North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Tuśka - Śro 08 Sie, 2007 07:49
O moim pierwszym spotkaniu z "N & S" zadecydował przypadek (buszowanie po youtube w poszukiwaniu nowych piosenek ulubionego wokalisty) jak się wkrótce okazało brzemienny w skutki nadal odczuwalne nie tylko dla mnie. Po okolo 2 tygodniach (zaprzyjaźniona Marta niemal stanęła na głowie żeby szybko zdobyć ten film) zasiadłam wieczorową porą do pierwszego odcinka obiecując sobie, że obejrzę tylko jeden i ...wyłączyłam komputer na napisach końcowych 4 odcinka. Rankiem w pracy wymieniłyśmy wrażenia ze wspomnianą Martą (zaliczyła podobny maraton filmowy dzień wcześniej) dochodząc na wstępie do 2 wniosków:
- film spodobał nam się bardziej niż tego oczekiwałyśmy (momentami wręcz zauroczył)
- aktor odtwarzający główną rolę (wówczas zupełnie nam nieznany, obecnie pieszczotliwie nazywany "Rysiem") wydał nam się łudząco podobny do jednego (co ja mówię dwóch a nawet trzech - mając na uwadze niezwykły głos) z naszych filmowych ulubieńców
Jednym słowem obie znalazłyśmy się w stanie pełnego oczarowania "N & S". A oto kilka powodów tego stanu:
- nastrojowa muzyka (na nią zawsze zwracam uwagę w pierwszej kolejności gdyż mam lekkiego fioła na punkcie muzyki filmowej)
- piękne zdjęcia - zaskakujące zderzenie początkowych scen na wsi rozświetlonej słońcem i obsypanej kwieciem z szaroburą, zadymioną, zakurzoną i ponurą rzeczywistością miasta
- w dotąd oglądanych filmach z tego gatunku powyższa bajkowa sielskość pozostawała do końca niemal w stanie nienaruszonym - stąd naszym zdaniem niepowtarzalność klimatu dodatkowo wzmocnionego przez kostiumy i dekoracje
- świetna gra odtworców niemal wszystkich postaci nie tylko dwójki głównych bohaterów (szczególnie zachwyciła nas rola matki Johna)
- wiele wzruszających scen (wzruszać lubimy się nade wszystko ) a wśród nich te do których chciałoby się wracać bez końca
I wraca się - w naszym przypadku po raz czwarty, może nawet piąty. Pierwsze 2 powroty dotyczyły wersji orginalnej ale "prezent" w postaci polskich napisów jeszcze nasilił chęć powrotów.
Oczywiście nie obyło się bez porównań z serialem "Duma i uprzedzenie", który spowodował, że Pan Darcy na długo stał się naszym filmowym ulubieńcem. Cóż historia lubi się powtarzać, więc nic dziwnego w tym, że od pewnego czasu i John Thorton gości w naszych sercach.
Tuśka - Pią 10 Sie, 2007 09:44
Pewnie już wszystkie widziałyście video "The color of roses", które mnie kompletnie zauroczyło a ta śliczna piosenka powoduje, że za każdym razem gdy je oglądam łezka kręci mi się w oku.
http://www.foolishpassion...piccadilly.html
Chciałabym wiedzieć czy jest tu jeszcze jakaś tak niepoprawna romantyczka jak ja?
rain drop - Nie 12 Sie, 2007 08:17
Po waszych uwagach przyglądnęłam się dokładnie uzębieniu Ryśka w N&S.
Jakie to szczęście, że protetycy i ortodonci są na tym świecie!
Przecież to była zgroza. Teraz rozumiem czemu tak rzadko się tam uśmiechał
Wraz z poprawą uzębienia Rysio zaczął się rozpływać w uśmiechach.
M.
Alison - Nie 12 Sie, 2007 16:31
Poważnie zrobił sobie coś z zębami?!
Właściwie to nie wiem co mnie tak śmieszy, ale Rysiek z aparatem Jakie to romantyczne
Harry_the_Cat - Nie 12 Sie, 2007 16:33
Nie wiem dokładnie co, ale są bieluśkie i równiuteńkie.
