Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Alison - Pią 05 Paź, 2007 12:03
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | A czy to w chłopie wzrost i w ogóle metryczne sprawy najważniejsze? |
Pewnie nie , ale wyobrażasz sobie tę scenę, jak on z pubu holuje te 1,90 m zawianego kumpla ? |
Inteligentny maluszek nie musi mieć w mięśniach. Zamówiłby dwukółkę, pachołków- osiłków najął, poradziłby sobie. A poza tym proszę go nie deprecjonować pod żadnem względem, gdyżcim go adoptowała i jako syn mój nie podlega ŻADNEJ krytyce.
Maryś, scena romansowa dopiero w poniedziałek, narazie musisz się zachwycać doskonałą harmonią pomiędzy człowiekiem i psem, ale jako, że zarządzająca kanapą to psiara, więc wiesz.... wszelkie zachwyty mile widziane
Marija - Pią 05 Paź, 2007 12:09
Nad psem to ja się mogę rozpływać o dowolnej porze. W sobotę "odnalazło się" zdjęcie prawie-mojego psa sprzed 10 lat, jak miał 4 latka, był młody, rześki i sprężysty oraz zakochany w kocicy . A teraz jest po dwóch operacjach, głuchy i reumatyczny . Jak Trafalgar się zestarzeje, to i Pamelowy Darcy będzie ronił łzy ze swych pięknych męskich oczu...
Anonymous - Pią 05 Paź, 2007 13:28
| Alison napisał/a: | gdyżcim go adoptowała i jako syn mój nie podlega ŻADNEJ krytyce. |
Czyżbym musiała się wydziedziczyć, czy jak? ja tam bynajmniej nie patrzę na niego wzrokiem siostrzanym ...
Jak zawsze w tej sytuacji powtórzę - ZASADA PRAWEJ RĘKI RULEZ !!!
Alison - Pią 05 Paź, 2007 14:01
| AineNiRigani napisał/a: | | Alison napisał/a: | gdyżcim go adoptowała i jako syn mój nie podlega ŻADNEJ krytyce. |
Czyżbym musiała się wydziedziczyć, czy jak? ja tam bynajmniej nie patrzę na niego wzrokiem siostrzanym ...
Jak zawsze w tej sytuacji powtórzę - ZASADA PRAWEJ RĘKI RULEZ !!! |
Ty możesz, boś też poniekąd adoptowana Mnie już nie wypada z racji różnicy lat, no chyba że gdzieś tam "wśród nocnej ciszy" ale o tym sza!
Anonymous - Pią 05 Paź, 2007 15:32
Ufff, już myślałam, że jakiś dramatyczny scenariusz się kroi. A już dramatyczna Pokuta wystarczy...
asiek - Pią 05 Paź, 2007 19:46
Właśnie wróciłam z roboty , zasiadłam do obiadokolacji i zajrzałam tu w nadziei, że złożę wizytę w Pemberley, a nawet spotkam daaaawno nie widzianą Elizabeth, a tu....nadal... p o k u t a.
| Alison napisał/a: | | scena romansowa dopiero w poniedziałek, |
A czym duszę nakarmić ?...Do poniedziałku zemrze z głodu.
Alison - Pią 05 Paź, 2007 21:05
| asiek napisał/a: | | Alison napisał/a: | | scena romansowa dopiero w poniedziałek, |
A czym duszę nakarmić ?...Do poniedziałku zemrze z głodu. |
Wiersze poczytać, Becoming Jane obejrzeć, na spacer jesienny pójść, a mało to dla duszy pokarmu dookoła?
asiek - Pią 05 Paź, 2007 23:54
| Alison napisał/a: | | Wiersze poczytać, Becoming Jane obejrzeć, na spacer jesienny pójść, a mało to dla duszy pokarmu dookoła? |
Kiedy na spacer nie mogę, bo kulas nie wyleczony i daje o sobie znać przy dłuższym, chodzeniu /może czas łopciąć? /, Becoming Jane łobejrzałam wte-i-nazad-i- spoworotem, a że Tomcio-Paluszek /przez niektórych zwany scypiorkiem / nie działa na me zmysły , to i motywacji nie ma na kolejny seansik....A co do strofek, to ostatnio żadna mnie nie cieszy...
