To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)

trifle - Pon 27 Paź, 2008 18:58

O! Ja rozumiem! I też miałam takie wrażenie. Nie do końca podoba mi się to "oswajanie dzikich koni" odniesione do ludzi.
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 07:50

rozumiemy, rozumiemy, dlatego właśnie pisałam, że każdy ma prawo wybrać swojego Brandona :-D
Anonymous - Wto 28 Paź, 2008 08:10

Tylko jak zwykle ja jestem niezdecydowana każdy z Nich ma cos wartego wyboru. A o tym oswajacniu nie myślałam w ten sposób! Dzięki :kwiatek:
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 08:11

tyle, że ja lubię " męskich" mężczyzn :roll:
Anonymous - Wto 28 Paź, 2008 08:17

A ja się nie mogę zdecydowac zależy od sytuacji :mrgreen:
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 08:18

ha, ale piłkarza bierzesz na pniu ? toż to prawdziwy mężczyzna
Anonymous - Wto 28 Paź, 2008 08:23

Oj Iker jest mężczyzną, ostatnio widziałam filmik jak się zdenerwował, za którymś razem gdy przestałam się śłinić(zdjął bramkarską koszullkę :slina: ) i skupiłam się jaki On ma temperament, pyskuje bardziej niż ja... tak Go wkurzył chłopaczyna od podawania piłki, ALE adm rem(dlaczego każdy temat się mi do Ikera sprowadza :serduszkate: ) Rickam jest cudowny, melancholijny z tym boskim głosem, ale i najnowszy Brandon, jest taki, że wzbudza sympatię swoją osobą... jak trudno być Damą weź się zdecyduj....
nicol81 - Wto 28 Paź, 2008 10:45

Lady Kasiek, a czemu uważasz, że musisz się decydować na jednego? :mrgreen: Ja tam biorę obu Brandonów :serduszkate:
Alicja - Wto 28 Paź, 2008 14:21

dobry wybór, a może by tak pomieszać najlepsze cechy?
Anonymous - Wto 28 Paź, 2008 19:54

albo tak jak mówi Nicol. zgarniasz wszystko :mrgreen:
RaczejRozwazna - Pon 10 Lis, 2008 23:13

Widziałam Morriseya w "Kapitanie Corellim" (nie od razu go poznałam) - no i proszę nie miałam wrażenia "psychopatyczności". No więc co jest ze mną w moim odbiorze S&S? :mysle:
Tamara - Czw 07 Maj, 2009 19:20

Wreszcie obejrzałam (korzystając z choroby :mrgreen: ) .
zgadzam sie z przedmówczynia , że przydałby się odcinek więcej , bo po części istotnych wątków Davies przejechał ekspresem - cała historia Lucy-Eleonora-Edward-Fanny-zdobycie prebendy-zerwanie zaręczyn. Brakowało dramatyzmu choroby Marianny .
Za mało było Roberta Ferrarsa :mrgreen: - zupełnie nie wiadomo , jak to sie stało że ożenił się z Lucy :shock:
Trochę dłużyzn typu bohaterka cierpiąca na tle zachodzącego słońca/morza/gór (niewłaściwe skreślić ;) ).
Brandon i Edward doskonali - pułkownik do zakochania natychmiast (chwilami podobny do Johna Wayne'a :oops: ) , ale to nie byli pułkownik i Edward stworzeni przez JA ! To byli bohaterowie stworzeni przez Daviesa - obydwaj za wylewni , otwarci i kontaktowi - Edward przy pojawieniu sie na ekranie zalał obecnych potokiem wymowy :shock:
Panie Dashwood - dobre , tylko Małgorzata za mała . Fanny odpowiednio jędzowata 8-) , mały Henryczek odpowiednio tłusty , tylko te okularki mi nie pasowały :->
Pani Ferrars stanowczo zbyt urodziwa :-P
Pani Jennings i sir John Middleton nie bardzo mi się podobali - lepsi byli z Emma Thompson . Państwo Palmer potraktowani po łebkach , a on do niczego .
Za to Willoughby :shock: :shock: :shock: - to nie pekińczyk , to mops ! i kawał szui . Zupełnie niezrozumiałe , co one w nim widziały . Poprzedni był lepszy .
Domek za wielki i okolica niezgodna z oryginałem . Za to Delaford piękne , tak jak dom pani Jennings w Londynie . I Norland .
Muzyka - nie z tej epoki , późniejsza o jakieś 15-20 lat .
No i Edward rąbiący drewno - szok kompletny , toż to nieśmiały intelektualista był :shock:
No i nie wiem , czy zauważyłyście , ale wysiadając z powozu po przyjeździe do Norland Fanny pokazuje pantofle na wysokim obcasie zapinane na pasek ,które o ile wiem pojawiły sie w powszechnym użyciu pod koniec XIX wieku :shock:

Mimo tych wszystkich czepnięć obejrzałam z przyjemnością i na pewno jeszcze będę oglądać , bo Davies jest dobry :mrgreen:

Gosia - Pią 08 Maj, 2009 19:16

Cytat:
Trochę dłużyzn typu bohaterka cierpiąca na tle zachodzącego słońca/morza/gór (niewłaściwe skreślić ;) ).

Kocham takie dłużyzny :mrgreen:

Alicja - Sob 09 Maj, 2009 19:46

Tamara napisał/a:
Za to Willoughby - to nie pekińczyk , to mops ! i kawał szui . Zupełnie niezrozumiałe , co one w nim widziały . Poprzedni był lepszy .


