To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - LOTR

Aragonte - Nie 08 Sty, 2012 19:41

A ja uprzejmie przypominam, że to wątek "Hobbita", a nie LOTR.
Zaraz przeniosę te ostatnie posty do bardziej właściwego wątku.

Anonymous - Nie 08 Sty, 2012 19:46

Dlatego tez napisalam, ze wole Hobbita. Tak dla swietego spokoju :twisted:
Admete - Nie 08 Sty, 2012 19:57

Nie przenoś, nie dodawaj sobie pracy. Dyskusja raczej sie nie będzie rozwijać. Idę sobie obejrzeć zwaistun Hobbita :)
RaczejRozwazna - Nie 08 Sty, 2012 20:42

mimo wszystko jeszcze moje 3 grosze...
Żeby autorytatywnie wypowiadać się o WP Tolkiena, trzeba przeczytać WP Tolkiena, a nie obejrzeć WP Jacksona.
Mimo, że film jest dobrą ekranizacją, to wg mnie w stosunku do książki jest odległy o lata świetlne jeśli chodzi o głębię przekazu.

Mogę zrozumieć, jeśli ktoś nie zagustuje w ekranizacji LOTRa i będzie wypowiadał się w takim tonie:
Cytat:
ba są równie płaskie myślowo i przereklamowane, z tym, że Avatar niczego nie udaje, a ŁOTR epatuje tym, że ma ponoć głębsze sensy.....


natomiast trudno by mi było zrozumieć, żeby ktoś na poziomie w tym tonie wypowiadał się o książce. I to nie jest kwestia upodobań tylko uznania wartości obiektywnej, nawet jeśli ja nie gustuję w danym gatunku.
Dlatego zachęcałam Mag, żeby przeczytała książkę. Zwłaszcza, jeśli wykłada historię kultury.

Admete - Nie 08 Sty, 2012 20:47

Niedawno czytałam WP i Silmarillion. Teraz chyba poczytam sobie Hobbita w tym drugim tłumaczeniu. Jeszcze nie miałam okazji, bo niedawno kupiłam. I może jeszcze pomniejsze opowieści Tolkiena?
milenaj - Nie 08 Sty, 2012 21:05

RaczejRozwazna napisał/a:
Żeby autorytatywnie wypowiadać się o WP Tolkiena, trzeba przeczytać WP Tolkiena, a nie obejrzeć WP Jacksona.


Też się zastanawiałam, ćzy Mag czytała Tokiena, czy oglądała. Rzeczywiście to zasadnicza różnica.
Na Tolkienie się nie znam. Pierwszy raz czytałam jakoś w liceum. I mam czasem potrzebę powrotu do tego świata.
Teraz Tolkien leży przy łóżku, bo czytam sobie przed snem po kilka stron.
A "Hobbita" muszę powtórzyć. Prawie nic już nie pamiętam.

Deanariell - Nie 08 Sty, 2012 21:50

Mag113 napisał/a:
Jak i dręczy mnie kwestia, na czym polega owo "znanie się" na Władcy Pierścieni?

Polega na przeczytaniu książek, a nie obejrzeniu dobrej, aczkolwiek jednak mocno ułomnej w stosunku do powieści adaptacji filmowej P.J.-a. :roll: Plus zapoznanie się z licznymi biografiami Tolkiena, jego listami (itp. itd.) oraz innymi opracowaniami dotyczącymi wspomnianej twórczości w języku polskim czy również angielskim (jeśli ktoś biegle włada w takim stopniu, że może czytać wszystkie dostępne oryginały, których z natury jest znacznie więcej, niż tłumaczeń). Przepraszam - czytałaś może to wszystko? Nie? :mysle: To nie mamy o czym rozmawiać, bo o czym tu mówić z laikiem w danej dziedzinie?
Mag113 napisał/a:
No i kto to jest Klarencjusz Scrubb?

"Wygoogluj" sobie. :roll:

EDIT: Wyedytowany na wyraźną prośbę przyjaciół z forum - ja swoich słów z reguły nie cofam.

Aragonte - Nie 08 Sty, 2012 22:35

Riella, bez wycieczek osobistych, proszę :roll:
Większość tego, co napisałaś, jest merytoryczna, ale dwa pierwsze komentarze są tu kompletnie niepotrzebne :-|

Deanariell - Pon 09 Sty, 2012 08:43

To nie były tak do końca wycieczki osobiste, ale bezpośrednia odpowiedź na lekceważące podejście do miłośników fantastyki. Można przecież napisać zwyczajnie: "Obejrzałam to i to, ale sorry - nie mój cyrk, nie moje małpy, nie trafia to do mnie, nie spodobało mi się..." itd. itp. :roll: Wspominałam już wcześniej kiedyś, że sama mam przyjaciółkę, która kompletnie nie czuje tej konwencji w twórczości literackiej czy filmowej (bo woli zdecydowanie m.in. np. literaturę faktu), ale jest wyjątkowo taktowna i nie obraża na każdym kroku uczuć tych, którzy to akurat bardzo lubią. Jeśli nie potrafi z nami dyskutować merytorycznie - nie wypowiada się na ten temat w ogóle. Uśmiecha się jedynie, gdy sobie rozmawiamy na spotkaniach o czymś takim z Admete, stwierdzając, że to nie jej bajka. :) Rozumiem ją doskonale, bo nie wszyscy akurat muszą przepadać za SF czy fantasy i cenię za wyrozumiałość. Da się? Da.

