To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Thornton- dziewica?

trifle - Wto 25 Lis, 2008 23:58

Ale tego całowania w rękę to nadal nie mogę zrozumieć :roll:
BeeMeR - Wto 25 Lis, 2008 23:59

Anaru napisał/a:
No nie zauważyłam, żebyś się jakoś broniła :mrgreen:
ba! Przed Thorntonem? :twisted:
Nawet z pełną fachowością trafiłam w początek rzeczonej sceny - a na fotki zawsze miło popatrzeć przed snem :serduszkate:

Anaru - Wto 25 Lis, 2008 23:59

trifle napisał/a:
Ale tego całowania w rękę to nadal nie mogę zrozumieć :roll:

Przypuszczam, że gdyby nie skromność nomen omen dziewicza, to by mu się do ust i w ramiona rzuciła, a tak to się wzięła za część ciała hmmm... nieco zastępczą. :mrgreen:

Anaru - Śro 26 Lis, 2008 00:20

Mag13 napisał/a:
Jakie pitu pitu, toż on patrzył na 15 tysięcy funtów żywej gotówki! Cash, znaczy się! Oczywista, że chciał brać całość, a nie w ratach..... :wink:

No tak, takie banknoty to się przyjemnie cmoka :lol:

Gosia - Śro 26 Lis, 2008 08:01

No dobrze, skoro nie panna sklepowa, to zostaje dom publiczny, a ja takiej wizji mówię: Nie!!!!

Anaru, kiedy ostatnio oglądałam tę scenę, przygotowując się do konkursu, nie mogłam się od niej oderwać - cofałam kilkakrotnie :serduszkate:
Zgadzam się, że Thornton nie patrzy jak dziewic....
I wyraźnie widać jego reakcję na jej słowa (o tej propozycji biznesowej) - to moment, w którym uświadamia sobie, że ona go kocha - kiedy proponuje mu pieniądze na biznes, którym wcześniej gardziła i za sposób prowadzenia którego go wcześniej krytykowała. I nagle oddaje mu wszystkie swoje pieniądze na tą właśnie przędzalnię.
Ech, piękna ta scena :serduszkate:

Alicja - Śro 26 Lis, 2008 09:24

Mag13 napisał/a:
Oczywista, że chciał brać całość, a nie w ratach.....

pewnie, że chciał, widać w spojrzeniu, ale chciał brać Margaret a nie gotówkę :love_shower:
Gosia napisał/a:
Zgadzam się, że Thornton nie patrzy jak dziewic....

:oklaski:
no spójrzcie na to spojrzeniu, nie-dziewic :roll: dobre sobie
przecież on ma w oczach co chciałby z nią zaraz zrobić, gdyby nie tłum ludzi na peronie :mrgreen:

spin_girl - Śro 26 Lis, 2008 19:41

Gosia napisał/a:
No dobrze, skoro nie panna sklepowa, to zostaje dom publiczny, a ja takiej wizji mówię: Nie!!!!

Taka wizja i mnie się średnio podoba, ale chyba niestety jest najbardziej realna....chociaż ja sobie mocno wmówiłam tę wdówkę i tej wersji będę się trzymać!

Ktoś tu pytał, czemu Margaret całuje Johna w rękę na stacji- odpowiadam: a mało miała powodów?! Dopiero po fakcie uświadomiła sobie jaka była dla niego wredna, jak nim poniewierała, ile krzywdy mu wyrządziła! Jest pewna, że on jej nienawidzi, że ledwie o biznesach może z nią ewentualnie porozmawiać a tu on nagle wlepia w nią to zakochane spojrzenie i okazuje się, że mimo tego ile przez nią wycierpiał on nadal ją kocha. Cmoknęła go w rękę z czystej wdzięczności. Gdyby pomyślała, jaki on jest biedny w ogóle: nieszczęśliwie zakochany, bankrut i jeszcze z TAKĄ mamusią, to powinna w ogóle rzucić się na niego ze szlochem. :mrgreen:

Sofijufka - Śro 26 Lis, 2008 20:08

no i żółtą różę na piersi nosił...
Gosia - Śro 26 Lis, 2008 20:34

spin_girl napisał/a:
Jest pewna, że on jej nienawidzi, że ledwie o biznesach może z nią ewentualnie porozmawiać a tu on nagle wlepia w nią to zakochane spojrzenie i okazuje się, że mimo tego ile przez nią wycierpiał on nadal ją kocha.

