To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)

Anonymous - Śro 22 Paź, 2008 16:38

RaczejRozwazna napisał/a:
Brandon Rickmana jak dla mnie mógłby byc jeszcze starszy i tak nie zmieniłoby to moich uczuc dla niego

dobrze rzeknięte

nicol81 - Śro 22 Paź, 2008 17:33

RaczejRozwazna napisał/a:
ten Brandon ma zadatki na tyrana rodzinnego

A które cechy tego Brandona wskazują na te zadatki?

Anonymous - Śro 22 Paź, 2008 18:15

właśnie które? :mysle:
RaczejRozwazna - Śro 22 Paź, 2008 18:33

To moje subiektywne odczucie - podkreślam raz jeszcze. Przestraszała mnie ta jego nienawiśc, z jaką walczył z W., ten "metaliczny" błysk w oku... Nie umiem tego logicznie uzasadnic. To jakas taka intuicja chyba...
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 18:46

a dziwisz mu się? Pan W. uwiódł i porzucił jego małoletnią podopieczną, zrobił jej dziecko i nawet nie pomyslał, co się z nimi stanie... W dodatku Eliza i tak była w trudnej sytuacji życiowej [jako nieslubne dziecko], więc to było podwójne świństwo. Potem zalecał się do panienki z towarzystwa, rozkochał ją w sobie, porzucił w obrzydliwy sposób... Jeszcze gdyby W. miał choć szczyptę odwagi i honoru, gdy otrzymał list od Marianny, przyszedł i wyjaśnił, że ciotka go wydziedziczyłą, że nie ma odwagi stawić czoła biedzie i musi się bogato ożenić...
A Brandon tę dziewczynę kocha... I widzi, co się z nia dzieje....

Alicja - Śro 22 Paź, 2008 18:53

to co ja widziałam w jego oku podczas pojedynku to raczej nie psychopatyczna nienawiść, ale męska satysfakcja z zadania ciosu nie do odparowania wobec przeciwnika, który zwiódł kobietę nie tylko niewinną, ale i przez Brandona ukochaną. Jakby nie było- Brandon w filmie dał mu pole manewru wobec Marianny i wycofał się widząc, że Marianna woli Willoughbiego. Pytał go zresztą o zamiary wobec dziewczęcia, a ten odrzekł iż są uczciwe. Wszyscy wiemy co to oznacza.
Nie widzę też tyrana, ale osobę opiekuńczą. Kto był przy niej na balu gdy Willoughby ją zignorował i źle potraktował, to właśnie Brandon ją podtrzymuje. A potem w pojedynku broni jej honoru. Tak więc ma wszelkie powody nie tylko by mieć błysk satysfakcji, że pokonał przeciwnika, ale ma też prawo do bycia wściekłym na niego. Jak już pisałam - brakuje tylko sceny z rękawicą, którą Brandon daje Wilougbuemu po twarzy i żąda satysfakcji. A swoją drogą szkodą, że nie ma sceny w której Brandon wzywa go na pojedynek :mysle:
Jak dla mnie doskonale zagrał mężczyznę nie tylko zakochanego, ale i troszczącego się o kobietę na której mu zależy. Marianna w końcu nie była wojującą feministką, której takie przejawy przeszkadzałby :roll: Jej nie przeszkadzała jego troska, tylko sama osoba Brandona na początku. No i początkowo różnica wieku chyba
RaczejRozwazna napisał/a:
Jak Marianna go po jakimś czasie, czymś zdenerwuje,

myślę, że nie wyzwie jej jednak na pojedynek :wink:

JoannaS - Czw 23 Paź, 2008 14:22

Pojedynek jest jak najbardziej uzasadniony. Pan W. powinien się cieszyć, że uszedł z życiem, bo zachował się wobec dwóch kochających go młodych kobiet obrzydliwie.
Brandon zachował się po prostu tak, jak powinien.

RaczejRozwazna - Czw 23 Paź, 2008 14:40

Pojedynek uzasadniony, ale tej zaciętości w twarzy nie mogę Brandonowi darować, bo to wypływa jakby nie z sytuacji, ale z charakteru (intuicja, znowu intuicja!). Mimo iż rozumiem wszystkie wasze argumenty. Ale ponieważ ja nie mam na razie logicznych argumentów, to zmykam, podkuliwszy ogon :wink: (i kto kogo bije w tym wątku :roll: ...)
Gosia - Czw 23 Paź, 2008 17:32

Mnie oczywiscie Morrisey kojarzy sie z psychopatycznym nauczycielem z "Our Mutual Friend"czyli "Nasz wspolny przyjaciel" (polskie DVD do kupienia!), i takze uwazam, ze w scenie pojedynku ma niebezpieczną zacietosc w oczach, ale jednak akceptuję go jako Brandona.
achata - Czw 23 Paź, 2008 17:50