RaczejRozwazna napisał/a:
Mogę zrozumieć, jeśli ktoś nie zagustuje w ekranizacji LOTRa i będzie wypowiadał się w takim tonie:
Cytat:
"oba są równie płaskie myślowo i przereklamowane, z tym, że Avatar niczego nie udaje, a ŁOTR epatuje tym, że ma ponoć głębsze sensy....."

natomiast trudno by mi było zrozumieć, żeby ktoś na poziomie w tym tonie wypowiadał się o książce.

Mnie w ogóle trudno zrozumieć, że ktoś "na poziomie" wypowiada się o czymkolwiek w takim tonie... :roll: Zamiast merytorycznej, konkretnej recenzji - prowokacja, bo przecież z góry wiadomo, jaki efekt wywołają takie słowa na forum. :roll:

EDIT: Właśnie sobie uświadomiłam (więc piszę, zanim mi to wytknie ktoś inny :P ), że również użyłam sformułowania "płaski" wobec Avatara (mimo że w puszczano też wersję 3D ;) ) - porównując go z filmową wersją WP. Jednak "płaski" - wzięte w cudzysłów nie przypadkiem :P - a "płaski myślowo", to raczej nie jest to samo określenie. :mysle: Dlatego w mojej wypowiedzi obok dodałam "jednowymiarowy", bo chodziło mi o konstrukcję fabuły - nie o przesłanie intelektualne, które zresztą do mnie mocno przemawia w sensie ekologicznym (zaznaczam, że mnie się Avatar podobał i nadal uważam, że to bardzo sympatyczny film :) ). Całym sercem byłam za "niebieskim ludem", któremu źli ludzie niszczyli jedynie dla zysku święte drzewa, planetę i kulturę... Oczekiwałam z niecierpliwością, kiedy wreszcie główny bohater pokona swoje słabości i "dokopie" tamtemu wrednemu dowódcy wojsk. :mrgreen: Biłam brawo, gdy w końcu sama planeta "wkurzyła się" na najeźdźców i sprawiła, iż wszystkie żywe istoty zwróciły się przeciwko nim. :oklaski: Generalnie mogę powiedzieć, że film jest śliczny - kolorowy, technicznie bez zarzutów, zawiera dramatyczne zwroty akcji, porusza widza historią rodzącej się miłości oraz przyjaźni międzyrasowej, daje refleksję na temat niszczenia naszej własnej planety Ziemi... I to chyba tyle - nie jest to kopalnia odwołań czy motywów mitologicznych, dyskusje na temat Avatara w końcu się wyczerpują, czego nie można powiedzieć o Władcy Pierścieni. Gdybym miała w podobny sposób omówić WP i twórczość Tolkiena, zajęłoby mi to pewnie wiele godzin, dni, a może nawet miesięcy. :P Dyskutujemy o tej książce - później także filmie - od dawna i nadal pojawiają się nowe tematy, stare motywy odżywają w zupełnie nowym świetle... Dlatego uważam, że porównywanie tych dwu filmów nie jest dobrym pomysłem, bo to zupełnie inna kategoria dzieł. :roll:

Admete - Pon 09 Sty, 2012 13:54

Ja sobie mam zamiar w wolnej chwili wpisywać tytaj moje ulubione cytaty z Tolkiena, zwałszcza te najbardziej płaskie i pretensjonalne :-P :lol:
achata - Pon 09 Sty, 2012 14:26

Myślę, że zasadnicze nieporozumienie wynika z tego, że ten wątek jest poświęcony książce, stąd nie powinna go dotykać krytyka filmu. Jeśli nie, to może warto te dwa tematy rozdzielić?
Film ma swoje wady i słabe strony których w powieści nie było. Te sceny o których Mag pisze w powieści albo się nie znajdowały albo były pokazane bardziej "normalnie" (realniej, z głębszym ujęciem charakterów i bez uproszczeń, które w filmie czasami stają się prostackie jak np. postać Gimlego w "Powrocie króla").

Deanariell - Pon 09 Sty, 2012 14:57

Mag113 napisał/a:
Czyżby ominęło mnie coś ciekawego? Chętnie bym przeczytała, gdyż się wczoraj wieczorem nie załapałam na tę zapewne bardzo przyjemną lekturę. Ma ktoś kopię?

