Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie
Admete - Sob 16 Kwi, 2011 17:18
A dlaczego w jednej i tej samej rodzinie są dzieci zdolne i mniej zdolne? Dlaczego jedno dziecko uczy sie świetnie, a drugie to zakałą rodziny? Mam takich przykładów wiele w mojej pracy i nikt nie zna odpowiedzi.
Ania Aga - Sob 16 Kwi, 2011 17:29
Czyli uważasz, że wychowanie nie ma istotnego wpływu na człowieka?
spin_girl - Sob 16 Kwi, 2011 19:12
Wracając jeszcze do nastolatek i DiU. Ja po raz pierwszy zetknęłam się z tą powieścią na etapie liceum i od razu się zakochałam (bez miniserialu). Potem chciałam się tym cudem podzielic z kim popadnie i pamiętam do dziś, jak przekonywałam moją babcię, żeby to przeczytała. Babcia się w pierwszym odruchu wypięła i stwierdziła, że to jakieś głupie romansidło, ale ja się zawzięłam i wypożyczyłam dla mniej z mojej miejskiej biblioteki wersję z wydawnictwa Duże Litery (dużym drukiem pisane). Babcia niechętnie książkę zabrała do domu... Następnego dnia odebrałam telefon od babci, który zaczynał się od słów "dzwonię, żeby odszczekac to, co powiedziałam o Jane Austen. Ta książka jest genialna"
DiU była też pierwszą powieścią, jaką przeczytałam w oryginale. Z miniserialem zetknęłam się dopiero na studiach, na pierwszym roku, koleżanka pożyczyła mi przywiezione z wycieczki do Londynu video i wpadłam na amen
Jeśli zaś chodzi o zróżnicowane zachowanie panien Bennet, to wydaje mi się, że głównie chodzi o zdolnośc obserwacji. Jane i Lizzie odziedziczyły po ojcu inteligencję i spostrzegawczośc i sobie zaobserwowały w towarzystwie, co wypada a co nie. Z docinków ojca wywnioskowały też które zachowania matki są szczególnie głupie. Zresztą pan Bennet tylko okazjonalnie przeginał, na ogół był jednak gentlemanem, więc spokojnie mogły się od niego uczyc, a wydaje mi się, że Gardinerowie mieli duży udział w wychowaniu Jane i Lizzie, ludzie się wtedy wizytowali całymi miesiącami. Wystarczyła zima lub dwie w Londynie u wujostwa i młoda panienka od razu podłapała dobrych manier...
Admete - Sob 16 Kwi, 2011 19:28
| Ania Aga napisał/a: | | Czyli uważasz, że wychowanie nie ma istotnego wpływu na człowieka? |
Ma, ale jest jeszcze mnóstwo innych czynników. Skłonności osobnicze, genetyka, otoczenie, własne wybory, jak się dorasta. Żadna z sióstr Bennet nie była ideałem. Jane to w gruncie rzeczy dobroduszne cielątko, a Elżbieta z powodu wpływu rodziców tez ucierpiała. Była święcie przekonana o swej nieomylności, bo ojciec ją wyróżniał.
Ania Aga - Sob 16 Kwi, 2011 19:48
No cóż, ja zetknęłam się z Jane Austen poprzez serial DiU z lat osiemdziesiątych...
Tamara - Sob 16 Kwi, 2011 20:18
| Admete napisał/a: | | A dlaczego w jednej i tej samej rodzinie są dzieci zdolne i mniej zdolne? Dlaczego jedno dziecko uczy sie świetnie, a drugie to zakałą rodziny? Mam takich przykładów wiele w mojej pracy i nikt nie zna odpowiedzi. |
Bo dostają różne zestawy genów , różnie przebiegają ciąże i porody , różnie się rodzice dziećmi zajmują .
