North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Nellie - Śro 27 Cze, 2007 22:29
Prawda? Też się zdziwiłam! I w dodatku wcale jej nie przeszkadzało, że się pojawił w trakcie tej sceny - czekała na to z pytaniem "no a co Henry na to? Dobrze mu tak!". No ale koleżanka zachwycona, także sukces jest!
Anonymous - Pią 13 Lip, 2007 22:06
Słuchając dialogu z I oświadczyn tak sobie pomyślałąm ONI są siebie warci od początku Ona wyskakuje na niego, ze nie jest dźentelmenem bo bidulek mówi o uczuciach ten jej jedzie tym, że nie obchodzi Go Jej reputacja
A i uwielbiam ten Jego głos jak mówi I found it in the hedge row. You have to look hard
Gosia - Sob 14 Lip, 2007 08:24
Tak, to byla jedna z kwestii, ktore pretendowaly do tytulu Naj w tym filmie
Kolia - Czw 19 Lip, 2007 20:44
Jestem tu nowa. Wczoraj obejrzałam serial i tak sie w nim zakochałam, że musiałam do was dołączyć! Myślałam że okres fascynacji bohaterami filmowymi mam już dawno za sobą ale... Kocham głęboki głos Richard Armitage!
Gosia - Czw 19 Lip, 2007 22:17
Ta choroba zatacza coraz szersze kregi, ale jaka jest za to przyjemna
trifle - Czw 19 Lip, 2007 22:38
Żeby tylko takie były choroby na tym świecie..
Anonymous - Czw 19 Lip, 2007 22:45
bo jak uleczyć się z TAKIEJ choroby. toz to szaleństwo. Głęboki glos Rysia, powoduje motylki, i błogi uśmiech. No jednym słowem raj na ziemi
Nellie - Pią 20 Lip, 2007 13:24
A zauważyłyście, że w momencie, kiedy John wychodzi z domu Margaret po tych fatalnych ośwadczynach, zapomina nie tylko o rękawiczkach, ale też o cylindrze? Biedak...
1agawa - Pią 20 Lip, 2007 13:34
Wyjeżdżam na wakacje i zabieram na dwa filmy. Ciekawe które
annmichelle - Pią 03 Sie, 2007 10:32
Wreszcie po wielu trudach udało mi się zdobyć i obejrzeć serial.
I, niestety, trochę się rozczarowałam.
Książki nie czytałam, więc nie wiem, jak tam ujęte są pewne kwestie, ale w filmie wiele rzeczy jest zbyt uproszczonych, jak na mój gust.
Są rzeczy, które mi się podobały (obejrzałam serial "za jednym zamachem", czyli mnie zaciekawił ), ale i kilka, które rozdrażniły.
Aż nie wiem, czy mogę pisać w tym temacie krytyczne uwagi , dlatego póki co zamilknę w tej kwestii.
Admete - Pią 03 Sie, 2007 10:45
Możesz pisac tylko uzasadnij Ja akurat uwielbiam ten film, ale przecież nie ma przymusu Nigdy nie wiadomo, co się komu spodoba i dlaczego. Ja nie widzę uproszczeń, a zmian w stosunku do książki jest troche - ale nie wiecej niż zwykle przy tego typu produkcjach.
Napisz co sądzisz - dzięki temu wywiaże się dyskusja Miejmy nadzieję, że merytoryczna ;-D
Gosia - Pią 03 Sie, 2007 10:59
Domyslam sie czego moga dotyczyc te krytyczne uwagi, pewnie chodzi o pokazanie kwestii: pracodawca-pracownik. Mów śmiało. Uwagi krytyczne sa zawsze cenne
Anonymous - Pią 03 Sie, 2007 13:15
Też chętnie poczytam, tym bardziej, że mnie serial też nie zachwyca tak bardzo, jak inne damy . Gdy go oglądam, podoba mi się, ale jakoś nigdy nie mam ochoty do niego wracać i póki co widziałam go dwa razy - raz rok temu, z ciekawości, żeby się przekonać, co dokładnie budzi zachwyt tu na forum, drugi raz kilka miesięcy temu, po przeczytaniu książki.
annmichelle - Pią 03 Sie, 2007 15:38
Chciałabym tu napisać piękny długi elaborat , ale z braku czasu (praca) będę pisać w częściach i skrótami, dobrze?
