Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
asiek - Nie 07 Paź, 2007 15:38
| Maryann napisał/a: | | Toż on nie ma pojęcia, że ona się za węgłem czai i podziwia fronton jego chałupy... |
Dyć wim, Alem myślała, że feromony dadzą o sobie znać i Darsik będzie miał jakoweś przeczucia...
Maryann - Nie 07 Paź, 2007 15:44
| Alison napisał/a: | | czuł jak kurz i piasek z przebytej drogi wciera mu się w skórę |
Najwyraźniej feromony się przez to przebić nie mogły...
asiek - Nie 07 Paź, 2007 18:05
| Maryann napisał/a: | Alison napisał/a:
czuł jak kurz i piasek z przebytej drogi wciera mu się w skórę
Najwyraźniej feromony się przez to przebić nie mogły... |
Caroline - Pon 08 Paź, 2007 09:35
Rozdział VII, cz.7
Darcy opuścił rękę i, chcąc pójść na skróty, skierował się w stronę przerwy w wysokim żywopłocie, który wskazywał granice trawnika dolnych ogrodów. Goście! Zawahał się na widok trojga nieznajomych odwróconych na szczęście plecami do niego i zwiedzających otoczenie jego domu w towarzystwie starego Simona. Pomyliły mu się godziny, skarcił sam siebie, byli już w ogrodach. Może jeśli wycofa się po cichu drogą, którą przyszedł... Gdy powoli zaczynał się oddalać jedna z pań odwróciła się spoglądając wprost na niego. Blask jej oczu poraził go niczym błyskawica. Elizabeth! Dobry Boże, Elizabeth? Poczuł jak ożywa każdy nerw w jego ciele, a mimo to nie potrafił zmusić się do jakiegokolwiek działania. Elizabeth – tutaj! Ta świadomość przeniknęła go do głębi, choć jego umysł próbował zaprzeczać. Jak to możliwe? Ależ musi być możliwe, w końcu ona stoi niecałe dwadzieścia jardów od niego, jej cudowne oczy otwarte szeroko z zaskoczenia spoglądają na niego, rumieniec pokrywa jej twarz. Jego twarz także zalało gorąco, gdy próbował odnaleźć sygnał, wskazówkę, jak miałby do niej podejść. Nie pojawiła się żadna, stała przedstawiając sobą obrazek pięknego zakłopotania. Musi je rozwiać – o tym tylko myślał – to on musiał zrobić pierwszy krok. Zmusił swoje ciało do ruchu, podszedł do niej.
- Panno Bennet – powoli, z szacunkiem ukłonił się. Ledwie usłyszał jej odpowiedź, a podnosząc się odkrył, że jej rumieniec jeszcze się pogłębił i spoglądała wszędzie tylko nie na niego. - Pozwoli pani, że powitam panią w Pemberley, panno Bennet.
Jej „dziękuję” zabrzmiało miękko i ledwie słyszalnie. Była wyraźnie zakłopotana. Jakoś musi ją uspokoić.
- Nie wiedziałem, że planuje pani wizytę w Derbyshire. To dość daleko od Hertfordshire. Czy pani i pani przyjaciele od dawna jesteście w drodze?
- Wyjechaliśmy z Longbourne nieco ponad dwa tygodnie temu. - odpowiedź była pewniejsze, a i tak zabrzmiała drżąco w spokojnym, letnim powietrzu.
- Ach... a czy pani rodzina ma się dobrze? Albo miała się dobrze – poprawił się – Pani siostry? Miała pani od nich wieści? - skrzywił się wewnętrznie z powodu niezręczności i dziwaczności swoich słów.
- Tak i nie, panie Darcy – zagryzła dolną wargę. - Tak, mieli się dobrze, kiedy wyjeżdżałam, ale nie, nie dostałam żadnych wieści jak dotąd.
- Rozumiem... a pani podróż, czy była przyjemna? - nalegał – Pogoda wydaje się państwu sprzyjać. Czy tak było? - uśmiechnęła się lekko i potwierdziła, że owszem pogoda była dobra. - Tak, ja też tak uważam – dodał – choć jestem w drodze ledwie od dwóch dni. Od jak dawna państwo podróżują?
- Dwa tygodnie.
- Tak, już pani mówiła. Dwa tygodnie. Na długo pozostają państwo w Derbyshire? Gdzie się państwo zatrzymali? - Dobry Boże, jakże głupio z jego strony! Czy ona to zauważyła?
