Ekranizacje - Perswazje Persuasion (2007)
Trzykrotka - Czw 28 Lut, 2008 23:29
W moim Super TV były Perswazje. Pięknie mi się oglądało tę nową wersję. Jakoś na ekranie telewizora oglądało mi się milej niż na ekranie komputera. W dodatku ładnym tekstem go reklamują.... ilustrując biegnącą Anną błyskającą łydkami .
Tak czy inaczej: pięknie było, tylko szkoda, ze tak późno. Podobałoby się mojej mamie, ale o tej porze już śpi.
Gosia - Czw 28 Lut, 2008 23:35
Też oglądałam Lubię tę książkę i film, zaraz po "Dumie..".
Rupert jako Wentworth mi bardzo odpowiada.
W dzisiejszym oglądaniu przeszkadzały mi najbardziej reklamy, na szczescie były krótkie, bo czego nie znoszę to długich reklam.
Czasem lektor mi nie pasował - intonacja w niewłaściwym miejscu.
Np. - kiedy Wentworth mówi: My się znamy - to wyglądało jakby był zdziwiony, a on przecież dobrze wiedział, że będzie tam Anna.
A czy później w scenie drugiego spotkania, kiedy pani Croft ich sobie przedstawiała, Anna powiedziała w oryginale: Wczoraj się poznaliśmy?
Chyba powinno być: spotkaliśmy!
miłosz - Pią 29 Lut, 2008 08:57
| Trzykrotka napisał/a: | W moim Super TV były Perswazje. Pięknie mi się oglądało tę nową wersję. Jakoś na ekranie telewizora oglądało mi się milej niż na ekranie komputera. W dodatku ładnym tekstem go reklamują.... ilustrując biegnącą Anną błyskającą łydkami .
Tak czy inaczej: pięknie było, tylko szkoda, ze tak późno. Podobałoby się mojej mamie, ale o tej porze już śpi. |
mam jak trzykrotka - absolutnie mi sie podobało duzo, duzo bardziej niz na komputerku;
co prawda Anna mi sie generalnie nie podoba - choc ma ujecia, że wyglada ładniej, to jest brzydka ( zwłaszcza w zestawieniu z kapitanem) i na dodatek ta fryzurka, widać, że babina włosy ma rzedziutkie a zrobili jej taka kretyńska grzywunie
zauroczona jestem scenami na tym falochronie (choć dalbóg kogo gnało w taki wiatr na spacery ) - ten wiatr który wiał, matko moja on tak wiał........ tak to było filmowane, że mnie było zimno az do kości..............
Caitriona - Pią 29 Lut, 2008 14:36
Zapomniałam...
primavera - Pią 29 Lut, 2008 15:30
szkoda jednak że film pocieli na reklamy i co więcej 2 odcinki - to sie nazywa robienie biznesu brrrrrr mi sie robi na myśl o tym
Mnie się ta wersja podobała od chwili jak ją obejrzałam po angielsku - Ann mimo spierzchniętych nieustannie warg podoba mi się i uważam, że świetnie zagrała swoją nieśmiałość i niepewność. Poza tym ma przepiękne oczy. Co do włosów no to faktycznie natura jej nie obdarxyła bujnymi lokami a dla potrzeb filmu mogła mieć peruki jak Jennifer Ehle w Dumie i Uprzedzeniu, no cóż może top sprawa kontraktu albo budżetu filmu.
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 17:16
Dla mnie magnesem tego filmu jest Rupert jako Wentworth. Nie zawsze mi sie podobał w innych rolach, ale tu robi wrażenie. I sprawdza sie świetnie jako milczący wielbiciel, który powoli odkrywa swoje karty.
Można sie przyczepić do wielu rzeczy w tej ekranizacji, a zwłaszcza niezbyt udanego zakończenia z tym biegiem po Bath ale nie można odmówić jej kilku zalet: piękna muzyka Martina Phippsa oraz Rupert w roli Wentwortha. Potrafi mówiąc niewiele oddać uczucia swej postaci. Lubię jak mówi: Jakże mógłbym zapomnieć? itp takim miękkim cichym głosem, jednocześnie spuszczając oczy...
Bardzo mi się podoba zakończenie tego wczorajszego odcinka czyli scena zaraz po upadku.
To jedna z moich ulubionych w tym filmie.
Trzykrotka - Pią 29 Lut, 2008 18:22
Telewizja nierychliwa, ale sprawiedliwa. Jeżeli publiczna nie ma nosa do takich seriali z klasą (ale twardo walczy o oglądalność ), to komercyjna ją ubiega.
Emisja seriali - mam nadzieję - przeniesie się potem do "normalnego" tvn.
Tamara - Pią 29 Lut, 2008 18:29
Zaraz zostanę obrzucona ciężkimi przedmiotami :robi uniki: ale Rupert aczkolwiek apetyczny sam z siebie ,tu mi nie pasuje . Kpt.W. był (cytuję) : lotny , pełen werwy (nie paliwa ),pełen życia i energii ,dowcipny , błyskotliwy i uparty , ma czarujące maniery , ani śladu nieśmiałości czy rezerwy .
