Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)
Tamara - Pią 26 Mar, 2010 18:45
Rozumek po macierzy odziedziczyła , a ta go za wiele nie miała
nicol81 - Pią 26 Mar, 2010 19:30
| BeeMeR napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | A Lidia była jaka była przez zaniedbanie ojca oraz zły przykład matki i przez poświęcanie jej mało uwagi. | Oraz - jednakowoż - przez genetycznie wrodzone skłonności. A jak ktoś ma złe skłonności, to czasem się ich nawet przykładem czy nakazem nie wytępi |
To co, zgadzamy się z panem Collinsem? Jakoś Kitty się wyrobiła na końcu...
BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 19:44
| nicol81 napisał/a: | | To co, zgadzamy się z panem Collinsem? | że niby ja? Nie całkiem
Ja to dodałam jako według mnie dodatkową składną, nie zamiast tego, co Ty wymieniłaś
nicol81 - Pią 26 Mar, 2010 20:09
| Trzykrotka napisał/a: | | Nie sądzę, żeby ta zamiana miała kardynalne znaczenie dla jakości dzieła. |
Dla przedstawienia charakterów bohaterek ma kardynalne znaczenie.
| Trzykrotka napisał/a: |
Nic podobnego. Polega na przeniesieniu dzieła z jednego medium w drugie, kompletnie różne tak, żeby powstała nowa wartość. Sceny dodane, jeżeli zmieniałyby zasadniczo wymowę powieści, czy charakter bohaterów - potępiłabym, jak wersję MP Rozemy. Ale nie DiU 1995, w której służą temu, co wymieniłam powyżej, czyli stworzeniu dobrego dzieła filmowego. |
A gdzie przebiega granica? Rozedma mogłaby też powiedzieć, że jej zmiany stworzyły dobre dzieło filmowe...
| Trzykrotka napisał/a: |
Sorki, ale Ty nie wywracasz oczami dostając wyciąg z konta? Ja i owszem. I nie uważam się za męczennicę. |
Chodzi o to, jak ta scena przedstawia pana Benneta- jako zatroskanego stanem finansów domostwa. Podobnie było z oficerem na balu- nie chodzi o to, że to niemożliwe, tylko że charakteryzowało daną postać w innym świetle.
| Trzykrotka napisał/a: | | Śmiem twierdzić, ze serialowy pan Bennet i serialowa Lizzy świetnie się bawili przewracając do siebie oczami. |
Oni się może tak- ale ksiązkowa, kanoniczna Lizzy miała inne odczucia
Trzykrotka - Pią 26 Mar, 2010 20:18
| nicol81 napisał/a: |
A gdzie przebiega granica? Rozedma mogłaby też powiedzieć, że jej zmiany stworzyły dobre dzieło filmowe... |
No bo było dobre . Ja wersję Rozemy oglądam z przyjemnością. Tyle, że nie mam uczuciowego stosunku do Mansfield Park, więc nie podskakuję przy jej wymysłach. No, w każdym razie nie wysoko. A dodatki z DiU niczego nie wypaczały. Zamiana jednej kwestii Lizzy i Jane jak dla mnie była niezauważalna i absolutnie nie zmieniła mojego odbioru postaci obu panien w stosunku do powieści.
| nicol81 napisał/a: | | Chodzi o to, jak ta scena przedstawia pana Benneta- jako zatroskanego stanem finansów domostwa. |
Ale on BYŁ zatroskany stanem finansów. To subtelnie wypływa co rusz na powierzchnię, kiedy czyta się powieść. W filmie pokazano to jedną krótką sceną, podczas której on lekko unosi brwi i kręci głową podliczając kolumny cyfr. Ale nie ma ani śladu aluzji, że to sumowanie spędzi mu tej nocy sen z powiek.
| nicol81 napisał/a: | Oni się może tak- ale ksiązkowa, kanoniczna Lizzy miała inne odczucia |
A, to przepraszam, cały czas trwam w przekonaniu, że rozmawiamy o serialu...
nicol81 - Pią 26 Mar, 2010 20:43
O serialu i zmianach, jakie dokonano w porównaniu do książki.
A ja do MP i kanonicznej Fanny stosunek emocjonalny mam akurat duży...
Calipso - Pią 26 Mar, 2010 21:10
Coraz częściej myślę,że nie dojdziecie do porozumienia.Zawsze będzie jakieś ale.....tylko czy watro to wszystko rozkładać na czynniki pierwsze ? Ciągle analizować ?
BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 21:51
| Calipso napisał/a: | czy watro to wszystko rozkładać na czynniki pierwsze ? Ciągle analizować ? | pewnie że warto - po każdej takiej rozmowie czegoś się dowiaduję, czesem kolejny raz, a czasem po raz pierwszy. Tak więc uważam, że dopóki nie lecą pióra i bluzgi a tu nie lecą - - warto
Trzykrotka - Sob 27 Mar, 2010 12:12
| Calipso napisał/a: | Coraz częściej myślę,że nie dojdziecie do porozumienia.Zawsze będzie jakieś ale.....tylko czy watro to wszystko rozkładać na czynniki pierwsze ? Ciągle analizować ? |
Na pewno nie przekonamy jedna drugiej do swoich poglądów, ale przecież wymienić je zawsze warto . Nie kłócimy się przecież. A takie rozmowy tylko pokazują, że materiał wyjściowy jest wiecznie żywy. Twórcy powinni się cieszyć
Calipso - Sob 27 Mar, 2010 16:10
W sumie macie rację,ale.... zresztą zamilknę
Tamara - Sob 27 Mar, 2010 19:39
Bo to jak z dziewictwem Thorntona
Alicja - Sob 27 Mar, 2010 21:20
raczej nie-dziewictwem każda ma swoją wersję wydarzeń
Tamara - Sob 27 Mar, 2010 23:30
Na jedno wychodzi w tym wypadku
Tamara - Sob 27 Mar, 2010 23:49
A ja sobie zobaczyłam dziś to http://www.youtube.com/wa...56A17D5&index=8 i się znów caaałkiem rozpłynęłam
Calipso - Nie 28 Mar, 2010 14:02
Pozwolę sobie zacytować jeden z komentarzy
| Cytat: | | I LOVE the way he looks at her! He´s sooo adorable! |
szept - Sob 18 Wrz, 2010 12:24
Całkowicie zgadzam się z Tobą:) Oglądając to i ja się rozpływam!
Wersja doskonała w każdym calu! Świetna gra aktorska, zarówno postaci pierwszo- jak i drugoplanowych. Ciągle zrzędząca Pani Bennet, sarkastyczny Pan Bennet, jakże ograniczony i dosyć "obślizgły" Pan Collins i mogłabym tak wymieniać...:) Panująca tam atmosfera pozwala nam, widzom, ludziom XXI wieku, na te 300 minut żyć ich życiem, tak eleganckim, wyrafinowanym, kunsztownym i finezyjnym. Gracja i wdzięk. Niesamowite...
Trzykrotka - Sob 18 Wrz, 2010 23:04
| szept napisał/a: | | Panująca tam atmosfera pozwala nam, widzom, ludziom XXI wieku, na te 300 minut żyć ich życiem, tak eleganckim, wyrafinowanym, kunsztownym i finezyjnym. |
Pod tym stwierdzeniem na pewno nie podpisałyby się rzesze zwolenników wersji z 2005 . Ona bardziej, klimatem i poprowadzeniem postaci, przystaje do naszego wieku.
Admete - Nie 19 Wrz, 2010 00:01
Ile tu się gromów posypało właśnie na to zbyt duże uwspółcześnienie Nie ma nic finezyjnego w świni przechodzącej przez sień Ani w błocie
Trzykrotka - Nie 19 Wrz, 2010 00:13
| Admete napisał/a: | Ani w błocie |
... po którym się biega na bosaka. I we wrzeszczeniu na własną matkę. I podsłuchwaniu pod drzwiami...
Admete - Nie 19 Wrz, 2010 08:25
I w rozczochranej, chudej jak szczapa Keirze, w burych skukenkach, które wyglądały jak z second handu
JoannaS - Nie 19 Wrz, 2010 11:02
I „kunsztownym" rozczochraniu wszystkich (nie tylko Elizabeth) bohaterek.
szept - Nie 19 Wrz, 2010 11:16
Nie mówię o realiach, każda epoka ma swoje jasne i ciemne strony. Film był dla mnie elegancki, ta muzyka, gra na pianinie, śpiew dziewcząt (Marry nie jest może tu najlepszym przykładem, ale były też inne:) ), wyrafinowane gesty, maniery, tempo zalotów, ażurowe parasolki chroniące jasne cery panien, fraki, salony, bale, czy - jak już ktoś wspomniał - bure sukienki. Co więcej, życzyłabym sobie w takich chodzić! Dla mnie to było piękne...
Admete - Nie 19 Wrz, 2010 18:59
W wersji z 1995 roku to wszystko jest, w wersji z 2005 nie ma
Sofijufka - Nie 19 Wrz, 2010 19:05
może, ale DiU z 2005 jest niezłym filmem o miłości, choć ani historycznym ani JA
Trzykrotka - Nie 19 Wrz, 2010 19:10
No właśnie, Harlequinem, pseudo-historyczna oprawa, współczesne obyczaje.
|
|
|