Nie trzeba, mogę Ci to jeszcze raz napisać na priva, osobiście. :roll: :-P Nie było to nic wielkiego.
Mag113 napisał/a:
Rozmawiamy o filmie, nie o literaturze.

Jednak film powstał w oparciu o konkretną powieść - kultową dla wielu już pokoleń czytelników - i sorry, nie da się tego rozdzielić. :roll: Jeśli jeszcze nie wiesz, to reżyserowi dostało się ostro od fanów Tolkiena z całego świata, za pewne poważne odstępstwa oraz liczne uproszczenia na potrzeby kina. Mimo wszystko nadal jest to najlepsza (bo w zasadzie jedyna taka do tej pory :P ) istniejąca ekranizacja...
Mag113 napisał/a:
Wystarczy poczytać analizy Bachtina, żeby wiedzieć, że to jest absolutnie nieodkrywcze i wtórne wobec świata strachów ludowych, mitów i baśni, i sag.

:roll: Bo to takie właśnie być miało... I Tolkien nie przypadkiem opierał się dokładnie na tych "oklepanych" motywach. W dużym uproszczeniu - chciał stworzyć coś na kształt swoistego mitu i sądząc po niegasnącej popularności - chyba mu się udało. :mysle: :wink:
Mag113 napisał/a:
Łatwo być profesorem Oxfordu i pisać o pięknie wojny, oblekając to w pociągającą szatę słowną.

Tak sądzisz? To proszę - napisz coś równie fascynującego, oddziałującego tak silnie na ludzką wyobraźnię, żeby to tłumaczono na dziesiątki języków, i aby mówiły o tym kolejne pokolenia... :roll: W końcu też jesteś profesorem :P , aczkolwiek nie Oxfordu... Przy okazji - czytałam Władcę po raz pierwszy będąc jeszcze nastolatką (czyli można powiedzieć "dziewiczo", bez "skrzywienia" różnymi opracowaniami) i dla mnie nie ma tam słowa o "pięknie wojny". :roll: Jeśli się mylę - zacytuj mi odpowiedni fragment powieści, który o tym bezpośrednio wspomina...
Mag113 napisał/a:
Pisze o tym chociażby w swojej książce Isabelle Smadja (Władca pierścieni albo kuszenie zła).

Zdaje mi się, że była tu już dyskusja na temat książki tej pani? :mysle: Tego akurat sama nie czytałam, ale coś mi się majaczy, że nie jest to chyba najszczęśliwsze odwołanie...

Ale ok. - w końcu jakaś próba merytorycznej dyskusji z Twojej strony. :P

Mag113 napisał/a:
Nie jest mi potrzebny do niczego jego zastępczy świat baśni, mitu, który miałby stanowić wsparcie dla mojego systemu wartości. Zdaje mi się, że ci, którzy są "wyznawcami prawdziwej tolkienowskiej wiary" nie do końca widzą różnicę pomiędzy fantazją, między światem tworzonym a realnym, jak Tolkien pisał w eseju O baśni. Stąd nie rozumieją braku fascynacji tymi dziełami i ich filmowymi adaptacjami u innych.

Zapewniam Cię, że widzą tę różnicę wystarczająco jasno i wyraźnie. I doskonale rozumieją brak fascynacji tymi dziełami i ich filmowymi adaptacjami u innych... :roll: Ciężko natomiast zrozumieć bezpodstawną złośliwość i przytyki wobec fanów takiej konwencji. Zamiast ironii i sarkazmu wystarczyłoby zwyczajnie powiedzieć: "owszem, widziałem(-am)/czytałem(-am) to, jednak nie podoba mi się, ale wy czytajcie/oglądajcie sobie na zdrowie, jeśli chcecie". A tak, to mam nieustanne wrażenie, że to Ty nie potrafisz zrozumieć (i przeżyć), jak komuś w ogóle może się coś takiego podobać. :-|

Mag113 napisał/a:
wytrzeszczono-powiększone oczy Froda, mające nam, widzom, zasygnalizować, iż właśnie doznaje kolejnego objawienia.

A to już raczej należałoby zgłaszać pretensje do reżysera, że zdecydował się na taką, a nie inną obsadę. :roll:

RaczejRozwazna - Pon 09 Sty, 2012 15:22

Mag, dziwi mnie, że powołując się na literaturę i analizy dotyczące książki, z uporem maniaka odnosisz je do filmu. Jeśli już uderzasz w naukowe tony to robisz przy tym podstawowy błąd metodologiczny.