Alison - Nie 12 Sie, 2007 16:42
No fakt, że te południowo-północne usmiechy byly jakies takie zakonspirowane mocno, a w VoD to juz swiecil jak Bill Clinton. Och postęp w stomatologii, iluż mu fanek przysporzył
Harry_the_Cat - Nie 12 Sie, 2007 16:44
Ogólnie, z tego, co się orientuję, fanki wolały go z krzywymi zębami
Alison - Nie 12 Sie, 2007 16:58
| Harry_the_Cat napisał/a: | Ogólnie, z tego, co się orientuję, fanki wolały go z krzywymi zębami |
Doprawdyż? Niezbadane są drogi, zakamarki, zaułki i zawijasy uczuć niewieścich
Harry_the_Cat - Pią 24 Sie, 2007 21:01
Dawno dawno temu dałam kuzynce do obejrzenia N&S.... I nic...
Ostatnio, jak u nas była w tle leciała muzyka z N&S - spodobała sie, więc kuzynka zainteresowała się całą produkcją...
Obejrzała wczoraj - miała zamiar obejrzeć tylko jeden odcinek, ale obejrzała całość (nikogo to nie dziwi, nie?).
Dziś dostałam maila z pytaniem czy mam cos jeszcze w tym stylu Jak to mówią Amerykanie - "Is the Pope Catholic?"
Admete - Sob 25 Sie, 2007 01:06
Nie ma to jak nawracanie nowych wielbicielek N&S. Może teraz kuzynka wkroczy na drogę, która poprowadzi ją prosto do innych kostiumowych seriali i filmów
MiMi - Nie 09 Wrz, 2007 19:51
Obejrzałam serial N&S. Uwielbiam go! Miałam obejrzeć tylko jeden odcinek, bo następnego dnia miałam na 7 do szkoły, ale obejrzałam 3. Czwarty dopiero następnego dnia, bo musiałam iść spać. Strasznie mi się serial podobał! Thorton jest cudowny. A ten uśmiech na jego twarzy, gdy mówi: He was her brother, jest prześliczny! Jak tylko będę miała możliwość, to pokazuję go mojej przyjaciółce, która już uwielbia JA, a teraz obie pewnie zabierzemy się za Elizabeth Gaskel.
Gosia - Nie 09 Wrz, 2007 21:19
Witamy w klubie (milosnikow N&S i Thorntona)
Ja tam sie od jakiegos czasu zastanawiam czy sobie znowu nie zrobic seansu
BeeMeR - Czw 13 Wrz, 2007 23:41
Ja to się w takich przypadkach nie zastanawiam - tylko robię sobie seans
Chociażby tylko słuchowy, jeśli mam dużo pracy a ochotę na N&S
asiek - Sob 15 Wrz, 2007 23:37
Po dłuuugiej nieobecności wpadłam do Milton.
To była wzruszająca wizyta / tu przydałaby się emotka Mariji- z łezką w oku i chustką przy nosie /. Mimo, iż znam film na pamięć, to przyznam, że nadal oglądam go z duuużą przyjemnością. Nawet demoniczna pani Thortnon przestała mnie denerwować /prawie /. Oczywiście musiałam kilkakrotnie sprawdzić, czy peron na wiadomiej stacji, jest w dobrym stanie technicznym / wiadomo bezpieczeństwo pasażerów najważniejsze /.
Finałowa scena nadal zwala z nóg...
Ps. Pożyczyłam film koleżance, z niecierpliwością czekam na jej wrażenia.
Admete - Czw 20 Wrz, 2007 16:11
Przypomniałam sobie niedawno N&S. Jak to dobrze znów spotkac się ze starymi znajomymi w Milton nadal ciarki mnie przechodzą w scenie pożegnania z Margaret. Powóz odjeżdża, śnieg pada, Thornthon stoi na schodach z tą desperacją w oczach i jak w transie powtarza "Obejrzyj się, spojrzyj na mnie"
Adija - Pią 21 Wrz, 2007 08:46
Och, wczoraj obejrzałam N&S.