:mrgreen:

Tamara napisał/a:
Domek za wielki i okolica niezgodna z oryginałem

:mrgreen: :mrgreen:

Tamaro jesteś cudowna, chociaż mnie podobał się Edward rąbiący drewno na opał :mrgreen: i jeszcze kilka pomniejszych rzeczy ( Płk Brandon np. też uważam że do zakochania natychmiast, tu jest lepszy), bo lubię też wcześniejszą adaptację tej ksiązki :wink: w przeciwieństwie do DiU, gdzie nowsza wersja raz ogladana wystarczy na zawsze :roll:

Tamara - Sob 09 Maj, 2009 20:30

A zauważyłyście , że Fanny wysiadając z karety po przyjeździe do Norland pokazuje pantofle na wysokim szpulkowym obcasie , zapinane na pasek , jakie weszły w modę pod koniec XIX wieku :shock: ?
achata - Pon 11 Maj, 2009 19:24

No właśnie- nie zauważyłam :) Ja myślę, że gdyby się uprzeć to można by się sporo rzeczy dopatrzeć niezgodnych z epoką, ale uczciwie mówiąc, mój apetyt na powtórkę się tylko zaostrzył...
Alicja - Pon 11 Maj, 2009 19:34

ja też nie zauważyłam, bo skupiłam się na muzyce, podziwianiu Brandona ( o wyższości nad poprzednikiem nie będę dyskutować bo nieźle mogę oberwać :wink: ) i Edwarda ( Hugh lubię, ale trochę przeszrżował z tą swoją łamagawością) oraz Eleonory i Marianny ( te porzednie były takie stare :rumieniec: - Eleonora i egzaltowane - Marianna). Jak już pisałam po pierwszym oglądaniu - RiR jest po prostu inna od wcześniejszej wersji i może dlatego dobra. Też mam ochotę na powtórne obejrzenie :mysle:
zuza - Sob 31 Paź, 2009 18:13

Ogladam :)
I pozwole sobie troche w trakcie podzielic sie wrazeniami :)

Piekna muzyka i mam wrazenie, ze pogoda nieco bardziej taka jakiej bym sie spodziewala.

Przesliczne to "zdjecie" rodzinne, znaczy ta scena, kiedy panie po zamieszkaniu w domku przychodza na obiad i oni tam siedza/stoja z tym psem, bossskie ;)

Colonel mi sie nie podoba zupelnie :( (no ale nie spodziewalam sie jako wielbicielka AR).

I uweilbiam Marka Williamsa :mrgreen:

Willoughby kompletnie mi sie nie podoba :(
A Marianne ma za duza szczeke...
Okropna jestem. Ale, zeby nie bylo, ze nic tylko krytykuje ;) Wszyscy tak okragle mowia po angielsku :) Slicznie.

I ogolnie mi sie podoba :)

To ciekawe swoja droga, ta ciagla ochota na ogladanie kolejnych ekranizacji :)

anasta - Czw 03 Gru, 2009 15:04

Obejrzałam tę ekranizację z ogromną przyjemnością, jest zupełnie inna od wersji z 1995 roku, chociaż obydwie mi się bardzo podobają.

Jestem wprost zachwycona Eleonorą - naprawdę bardzo pięknie został pokazany jej charakter, powściągliwość, a zarazem głębia uczuć. Scena, gdzie ona mówi do Marianny, że doświadczyła wszystkich przykrości związanych z miłością, a nie miała z niej żadnej przyjemności, była bardzo przejmująca. Jeżeli rozwaga Eleonory w wykonaniu Emmy Thompson była raczej skutkiem doświadczenia życiowego, to tutaj widać, że ona rzeczywiście ma taki charakter. Naprawdę przekonałam się do kreacji Hattie Morahan.

Cytat:
Brandon i Edward doskonali - pułkownik do zakochania natychmiast (chwilami podobny do Johna Wayne'a :oops: ) , ale to nie byli pułkownik i Edward stworzeni przez JA ! To byli bohaterowie stworzeni przez Daviesa - obydwaj za wylewni , otwarci i kontaktowi - Edward przy pojawieniu sie na ekranie zalał obecnych potokiem wymowy


Zgadzam się w 100%. A pułkownik na dodatek bardzo roztańczony - tańczył w tym filmie najwięcej ze wszystkich bohaterów.

Gosia - Czw 03 Gru, 2009 15:16

Zgadzam się, że aktorka grająca Eleonorę była świetnie dobrana. Ma takie mądre oczy.
Tamara - Sob 05 Gru, 2009 00:49

Ale grzywkę ma niezgodną z duchem epoki :mrgreen:
Gunia - Sob 05 Gru, 2009 00:54

No tak, to poważne wykroczenie. :lol:
Sofijufka - Sob 05 Gru, 2009 12:07

Tamara napisał/a:
Ale grzywkę ma niezgodną z duchem epoki :mrgreen:

ale na jakimś hiszpańskim portrecie widziałam podobna... epoka ta sama...

Tamara - Sob 05 Gru, 2009 17:39

Ale to nie Hiszpania :-P na brytyjskich portretach są loczki , a nie słowiańska grzywka pod garnek czyli na Poleczkę :mrgreen:
Anonymous - Pon 25 Sty, 2010 18:04

zrobiłam sobie powtórkę i kocham Brandona. Ja chcę takiego faceta, dojrzałego, odpowiedzialnego i patrzącego taaaaaaaaaaakimi oczami :serce2: i nie mogę się każdym razem na Mariannę zapatrzyć


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group