To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)

Anonymous - Sob 19 Cze, 2010 23:17

Obiecuję Wam Damy, że jeśli tylko znajdę chwilę dłuższego czasu (i nie będę tak ziewała jak teraz) to opiszę Wam wrażenia po filmie, ale na obecną chwilę mam prośbę:
Czy któraś z Pań wie co to za utwór w 7 minucie i 20 sekundzie?
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Ten kiedy Marianna gra na pianinie, potem w scenie z sokołem/jastrzębiem. Jest zachwycający!

Yvain - Sob 19 Cze, 2010 23:58

http://www.youtube.com/wa...feature=related coś takiego znalazłam :mrgreen:
muzykę napisał Martin Phipps , napisał też muzykę do Perswazje (2007), North & South (2004)
http://www.youtube.com/wa...feature=related ten kawałek tez chwyta za serce :mrgreen:

Tamara - Nie 20 Cze, 2010 14:39

Biedroneczka napisał/a:
Ten kiedy Marianna gra na pianinie,

Biedroneczko , to fortepian :kwiatek: a to nie to samo .

Anonymous - Pon 21 Cze, 2010 08:27

Oh, rzeczywiście! Nie zauważyłam, tzn. odróżniam pianino od fortepianu, ale nie zauważyłam wtedy. Skupiłam się po prostu na muzyce, usłyszałam że "klawiszowiec" i strzeliłam pianinem. Gafa...
Dziękuję za utwór, jestem bardzo wdzieczna :)

trifle - Nie 08 Sie, 2010 21:06

Obejrzałam sobie właśnie pierwszy odcinek po raz kolejny. Jaki ten serial jest cudny! Wszyscy są świetnie dobrani, zwłaszcza wszystkie panie Dashwood, Edward. Muzyka taka cudna i te obłędne krajobrazy, muszelki na sznureczkach... :serduszkate:
Admete - Nie 08 Sie, 2010 21:25

Ja mam ochotę na powtórkę z Emmy i Żon i córek.
trifle - Pon 09 Sie, 2010 12:23

Te są w kolejce :D Zwłaszcza Żony i córki.
Lullaby - Pon 09 Sie, 2010 21:19

Ten serial zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie. Nie sądziłam, że po zachwycie jaki wywołał we mnie film z Winslet i Thompson, ten serial też mi się spodoba. A jednak! Aktorzy bardzo dobrze dobrani, zwłaszcza podobała mi się Marianna (Eleonora jakoś tak dziwnie oczy wytrzeszczała :lol: ). Ogólnie intro bardzo fajne i te wszystkie pokazane tam krajobrazy. Poza tym książka przedstawiona bardzo wiernie.
trifle - Pon 09 Sie, 2010 22:05

Ja obejrzałam drugi odcinek. Uwielbiam Eleonorę. Uwielbiam scenę, kiedy ucieka do jakiejś groty nad wodą, gdzie może być sama i poprzeżywać chociaż chwilę. I Edwarda jak rąbie drewno na opał, jak miotają nim uczucia, jak chciałby pomóc, ale wie, że nie może. Już nie wspominam o mojej ulubienicy Meg i pani Dashwood. No i panu Indeed-Middletonie-Weasley ;)
trifle - Wto 10 Sie, 2010 21:34

Będę kontynuować do siebie ;)
Jestem głupia, że to oglądam i karmię się takimi obrazkami, ale przynajmniej tyle mam z życia..
Uwielbiam ten serial, no! I jestem zakochana w pani Dashwood, piękne są sceny, kiedy ona tak blisko z córkami jest, troszczy się o nie, dopytuje. Elinor na ławce nad morzem mnie wzrusza, cieszę się jak głupia potem z nią przy tych biegających kurczakach. Noż no ;) :serce2:

Trzykrotka - Czw 12 Sie, 2010 09:16

Fakt, ten ciepły stosunek matczyno-córczany był ładnie pokazany w serialu. I wszystkie panie Dashwood dobran o znakomiecie, zwłaszcza Elinor. Ta dziewczyna może na pierwszy rzut oka zwyglądała niepozornie, ale na drugi - miała w sobie i delikatnośc i siłę i piękny głos. I masę dystynkcji. Choć przy kurczakach czy trzepaniu dywanu wcale nie wyglądała nie na miejscu :wink:
Muzyka była piękna, cały serial - niezwykle klimatyczny. Chyba sobie zrobię powtórkę...