Jesli chodzi o te wady filmu Jacksona, które zauważasz, to w większości przypadków zgadzam się z Twoją krytyką. WSZYSTKIE fragmenty filmu, które wymieniłaś, są fantazją reżysera - nie było tego w książce (albo były w zupełnie innym kontekście). Najważniejsze to owa fascynacja złem, której w książce Tolkiena zupełnie nie widać, natomiast u Jacksona jest i owszem (moim skromnym zdaniem). Sama niegdyś zwracałam na to uwagę i jest to wg mnie największy zarzut względem adaptacji.
I ja mogę zrozumieć, jeśli kogoś te fragmenty filmu drażnią. Swoją drogą podziwiam, w jaki sposób akurat te wyłapałaś - akurat te, które są naddatkiem jacksonowskim. To znaczy, że umiesz oddzielić plewy od ziarna :wink: Mówię Ci - przeczytaj ksiązkę.

Hortensja - Pon 09 Sty, 2012 15:53

Ja jeszcze w tej dyskusji nie uczesniczylam, to jeszcze mam jakies resztki energii zeby odpowiedziec.

Mag113 napisał/a:
Nie martwi mnie upadek w przepaść Aragorna, bo przecież wiem, że on nie może zginąć (według formuły - zabili go i uciekł)


Ogolnie krytykowana przez czytelnikow, ale tez i krytykow zmiana fabuly, ktora robi z ksiazki historie przygodowa. Zakceptowana jak i wszystkie inne, bo w obliczu niepodwazalnych zalet filmu, dla fanow bylo to jednak drugorzedne.

Mag113 napisał/a:
Łatwo być profesorem Oxfordu i pisać o pięknie wojny


Rozumiem, ze chcesz przedstawic wygodnie usadowionego w fotelu starszego pana, ktory nic o zyciu nie wie, ale no niestety - Tolkien bral czynny udzial w wojnie. Ale jednoczesnie zawsze tez powtarzal, ze jego konkretne doswiadczenia nie mialy wiekszego wplywu na jego tworczosc. Opisuje zlo i wojne jako taka.

Mag113 napisał/a:
absolutnie nieodkrywcze i wtórne wobec świata strachów ludowych, mitów i baśni, i sag


Alez tak, oczywiscie, ze jest to nieodkrywcze. Jak wszystkie inne mity swiata, ktore przy kulturowej odmiennosci zawieraja te same elementy, a przede wszystkim odpowiadaja na te same pytania. Tolkien jako profesor jezyka angielskiego ubolewal nad brakiem w literaturze angielskiej eposu, dziela literackiego na miare Kalevali, ktora scali ubierze w ciekawa z punktu widzenia literatury historie wszystkie typowe elementy mitologii.

I Mag, troszke obawialabym sie jednak uzywac okreslenia "kultura popularna" w stosunku do Tolkiena- najwazniejszy w zaklasyfikowaniu jakiegos dziela do tej kategorii jest cel dla ktorego zostal stworzony. Naprawde, predzej juz "tworcami popularnymi" nazwalabym Szekspira czy chociazby Mozarta :wink:

Admete - Pon 09 Sty, 2012 18:45

Dzięki dziewczyny :) Bachtina nie uważam za wyrocznię. Każdy z teorii ( literatury czy innej dziedziny ) wybierze to, co pasuje do jego światopoglądu. Trudno, żebym wysoko ceniła teorie człowieka, który twierdził, że język eposu i poezji jest martwy. Akurat mam inne zdanie i na tyle znam twórczość Tolkiena, by stwierdzic, że bliższa jestem jego wizji literatury i jej znaczenia. Bachtin to w tej chwili szlachetny klasyk, znać go trzeba, ale niekoniecznie wyznawać. Czytanie Tolkiena nie jest wiarą, ktoś tu chyba nie wie, na czym wiara polega. Czytanie fantastyki nie oznacza oderwania od rzeczywistości - już to któryś raz powtarzamy i nie dociera. Widać po chińsku piszemy. Jestem realistką do szpiku kości. Ja się cały czas odnoszę do twórczości Tolkiena, do literatury, nie do adaptacji filmowej. ( Mam wymieniać, co przeczytałam w związku z jego twórczością? Byłoby to dość dziwaczne. ) Oj dużo mam Jacksonowi do wytknięcia - kilka razy w tym wątku to robiłam i nie chce mi się powtarzać. Tolkien wojny nie gloryfikuje - toż nie wiem, jaki trzeba podjąć tok rozumowania, żeby dojść do takich wniosków. Zdaje się, ze praca tej Smadje wzbudziła u nas na Forum i w kilku innych miejscach niezłą śmiechawkę. Wybaczcie, ale ja nie dyskutuję z osobą, która się mądrzy, a nie przeczytała nic na ten temat. Wygooglowała coś w sieci ( nietrafnie ), Bachtina czytała w latach 70 ;) I wieszczy ;)
Ja się nie podpieram niczym, uważam, że w poezji, micie, baśni jest piękno i prawda o człowieku, takim jaki kiedyś był w swej pierwotnej formie. I jaki nadal jest pod płaszczykiem cywilizacji. Jeśli nie ma poezji, szlachetności eposu, tajemnicy mitu - cóż pozstaje? Biochemiczne procesy bladawców. Nie chcę być tylko bladawcem ;)

