To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)

nicol81 - Nie 19 Paź, 2008 19:55

Hugh że tak powiem popadł w drugą skrajność :roll:
Ja też lubię tego Edwarda, ale wolałabym, żeby był bardziej kanoniczny :( Nieśmiali bohaterowie są ostatnio poddawani grubemu retuszowi- patrz Fanny. I to przykre.

Alicja - Pon 20 Paź, 2008 07:17

powiedziłabym nawet, że Hugh nie tylko popadł w drugą skarajność, ale on tam już jest :-D tylko czekałam kiedy się potknie :roll: niestety
nicol81 napisał/a:
i to ona powinna dostać punkt kulminacyjny filmu.
kury chyba nie miały być kulminacją?
nicol81 - Pon 20 Paź, 2008 10:09

Nie kury- a przyjazd i oświadczyny Edwarda. Dlatego wątek Marianny trzeba albo wcześniej rozwiązać, albo połowicznie- jak w filmie i poprzednim serialu.
Hugh chyba miał wrażenie, że gra w komedii :?

Alicja - Pon 20 Paź, 2008 13:54

nicol81 napisał/a:
Hugh chyba miał wrażenie, że gra w komedii

niestety :roll:
w każdym razie jestem mile zaskoczona, bo gdy obejrzę jakiś film - ekranizację , to potem rzutuje on na każdą kolejną ekranizację tej powieści i jest do niej odnośnikiem, nie tylko książka,niestety. Tym razem film nowszy jest dla mnie może nie tyle, że lepszy, ale bardzo dobry i inny.

nicol81 - Pon 20 Paź, 2008 14:52

Hmmm, na pewno poprzednio obejrzane adaptacje są pewnym odnośnikiem- ale według mnie to może działać w obie strony- braki w poprzednio obejrzanych filmach mogą nastrajać pozytywniej do następnych. Np. gdybym nie widziała wersji Rozedmy, krytyczniej oceniłabym MP 2007 :?
Tamara - Pon 20 Paź, 2008 19:15

Ale Edward w książce rzeczywiście był ofermowaty - a to nie mógł wykrztusić słowa , a to mówił nie na temat , a to coś zepsuł mimochodem , a to wyszedł nie powiedziawszy ani słowa :roll:
agne - Pon 20 Paź, 2008 19:36

Gosia napisał/a:
Aktorsko jest tu bardzo okay - akceptuje wszystkich, poza Pekińczykiem :roll: (dla niedomyślnych - to Willoughby)


Moja młodsza siostra nazwała go Colaborem czyżby jej się skojarzył z bohaterem dobranocki ze słodkiego dzieciństwa. Na pierwszy rzut oka przyznałam jej racje i potem inaczej już na niego nie mogłam spojrzeć :mysle: a i tak od początku wystarczająco mi się nie podobał. Ale ogólnie ekranizacja fajna tylko jakoś "motylków" mi było brak. Scena z dywanem świetna a i kilka innych perełek też się znajdzie. Może i w zwiedzaniu domu ciotki Willoughbiego miałoby w sobie magię gdyby nie Colabor.

nicol81 - Pon 20 Paź, 2008 19:52

Tamara napisał/a:
Ale Edward w książce rzeczywiście był ofermowaty - a to nie mógł wykrztusić słowa , a to mówił nie na temat , a to coś zepsuł mimochodem , a to wyszedł nie powiedziawszy ani słowa

Zepsuł? Pochewkę kroił, jak przyjechał do Barton, ale to chyba przejęcie, a nie niezdarność...Resztę to właśnie na nieśmiałość i niepewność składam.
agne napisał/a:
Ale ogólnie ekranizacja fajna tylko jakoś "motylków" mi było brak. Scena z dywanem świetna a i kilka innych perełek też się znajdzie. Może i w zwiedzaniu domu ciotki Willoughbiego miałoby w sobie magię gdyby nie Colabor.