Lullaby - Czw 12 Sie, 2010 19:02

Powiem szczerze, że niedawno obejrzałam ten serial ponownie i muszę przyznać, że zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie niż za pierwszym razem. Nie wiem kompletnie czemu. Nowego znaczenia nabrały dla mnie piękne widoki przyrody, delikatna matczyna troska i miłość, zżycie i odmienność wszystkich 3 sióstr, czarne charaktery, wypowiedziane i niewypowiedziane słowa oraz pokazane i niepokazane gesty... Coś pięknego! :serce2:
Ania Aga - Śro 24 Sie, 2011 22:30

W końcu obejrzałam ten serial. Jak dla mnie warty zobaczenia tylko dla pułkownika Brandona, poza tym przeciętny.
Trzykrotka - Czw 25 Sie, 2011 08:36

O, naprawdę? Serio - proszę - napisz więcej o swoim odbiorze. Ja uważam go za bardzo udany, choć jestem raczej w "team Emma" :lol:
Akaterine - Czw 25 Sie, 2011 09:37

Dla mnie to jest najlepsza ekranizacja, choć ma kilka wad. Szczególnie lubię to, jak ukazano postać Marianne - w wersji z 1995 roku jest tak, jakby Marianne naprawdę umierała z miłości do Willoughby'ego, a w serialu jest po prostu impulsywną dziewczyną, której wydaje się, że jej małe, nieszczęśliwe zauroczenie to koniec świata.
Ania Aga - Czw 25 Sie, 2011 10:42

Piszę oczywiście o moich subiektywnych odczuciach. Serial mnie "nie wciągnął", nie byłam zainteresowana losem sióstr, choć ciekawie pokazano najmłodszą. Ani do książki, ani do innych ekranizacji nie wracałam od dłuższego czasu, więc nie pamiętałam wszystkich szczegółów i powinnam odczuwać ekscytację, co będzie dalej. Nie czułam. Aktor grający Edwarda został "zrobiony" na Hugh Granta, normalnie jakby byli bliźniakami. Było to dla mnie denerwujące. Zachwycające były krajobrazy, ludzie nie bardzo. Jedyny jasny punkt - pułkownik Brandon.
Admete - Czw 25 Sie, 2011 10:44

Dla mnie to też najlepsza z ekranizacji :) Dopiero podczas oglądania tej wersji uświadomiłam sobie, że w tamtej aktorzy byli jednak za starzy.
Tamara - Czw 25 Sie, 2011 17:35

Akaterine napisał/a:
Dla mnie to jest najlepsza ekranizacja, choć ma kilka wad. Szczególnie lubię to, jak ukazano postać Marianne - w wersji z 1995 roku jest tak, jakby Marianne naprawdę umierała z miłości do Willoughby'ego, a w serialu jest po prostu impulsywną dziewczyną, której wydaje się, że jej małe, nieszczęśliwe zauroczenie to koniec świata.

Ale ona naprawdę przecież mało nie umarła , a jej zauroczenie dla niej było końcem świata .

Akaterine - Czw 25 Sie, 2011 18:53

Cytat:
Ale ona naprawdę przecież mało nie umarła

Z tym że nie z miłości, ale z przeziębienia ;) .

Tamara napisał/a:
a jej zauroczenie dla niej było końcem świata .

Dla niej tak, ale patrząc z boku jest ona jedną z wielu młodych dziewczyn, która się nieszczęśliwie zakochała. W zasadzie była w podobnej sytuacji, co Elinor, ale w przeciwieństwie do niej robiła wokół siebie wiele bezsensownego zamieszania. W starej wersji jest to dla mnie po prostu przedstawione zbyt "na serio", bardziej odpowiada mi to, jak jest w nowej, jest bardziej wyważone - Marianne jest nie tyle ofiarą miłości, co impulsywności i "romantyczności" (albo głupoty, jak kto woli). A przy tym jest całkiem sympatyczna, a nie afektowana jak Marianne w wykonaniu Kate Winslet.

