieszkam to norma, że każdy lekarz podaje rękę pacjentowi na powitanie i na pożegnanie. Nawet jeśli nie ma takiego zwyczaju w USA (w Polsce nie ma, przynajmniej ja się nie spotkałam w publicznej placówce ) to Cullenowie byli między ludźmi i taki przypadkowy dotyk jest nie do uniknięcia (choćby podając coś, odbierając, itd.)
A co z supersłuchem Alice się stało jak James dzwonił do Belli? Bo rozumiem, że jeśli chodzi o widzenie przyszłości to jej antenka miała wtedy zakłócenia (to jest dopiero naciągane i niekonsekwentne) i nie widziała, że im Bella zwieje z hotelu?
BeeMeR - Czw 03 Gru, 2009 14:13
| Cytat: | | Jeszcze się rozejrzę za Nightflyers. Nawet nie wiedziałam, że to na podstawie powieści George'a R.R. Martina. | jakbyś nie mogła znaleźć to daj znać
| Cytat: | | Nie znam e-booka polskiego. | polski e-book to zuo - nie przedarłam się przez pierwszy rozdział prawdopodobnie bardzo zue tłumaczenie nieco wypacza sagę, ale fakt faktem, że treść sama nie powala - trochę się pośmiałam, trochę załamałam i jakby co, to służę
Aragopnte, oglądaj dalej, najwyżej nalej sobie coś rozgrzewającego komórki mózgowe
spin_girl - Czw 03 Gru, 2009 14:32
| annmichelle napisał/a: | | Sorry, ale w to już nie uwierzę, że nikt by nie wyczaił ściskając rączki Cullenów |
Dlaczego nikt się za bardzo do Cullenów nie zbliżał uzasadniałam w tym wątku kilka stron wcześniej.
| annmichelle napisał/a: | | Mieszkają sobie Cullenowie w Forks i nikt nie wiedzi, że są inni |
Też uzasadniałam.
| annmichelle napisał/a: | | co z w-f? Cała piątka ma lewe zwolnienia od ojca?)? |
W Midnight Sun jest opisana scena, w której Edward z Alice są na w-f.
| annmichelle napisał/a: | | Np. jak wampir może być płodny? I spłodzić dziecko z ludzką kobietą? |
wampir, jako twór fikcyjny może to, co wymyślił jego kreator. Meyer opisuje wampiry jko wyewoluowany gatunek. Naturalne jest chyba to, że każdy gatunek dąży do przetrwania poprzez rozmnożenie. Śmiertelna kobieta była potrzebna do noszenia ciąży, potem, na ogół umierała, ale płód przeżywał. W Breaking Dawn do wspomożenia tej teorii autorka posłużyła się legendami o incubusach i succubusach.
| Agn napisał/a: | | Ale myślę, że Spin by argumentowała to mądrzej |
Nie wiem. Jakoś się nie zastanawiałam nad tym. Nie wiem, jakiej Carlile był specjalizacji lekarzem, jeśli był chirurgiem to sprawa jest prosta: pacjenci byli pod narkozą. Może lateksowe rękawiczki trochę łagodziły uczucie zimna? Podejrzewam też, że ktoś chory czy ranny nie ma zbyt wiele czasu na analizowanie temperatury dłoni lekarza. Nawet jeśli ktoś to zauważył i skomentował na zasadzie "ale ma pan zimne ręce" to odpowiedź mogłaby brzmieć "mam słabe krążenie" (ja, na przykład mam i dlatego mam zawsze zimne ręce). Pewnie już potem nie wnikali. Wątpię, czy każdy od razu wychodził z teorią spiskową. Ludzie potrafią negować fakt, że ich dom jest nawiedzony bo "nie wierzą w duchy", podejrzewam, że większość wolała zwalić zimny dotyk lekarza na cokolwiek i nie wnikać w temat. A ci, którzy wnikali...no cóż, w książce napisane jest, że Cullenowie często się przeprowadzali, jeżli jakiś człowiek zaczynał się domyślać
annmichelle - Czw 03 Gru, 2009 14:57
Powtórzę więc po raz trzeci : nie chodzi mi o zimno rąk, ale o ich twardość. Cullen był chirurgiem, ale zajmował się także nagłymi przypadkami bez narkozy (Bella po "spotkaniu" z vanem), więc nie uwierzę, że nigdy nikogo nie dotknął - to jest po prostu nierealne, zwłaszcza bez wzbudzania podejrzeń, a nikt w sadze nie wspominał, że dr Cullen był dziwny, bo nietykalski. To, że za Cullenami nie przepadano, nie znaczy, że nikt nie miał ich możliwości dotknąć, musnąć : stąd moje pytanie o wf, bo tam kontakt fizyczny jest konieczny, zwłaszcza przy grach. Gdyby robili jakieś dziwne uniki, żeby tylko ktoś inny ich nie dotknął - do dopiero byłoby dziwne! Sorry, ale takie zamknięte małe społeczności jak Forks od razu by spostrzegły, że Cullenowie są dziwnie nietykalscy, a szczególnie lekarz.