Chiba dołączę do Admete i razem uciekniemy.
Ostatnio oczarował mnie ten oto widoczek...
[img=http://img512.images...4216st9.th.jpg]
Admete - Pią 05 Paź, 2007 23:59
Nie ma sprawy Asiek Może Ci potrzeba czegoś mocniejszego? Braci Winchesterów może wezwać? Wrócili ach wrócili
asiek - Sob 06 Paź, 2007 00:12
| Admete napisał/a: | | Braci Winchesterów może wezwać? Wrócili ach wrócili |
Yes ! Wczoraj miałam okazję spotkać się z nimi ....I nawet się nie bałam.
Alison - Sob 06 Paź, 2007 07:54
Nie mam sposobu na wasze marudzenie. No chyba, że "Fitz, Bursztyn i goście"
Rozdz. VII, cz. 5
Pemberley. Dom. Tym razem jednakże coś nowego zagościło w tej części jego jestestwa, która napawała się pięknym widokiem. Patrzył na Pemberley House szukając w każdej wyrazistej lini tego, dla czego w końcu znalazł imię. Wdzięczność. To znowu to! Była to wdzięczność za to, co zostało mu dane, wdzięczność za te wszystkie możliwości, które posiadł i które wypełniały teraz jego pierś. I, po raz pierwszy w życiu, Darcy poczuł, że to jednak możliwe żeby był wart tego by utrzymać ten wielki dar, jaki złożono w jego ręce.
Dźwięk przedzierania się przez krzaki, dobiegający z tyłu, ostrzegł Darcy'ego o przybyciu towarzysza i spoglądając z wysokości grzbietu Seneki, zauważył go w końcu z serdecznym śmiechem. Trafalgar był, o ile to możliwe, w nawet bardziej haniebnym stanie, ze skudłaconą sierścią i wywieszonym ozorem, jakby dostał się pod końskie kopyta.
- To nie moja wina! - Darcy zwrócił się psa o oskarżycielsko wyglądającym obliczu - Być może następnym razem nie ulegniesz swojej ciekawości jak zwykle i będziesz trzymał się nogi.
Błysk psiego uśmiechu na ton, którym mówił, świadczył o tym, że możliwość wyciągnięcia nauki z tej lekcji była jednak poza jego zasięgiem.
- No dobrze, Potworze - zaśmiał się - Zobaczymy kto pierwszy dotrze do domu?
Na słowo "dom" stał się cud, po którym obraz psa rozpłynął się w ruchu. Zanim pojął co się stało, Trafalgar był już niczym więcej jak punkcikiem szybko poruszającym się w dół ku dolinie, w stronę Pemberley.
- Ho! - krzyknął na Senekę i ściskając mu boki kolanami, pozwolił puścić się koniowi w pogoń. Po to by obaj mogli jednocześnie zastukać w posadzkę stajni, aż zgubił kapelusz. Zmuszony zatrzymać się i podnieść go, nie mógł już zmniejszyć dystansu między nimi, który był stanowczo zbyt duży by delikatnie nazwać go remisem. Kiedy zeskoczył z konia jednak, wylądował prawie na swoim "wymuskanym" przeciwniku, który tańczył między nogami Seneki.
- Tak, tak, wygrałeś! - przyznał i łaskawie znosząc zwycięskie szczekanie Trafalgara, został nagrodzony pocieszającym, ale wilgotnym dowodem uznania za swoją sportową postawę.
- Witamy w domu, sir! - koniuszy w Pemberley podał idącemu z nim stajennemu wodze Seneki.