Tutaj dyskusja na Hobbitonie odnośnie dzieła pani Smadje - http://forum.tolkien.com....26a9831c9deff9e
Zwracam uwagę na wypowiedzi Nifrodel i M.L. M.L. a znam osobiście i z innego forum, to tolkienista, z wyształcenia historyk, wykładowca uniwersytecki, więc może ktoś przeczyta, bo się poczuje na równi z dyskutantem ;) :

Cytat:
"Kupiłem dzisiaj ta książkę. I w drodze powrotnej do domu przeczytalem. Powiem jedno jest STRASZNA. Jest to popis kompletnej niekompetencji autorki w kwestii Tolkiena i uzasadniania, że autor chcial powiedzieć zupelnie coś innego niż napisal. I chasrakterystyczne jest, że w 28 miejscach (na 135 stron) tłumaczka - Beata Spieralska, poprawia w przypisach od tłumacza, karygodne błedy, nagięcia i przeinaczenia poczynione przez autorkę . Tak na prawdę, Pani Spieralska wydaje się o wiele bardziej kompetentna od autorki, szkoda, że to nie ona jest autorką tej książki.

I z jednej strony chwała Bellonie, za to, że pozwolila na te sprostowania, ale pytanie, po co w ogóle opublikowano tę ksiązkę. Jest żenująca. Nawet jeżeli zawiera kilka interesujących stwierdzeń, jako całość jest kompromitacją autorki i niestety wydawnictwa, ktore wydalo takiego gniota.
Jeżeli ktoś chce kupic, to tylko na wlasną odpowiedzialność."


Tyle Mumakil :) Ja mu wierzę, znam jego wiedzę.

Och i chciałabym widzieć, jak ktoś rzuca takie hasła jak tutaj na Hobbitonie :rotfl: Serdecznie zapraszam. Nawet przedstawię, jest tam jeszcze kilku starych znajomych.

Przy okazji - cóż to bladawiec:

Cytat:
"Bladawiec: Ta rasa Galaktyki zrodziła się w sposób tyleż tajemny, co wszeteczny, a to kiedy doszło do ogólnego nadpsucia ciał niebieskich; powstały w nich wówczas opary i odwary mokro-ziemne i z nich ulągł się ród bladawców, ale nie od razu. Najpierw byli pleśnieniem i pełzaniem, potem przelali się z oceanu na ląd, żyjąc z wzajemnego się pożerania; a im więcej się pożerali, tym ich więcej było, nareszcie wyprostowali się, pozawieszawszy lepką treść swą na wapiennych rusztowaniach, i pobudowali maszyny.Twarze mają koloru kredy zmieszanej z pirytem, oczy jak wilgotna pleśń, a członki jak błoto turlane tu i tam. Bladawce z rana moczą się w wodzie czystej i polewają nią swoje członki i wlewają ją sobie do środka, gdyż sprawia im to lubość. A potem chodzą tu i tam w sposób falisty i płynny, i pluskają, i mlaskają a gdy ich coś zasmuci trzęsą się i z oczu kapie im solona woda, a kiedy ich coś rozweseli, trzęsą się i czkają, lecz oczy ich pozostają dosyć suche. I mokre pokrzykiwanie zwiemy płaczem, a suche - śmiechem.

Energię zdobywają dziurawiąc inne, przechadzające się głównie na czworakach, mieszkające w okolicy bladawce tu i tam aż zginą; zwłoki ich parzą i warzą, siekają i krajają, po czym nadziewają ich cielesnością swoją cielesność; i znają 376 sposobów zabijania, i 28 597 sposobów obchodzenia się z nieboszczykami tak, aby wpychanie ich ciał w swoje ciała przez pewną dziurkę zwaną ustami, sprawiało im mnóstwo uciechy; a sztuka przyrządzania nieboszczyków jest u nich jeszcze sławniejsza od astronautyki i zwie się gastronautyką lub gastronomią; wszelako z astronomią nie ma to nic wspólnego.

Nie budują potomstwa, lecz programują metodą statystyczną, na zasadzie procesu Markowskiego, czyli stochastycznie, ślicznie, choć probabilistycznie; a robią to niechcący i okolicznościowo, myśląc przy tym o różnościach oprócz programowania statystycznego, nieliniowego i algorytmicznego, wszelako programowanie właśnie podówczas zachodzi samochcący, odsiebnie i najzupełniej automatycznie. Każdy bladawiec stara się programować potomstwo, gdyż jest mu to rozkoszne, lecz programuje nie programując, i wielu robi, co może aby z tego programowania nic nie wynikło. B. posługują się aparaturą zbudowana na zasadzie sprężenia zwrotnego, chociaż wszystko to w wodzie; aparatury te są technicznie istnym cudem, ponieważ posługiwać się nimi może największy kretyn; jednak bladawce tych metod nie wymyślili, metody te wymysliły się same. "


Bo jak wiadomo niektórzy mnóstwa rzeczy nie przeczytali ;) , to i skąd mają wiedzieć?