Admete - Sob 16 Kwi, 2011 20:26
Pewnie tak jest Z doświadczenia wiem, że zupełnie inaczej są wychowywane dziewczynki, a inaczej chłopcy ( przynajmniej w tym środowisku, które znam dobrze ).
nicol81 - Nie 17 Kwi, 2011 15:44
| Ania Aga napisał/a: | | To dlaczego te młodsze nie poszły w ślady swoich starszych sióstr? |
To wynika z kolejności urodzenia - łatwo zaobserwować, że im młodziej, tym tym gorzej Im młodsza, tym mniej miała uwagi matczynej i przez to stymulacji. A tatuś se kwestię olał
Ania Aga - Nie 17 Kwi, 2011 19:28
Mnie się wydaje, że właśnie ta najmłodsza Lidia, była ukochaną córeczką mamusi i ta poświęcała jej dużo uwagi
Tamara - Nie 17 Kwi, 2011 21:28
Pani Bennet poświęcała uwagę wyłącznie Lidii , najstarszych córek po prostu nie lubiąc , co wyraźnie jest napisane .
Ania Aga - Nie 17 Kwi, 2011 21:47
Co najwyraźniej wyszło na dobre Jane i Elizabeth.
W wersji filmowej z 2005r. - którą cenię najmniej z wszystkich obejrzanych - jest jedna scena, pokazująca ludzkie oblicze państwa Bennetów: po tym jak trzy z ich pięciu córek zapewniły sobie mężów, małżonkowie w zaciszu swojej sypialni gratulują sobie, że spotkało ich wielkie szczęście i mają za co dziękować Bogu
nicol81 - Nie 17 Kwi, 2011 21:57
A gdzie jest napisane, że nie lubiła starszych córek?
To, że Lidia była jest ulubienicą, to tak - ale pani B. jednocześnie nie zaniedbuje innych córek.
Ania Aga - Nie 17 Kwi, 2011 22:22
Pani Bennet jako matka kochała wszystkie swoje córki i chciała zapewnić im dobrą przyszłość poprzez korzystne małżeństwa. Ale czy je lubiła? Nie interesowało jej co one myślą, nie miała żadnego porozumienia ze starszymi córkami. Natomiast świetnie rozumiała się z Kitty i Lidią - np. sprawa pobytu żołnierzy w Meryton,
nicol81 - Pon 18 Kwi, 2011 17:38
To, że się lepiej dogadywała z młodszymi, to na pewno - ale nie nazwałabym tego nielubieniem. Tak samo można by stwierdzić, że pani Dashwood nie lubiła Eleonory, bo lepiej dogadywała się z Marianną.
Sofijufka - Pon 18 Kwi, 2011 18:20
pani Dahwood na pewno najbardziej kochała Mariannę... Może sama taka była we wczesnej młodości, zresztą pewna lekkomyslność jej została.
Ania Aga - Pon 18 Kwi, 2011 19:14
Pani Bennet nie była serdeczna dla swoich córek, z wyjątkiem Lidii, nie okazywała im sympatii. Na względy matki mogły liczyć, jeżeli którąś z nich zainteresował się odpowiedni kandydat na męża. Co do pani Dashwood, nie pamiętam na tyle powieści, żeby się wypowiadać.
Admete - Wto 19 Kwi, 2011 07:15
Przez świeta czytam Dumę i może jeszcze Perswazje?
spin_girl - Wto 19 Kwi, 2011 07:28
Przychylam się do zdania, że pani Bennet nie przepadała za starszymi córkami. Jane podziwiała za urodę, ale widziała w niej wyłącznie potencjał złapania bogatego męża i zapewnienia dobrobytu rodzinie. Lizzie wręcz nie lubiła, ponieważ chyba podświadomie zdawała sobie sprawę, że Lizzie się z niej śmieje za plecami. Przez powieśc przewija się wiele krytycznych uwag pani Bennet wobec drugiej córki, a do tego jeszcze bez mrugnięcia okiem chciała ją wydac za pana Collinsa, co samo chyba świadczy za siebie
Lydia była najbardzej podobna do niej mentalnie, toteż pani Bennet ją rozpieszczała, na czym gówniara wyszła ostatecznie jak Zabłocki na mydle. Kitty wszędzie biegała za Lydią, więc z rozpędu też się ją lubiło. Mary nie lubił nikt - ani matka, ani ojciec, ani żadna z sióstr.