No ale nie miało być magii, tylko pokaz niewłaściwego zachowania... Chociaż więcej motylków poslubnych, zwłaszcza w kwestii Marianny i Brandona to proszę :serduszkate:

Alicja - Wto 21 Paź, 2008 06:56

nicol81 napisał/a:
Chociaż więcej motylków poslubnych, zwłaszcza w kwestii Marianny i Brandona to proszę

właśnie, gdy obejrzałam scenę z graniem w bibliotece, a potem sokołem, pomyślałam: jak już tak zaszaleli, to zobaczymy jakiś uścisk lub pocałunek, a tu nic. Dobrze chociaż, że na rękach ją nosił :-D

anika - Wto 21 Paź, 2008 09:40

Alicja napisał/a:
że na rękach ją nosił

i to jest romantyzm!!!
Były motylki, przynajmniej u mnie. Było kilka spojrzeń (znaczacych) dotyków dłoni (bardzo pomocnej czasami). Według mnie w tych niedopowiedzeniach są motylki.
Nie mogło byc "kawa na ławę". Więcej wyobraźni kochane damy.
Idę obejrzec po raz kolejny. :wink:

Gosia - Wto 21 Paź, 2008 12:35

Ja za pierwszym razem byłam rozczarowana brakiem w zakończeniu jakiegoś czulszego gestu w parze Marianna-Brandon, dobrze ze chociaz nosił ją na rękach.
nicol81 - Wto 21 Paź, 2008 14:12

Ja nie twierdzę, że nie było motylków :serduszkate: , ale mogły być jeszcze :mrgreen: Edwinor mieli niezgodny z konwenansami pocałunek, to Brandiannie można by dopisać trochę małżeńskich słodyczy ponad noszenie na rękach :serce:
W ogóle, wolałabym żeby były 4 odcinki, jak proponowano początkowo Daviesowi

primavera - Wto 21 Paź, 2008 16:55

nicol81 napisał/a:
Ja nie twierdzę, że nie było motylków :serduszkate: , ale mogły być jeszcze :mrgreen: Edwinor mieli niezgodny z konwenansami pocałunek


powiedziałabym nawet że ten pocałunek jest bardzo śmiały jak na standardy BBC ;)

nicol81 - Wto 21 Paź, 2008 17:45

W "Perswazjach" i N&S były nawet publiczne pocałunki- a Brandon i Marianna nie dostali nawet małżeńskiego :cry2:
Alicja - Wto 21 Paź, 2008 17:55

oooo, takiego pocałunku jak w N&S dawno nie było i długo nie będzie :serduszkate:
prosze o zrozumienie właściwe - ja naprawdę lubię ten film. Włącznie z kurami ( gdzie nie lubiłam wieprzka w DiU) :mrgreen:

Wyobraźnię uruchamiam gdy czytam książę, ale podczas filmu wolę sceny oglądane, takie jak np.muśnięcie ręki Płk. Brandona przez Mariannę gdy leżała złożona chorobą w łóżku, ciarki miałam raczej wtedy. Bardziej niż podczas pocałunku Edwinorów :mrgreen: Zapomniałam, że ciarki miałam nawet podczas pojedynku Brandon-Willoughby, a zwłaszcza jego końcówka. Brakowało tylko rękawicą po twarzy :roll:

RaczejRozwazna - Wto 21 Paź, 2008 18:38

A dla mnie jednak tych motylków było za mało. I dodatkowo jestem z tych, których nie przekonuje nowy Brandon. On coś takiego niedobrego ma w oczach... wyobrażałabym go sobie w roli psychopaty (zresztą kiedyś była tu o tym mowa w wątku). Poza tym jego "oswajanie" Marianny kojarzy mi się z ujeżdzaniem dzikiego konia - takie powolne zawładanie tą drugą osobą. Od razu budzi to we mnie, wolnym ptaku, dziki bunt. Mojej milosci do Alana jako Brandona nic na razie nie zagraża.
Alicja - Wto 21 Paź, 2008 19:17

o psychopatycznym wrażeniu już czytałam, na moje szczęście nie oglądałam go w innym filmie i nie rzutuje to na moje wrażenia. Za to Brandon z wersji95 źle mi wygląda ( pisałam przecież, że oberwę :roll: ), nie tylko sporo starszy, ale zwyczajnie stary i zgorzkniały. Do wyglądu pułkownika, jak pisałam powyżej, mu daleko nie ta postawa i nie ten styl. Ponadto wypada bardzo ponury - w porównaniu oczywiście, bo samego aktora lubię.
Uciekać?