Tak samo załatwiali normalne sprawy między ludźmi, choćby na stołówce, w sekretariacie, kupowali ciuchy i auta, więc nie do przetrawienia jest dla mnie, że nikt się nigdy nie kapnął, że mają ręce twarde jak kamień. O to mi chodzi - o twardość ich skóry.
| spin_girl napisał/a: |
wampir, jako twór fikcyjny może to, co wymyślił jego kreator. Meyer opisuje wampiry jko wyewoluowany gatunek. Naturalne jest chyba to, że każdy gatunek dąży do przetrwania poprzez rozmnożenie. |
Ale one "rozmnażały się" w inny sposób, tzn. nagryzali człowieczka i zostawiali i tak mieliśmy nowe wampirki. Więc teoria, że to dla przetrwania gatunku też nie teges, bo przecież takie twory jak córka Belli i Edwarda wampirem nie była (tylko mieszańcem), i było to tak rzadkie zjawisko, że wiedziała o nim garstka wampirów (Nawet Volturi nie wiedzieli , że może coś takiego istnień, z tego co pamiętam), więc teoria "plemniki dla przetrwania gatunku" idzie w łeb.
Problem tkwi w tym co napisałaś : Meyer tak wymyśliła, a czytelnicy mają to połknąć bez popitki. Ja tak nie potrafię, bo nie lubię być robiona w przysłowiowego balona. Tyle tylko, że jej teorie nie są logiczne, a skoro już miesza w książce tak realnie dwa światy i chce, żebyśmy uwierzyli to musi być to logicznie uzasadnione, a nie na zasadzie "bo tak ma być i już".
Jeśli mogę coś jeszcze tu dodać o książce, co mi się w niej nie podobało to to, że zmieniono charakter Belli tzn. różni się Bella ze "Zmierzchu" z Bellą z pozostałych tomów.Imię się zgadza, ale to zupełnie inna osoba.W "Zmierzchu" była totalną ofermą, ale mimo wszystko sympatyczną osóbką. W kolejnych jej "wielka" miłość do Edwarda, przywiązanie do ojca, odpowiedzialność za matkę - nie są takie oczywiste, schodzą na dalszy plan (a w przypadku matki -jakby zupełnie jej nie było pod koniec sagi). Ja rozumiem można się zmienić, ale pewne rzeczy są jednak dość trwałe i na pewno przemiana charakteru nie następuje tak nagle. Poza tym z nieśmiałej, zakompleksionej myszki zmienia się w śmiałą flirciarę (jej sposób bycia), przeczącej wypowiedziami samej sobie z wcześniejszych tomów czy czasem nawet stron. Raziło mnie to. Pomijam jej zmiany po tym jak stała się wampirem, bo to miałoby jakieś wytłumaczenie.
Poza tym "wielka" miłość do Edwarda nie była taka wielka co pokazuje tom 2 i 3 - sorry, ale te jej wahania między Jacobem a Edwardem były mocno niewiarygodne. A wiem coś o wielkiej miłości z autopsji.