Tolkien uważał, że każdy pisarz jest wtórstwórcą, bo pierwszym stwórcą jest Bóg. I w tym sensie wszystko jest wtórne :-P Ogólnie żyjemy w czasach post - postmodernistycznych :D i wszystko już było.
Polecam esej Tolkiena "O baśniach". Nie jest długi, można przeczytać, prosto napisany, nie zmęczymy się, oj nie ;)

Deanariell - Pon 09 Sty, 2012 18:56

Admete napisał/a:
Jeśli nie ma poezji , szlachetności eposu, tajemnicy mitu -cóż pozstaje? Biochemiczne procesy bladawców. Nie chcę być tylko bladawcem

Brrrrrrrr... Broń nas Eru przed bladawcami! :lol: (To postaci z "Bajek robotów" Lema - gdyby ktoś akurat nie czytał. :P ).

Aragonte - Pon 09 Sty, 2012 20:14

Deanariell napisał/a:
To nie były tak do końca wycieczki osobiste, ale bezpośrednia odpowiedź na lekceważące podejście do miłośników fantastyki. Można przecież napisać zwyczajnie: "Obejrzałam to i to, ale sorry - nie mój cyrk, nie moje małpy, nie trafia to do mnie, nie spodobało mi się..." itd. itp. :roll: Wspominałam już wcześniej kiedyś, że sama mam przyjaciółkę, która kompletnie nie czuje tej konwencji w twórczości literackiej czy filmowej (bo woli zdecydowanie m.in. np. literaturę faktu), ale jest wyjątkowo taktowna i nie obraża na każdym kroku uczuć tych, którzy to akurat bardzo lubią. Jeśli nie potrafi z nami dyskutować merytorycznie - nie wypowiada się na ten temat w ogóle. Uśmiecha się jedynie, gdy sobie rozmawiamy na spotkaniach o czymś takim z Admete, stwierdzając, że to nie jej bajka. :) Rozumiem ją doskonale, bo nie wszyscy akurat muszą przepadać za SF czy fantasy i cenię za wyrozumiałość. Da się? Da.

Riella, wiem, że się da - moja najbliższa przyjaciółka nie trawi fantastyki w żadnej odmianie, ale jesteśmy w stanie świetnie się dogadywać, tutaj jednak jest inaczej i chyba nic tego nie zmieni :roll:

Co do książki Smadji - mam (na szczęście tanio kupiłam :-P ), znam, czytałam. Nie będę oryginalna, moim zdaniem jest straszna :wink: Niestety, o dziełach Tolkiena napisano już strasznie dużo i część tego, co napisano, bywa, hmm, średnie - w każdym razie moim zdaniem. Jasne, że można wybrać sobie to, co pasuje do światopoglądu. Ja zdecydowanie wybieram podejście Shippeya czy Carpentera, a na naszym polskim gruncie - Szyjewskiego, Lichańskiego czy Trochy (wymieniam książki tych autorów, które mam na półce), bo fantasy jako takie interesuje mnie głównie przez odniesienia do mitu. Stąd blisko mi do poglądów Admete :)
Kompletnie nie widzę u Tolkiena fascynacji złem. A doświadczeń z I wojny światowej to można mu tylko współczuć - stracił prawie wszystkich przyjaciół :(

Nie oprę się pokusie i zacytuję samego Tolkiena, tzn. fragment jego przemowy do "Władcy pierścieni": Pewne osoby, które przeczytały, a w każdym razie zrecenzowały książkę, oceniły, że jest nudna, niedorzeczna i nic niewarta; nie mogę się obrażać, bo sam podobnie osądzam ich dzieła lub też rodzaj literatury przez nich zachwalany. :wink:

Admete - Pon 09 Sty, 2012 20:18

Ale my z Riellą piszemy dla innych, ewentualnych czytelników tego wątku teraz i później. Duch pedagogiczny nas nigdy nie opuszcza :) zawsze sie ktoś czegoś dowie z tego, co tu napisałyśmy ;)
praedzio - Pon 09 Sty, 2012 20:36

Na przykład ja. ;)

Postuluję jedynie o więcej argumentów merytorycznych po obu stronach, a mniej ad personam. :kwiatek: Kurde, aż wypieków dostałam! :mrgreen:

Admete - Pon 09 Sty, 2012 20:41

Ja już skończyłam. Odnoszę sie tylko do wpisów i cytatów dziewczyn, bo resztę ignoruję :D I tak już będzie zawsze. Myślę, że nikt na tym nie straci ;) Wręcz przeciwnie, Forum zyska na świętym spokoju ;)
BeeMeR - Pon 09 Sty, 2012 20:52