A ja doskonale rozumiem obawy RaczejRozważnej, ale dla spokojnej satysfakcji z finału jestem w stanie je zignorować. W paru scenach po Brandonie naprawdę widać dobroć i łagodność tym dziwniej te sceny kontrastują z zaciętością i nawet wręcz złością, którą widać np. w scenie pojedynku. Taki brak zrównoważenia ducha istotnie niepokoi.
Sofijufka - Czw 23 Paź, 2008 17:57

dziewczyny, jaki brak zrównoważenia?! Gdyby był psychopatą, to by W. zabił, a przynajmniej mocno uszkodził! W końcu jest doświadczonym zołnierzem, i to z czasów, gdy walczyło się na szpady/szable, więc wie, jak to się robi i taki znowu wrażliwy nie jest.
To, że go nienawidzi i wszystko sie w nim gotuje na jego widok, to zrozumiałe. A mimo to ograniczył się tylko do dania mu nauczki - utarcia nosa, że tak powiem...

nicol81 - Czw 23 Paź, 2008 19:03

Właśnie- Sofi słusznie prawi- nic nie świadczy lepiej o jego zrównoważeniu niż darowanie komuś, kogo się nienawidzi a ma w sojej mocy...
Gosia napisał/a:
Mnie oczywiscie Morrisey kojarzy sie z psychopatycznym nauczycielem z "Our Mutual Friend"czyli "Nasz wspolny przyjaciel" (polskie DVD do kupienia!), i takze uwazam, ze w scenie pojedynku ma niebezpieczną zacietosc w oczach, ale jednak akceptuję go jako Brandona.

Ja widziałam OMF po RiR, ale nawet teraz mi się nic nie kojarzy...

Alicja - Czw 23 Paź, 2008 19:47

achata napisał/a:
W paru scenach po Brandonie naprawdę widać dobroć i łagodność tym dziwniej te sceny kontrastują z zaciętością i nawet wręcz złością

ale mnie to nie dziwi, powinien mieć w sobie złość, nie jest lalką z plastiku bez uczuć. Postawcie się w jego sytuacji i postarajcie chociaż troche zrozmieć jego uczucia. Mężczyna kochający i oddający właściwie kobietę w ręce, które ma nadzieję zadbają o nią. Nie piszę nawet o uwiedzionej dziewczynie - wychowance. :roll: A Willoughby nie tylko zawiódł,okłamał, oszukał, uwiódł, zignorował i wszystko z tego katalogu anty. Zacgował się tak, że powinien bardzo ucierpieć. Brandon potraktował go łagodnie wręcz.Nie sądzę że to kwestia psychopatycznego charkteru i zgadzam się z Sofi, zachował się jak rasowy wojskowy, który panował na swoim gniewem. W końcu mógł pojedynek zakończyć inaczej. Jaki mężczyzna byłby z Brandona, gdyby przeszedł nad tym do porządku dziennego.

Gosia - Czw 23 Paź, 2008 20:21

Nicol, kojarzyloby Ci się jakbyś obejrzala OMF wczesniej ;)
Ja nie zapomne zgrzytania paznokciami po płycie :confused3:

Sofijufka - Czw 23 Paź, 2008 20:23

ja oglądałam najpierw OMF - też mam dreszcze, jak sobie przypomnę, ale po paru minutach oglądania Brandona w SaS, przestałam widzieć w nim Bradleya Headstone'a...
Admete - Czw 23 Paź, 2008 20:34

Ja mam jak Sofi - nie kojarzy mi się. Dobry aktor zagra wszystko :-) Taki Damian Lewis - romantyczny kochanek, chory psychicznie, bohaterski żołnierz, niekonwencjonalny policjant - wszystkie role bardzo dobre. Aktor grający Brandona i nauczyciela w OMF jest dobry w obu rolach.
Gosia - Czw 23 Paź, 2008 20:36

Ależ ja tez uwazam, ze byl dobry jako Brandon i go wolę od Rickmana w tej roli, ale i tak mam skojarzenia z Headstonem. ;)
Fibula - Czw 23 Paź, 2008 22:28

Właśnie uprzytomniłam sobie, że nie rozpoznałam go w "Rozgrywkach" (6-odcinkowy serial, Morrisey gra pierwszoplanową rolę), które oglądałam z zapartym tchem kilka dni temu :mysle: .
Trzykrotka - Pią 24 Paź, 2008 16:48

Gdyby dopisano mu taką scenę, jak wejście Rickmana w tamtej RiR! Dla mnie ta scena była równą wymianie spojrzeń w salonie w Pemberley przez Colina i Jennifer. Ta absolutnie oszołomiona, zachwycona, przejęta twarz Brandona na widok grającej Marianne - to było genialnie zagrane i pokazane. Wolę Rickmana, ale obecny Brandon jest bardzo dobry. W ogóle - mimo pewnych zastrzeżeń - ten serial jest piękny.
agne - Pią 24 Paź, 2008 18:35

Trzykrotka napisał/a:
W ogóle - mimo pewnych zastrzeżeń - ten serial jest piękny.