Sofijufka - Wto 19 Kwi, 2011 08:57
| spin_girl napisał/a: | | Lizzie wręcz nie lubiła, ponieważ chyba podświadomie zdawała sobie sprawę, że Lizzie się z niej śmieje za plecami. Przez powieśc przewija się wiele krytycznych uwag pani Bennet wobec drugiej córki, a do tego jeszcze bez mrugnięcia okiem chciała ją wydac za pana Collinsa, co samo chyba świadczy za siebie |
raczej Lizzie była najbardziej z córek podobna do ojca - przynajmniej z charakteru. A chęć wydania Lizzie za Collinsa świadczy o tym, że zapewnienie przyszłości córki [za wszelka cenę] było jej priorytetem. A że kandydat na zięcia to nadęty dureń, to juz pikuś... Grunt, zeby córka miała co jeść i zapewniony dach nad głową po smierci ojca...
spin_girl - Wto 19 Kwi, 2011 11:16
To nie córka miała miec co jeśc, tylko mamusia nie mogła się pogodzic z wizją eksmisji z Longbourne i wolała, żeby posiadłośc została w najbliższej rodzinie.
JoannaS - Wto 19 Kwi, 2011 19:06
O właśnie. Przecież gdy nie wyszło z Lizzy miała nadzieję na ożenek pana Collinsa z Mary.
Ania Aga - Wto 19 Kwi, 2011 20:53
Nie sądzę, żeby pani Bennet w Collinsie dostrzegała jakieś znaczące wady, no może nie nosił munduru. Mógł zapewnić rodzinie byt, miał koneksje, był szanowany no i sprawa Longbourne, po śmierci męża nie musiałaby się wyprowadzać z domu. Patrząc z boku, to naprawdę był dobry kandydat na męża.
| spin_girl napisał/a: | | Lizzie wręcz nie lubiła, ponieważ chyba podświadomie zdawała sobie sprawę, że Lizzie się z niej śmieje za plecami. |
Lizzie głównie wstydziła się zachowania matki, a czy się z niej śmiała? Nie pamiętam.
W najtrudniejszej sytuacji była Mary, brzydka córka. Mówi się, że można kobiecie powiedzieć, że jest głupia, ale przenigdy, że jest brzydka. Mary mająca tak niedelikatną matkę, musiała przeżywać piekło, to przeświadczenie o braku urody odbiło się na jej charakterze.
spin_girl - Śro 20 Kwi, 2011 10:22
| Ania Aga napisał/a: | | Lizzie głównie wstydziła się zachowania matki, a czy się z niej śmiała? Nie pamiętam. |
ja pamiętam. Śmiała się razem z ojcem czasami.
damamama - Śro 20 Kwi, 2011 14:16
| Ania Aga napisał/a: | | Patrząc z boku, to naprawdę był dobry kandydat na męża. |
Zgadzam się. Na dodatek była druga w kolejce, Pan Bingley był tylko jeden a innego kandydata nie było. Jego głupoty na pewno nie dostrzegała, była przecież urażona jak Pan Bennet poparł Lizzie.
nicol81 - Śro 20 Kwi, 2011 21:44
| spin_girl napisał/a: | | Śmiała się razem z ojcem czasami. |
Nie smiała się - to wymysł Daviesa Lizzy bolał stosunek ojca do matki.
| spin_girl napisał/a: | | chciała ją wydac za pana Collinsa, co samo chyba świadczy za siebie |
To pan Collins Lizzy wybrał, jak się okazało, że Jane jest prawie zaręczona.
| Cytat: | | Lydia była najbardzej podobna do niej mentalnie, toteż pani Bennet ją rozpieszczała, na czym gówniara wyszła ostatecznie jak Zabłocki na mydle |
Nie widzę, by ją rozpieszczała bardziej niż inne... Ogólnie wszystkie Bennetówny luz miały...
|
|
|