Rupert jest milczący ,powściągliwy , sztywny - a przecież nadskakiwał pannom Musgrove i był dusza towarzystwa , opowiadając o swoich podróżach i wojaczce . Rupert bardziej wygląda na zblazowanego dandysa i syna lorda niż dziarskiego oficera marynarki .
Trzykrotka - Pią 29 Lut, 2008 18:40
| Tamara napisał/a: | Zaraz zostanę obrzucona ciężkimi przedmiotami :robi uniki: ale Rupert aczkolwiek apetyczny sam z siebie ,tu mi nie pasuje . Kpt.W. był (cytuję) : lotny , pełen werwy (nie paliwa ),pełen życia i energii ,dowcipny , błyskotliwy i uparty , ma czarujące maniery , ani śladu nieśmiałości czy rezerwy .
Rupert jest milczący ,powściągliwy , sztywny - a przecież nadskakiwał pannom Musgrove i był dusza towarzystwa , opowiadając o swoich podróżach i wojaczce . Rupert bardziej wygląda na zblazowanego dandysa i syna lorda niż dziarskiego oficera marynarki . |
Uff, dzieki Tamaro , że Ty to napisałaś. Rupert, choć apetyczny sam w sobie, nie pasuje mi ani trochę do roli zgorzkniałego, choć pełnego uroku kapitana. Jak robi smutną mine, to zaraz mi się wydaje, ze pokazują mu zza kadru tabliczkę z napisem sad.
Tamara - Pią 29 Lut, 2008 18:54
Ale on stale ma smutna minę... Widać ten od sterowania planem zostawił tabliczkę i poszedł na kawę
Zauważyłyście może , czy pani Clay miała piegi i wystający ząb ? bo ja patrzałam pilnie ale nie uchwyciłam , a to przecież istotne jej cechy .
I wg. mnie źle rozwiązano finałową scenę skakania ze schodów - nie było wcale tego ,co było osią zdarzenia i całej powieści - uporu Luizy , perswazji innych , jej "zdecydowanego , odpornego na wpływy " charakteru , przez który uległa wypadkowi , co pozwoliło kpt.W. zmienić pogląd na podatność wobec opinii innych , a w konsekwencji wrócić do Anny . A Luiza ot tak hycnęła sobie ze schodków i przypadkiem rozbiła głowę
miłosz - Pią 29 Lut, 2008 19:46
dlatego mie sie tak ten jak mu tam Ciaran podobał on miał taka surowośc w spojrzeniu....
Rupert mi sie podoba ot jako facet i kostiumolog go tak pieknie odział.... że w tem granatowym marynarku tak wyglada - smukło i apetycznie
za to Anne odział tak, że dość, że brzydka to ubrana tak, że pasowałabydo domostwa państwa Bennet coby tego świniaka wyganiać
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 20:13
Ale on powinien byc smutny, w koncu zawiodl sie na kobiecie swego zycia, a to spotkanie mu wszystko przypomnialo. Mi się podoba taki jaki jest, w tym podobny jest do Darcy`ego, ktory tez sie wlasciwie nie usmiechal.
maniutka - Pią 29 Lut, 2008 20:17
tylko darcy nie usmiechal sie bo nie byl do tego stworzony(czyt. byl raczej zamkniety w sobie a to zmienila dopieropanna Elizabeth Bennet ), a wentworth nie usmiechal sie bo mial zlamane serce
ale na szczescie jednemu i drugiemu sie ulozylo w zyciu no i mogli sie juz usmiechac
to tyle
Tamara - Pią 29 Lut, 2008 20:53
Ale przecież u Musgrove'ów flirtował na zabój z pannami , asystował na zmianę jednej i drugiej , wyraźnie dając do zrozumienia ,że jest do wzięcia i nie przypominam sobie ,żeby się choć przez chwilę smucił - aż do wypadku Luizy .A na Annę prawie nie zwracał uwagi .
Więc cały ten filmowy smutek jest nie całkiem na miejscu - zwłaszcza ,że w filmie też oznajmia , że jest do wzięcia i nie będzie się opierał ; a na Annie przecież już dawno kreskę postawił.
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 20:57
Powiedzmy, ze odpowiada mi bardziej ta wersja rezyserska tej powiesci
Mowi, ze jest do wziecia, ale w rzeczywistosci mysli o Annie i nie moze o niej zapomniec. I to mi sie bardzo podoba.
Tamara - Pią 29 Lut, 2008 21:00
Owszem , całkiem to miłe ale żeby od razu takie tragiczne miny robić
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 21:34
Blondynow z reguły nie bardzo lubie, ale Rupert w "Perswazjach" .... to zupelnie co innego
W tej ekranizacji lubie kilka momentow szczegolnie, juz zreszta o tym pisalam i dla tych scen moge obejrzec calosc - pierwsze pojawienie sie Ruperta, bardzo ładna scena, kolorystycznie calosc jakos dobrze dobrana, ona przy tym oknie, a on wchodzi, potem ona sie odwraca.