Podkreślam jeszcze raz, że wszystko co napiszę odnosić się będzie wyłącznie do serialu. Książki nie znam. I myślę, że film powinien być samodzielnym tworem, a nie ewentualnym dopełnieniem książki (czyli nie czytając książki można zrozumieć film, itd.). Uprzedzam więc ewentualne argumenty typu "a bo w książce to było to inaczej" - piszemy tu o filmie i to film oceniamy.
No dobra, to zacznę od tego co mi się nie podobało - jak dla mnie przemiany jakie następują w bohaterach są za szybkie - chociażby stosunek Higginsa do Johna - zostają kumplami w ekspresowym tempie!
Kolejna sprawa : przypadki. Wierzę w łut szczęścia, ale a) co za zbieg okoliczności, że Margret z bratem spotyka na dworcu tego gościa, co rozpoznał Fryderyka i jeszcze znalazł się tam John (co on tam robił w nocy?)! Co za traf- jeden na milion! (a poza tym na dworcu pustawo) b) dziewczyna, którą zauważyła Margaret w fabryce i spotyka na spacerze okazuje się być córką jej wybawiciela ze schodów c) na tysiące pociągów te dwa muszą się spotkać na tej samej stacji wioząc naszą parę, która telepatcznie (?) wpadła na ten sam pomysł w tym samym czasie pojechania do ukochanego miejsca swojej połowy, tiaaaa
Z innych rzeczy (tak z pamięci, po pierwszym obejrzeniu) to nie spodobały mi się dwie rzeczy z moralnego punktu widzenia : zachowanie Johna wobec palącego pracownika (nie jestem Margret, ale gdyby facet tak skatował gościa, wiedząc, że ten mu nie odda - nie chciałabym mieć z takim bubkiem do czynienia w ogóle - nic nie tłumaczyło takiej brutalności) oraz zupełny brak negatywnej oceny tego, że Fryderyk doprowadził do śmierci mężczyzny na dworcu (Margaret bała się jedynie, że wyda się, że jej brat był w Anglii, a nie że zabił człowieka - bo jednak facet nie umarł sam z siebie i pośrednią przyczyną była bójka), gdy tymczasem uderzenie kamieniem Margaret (naganne, oczywiście) wzbudza tyle emocji - taki trocę relatywizm moralny jak dla mnie i kolejne uproszczenie.
To narazie tyle - nie pożerajcie mnie proszę. Później napiszę jeszcze inne uwagi - także pozytywne (bo film ogólnie mi się podobał), ale teraz muszę zmykać - praca czeka.
Admete - Pią 03 Sie, 2007 23:07
Co do pierwszych zarzutów - wszystko oprócz spotkania na dworcu na końcu wymyśliła Gaskell, więc musisz to jakoś przeżyć, bo jest zgodne z książka - to w końcu ekranizacja powieści, no wiesz - muszą być jakieś choćby najmniejsze podobieństwa w treści . W wiktoriańskim i nie - wiktoriańskich powieściach mamy różne tego typu przypadki. W serialu trudniej jest zaznaczyć upływający czas, ale da się go dostrzec - pory roku, ślub kuzynki Margaret, potem dziecko, które ma tak na oko półtora roku jak się serial kończy. W książce i filmie mijają ze dwa, trzy lata - tak więc Thornton i Higgins nie zostaja tak szybko przyjaciółmi. Może nie zwróciłaś na to uwagi. Sprawa Fryderyka i tego pijanego człowieka - to nie Fryderyk go zabił - w filmie tego tak nie widać, ale jest wspomniane, że to uderzenie nie było ostateczną przyczyną śmierci. Zresztą tutaj twórcy serialu poszli za Gaskell - w powieści nikt go nie żałował, więc co mieli zrobić scenarzyści, dopisac żal? To już musimy się czepiać samej powieściopisarki. Spotkanie na dworcu wieczorem było potrzebne powieściopisarce - Thornton myślał, że Margaret ma kochanko i to zwiększało jego męczarnie U Dickensa nie takie zbiegi okoliczności wystepują, u Charlotty Bronte podobnie. Scena z pracownikiem została ( ku szczeremu żalowi wszystkich ) dopisana przez scenarzystkę i większośc widzów jej nie lubi. Argumentowano to tym, że współczesny widz mógłby nie zrozumieć powodów aż takiej animozji między Margaret i Johnem. Nie wzięli jednak pod uwagę, że widzowie tego typu filmów są często całkiem dobrze zaznajomieni z realiami obyczajowymi i nie trzeba takich dodatków.