Och tak! :serduszkate: Sądzę, że jeszcze dodać można do tego fakt, że wziął na siebie odpowiedzialność za rezygnację ze śledztwa, właśnie dlatego, że ją kochał, oraz to, że przyjął Higginsa i z wielu innych powodów.

A propos głównego tematu wątku ;)
Dziś w księgarni oglądałam bardzo interesującą książkę:

„ Intymne życie niegdysiejszej Warszawy” Stanisław Milewski
Uliczne zabawy i rozrywki, jaskinie hazardu, targowiska, tętniące życiem podwórza – autor wspaniale oddaje mentalność ówczesnych warszawiaków, opisując ich perypetie miłosne, rozrywki, w których znajdowali szczególne upodobanie oraz bulwersujące ich wydarzenia. Z pasją zagłębia się też w meandry stołecznego półświatka. Książka ta aż roi się od anegdot i relacji prasowych, sensacja miesza się tu z romansem i skandalem. To naprawdę fascynująca lektura tym bardziej, że towarzyszy jej, jak zwykle w książkach ISKIER – wspaniała oprawa graficzna.
****
Obraz XVIII- i XIX-wiecznej Warszawy, o jakiej nie pisze się w podręcznikach historii, stworzony przez autora na podstawie źródeł z epoki, m.in. czasopism, wspomnień i dzienników. Znajdziemy tu rozrywki tłumów - egzekucje, zoo, cyrk, zabawy uliczne z okazji świąt - i arystokracji - bale i reduty. Jaskinie hazardu, targowiska i tętniące życiem podwórza. Relacje z pożarów, katastrof, wypadków. Miłosne perypetie naszych prababek. Niechciane dzieci, podziemie aborcyjne, stręczycielstwo. Dzieje półświatka prostytutek, utrzymanek, burdelmam i sutenerów. Złodziejski świat, a w nim drzymcarzy, szopenfeldziarzy, mojkarzy oraz walczących z nimi policjantów, czyli gliny.
Wspaniała lektura nie tylko dla mieszkańców Warszawy.

Śliczne rysuneczki towarzyszą tej książce, a jakie w środku ciekawe rozdziały ;)

Admete - Śro 26 Lis, 2008 20:37

Cytat:
Cmoknęła go w rękę z czystej wdzięczności. Gdyby pomyślała, jaki on jest biedny w ogóle: nieszczęśliwie zakochany, bankrut i jeszcze z TAKĄ mamusią, to powinna w ogóle rzucić się na niego ze szlochem.


Jak Oleńka ;-D

nicol81 - Śro 26 Lis, 2008 20:41

"Jaśku, jam ram twoich niegodnam całować" :mrgreen:
spin_girl - Śro 26 Lis, 2008 20:45

nicol81 napisał/a:
"Jaśku, jam ram twoich niegodnam całować" :mrgreen:

Właśnie coś w tym stylu! :mrgreen: Moja spęczniała współczuciem dla biednego JT dusza domaga się aktu skruchy ze strony Margaret!

nicol81 - Śro 26 Lis, 2008 20:47

Moja też się domaga, a jakże :serce:
Tamara - Śro 26 Lis, 2008 21:45

To spojrzenie mówi wyraźnie "moja ci ona jest i już ja wiem , co zrobię" , Anaru - to " pitu pitu o biznesie" to jest utrafienie w samo sedno :oklaski: :oklaski: :oklaski:

A nie sięgając do XVIII wiecznych Niemiec nasz Stach Wokulski jak karierę w handlu zaczął? przez ślub z Małgosią Minclówną , która akuratnie wdową była .

spin_girl - Czw 27 Lis, 2008 09:50

Ciekawe jest to, że chwyt z całowaniem w rękę powtórzono w nieszczęsnej P&P 2005 i wzbudził zupełnie odmienne reakcje. Widok Lizzy całującej Darcy'ego w rękę wywołał oburzenie i stanowczy sprzeciw u fanek Austen (w tym u mnie) :mysle:
spin_girl - Czw 27 Lis, 2008 09:52

Mag13 napisał/a:
A tak - wszystko jasne! Wybacza i prosi o wybaczenie

A cóż ona ma mu wybaczać? Thornton od początku był wobec Margaret superuczciwy i serdeczny. Nawet jej tapety założył w domu :wink:

Tamara - Czw 27 Lis, 2008 17:40

Mag13 napisał/a:
To nie jest tak, że tylko Margaret go zraniła odrzucając oświadczyny, nota bene nie przemyślane, wynikające z jego zadufania i przekonania, że każda kobieta musi go przyjąć, gdy tylko jej się oświadczy. W gruncie rzeczy Thornton grzeszył zarozumialstwem, a może nawet pychą....

Coś mi to przypomina... :mysle: :wink: Fakt , odrzucenie oświadczyn nieco go zdumiało , wybierał się pewien , że zostanie przyjęty . Inna rzecz , że utwierdziła go w tej opinii mamuśka , bo on sam na początku twierdził , że na pewno Małgosia go nie przyjmie . Dopiero matczyna perswazja go przekonała , że jest inaczej . Jak się okazało , panią T. zaślepiła miłość do jedynaka , była pewna , że każda kobieta natychmiast przyjmie go z okrzykiem radości .

Gosia - Czw 27 Lis, 2008 19:19

On mimo wszystko się łudził...
Madalam - Czw 27 Lis, 2008 19:44

Mag13 napisał/a:
W gruncie rzeczy Thornton grzeszył zarozumialstwem, a może nawet pychą....


Hm... Ja mam całkowicie odmienne wrażenie. Cały czas mi się bowiem wydaje, że oświadczyny Thorntona absolutnie nie były skutkiem zarozumialstwa, wynikającego z poczucia własnej wartości. On wcale się przy Margaret pewnie nie czuł. Był to raczej efekt postawienia wszystkiego na jedną kartę. Stwierdził, że jeśli jest choć jedna szansa na milion, musi z niej skorzystać. A okoliczności mogły go wprowadzić w błąd, co do istnienia takiej szansy (niewielkiej, ale jednak mogącej istnieć - w końcu jeśli bardzo nam na czymś zależy, jesteśmy skłonni, niestety, interpretować pewne fakty na naszą korzyść). Margaret wystąpiła otwarcie w jego obronie, a matka starała się zwalczyć jego wątpliwości swym niezachwianym przekonaniem co do uczuć dziewczyny. Wyszło, jak wyszło. I wcale nie wpłynęło to korzystnie na pewność siebie Thorntona.

Gosia - Czw 27 Lis, 2008 21:32

Nie, zupelnie inaczej to odbieram. On już w pierwszym zdaniu mówi, że chce się jej oświadczyć, bo uświadomił sobie, że ją kocha - robi to więc dla siebie, w głowie mu nie postało, że Margaret zrobiła to z innych celów. Nie myślał o tym, myślał tylko o swoich uczuciach.
Potem matka mu mówi co mogło oznaczać zachowanie Margaret, on tego w ogóle nie brał pod uwagę, teraz zaczyna myśleć o tym, ale czuje, że to jednak niemożliwe, nie śmie marzyć o tym, że ona mogła zrobić to z takiego powodu. A że nadzieja jest matką głupich, więc zaczyna jednak mieć nadzieję, że jakaś cząstka prawdy jest w słowach matki.
Gdy wraca, mówi jej, że jednak miał rację.