Pax, pax - kobiety, proszę :kwiatek:

Mag13 - jeśli podejmiesz próby oglądania Powrotu Króla (co po dwóch poprzednich częściach rozumie się samo przez się ;) ) to wyłącznie rozszerzoną, reżyserską wersję, bo ta podstawowa jest idiotycznie zedytowana :frustracja: ma wycięte i zostawione zupełnie nie to, co trzeba :roll:
I błagam, jeśli masz napisać tylko kolejny raz, jak bardzo Cię to nudzi/śmieszy/razi - to może lepiej ugryźć się w klawiaturę ;) i nie zagorzałych ranić zwolenników pisząc to kolejny raz? :kwiatek:
Merytoryczne posty mile widziane, wiadomo :mrgreen:

Zagorzałe zwolenniczki też proszę, by nie odzierały od czci i wiary tych, do których fantastyka sci-fi itp nie dociera - w końcu to też ludzie ;)

Ja tez nie jestem "znawczynią" Tolkiena, czytałam tylko Władcę, za to pierwszy tom kilka razy :mrgreen:
Przez Hobbita się nie przedarłam ale może ekranizacja mnie zachęci do powtórzenia próby :mrgreen: Silmarillionu nawet nie tykałam, ale ostatnio myślałam intensywnie, czy by nie poczynić próby :mysle: Na myśleniu się jednak zawsze kończy ;)

ale i mnie oburzają niektóre zmiany wprowadzone przez Jacksona :bejsbol: z wprowadzeniem licznych, a niepotrzebnych ujęć zbolałej omdlewającej Arweny na czele :zalamka:

Aragonte - Pon 09 Sty, 2012 21:11

BeeMeR napisał/a:
Zagorzałe zwolenniczki też proszę, by nie odzierały od czci i wiary tych, do których fantastyka sci-fi itp nie dociera - w końcu to też ludzie ;)

Khem, toż pisałam, że mam przyjaciółkę, co nie cierpi fantastyki i żadna drugiej nie pożera żywcem na śniadanie :-P Po prostu nie rozmawiamy o fantastyce, mamy mnóstwo innych tematów. I nie ma kompletnie żadnego problemu :)

Admete - Pon 09 Sty, 2012 21:21

Cytat:
w końcu to też ludzie


Pewnie tak, ale jakiś inny gatunek ;) A tak serio to Basiu Riella wcześniej pisała, że jedna z naszych przyjaciółek-sióstr-wiedźm nie lubi fantastyki :) Akne lubi tylko niektóre rzeczy. A jakoś w zgodzie żyjemy już jakieś 15-18 lat.

Ale żeby zmienić temat. Bardzo lubię fragment, w ktorym Aragorn, Legolas i Gimli spotykają Jeżdźców Rohanu:

"Zwiastuję wam godzinę wyboru - odparł Aragorn. - Powtórz moje słowa Theodenowi, synowi Thengla: czeka go otwarta wojna w szeregach Saurona lub przeciw niemu. Nikt już dziś nie może tak żyć, jak żył dotychczas, i mało kto zachowa to, co uważa za swoją własność. Lecz o tych doniosłych sprawach porozmawiamy później. Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, sam odwiedzę waszego króla. W tej chwili jestem w ciężkiej potrzebie i proszę o pomoc albo przynajmniej o radę. Jak już mówiłem, ścigamy orków, którzy porwali naszych przyjaciół. Co możesz mi o tej bandzie powiedzieć?
- Możesz zaniechać dalszego pościgu - odparł Eomer. - Banda jest już rozgromiona.
- A nasi przyjaciele?
- Nie widzieliśmy innych istot prócz orków.
- Dziwne, bardzo dziwne - rzekł Aragorn. - Czy szukaliście wśród poległych? czy na pobojowisku nie było innych trupów prócz orków? Nasi przyjaciele są małego wzrostu, mogliby wydać się dziećmi; nie noszą obuwia, płaszcze mieli szare.
- Nie było tam krasnoludów ani dzieci - odparł Eomer. - Przeliczyliśmy poległych i zabraliśmy broń oraz łupy, potem zaś zgromadziliśmy trupy na stos i spalili, wedle zwyczaju. Popioły jeszcze dymią.
- Nie chodzi o krasnoludów ani o dzieci - odezwał się Gimli. - Nasi przyjaciele to hobbici.
- Hobbici? - zdziwił się Eomer. - A co to takiego? Pierwszy raz słyszę tę dziwną nazwę.
- Dziwna nazwa dziwnego plemienia - powiedział Gimli. - Lecz ci dwaj są nam bardzo drodzy. Może słyszeliście w Rohanie o przepowiedni, która zaniepokoiła władcę z Minas Tirith. Jest w niej mowa o niziołkach. To właśnie hobbici.
- Niziołki! - zaśmiał się jeździec stojący obok Eomera. - Niziołki! Ależ te stworzonka istnieją tylko w starych pieśniach i bajkach, przyniesionych z północy. Czy znaleźliśmy się w świecie legend, czy też chodzimy po zielonej ziemi, w blasku dnia?
- Można żyć w obu tych światach naraz - rzekł Aragorn. - Bo nie my, lecz ci, co przyjdą po nas, stworzą legendę naszych czasów. Zielona ziemia, powiadasz? Jest w niej wiele tematów dla legendy, chociaż ją depczesz w pełnym blasku dnia.
- Nie ma czasu do stracenia - rzekł jeździec nie zważając na Aragorna. - Trzeba spieszyć na południe, wodzu. Zostawmy tych dziwaków razem z ich mrzonkami. Albo też zwiążmy ich i zawieźmy do króla.
- Milcz, Eothainie! - rozkazał mu Eomer w języku Rohanu. - Chcę porozmawiać z nimi sam. Niech mój eored zbierze się na ścieżce i przygotuje do odmarszu w kierunku Brodu Entów."
Zaznaczenie moje :)