Przez 3 tomy (plus "Midnight Sun") wmawia się czytelnikowi jakim to okropieństwem jest bycie wampirem, potworem, mordercą jak określa się Edward, ale także np. Rosalie. Sledzimy rozterki, dramaty wampirów związane z ich nową egzystencją. I co? Po tym jak Bella staje się wampirem okazuje się, że to bułka z masłem, żyć nie umierać - żadnych dramatów, trudności, walki wewnętrznej Belli - biedny Edward jakby wiedział, że Bella przejdzie przemianę tak lekko i będzie jej z tym tak dobrze to pewnie przemieniłby ją zaraz na lekcji biologii w "Zmierzchu".
RaczejRozwazna - Czw 03 Gru, 2009 16:01
Nielogiczności w Zmierzchu... jakby się chciało to mnóstwo tego można wydobyć. Ja w ogóle w pewnym momencie wyłączyłam funkcję "ależ to nieprawdopodobne", bo inaczej - podobnie jak Aragonte - nie przebrnęłabym ani rozdziału
bo np.:
1. wampiry świecą w słonku, dlatego też nie chodzą do szkoły w dni słoneczne. A co, jeśli podczas szkolnej wycieczki, albo w trakcie dnia zaświeci słoneczko? A Calrlise - też nie chodzi do pracy w dni słoneczne?
2. Jasper rzuca się na Belle, gdy ta lekko się skaleczy. A jednocześnie chodzi do szkoły, gdzie takie "przypadki" to są na porządku dziennym w tłumie ludzi.
3. Cullenowie przebywają jakiś czas w jednym miejscu (chyba ok. 10 lat), a później się przeprowadzają, bo się nie starzeją. No i co - przez te, dajmy na to 10 lat, taki Edward
ciągle chodzi do tej samej klasy?
4. Z czego Cullenowie żyją? Skąd mają kasę na te wypasione bryki, domostwo itd... Z tego co pamiętam, to tylko Calrlise pracuje...
5. Wielka miłość Belli i niechęć do małżeństwa - w ogóle tego nie mogę pojąć. Bo co koleżanki w szkole powiedzą... Taaaa, a wampirkiem to by się chciało zostać
6. Dlaczego nikogo nie dziwi, że w zimnym stanie Washington, w zimie garstka chłopaków indiańskich chodzi na golasa? W filmie to było strasznie dziwne - gdy Sam znajduje Belle, przynosi ją do domu; na tle tych ubranych w kurtki pozostałych ludków wrażenie było przekomiczne...
No i mnóstwo drobnych spraw - np. Edward oficjalnie prosi Charliego by Bella moga iść z nim grać w bejsbola, a ewidentnie zanosi się na burzę - Charlie nic na to?
annmichelle - Czw 03 Gru, 2009 18:57
Tu akurat kilka rzeczy jest do wyjaśnienia.
1.Ano dr Cullen nie chodzi do pracy, bo wtedy jadą na "obóz w góry". Tych słonecznych dni nie jest tam tak wiele, więc nikt się temu nie dziwi, że rodzinka korzysta ze słońca, cha cha.
3. Nieeee. Kończą szkoły i studia. Pamiętam, że gdzieś była o tym mowa, że Edward może udawać, że ma tak do 23-25 lat, stąd te jego liczne studia i specjalizacje, które ukończył (m.in. studia medyczne)
4. Mogą sporo zaoszczędzić np. na jedzeniu. To mnie akurat nie raziło. Przez tyle lat co żyją mogli mieć sposoby na zdobycie większej kasy bez problemów.
5. Bo Bella dziecinna była. No i ta miłość z jej strony też taka "wielka" nie była - co już wspomniałam.
6. Bo Indianie to dziwni są. Skalpy, wigwamy i te ich zabobony - tak pewnie myśli większość Amerykanów. Te nagie torsy trochę dziwiły niektórych (w książce).