Gosia - Wto 21 Paź, 2008 19:50

Ta scena, w ktorej Marianna kladzie swoją reke na dloni Brandona jest naprawdę ładna. On patrzy na to taki zaskoczony i ucieszony - dotąd chyba nie widział dla siebie szansy, a to był przelom. A potem ona jakby uspokojona, zasypia. Ładna scena.
Anonymous - Wto 21 Paź, 2008 20:06

Bardzo, bardzo lubię tą scenę. I tuż wcześniej gdy Brandon chce pomóc ją rozbierać, a wycofuje się taki speszony... :ops1:
Alicja - Wto 21 Paź, 2008 20:12

właśnie, zapomniałam o tej scenie, też była wzruszająca :serce:
nicol81 - Wto 21 Paź, 2008 21:32

RaczejRozwazna napisał/a:
Poza tym jego "oswajanie" Marianny kojarzy mi się z ujeżdzaniem dzikiego konia - takie powolne zawładanie tą drugą osobą.

Ale to Eleonora mówiła o tym "oswajaniu"- Brandon nigdy nie użył tego pojęcia. On dawał jej czas i wolność, by się zdecydowała- nie naciskał. Gdzie tu zawładanie?

Caitriona - Wto 21 Paź, 2008 22:12

Gosia napisał/a:
Ta scena, w ktorej Marianna kladzie swoją reke na dloni Brandona jest naprawdę ładna. On patrzy na to taki zaskoczony i ucieszony - dotąd chyba nie widział dla siebie szansy, a to był przelom. A potem ona jakby uspokojona, zasypia. Ładna scena.

Mimo że za tym płk Brandonem nie przepadam ta scena mi sie bardzo podoba. Jest taka ładna i delikatna.

RaczejRozwazna - Śro 22 Paź, 2008 14:32

nicol81 napisał/a:
RaczejRozwazna napisał/a:
Poza tym jego "oswajanie" Marianny kojarzy mi się z ujeżdzaniem dzikiego konia - takie powolne zawładanie tą drugą osobą.

Ale to Eleonora mówiła o tym "oswajaniu"- Brandon nigdy nie użył tego pojęcia. On dawał jej czas i wolność, by się zdecydowała- nie naciskał. Gdzie tu zawładanie?


Nie trzeba mówic, żeby było coś widac... Takie odbierałam wrażenie, ale to moje subiektywne wrażenie. Aha, i tego filmu z psychopatą granym przez tego aktora nie widziałam. Jakoś zaobserwowałam ten "dziwny błysk" w jego oczach podczas seansu S&S.

Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 14:59

no jest niebezpieczny, ale panuje nad tym, a Mariannie potrzeba właśnie takiej stalowej dłoni w aksamitnej rękawiczce...
RaczejRozwazna - Śro 22 Paź, 2008 16:11

A jak przestanie panowac? Jak Marianna go po jakimś czasie, czymś zdenerwuje, a pierwsze zauroczenie minie? O, nie, dziękuję... ten Brandon ma zadatki na tyrana rodzinnego, wolałabym stokroc filmowego Edwarda i kury niż noszenie na rękach. A w poprzedniej wersji Edward w porównianiu z Brandonem Alana nie miałby nawet odrobiny szansy u mnie :wink: . Melancholijny, głęboki, bez nienawiści, zaciętości, zazdrosci Brandon Rickmana jak dla mnie mógłby byc jeszcze starszy i tak nie zmieniłoby to moich uczuc dla niego :serce:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group