nicol81 - Czw 27 Lis, 2008 21:43

Mag13 napisał/a:

A co do wybaczenia - winą Thorntona jest to, że nie potrafił jej ufać. Nie wierzył w uczciwość Margaret, podważył ją kierując się zazdrością... Wypowiedział wiele krzywdzących ją słów. To nie jest tak, że tylko Margaret go zraniła odrzucając oświadczyny, nota bene nie przemyślane, wynikające z jego zadufania i przekonania, że każda kobieta musi go przyjąć, gdy tylko jej się oświadczy. W gruncie rzeczy Thornton grzeszył zarozumialstwem, a może nawet pychą....

Ja również nie widzę w nm zadufania, a tym bardziej przekonania, że "każda kobieta" :confused3: Przecież wprost mówił, że ona nigdy nie mogłaby :cry2: ... W czasie oświadczyn jest skromny dopóki ona nie zaczyna go obrażać :bejsbol: A moim zdaniem na krzywdzące słowa to sobie załużyła... :wsciekla:

nicol81 - Pią 28 Lis, 2008 10:10

Ja wlaśnie nie sądzę, by on źle zrozumiał jej obronę- ale po tym, co się stało, czuł się w obowiąkzu oświadczyć.
Henriego odrzuciła, ale z szacunkiem- nie potraktowała go jak pastucha :(

spin_girl - Pią 28 Lis, 2008 12:58

Mag13 napisał/a:
Tapety to chyba Margaret sama wyszukała, a w czasie herbatki chwali się nawet, że udało się znaleźć prawie takie same jakie mieli w Helstone!

A co do wybaczenia - winą Thorntona jest to, że nie potrafił jej ufać. Nie wierzył w uczciwość Margaret, podważył ją kierując się zazdrością... Wypowiedział wiele krzywdzących ją słów. To nie jest tak, że tylko Margaret go zraniła odrzucając oświadczyny, nota bene nie przemyślane, wynikające z jego zadufania i przekonania, że każda kobieta musi go przyjąć, gdy tylko jej się oświadczy. W gruncie rzeczy Thornton grzeszył zarozumialstwem, a może nawet pychą....


1. Tapety wyszukała sama, ale jej Landlord nie zgodził się na początku na zmianę tapet przez Hale'ów. dopiero po interwencji Thorntona wyraził na to zgodę. Zrobił to dlatego, że zalezało mu na dobrych stosunkach z wpływowym fabrykantem. Thornton załatwił rzecz po cichu, uważając, że Margaret, z jej dystynkcją, zasługuje na lepszą oprawę. Sama zainteresowana nigdy się o tym nie dowiedziała.
2. Tu się zupełnie nie zgadzam! W książce napisane jest wyraźnie, że juz od pierwszej rozmowy z Margaret Thornton miał wobec niej kompleks niższości. Jego zazdrość o Fredericka była jak najbardziej zrozumiała. Thornton wprost zapytał Margaret czy może wytłumaczyć mu zajście na stacji, a ona odmówiła. Co miał w takiej sytuacji pomysleć? Nikt nie wiedział, że Hale'owie mieli syna, a takie serdeczności dozwolone były wyłącznie w przypadku krewnych i ukochanych, a i nie zawsze i nie publicznie.
O Thorntonie można powiedziec wszystko, ale nie to, że był zarozumiały.

Sofijufka - Pią 28 Lis, 2008 14:05

Spin, co do dziewictwa Jasia się nie zgodzimy NIGDY, ale wszystko, co wyżę - ŚWIĘTA PRAWDA!
Tamara - Pią 28 Lis, 2008 17:46

W książce nie wiem , ale w filmie ? w życiu ! nigdy! :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group