Tamara - Czw 25 Sie, 2011 20:51

Ale do przeziębienia się z miłości doprowadziła :-P a co do zakochania nieszczęśliwego - to jest jak z bólem . Nigdy z zewnątrz nie można ocenić stopnia cierpienia . Są tacy co przeskakują z kwiatka na kwiatek , a są tacy , co po odejściu czy śmierci partnera umierają . A książkowa Marianna była afektowana w najwyższym stopniu i Kate doskonale to oddała . Co nie zmienia faktu , że serial też lubię , też jest świetny , chociaż inny . Obie ekranizacje na swój sposób są doskonałe , czego na przykład nijak nie można o MP powiedzieć :-P

No i jednak sytuacja Marianny nie była sytuacją Eleonory - Willoughby swoim postępowaniem sugerował , że chce się z Marianną ożenić , a potem ją rzucił , Edward niczego nie sugerował i nikogo nie rzucał , nic nie deklarował i nie dawał nadziei .

Akaterine - Czw 25 Sie, 2011 21:18

Cytat:
Ale do przeziębienia się z miłości doprowadziła :-P

Do przeziębienia się doprowadziła, bo nie zdjęła mokrych butów po spacerze i mimo początków choroby nie chciała brać żadnych leków. Mogła być przez wszystkie nerwy trochę osłabiona, ale ostatecznie zachorowała przez swoją bezmyślność.

Tamara napisał/a:
a co do zakochania nieszczęśliwego - to jest jak z bólem . Nigdy z zewnątrz nie można ocenić stopnia cierpienia . Są tacy co przeskakują z kwiatka na kwiatek , a są tacy , co po odejściu czy śmierci partnera umierają .

To zależy jak odbiera się uczucie Marianne. Ja podczas czytania książki odebrałam to jako zauroczenie, które Marianne przez swoją romantyczną naturę mocno wyolbrzymiła, a serial bardziej na to wskazuje niż film.

Tamara napisał/a:
A książkowa Marianna była afektowana w najwyższym stopniu i Kate doskonale to oddała .

Dla mnie książkowa Marianne nie była aż tak afektowana. Była irytująca, trochę bezmyślna, ale nie była ani trochę sztuczna. W sumie to nawet było bardziej denerwujące, że wszystko co robiła, wynikało z jej natury, a nie "romantycznej" pozy.

Tamara - Pią 26 Sie, 2011 18:57

Akaterine napisał/a:
Cytat:
Ale do przeziębienia się z miłości doprowadziła :-P

Do przeziębienia się doprowadziła, bo nie zdjęła mokrych butów po spacerze i mimo początków choroby nie chciała brać żadnych leków. Mogła być przez wszystkie nerwy trochę osłabiona, ale ostatecznie zachorowała przez swoją bezmyślność.

Ale na spacer po deszczu się z zakochania wybrała :-P

Akaterine - Pią 26 Sie, 2011 20:34

Co nie zmienia faktu, że wcale nie umierała z miłości ;) . Jane Austen złośliwie dała jej zwykłe przeziębienie - to jest równie nieromantyczne co flanelowe kamizelki Brandona ;) .
W filmie sytuacja Marianne jest przedstawiona dokładnie tak, jak ona sama chciałaby to widzieć - czyli niemalże książkowo romantyczny związek, zdrada, cierpienie, które doprowadziło prawie do śmierci. W serialu jest to jednak bardziej bezstronne, bo można zrozumieć, że tak to postrzegała Marianne, ale jednocześnie widać, że postępowała bezmyślnie i impulsywnie, że patrząc z boku był to po prostu flirt z młodym mężczyzną, zbyt duże nadzieje z jej strony i nieodpowiednie zachowanie z obu stron.

nicol81 - Sob 27 Sie, 2011 22:24

W filmie też Willougby jest przedstawiony jako tragiczny kochanek :roll:
Trzykrotka - Sob 27 Sie, 2011 23:33

A czemu nie? Ksiązkowa scena nocnej "spowiedzi" Willoughby'ego usprawiedliwia taką interpretację. Nie umierał jak Marianna, co nie znaczy, że jej nie kochał i porzucil wbrew swej woli.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group