Eeee, to z bejsbolem też mnie nie dziwi : może Charlie pomyślał, że wciskają mu lekki kit albo nie połapał się - w końcu nie padało jeszcze kiedy mu to mówili.
spin_girl - Czw 03 Gru, 2009 20:29
4. Edward mówi "kiedy ma się siostrę, która potrafi przewidywać trendy na giełdzie pieniądze nie są problemem". Bazowali na wizjach Alice. Poza tym Carlisle pracował od prawie 400 lat, więc trochę pewnie odłożył na fundusz emerytalny Alice ponadto zajmowała się projektowaniem mody.
2. Bella pachniała wyjątkowo. Przez całą książkę nawijają o tym do znudzenia.
6. Ten kawałek o baseballu, w książce jest opatrzony komentarzem Belli w stylu "tylko w Waszyngtonie nikogo nie dziwi, że gra się w baseball w deszczu". Ma to sens: gdyby mieli czekać na słońce pewnie graliby raz do roku.
Resztę przepięknie wyjaśniła Annmichelle, za co wielkie dzięki
Jak widać na załączonym obrazku wystarczy przeczytać uważnie tekst i można znaleźć odpowiedzi na większość wątpliwości, one naprawdę tam są. Lepsze albo gorsze, ale są.
I jeszcze jeden komentarz na koniec: dlaczego wszyscy przeciwnicy Zmierzchu zakładają, że NIKT się nie orientował, że z Cullenami jest coś nie tak? Przecież jest wręcz odwrotnie! Bella już pierwszego dnia w stołówce dowiaduje się, że Cullenowie są "dziwni". Nawet głupi Mike mówi do Belli o Edwardzie "I don't like the way he's looking at you. Like you were something to eat". Kiedny Edwarg w MS udaje, że chce poderwać Angelę, jej późniejszy chłopak Ben natychmiast reaguje, myśląc, że to nie jest w porządku, że Edward jest jakiś dziwny, groźny. Ludzie zauważali, ale po prostu nie biegli z tym od razu na policję. Bo co mieli powiedzieć? Poza tym mogli nie skojarzyć, że chodzi akurat o wampiry (mogły być demony, ufoludki, etc. etc. ) a jeśli kojarzyli, Cullenowie natychmiast znikali (jest w MS).
annmichelle - Czw 03 Gru, 2009 21:07
| spin_girl napisał/a: |
Resztę przepięknie wyjaśniła Annmichelle, za co wielkie dzięki |
You're welcome.
Tam gdzie można coś wytłumaczyć na chłopski rozum - nie widzę problemu i nie jestem z tych czepialskich co szukają dziury w całym. Ale tam gdzie coś mi się "gryzie" w fabule nie mam litości (moje posty wcześniejsze).
Spin-girl, nie wiem czy też odniosłaś wrażenie, że Meyer trochę zaczęła się zapędzać w ślepe zaułki po "Zmierzchu"? Nie pamiętam już kiedy pojawiły się moje pierwsze reakcje typu : , ale coś mi się mgliście kojarzy, że było to w "Księżycu..." i u mnie przełomowym momentem była kwestia Jacob-wilkołak. Co za dużo to nie zdrowo.
A wracając do filmów : dlatego film "Księżyc..." podobał mi się bardziej od książki (w przeciwieństwie do "Zmierzchu") - jakoś to wszystko zostało strawniej pokazane na ekranie, niż w książce, gdzie właśnie takie różne perełki nielogiczne i ten rozciągnięty styl zniechęcały.
OT : Widzę, że jesteś z Łodzi. Moje rodzinne miasto!
spin_girl - Czw 03 Gru, 2009 22:40
| annmichelle napisał/a: | | Spin-girl, nie wiem czy też odniosłaś wrażenie, że Meyer trochę zaczęła się zapędzać w ślepe zaułki po "Zmierzchu"? |
Nie, ale czasami miałam wrażenie, że ponosiła ją wyobraźnia. Trochę już wymiękałam przy Breaking Dawn
Mnie też się bardziej New Moon podobało od Twilight, głównie dlatego, że było wierniejsze powieści. Nie cierpię, jak ekranizacje odchodzą od treści oryginału książkowego. W dodatku zmiany, jakie wprowadzono do scenariusza Twilight burzyły i tak już naciąganą logikę książki przynajmniej w kilku miejscach. W New Moon też jest jeden taki moment, ale, na szczęście, tylko jednego się na razie dopatrzyłam.
| annmichelle napisał/a: | | OT : Widzę, że jesteś z Łodzi. Moje rodzinne miasto! |
A mieszkasz w nim dalej?