Druga scena - jak ona gra na intrumencie (nie bede sie mądrzyć jakim ) a on sie nagle pojawia i znika. Swietnie on tu wyglada.
Trzecia scena - moment zaraz po upadku, pojawia sie ten piękny motyw muzyczny, on sie pochyla i zdejmuje cravat i mowi szybko i takim glosem, że hmmmm: "Of course, of course", a potem na nią patrzy z podziwem .... - to moj absolutnie ulubiony drugi moment w tym filmie.
A pozniej scena w sklepie (ale ona jeszcze bedzie w drugiej czesci).
No i samiutkie zakonczenie na tym trawniku, wczesniej oczywiscie jest tez ten moment, kiedy on zdejmuje przed pocalunkiem kapelusz z glowy (czy tam inne nakrycie glowy ...) i patrzy na nią z zachwytem.
Przez to wlasnie mam slabosc do tego filmu.
miłosz - Pią 29 Lut, 2008 21:51
| Gosia napisał/a: | Blondynow z reguły nie bardzo lubie, ale Rupert w "Perswazjach" .... to zupelnie co innego
Druga scena - jak ona gra na intrumencie (nie bede sie mądrzyć jakim ) a on sie nagle pojawia i znika. Swietnie on tu wyglada.
Trzecia scena - moment zaraz po upadku, pojawia sie ten piękny motyw muzyczny, on sie pochyla i zdejmuje cravat i mowi szybko i takim glosem, że hmmmm: "Of course, of course", a potem na nią patrzy z podziwem .... - to moj absolutnie ulubiony drugi moment w tym filmie.
. |
też bardzo lubie te scene; niestety obraz całości mi psuje ANNA...
jesus jaka ona jest popieprzona - w sensie posidania ilosci brazowych kropek. normalnie psuje mi baba obraz całości normalnie juz wiem czemu mi sie w telewizorni bardziej podoba niż na kompie- siedze dalej to gorzej widze :mrgreen
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 22:07
E, bez przesady
Jeszcze musi miec w sobie to cos!
Choc nie ulega kwestii, ze cravat i jego zdejmowanie oraz biala koszula podnosza meska atrakcyjnosc
maenka - Pią 29 Lut, 2008 22:09
| Tamara napisał/a: | Zaraz zostanę obrzucona ciężkimi przedmiotami :robi uniki: ale Rupert aczkolwiek apetyczny sam z siebie ,tu mi nie pasuje . Kpt.W. był (cytuję) : lotny , pełen werwy (nie paliwa ),pełen życia i energii ,dowcipny , błyskotliwy i uparty , ma czarujące maniery , ani śladu nieśmiałości czy rezerwy .
Rupert jest milczący ,powściągliwy , sztywny - a przecież nadskakiwał pannom Musgrove i był dusza towarzystwa , opowiadając o swoich podróżach i wojaczce . Rupert bardziej wygląda na zblazowanego dandysa i syna lorda niż dziarskiego oficera marynarki . |
Otóz to. Uwielbiam Ruperta także w tej roli ale zawsze powtarzam Ciaran to prawdziwy Wenworth.
Poza tym wersja ta odbiega sporo od ksiązki. Bardziej wierna jest wersja z 1995.
Gosia - Pią 29 Lut, 2008 22:48
Mag, nie uwazalas, oczywiscie ze zdejmuje cravat, zaraz po upadku Luizy.
Caitriona - Pią 29 Lut, 2008 23:19
| Mag13 napisał/a: | | Caitriona napisał/a: | Zapomniałam... |
Wyrazy głębokiego współczucia.......
Ale w niedzielę jest powtórka o 17.30 |
O, dzięki
Naprawdę? Świetnie - teraz na pewno obejrzę!!
Tamara - Sob 01 Mar, 2008 10:48
Ale tak go zdejmuje , że w pierwszej chwili myślałam że zasłabł ,dusi się albo szaty rozdziera z rozpaczy Jestem jak najbardziej za zdejmowaniem cravata , ale biedny Rupert go nie zdejmował ,tylko się z nim rozpaczliwie szarpał zabijając cały urok sceny . No chyba , że w garderobie za mocno mu cravat zawiązali , nie wiedząc o planowanym zdejmowaniu i nie uprzedzili go o tym
Gosia - Sob 01 Mar, 2008 10:59
Nie wiem czemu Tamaro nie dostrzegasz uroku tej sceny.
Przeciez on nie mogl powoli tego cravatu zdejmowac, bo sie spieszyl, zeby zatamowac krew. Mnie się ta scena bardzo podoba.
I ten kolnierzyk rozchylony i lekko rozwiewany przez wiatr...
Tamara - Sob 01 Mar, 2008 11:07
Ja nie mówię że powoli , ale jakoś zgrabniej czy co ... Zresztą może ja się faktycznie za bardzo czepiam Musiałabym to jeszcze raz zobaczyć (tyle , że nie mam jak )
|
|
|