Niesamowity film. Nie czytałam książki, ale wiedząc że BBC wiernie adaptuje powieści, przypuszczam że i tutaj też tak postąpili.
Wyśmienita charakterystyka ludzi, pokazana na wielu płaszczyznach. Wiele tematów jest poruszonych. No i w to wszystko wplątana jest miłość dwóch ludzi z silnym charakterem, pochodzących z dwóch zupełnie innych światów, wychowanych w inny sposób.
Bardzo podobała mi się relacja pomiędzy matką a synem - Thortonami.
Aktorzy zagrali mistrzowsko. A Richard jest po prostu stworzony do tej roli.
Pierwsza scena w fabryce, gdy on ściga Stephsona (chyba tak się nazywał) i bije go, krzyczy jest wstrząsająca. Zresztą wiele jest takich scen w filmie.
Ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem. I dziekuje Wam, że tym forum zachęciłyście mnie do N&S.
Nesia - Sob 03 Lis, 2007 16:42 Temat postu: Moje (niepełne) wrażenia. Z przyjemnością czytam Wasze komentarze po obejrzeniu serialu i, co tu dużo mówić, zazdroszczę tych emocji, bo znam N&S jedynie z fragmentów umieszczonych na YouTube. Uwagę zwraca nie tylko świetna gra aktorów, ale też przyciągają oko kostiumy, wyposażenie wnętrz (ekipa wykonała tu solidną robotę) oraz krajobrazy, szczególnie dobrze oddana dość przygnębiająca atmosfera przemysłowego miasta (hałas, brud, dym nad miastem). Zwróciłam akurat na to uwagę, bo pochodzę z miasta o tradycjach podobnych jak pokazane w Milton (p. włókienniczy - ale z naciskiem na produkcję wełny, a nie bawełny, jak w fabryce JT). Zachowały się u nas jeszcze hale fabryczne z XIX w., ale jest ich coraz mniej, bo barbarzyńskie władze mojego miasta pozwalają na ich wyburzanie, by zrobić miejsce na centra handlowe. Serce mi się kraje, gdy to widzę. Sorry, trochę za długa ta dygresja, ale cóż robić - skrzywienie zawodowe.
Loana - Wto 06 Lis, 2007 16:07
No! Nareszcie!!! Udało mi się przeczytać do końca cały temat i teraz mogę zacząć go komentować.
Obejrzałam w końcu (w końcu, bo płyty miałam już w czerwcu tego roku ) serial N&S i stałam się jego fanką . Serial naprawdę przyniósł mi wiele emocji i mam zamiar do niego wrócić niedługo. Zwłaszcza, że oglądałam go w sumie przez trzy dni, w przerwach ogłupiając się „Martwicą Mózgu” i innymi podobnymi odmóżdżaczami (miałam akurat dwie nocki pod rząd i nie dano mi się skupić na serialu, więc wolałam poczekać na wolną chwilę).
Na początku chciałam podziękować boskiej AINE za to, że dała mi możliwość obejrzenia tego serialu oraz boskiej ALISON za to, że mogłam ten serial obejrzeć ze zrozumieniem – DZIĘKUJĘ WAM BARDZO!
A teraz moje pierwsze wrażenia . Lekki słowotok, ale mam nadzieję, że będzie zrozumiały. I duzo tego, jakos tak sie rozpisalam...