Agn - Pią 04 Gru, 2009 00:04
| annmichelle napisał/a: | u mnie przełomowym momentem była kwestia Jacob-wilkołak. Co za dużo to nie zdrowo. |
Sama nie wierzę, że bronię Meyer, ale...
Po pierwsze - tam gdzie wampiry, to i wilkołaki. No dobrze, u Anki R. wilkołaków nie było, ale u Hamilton, Briggs czy w filmach Underworld już są.
Po drugie - mnie nie przeszkadza, jak są i jedne, i drugie.
Po trzecie - kobieta poniekąd (może przez przypadek, a może jej już coś świtało w łebku w trakcie pisania Zmierzchu) przygotowała sobie grunt pod wilkołaki i całe NM - scena, w której Jacob opowiada legendy Quileutów (SP???). Jake mówi, że ich plemię pochodzi od wilków (czy coś w tym guście), potem ten pakt i takie tam. Ale tu już się otwierała brama na wilkołaki. To, że Jacob okaże się wilkołakiem było w sumie dość naturalną konsekwencją.
annmichelle - Pią 04 Gru, 2009 07:18
| spin_girl napisał/a: | | W New Moon też jest jeden taki moment, ale, na szczęście, tylko jednego się na razie dopatrzyłam. |
Który?
Agn, ja miałam wrażenie, że te wilkołaki to jeszcze w "Zmierzchu" nie były zaplanowane. Ale jak było naprawdę to wie Meyer. Bardziej chodzi mi o to, że Bella miała takie "szczęście" : dwóch najbliższych jej facetów i jeden okazuje się wampirem (to akurat mi pasuje, bo ta miłość narodziła się właśnie dlatego, że był wampirem), a drugi wilkołakiem! To jest dopiero przypadek.
| spin_girl napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | | OT : Widzę, że jesteś z Łodzi. Moje rodzinne miasto! |
A mieszkasz w nim dalej? |
Nie, od kilku lat mieszkam w Niemczech. Ale już za 2. tygodnie będę w Łodzi. I już nie mogę się doczekać "rundki" po Empikach, antykwariatach, Pietrynie (tak z sentymentu) i pewnie Manu (spotkania ze znajomymi).
Agn - Pią 04 Gru, 2009 07:48
Myślę, że wilkołaki i tak by były, nawet bez Jacoba (choć by było szkoda, ja akurat Jacoba najbardziej lubię). Chodzi o plemię Indian i ich legendy. Choć mogła już sobie później darować robienie z Jacoba alfy. Kurczę, czy jej przyjaciel nie mógłby być po prostu zwykłym wilkołakiem? Ale by było w czwartym tomie dramatycznie! Ojaciękręcę...
A tak? Przypomniały mi się romansidła z Amberu i Bisu. Bohaterka nie może zakochać się w zwykłym śmiertelniku - to musi być jakiś lord, hrabia, baron, książę, markiz... Więc i Bella, jak się przyjaźnić, to najlepiej z samym alfą. A Edward? Musi być bajecznie bogaty.
Nawiasem pisząc nie wydaje wam się "dziwne", że Jake tłumaczy, że wilkołaki się pojawiają ilekroć zjawiają się wampiry? Kurczę, Cullenowie byli w Forks kilka lat i nic. A jak wyjechali - wilki się "obudziły". Tego za Chiny nie rozumiem, wg mnie to był naprawdę mocny błąd logiczny.
Dzisiaj idę odebrać sobie ang. wersję Zmierzchu. Normalnie empik tak spuścił z ceny tej książki, że aż się sama zdziwiłam...
Tak btw ładne zdjęcie: http://gallery.robertpatt...tup&cat=0&pos=0
|
|
|