I z tym się w pełni zgodzę tylko chciałybyśmy (a przynajmniej ja) porywających ekranizacji i bez zastrzeżeń a w większości coś się nam nie podoba i może dobrze... byłoby nudno i za pięknie.
A wracając do Brandona jako "poskramiacza" skojarzyło mi się to z Zaklinaczem koni (z Clintem Eastwoodem). Eleonora tak pięknie mówi, że cierpliwością, wytrwałością i łagodnością zaklinacze pozyskują zaufanie u koni i dlatego 9 na 10 pójdzie za nim. Chyba jakoś tak... no i właśnie bardzo mi się ta scena podobała.

nicol81 - Pią 24 Paź, 2008 22:04

agne napisał/a:
Eleonora tak pięknie mówi, że cierpliwością, wytrwałością i łagodnością zaklinacze pozyskują zaufanie u koni i dlatego 9 na 10 pójdzie za nim.

No włąśnie- dlatego zupełnie nie rozumiem, gdzie tu tyran... :confused3:
Trzykrotka napisał/a:
Gdyby dopisano mu taką scenę, jak wejście Rickmana w tamtej RiR! (...) Ta absolutnie oszołomiona, zachwycona, przejęta twarz Brandona na widok grającej Marianne - to było genialnie zagrane i pokazane.

Było piękne zagrane- ale cieszę się, że w tym serialu tego nie powtórzyli, bo to kopia by była. Tu nie ma nagłego oszołomienia, raczej stopniowe budowanie- a to inny rodzaj piękna...

Trzykrotka - Pią 24 Paź, 2008 22:32

Racja. Ale miałam na myśli, ze dzięki takim scenom - perłom - zapamiętuje się dzieło filmowe.
RaczejRozwazna - Sob 25 Paź, 2008 16:45

nicol81 napisał/a:
No włąśnie- dlatego zupełnie nie rozumiem, gdzie tu tyran... :confused3:


ja tylko napisałam, że widzę zadatkina tyrana, jeżeli byłyby sprzyjające ku temu okoliczności i jeśliby przestał nad sobą panować. A poskramiaczy ludzi niestety nie trawię...

*no i znowu się doigrałam*

Alicja - Sob 25 Paź, 2008 19:29

RaczejRozwazna napisał/a:
A poskramiaczy ludzi niestety nie trawię...

każdy ma prawo lubić Brandona, którego chce i to jest najważniejsze, także wcale się nie doigrałaś :-D :kwiatki_wyciaga:
kłopot mój w tym,że ja naprawdę nie dostrzegam w którym momencie ten Brandon ma zadatki na poskramiacza ludzi. W tym, że z dobrocią traktował Margaret ? że o nią dbał, starał się o nią i bronił honoru? Myślę, że to tylko subiektywny odbiór gry aktorskiej. Jeśli ktoś chce coś dostrzec w oczach, to dostrzeże to choćby nic nie było :wink: Uważam, że jest zwykłym , ale zakochanym mężczyzną, który robi co do niego należy. Mam nadzieję, że mój mężczyzna też się tak zachowa, jeśli zajdzie potrzeba. Dam się nawet styranizować :wink: :mrgreen:

RaczejRozwazna - Pon 27 Paź, 2008 14:42

[quote="Alicja każdy ma prawo lubić Brandona, którego chce i to jest najważniejsze, także wcale się nie doigrałaś :-D :kwiatki_wyciaga: [/quote]

o, to dzięki :kwiatek: :wink:

Trochę się zastanawiałm nad tą kwestią poskramiania/oswajania kogoś. I otóż stwierdzam, że po prostu nie lubię KOGOŚ oswajac, natomiast rozumiem i pochwalam jak KTOŚ się z czymś oswaja. Podam przykład z życia. Często zdarzało mi się oswajać bezpańskie koty. I choć wiedziałam, że w końcu będą zadowolone, to zawsze miałam taki ścisk serca. Bo daję im jeść i chcę, żeby podeszły, wykorzystuję ich głód, poskramiam jakoś ich dzikość... Hm, po prostu nie karmię ich całkiem bezintereswanie. Właśnie w oswajaniu czai się ten brak bezinteresowności, bo "ja chcę", a dopiero później jest "Ty". W zachowaniu Brandona coś troszkę takiego widzę... Pewną róznicę z zachowaniem Brandona Alana. Bo Brandon Rickman nie oswajał Marianny, on po prostu chciał przy niej być, nie robił zadnych "podchodów", to wszystko było proste i całkiem przejrzyste... a w tej wersji już miałam pewne wątpliowści.

Oczywiście to wszystko jest bardzo subtelne i trudne do zwerbalizowania, ale mam nadzieję, że rozumiecie co plotę...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group