Po pierwszej części i fragmencie drugiej: Thonton spoko, chociaż lepiej wygląda z profilu. Co za dziwne poglądy wygnały pastora z jego domu? Bo „10 lat młodszy biskup” kazał mu się jeszcze raz określić??? [przy okazji dziękuję Elbereth, która ze mną oglądała pierwszy odcinek, za wytłumaczenie kilku kwestii] A żona to co? Egzotyczna roślina? I czy główna bohaterka cierpi na astmę czy cuś – dlaczego często nie zamyka ust??? Zaraz, zaraz, kogo ona mi przypomina? Aaaaa, Angelinę Jolie... hmmm, to chyba nie ten film . Ale dziwnie jakoś wygląda... jak boginia??? (pan Bell tak ją nazwał) – gdzie? w którym miejscu?! I ile ona może mieć lat??? [komentarz mojego męża – czy ona ma pod 40stkę? tak staro wygląda O_O] A co do akcji – gdzie Thornton zamontował te filtry w fabryce, jak mu ta bawełna ciągle w powietrzu fruwała? ... ogólnie mówiąc po pierwszym seansie poszłam do męża podyskutować sobie o problemach industrialnych i strajkach. Chyba na początku najbardziej poruszyły mnie problemy społeczne, a nie główni bohaterowie. Podobało mi się, że Margaret też zainteresowała się biednymi ludźmi i chciała im pomagać. Trochę nie potrafiłam określić statusu rodziny Higginsa – z jednej strony żyli w dzielnicy biedy, w małym mieszkaniu (?), a z drugiej strony mieli całkiem ładne filiżanki. Bardzo szkoda było mi Bouchera, nie spodziewałam się, że tak źle skończy, on naprawdę był bardzo zdesperowany przez swoją sytuację rodzinną.
Po całym drugim odcinku i połowie trzeciego: jejku, ale on ją kocha (wzniosły duch w piersiach czuję). Biedny, naprawdę wszystko sprzeciwiło się przeciwko niemu. Nie odebrałam jej próby uratowania go od strajkujących tak jak on, wydawało mi się, że zrobiła to żeby pomóc wszystkim, nie akurat jemu. Zdziwiłam się, że poszedł się oświadczać, nie miał szans... naprawdę było mi go szkoda. I Margaret też, ponieważ on ją naprawdę doceniał i mógłby pomóc jej rozkwitnąć wyrywając ją z tego domowego marazmu... Pani Hall – co to za żona, że nic nie robi, a na koniec kładzie się chora do łóżka, no dajcie spokój – punkt dla pani Thornton, ta przynajmniej ma energię i nie marudzi na warunki życia, tylko bierze się do roboty. W sumie nawet specjalnie nie przejęłam się, jak pani Hall odeszła, bo ona nie dawała nic, tylko brała i brała, zasmucała wszystkich i ogólnie mówiąc, nie bardzo się nadawała do tego Milton (uważam, że się nie nadawała z powodu głowologii i niczego więcej). Co do tego pijaka Leonardsa, czy jak mu było – jak tylko Dixon na niego wpadła OD RAZU pomyślałam, że oczywiście BĘDZIE MUSIAŁ zobaczyć brata Margaret... i nie myliłam się, a szkoda, myślałam, że może mnie jednak zaskoczą... a Thornton to tam już jak pięść do nosa pasował, spać w nocy nie może, że się po dworcu szwęda???
Aha, i miałam jeden moment autentycznego zdziwienia – jakim cudem ulice w Milton w tamtych czasach były takie RÓWNE I CZYSTE?!?? No po prostu skandal, żyję ileś tam lat później i też bym chciała takie luksusy mieć jak czyste ładne ulice...
Już mi się trochę sceny mieszają, nie pamiętam, co było dokładnie w trzecim odcinku, a co w czwartym...
Po całym trzecim odcinku i czwartym: OGROMNY UŚMIECH na twarzy . Ok, bardzo mi się podobała całość. Nie była taka przesłodzona, żeby mnie zemdlić, chociaż oczywiście pan Bell jako wróżka chrzestna to było takie trochę dziwne... mimo tego oczywiście podziwiam jego ofiarność oraz poświęcenie . Zakończenie trochę skopane IMHO, bo nie lubię scen grupowych w romantycznych momentach, ale dobra, było romantycznie . I przyjemnie . Niestety (lub stety ) nie popłakałam się jak większość fanek... więcej, nie wiem, czemu miałabym płakać? Ja siedziałam na koniec filmu i szczerzyłam zęby jak głupi do sera (do monitora znaczy się ). I byłam bardzo szczęśliwa. I nadal jestem, chociaż powoli zapominam czemu, więc niedługo będę musiała znowu zobaczyć cały serial .