milenaj - Pon 09 Sty, 2012 23:08

Mag113 napisał/a:
Deanariell napisał/a:
A tak, to mam nieustanne wrażenie, że to Ty nie potrafisz zrozumieć (i przeżyć), jak komuś w ogóle może się coś takiego podobać.

Może w to trudno uwierzyć, ale też jestem belfrem , i nie mogę znieść, gdy inni marnują swój niewątpliwie istniejący rozum na Tolkiena. Życie zbyt krótkie, by czytać coś, co nie może dać nam żadnego wyjaśnienia, dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy, by udzielić najmniejszej rady na słynne polskie pytanie: "Panie Premierze, jak żyć"


I w tym jest cały problem moim zdaniem. Jesteś, przynajmniej takie odniosłam wrażenie, zdania, że szeroko rozumiana literatura fantasy, nie mówi nic o otaczającej nas rzeczywistości. Co więcej czytając ją nie można wynieść nic dobrego. Jednym słowem - marnujemy tylko swój czas.
Na szczęście wolno mi się nie zgodzić. :mrgreen:

Mag113 napisał/a:
Widzę sprzeczność logiczną - skoro P. Jackson wypacza większość światłych myśli Autora, to dlaczego tak się Panie emocjonujecie jego najnowszym dziełem? Powieść powinna wystarczyć....


Ale dziewczyny jasno napisały, że wolą książkę. A, że film jest dyskutowany, to chyba normalne. Jest jedyną adaptacją Władcy Pierścieni. Poza tym czytając wypowiedzi dziewczyn zrozumiałam, że pomimo wad lubią fil i cenią. Ma w końcu jakieś dobre momenty. :wink: :-P

Aragonte - Pon 09 Sty, 2012 23:19

Mag113 napisał/a:
Hortensja napisał/a:
Tolkien bral czynny udzial w wojnie. Ale jednoczesnie zawsze tez powtarzal, ze jego konkretne doswiadczenia nie mialy wiekszego wplywu na jego tworczosc.

I to jest właśnie najgorsze!

A ja pozwolę sobie nie zgodzić się z Tolkienem - nie wierzę, aby bezpośrednie doświadczenie wojny nie miało wpływu na jego twórczość. Moim zdaniem - tylko moim, podkreślam - miało, i to widać. I być może te właśnie elementy są potem interpretowane jako fascynacja złem czy czort wie czym jeszcze.

Mag113 napisał/a:
Może w to trudno uwierzyć, ale też jestem belfrem :wink: , i nie mogę znieść, gdy inni marnują swój niewątpliwie istniejący rozum na Tolkiena. Życie zbyt krótkie, by czytać coś, co nie może dać nam żadnego wyjaśnienia, dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy, by udzielić najmniejszej rady na słynne polskie pytanie: "Panie Premierze, jak żyć" :rotfl: :wink:

Ja tam wierzę bez długich zapewnień, że w realu jesteś belfrem. Ale zrozum: tutaj, na forum, nie jesteś. Potraktuj to jak urlop :)
I mój rozum ma się świetnie, marnowany na rozmaite fantastyczne różności :mrgreen: Wręcz kwitnie, powiedziałabym :-D
Nie martw się o nas :D

Mag113 napisał/a:
Życie zbyt krótkie, by czytać coś, co nie może dać nam żadnego wyjaśnienia, dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy, by udzielić najmniejszej rady na słynne polskie pytanie: "Panie Premierze, jak żyć" :rotfl: :wink:

Ha, czy na pewno nie daje? Tobie nie - zgoda.
Ale o nas nie możesz się wypowiadać z taką pewnością, bo nami nie jesteś :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group