Gitka - Pon 08 Paź, 2007 09:41
Mało, mało, ja chcę więcej
Caroline dziękuję
Alison - Pon 08 Paź, 2007 09:43
Oj jak ładnie...
stała przedstawiając sobą obrazek pięknego zakłopotania no bardzo lubimy takie obrazki
Carolka ale Ci się odpowiedzialność trafiła, taki długo wyczekiwany fragment tłumaczyć
Marija - Pon 08 Paź, 2007 09:54
Ale mu się fajniście język plącze ...
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 09:55
| Caroline napisał/a: | | Blask jej oczu poraził go niczym błyskawica. Elizabeth! Dobry Boże, Elizabeth? Poczuł jak ożywa każdy nerw w jego ciele, a mimo to nie potrafił zmusić się do jakiegokolwiek działania. |
Ani chybi to te uśpione wcześniej feromony tak go poraziły...
Ania1956 - Pon 08 Paź, 2007 10:07
Już oczami wyobraźni widzę ich zakłopotanie, ten rumieniec Teraz akcja pójdzie jak burza.
Marija - Pon 08 Paź, 2007 10:21
| Ania1956 napisał/a: | Już oczami wyobraźni widzę ich zakłopotanie, ten rumieniec Teraz akcja pójdzie jak burza. | Akurat: zaraz się przyplącze stado koni, wataha psów i grono przyjaciół z Londynu . Jak bum-cyk-cyk .
Alison - Pon 08 Paź, 2007 12:00
Marija jak widać rozgryzła już Pamelkę do imentu
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 12:10
| Alison napisał/a: | Marija jak widać rozgryzła już Pamelkę do imentu |
tzn ?
Marija - Pon 08 Paź, 2007 12:20
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | Marija jak widać rozgryzła już Pamelkę do imentu |
tzn ? | Przyplącze się? no wiedziałam ...
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 12:21
Co wiedziałaś ?
Marija - Pon 08 Paź, 2007 12:24
| Maryann napisał/a: | Co wiedziałaś ? | Że się coś przyplącze do tego...krętacza .
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 12:33
Pomroczność jasna chyba mię dopadła, bo dalej nic nie kumam...
Do jakiego krętacza...?
Marija - Pon 08 Paź, 2007 13:03
Krętacza Fitzwilliama Darcy .
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 13:29
Aaaa...
A czemuż Waćpani uważasz, że on krętacz ?
Marija - Pon 08 Paź, 2007 13:39
| Maryann napisał/a: | Aaaa...
A czemuż Waćpani uważasz, że on krętacz ? | Kręci owóż sam przed sobą, że nie może się wyplątać ze swego arystokratycznego, szemranego towarzystwa , tudzież psów o historyczno-bitewnych imionach tudzież admiralskobrzmiących ogierów pod wierzch .
Ja sama mam dzisiaj kręćka i nie zaznaję litości, to mam się nad Fickiem rozpływać?
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 13:48
To pewnikiem Cię pocieszy, że (o ile pamiętam) żadnych psów w najbliższej przyszłości oczekiwać nie należy, a towarzystwo, w jakim się nasz idol będzie obracał, z pewnością trudno uznać za arystokratyczne...
Marija - Pon 08 Paź, 2007 13:59
Znaczy się, jakieś zdrowe moralnie chłopstwo albo mieszczaństwo?
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 14:03
Bardzo zdrowe moralnie państwo Gardinerostwo... Kupiectwo znaczy się...
Ania1956 - Pon 08 Paź, 2007 14:14
To jednak znaczy że akcja pójdzie jak burza Nie będzie najazdu Towarzystwa, psy będą zdrowe, koń nie okuleje. Będzie tylko LIZZY i ON
Maryann - Pon 08 Paź, 2007 14:21
| Ania1956 napisał/a: | Będzie tylko LIZZY i ON |
No i oczywiście jej ciocia, jej wujek, jego siostrzyczka... no i Bingley i jego siostrzyczki...
Marija - Pon 08 Paź, 2007 14:23
| Maryann napisał/a: | | Ania1956 napisał/a: | Będzie tylko LIZZY i ON |
No i oczywiście jej ciocia, jej wujek, jego siostrzyczka... no i Bingley i jego siostrzyczki... | Wprost jak na pustyni , pełna intymność...
|
|
|