Podsumowując – jestem zachwycona serialem, głównymi bohaterami (zwłaszcza Rysiem-Pysiem oczywiście:)) oraz tymi drugoplanowymi, ciekawym spojrzeniem na świat w tamtych czasach (naprawdę mieli takie czyste ciuchy wtedy???). Już pożyczyłam serial następnym koleżankom, żeby też obejrzały i zachwyciły się. A teraz zaczynam poszukiwania książki, bo MUSZĘ ją przeczytać.
Gosia - Wto 06 Lis, 2007 17:45
Dzieki za wrazenia, obszerne. Takie lubimy.
O tych wszystkich problemach, niejasnosciach itp rzeczach oczywiscie troche dyskutowalysmy, bo tez nie moglysmy sie z nimi do konca pogodzic. Ja na przyklad nie moge sie pogodzic z kurczakami w scenie oswiadczyn, a wlasciwie po
Pani Hall faktycznie bywa denerwujaca, ale to taki typ kobiety - mimozy.
Takze niektore z nas nie do konca byly zachwycone Daniela w roli Margaret (choc to nasza na poly rodaczka), ale uznalysmy ze w sumie razem swietnie im sie gralo i chemia byla. Rys w roli Thorntona jest ooczywiscie bez dyskusji
Natomiast jak sobie przypomne jak ogladalam scene peronowa, to przez pare ladnych razy nie moglam sie powstrzymac od lzy w oku, winny temu na pewno procz samej sytuacji byl przejmujacy motyw muzyczny, ktory te lzy wyciskal.
Ciesze sie ze grono fanow N&S stale wzrasta
asiek - Wto 06 Lis, 2007 19:15
Jak to miło wrócić do Milton i poczytać o pierwszych / i nie tylko... /wrażeniach z filmu.
Przyznam, że mnie i dzisiaj wzrusza zakończenie historii. Zgadzam się z Gosią, że w dużej mierze jest to zasługa wspaniałej muzyki.
Harry_the_Cat - Wto 06 Lis, 2007 19:15
Ja wczoraj oglądałam scenę peronową w towarzystwie koleżanki z UK (którą poznałam dzięki, jakby nie było, Thorntonowi ) i naszych męzów. Obawiam się, że ta scena juz nigdy nie będzie taka sama... Wiecie, że tam jest taka pani w brązowym płaszczu/ sukni, co to łazi po tym peronie w tą i z powrotem? W sumie widac ją chyba 11 razy.... A potem i tak spóźnia się na pociąg...
EDIT: muzyka jest cudna. Uwielbia ja nawet małżonek
Gosia - Wto 06 Lis, 2007 19:21
Tej pani nie zauwazylam, ale to zabawne, musze sie przyjrzec. Ja natomiast slysze w pewnym momencie w scenie peronowej krzyk: Rysiek!!!!
EDIT: To prawda! Harry, dlaczego mi o tym powiedzialas?? Teraz bede ciagle widziec tę kobiete
Ona strasznie sie kreci po tym peronie... W te i z powrotem, w te i z powrotem.
Harry_the_Cat - Wto 06 Lis, 2007 19:36
| Gosia napisał/a: | EDIT: To prawda! Harry, dlaczego mi o tym powiedzialas?? Teraz bede ciagle widziec tę kobiete
Ona strasznie sie kreci po tym peronie... W te i z powrotem, w te i z powrotem. |
No wiesz, nie mogę się tak sama udręczać... Mogliby jej inną kieckę założyć, nie? Gdyby była na czarno to by się tak nie rzucała w oczy....
EDIT: wklejam linka do YT, jakby ktoś chciał sprawdzić
Gosia - Wto 06 Lis, 2007 19:39
Nie wiem, moze by sie nie rzucala, choc tak w sumie nie tak duzo tych osob sie kreci, ale czemu ta kobieta jest caly czas na ekranie? Po prostu z niego nie schodzi .... miota sie caly czas po tym peronie. Czyzby zamowili tylko jedna suknie z epoki? Ale panowie z kapeluszami są chyba tylko na koncu?
Harry_the_Cat - Wto 06 Lis, 2007 19:42
Wiesz, ale panowie w kapeluszach to zawsze wyglądają podobnie... A ten beż/brąz to tam jest tylko jeden...
|
|
|