Gosia - Sob 04 Sie, 2007 17:06
Jesli chodzi o scene pobicia, no to psuje ona zdecydowanie film, i tu wszystkie jestesmy zgodne. Zostala dodana do filmu, tak jak to Admete wyjasnila, bo wspolczesny widz moglby nie zrozumiec, czemu wlasciwie Margaret nie lubi Thorntona, co mogloby spowodowac, ze widzowi moglaby sie nie spodobac postawa Margaret wobec niego.
Nie lubila Thorntona, bo byl fabrykantem co utozsamiala z czlowiekiem zajmujacym sie handlem (sprzedawal bawelne). Dla niej to byla jakby inna sfera. Dla nas to teraz nie ma wielkiej roznicy.
Sandy Welch dodala wiec do scenariusza scene, w ktorej Thornton bije i to dosc okropnie robotnika, ktory palil w przedzalni. Margaret wiec ma teraz powod, zeby go nie lubic. I nie trafiaja do niej wyjasnienia Thorntona, ze ogien w przedzalni to ogromne zagrozenie dla bawelny i ludzi.
Jesli chodzi o spotkanie Bessy, to Margaret widziala ją pierwszy raz w fabryce, a pozniej zaczepila w czasie spaceru. To akurat nie wydaje mi sie jakims szczegolnym zbiegiem okolicznosci.
Co do sceny na dworcu z Leonardsem, to ze spotkal ich noca malo mnie dziwi, to ze znalazl sie tam Thornton jest juz duzym zbiegiem okolicznosci, to fakt, ale no coz, zawsze musi byc jakies powiklanie akcji, dramatyzm itd. Nie byloby ciagu dalszego, gdyby nie ta scena
Wracajac do Leonardsa, jest tak jak mowi Admete. To nie popchniecie przez brata Margaret doprowadzilo do smierci Leonardsa, chyba wlasnie policjant mowi, ze ten czlowiek mial zżarty organizm, byl pijany i to nie uderzenie spowodowalo zgon.
Co do ostatniej sceny na dworcu. Wierzymy w telepatie milosci . Scena oczywiscie nie jest mozliwa z punktu widzenia obyczajowego (jak Margaret moglaby sie calowac w publicznym miejscu, na dworcu), ale jest tak ładna, że wszystkie przymykamy na to oko, oczywiscie nie przymykamy oczu na tej scenie wrecz przeciwnie rozkoszujemy sie nią. To jeden z najladniejszych pocalunkow filmowych.
Anonymous - Sob 04 Sie, 2007 18:15
Mi się wszystko w całość układa.
Nie dziwię się tej scenie pobicia, bo taka sytuacja była możliwa, to są początki tego kapitalizmu, fabryki te sprawy wtedy siła robocza to była siła, zero praw. No i jakby tego było mało skoro Boski Jaśko miał takie wspomnienia, taki pożar, tyle ofiar, to, musiał jakoś egzekwować posłuszeństwo od tylachna osób, bo tu chodziło o jego majątek i o jego siłę roboczą. spotkanie na dworcu, czy to aż taki zbieg okoliczności. Jaśko mógł czekać na pociąg w związku z interesami, a ten rozpoznający, to taki łazik to się włóczył to tu to tam a na dworcu takich najłatwiej spotkać.
To, ze Bessy jest córką wybawcy Margaretki nie jest przynajmniej moim zdaniem takie istotne bardzo.
Pomysł na telepatię miłości. To jest proste jak drut. Ona jedzie do Milton bynajmniej nie w romantycznym celu, tzn. cel jest w sumie romantyczny, ale ona nie ma żadnych nadziei. On widział ją z innym, w nocy na peronie, wie o tym, ze coś ukrywa, a więc prawdopodobnie źle się prowadzi w trosce o brata nie może mu wytłumaczyć. Jedzie mu pomóc, bo wybranek jej serca, właśnie traci dorobek całego życia, na który uczciwie pracował. Ona przy okazji będzie miała wymierne zyski, ale to taki szczególik. Chce mu pomóc, bo uważa go za uczciwego człowieka, Uważa, ze nie zasługuje na to, co go spotkało.
A On, (chwila muszę się wczuć) Jest bankrutem, dorobek jego życia leży w gruzach o ile dobrze rozumuję nie ma nic, no sorry matkę na utrzymaniu i wyrzuty ze strony siostry, ze nie zainwestował razem z jej mężusiem. Nasz biedny przedsiębiorca, bawełniany ma pecha jak się mogło wydawać, bo nie licząc złej lokaty kapitału, wydaje się, że źle ulokował także uczucia, bo nie dość, ze jego wybranka posłała go do wszystkich diabłów, to jeszcze okazało się, ze nie jest taka święta jak się mogło wydawać. Ma kochanka, który jest awanturnikiem. No i Panna Hale zdaje się być brzydką kłamczuchą. Ale To wszystko okazuje się nieporozumieniem wielkim nieporozumieniem.. I to już prosta droga do Helston, Jaś nasz odzyskuje na razie mały promyczek nadziei, na pewno ma wyrzuty sumienia, ze ją źle osądził, ale właśnie chce lepiej zrozumieć kobietę, którą kocha i którą skrzywdził posądzeniem o naganne zachowanie. I udaje się Ad font es, Świat mu się wali a on potrzebuje miejsca gdzie będzie mógł zebrać myśli, a więc udaje się do miejsca gdzie wyrosła jego Małgosia. No proste jak drut:D
Mogę jeszcze coś pointerpretowac, bo mi się bardzo przyjemnie wnioskowało:P
Admete - Sob 04 Sie, 2007 19:46
Scena ich spotkania na koncu, na dworcu jest symboliczna - spotkanie Północy i Południa I taki pocałunek
BeeMeR - Pon 06 Sie, 2007 20:45
Ja tam serial bardzo lubię i mnie dla - wyćwiczonej na indyjskich produkcjach - żadne zbiegi okoliczności nie są straszne ani dziwne
Toć wszystko jest możliwe - czemu by się nie mogli spotkać na dworcu? Czy to w nocy czy to jadąc w przeciwnym kierunku
A uproszczenia? Muszą być, żeby widz, nie czytając pierwowzoru wszystko załapał
Harry_the_Cat - Pon 06 Sie, 2007 21:56
ja juz nie raz mówiłam, że co do sceny peronowej, to mam mieszane uczucia - z jednej strony technika Ryska.... , ale z drugiej to jednak Anglia wiktoriańska.... Wolałabym zakończenie książkowe.
Gosia - Pon 06 Sie, 2007 22:04
Tym razem opowiadam sie za technika
Harry_the_Cat - Pon 06 Sie, 2007 22:06
Miejsce na technikę w wersji książkowej też by się znalazło
Alison - Wto 07 Sie, 2007 21:03
Książkowe jest takie "angielskie", podoba mi się. Ale filmowe jest tak bardzo pod "publiczkę", którą i ja (niestety ) reprezentuję, że absolutnie nie śmiem narzekać. Kciałabym mieć dwa warianty zakończenia do wyboru i pstryczek, którym bym sobie je przełączała w zależności od potrzeb.
P.S. Oszyfiście pstryczek "peronowy" być może szybciej by mi się zużył
Gosia - Wto 07 Sie, 2007 22:40
Nie musze mowic, ze ze mna byłoby to samo
Ksiazkowe zakonczenie tez ma swoje zalety, ale jednak to m.in. dzieki peronowej scenie pokochalam ten film i Rysia
Harry_the_Cat - Wto 07 Sie, 2007 23:04
Ja myslę, że w tamtej bibliotece, czy gdzie to było, tak samo by się zaangażował...
|
|
|