- Dziękuję, Morely. Dobrze być w domu - skinął i oddał Senekę - Jest nieźle zgrzany - zawołał za nimi kiedy stajenny oddalał się.
- Ciężka jazda, sir? - Morely obserwował młodego pomocnika, kiedy chłopak odprowadzał konia na padok.
- Niezła. A co tutaj słychać? - rozpiął rękawiczki i zdejmując kłopotliwy kapelusz, wrzucił je do środka i z krótkim usmiechem podał chłopcu, który właśnie podbiegł. Morely zamachał chłopakowi, stojącemu przy wejściu dla służby do Pemberley House, a wtedy ruszył z panem.
- Bardzo dobrze, sir. Wszystko jest w porządku. Wszystkie młode mają się dobrze, sir. Żaden nie jest słaby, albo chorowity w tym roku. Myślę, że będzie pan zadowolony.
- Wspaniale! Zatem żadnych problemów? - Darcy spojrzał za wzrokiem koniuszego w stronę grupy ludzi, których nie rozpoznawał, a którzy stali w pobliżu nieznanego powozu - Goście? - znowu spojrzał na Morely'ego.
- Wycieczkowicze, sir, przyjechali zobaczyć dom i otoczenie. Widzieliśmy z domu, że mają zamiar pospacerować po ogrodach i może po parku, a my mieliśmy podstawić konie.
Darcy skrzywił się - Goście! No dobrze, pójdę zatem dookoła. Mimo to trzeba wysłać Trafalgara do jeziora. Bestia niestety musi się wykąpać. - rozejrzał się, ale nigdzie nie dostrzegł psa - No i gdzie on teraz pobiegł! - gwizdnął głośno, po czym krzyknął - Trafalgar! Potworze! - odpowiedziało mu szczekanie znad jeziora.
- Brzmi jak wyżej wymieniony, panie Darcy - zaśmiał się Morley.
- Jak zwykle! Do widzenia, Morley.
Anonymous - Sob 06 Paź, 2007 09:18
i sama widzisz, że spacerować można nawet bez użycia nóg i takie cudne widoczki poobserwować.
asiek - Sob 06 Paź, 2007 12:23
| Alison napisał/a: | | Nie mam sposobu na wasze marudzenie. No chyba, że "Fitz, Bursztyn i goście" |
Jest OK. Rzuciłam się na ścierkę i mietłę i wszystkie /no prawie... / wapory wyszły ze mnie. Sprzątnie zawsze dobrze mi robi, ...konkretna robota i konkretne wyniki. Chyba powinnam zmienić fach.
Ali, dzięki za ciasteczko. Już widzę Darsika w tym zielonym urbranku, jak się pięknie uśmiecha do Lizzy i pyta, czy podoba się jej Pemberley.
| AineNiRigani napisał/a: | | i sama widzisz, że spacerować można nawet bez użycia nóg i takie cudne widoczki poobserwować. |
Piękny kawałeczek Szkocji, prawda ? Aż nogi same niosą.
trifle - Sob 06 Paź, 2007 12:31
| asiek napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Wiersze poczytać, Becoming Jane obejrzeć, na spacer jesienny pójść, a mało to dla duszy pokarmu dookoła? |
Kiedy na spacer nie mogę, bo kulas nie wyleczony i daje o sobie znać przy dłuższym, chodzeniu /może czas łopciąć? /, Becoming Jane łobejrzałam wte-i-nazad-i- spoworotem, a że Tomcio-Paluszek /przez niektórych zwany scypiorkiem / nie działa na me zmysły , to i motywacji nie ma na kolejny seansik....A co do strofek, to ostatnio żadna mnie nie cieszy...
Chiba dołączę do Admete i razem uciekniemy.
Ostatnio oczarował mnie ten oto widoczek...
[img=http://img512.images...4216st9.th.jpg] |
Rany, jakie piękne to zdjęcie
A czy ta grupa gości to już ci, na których czekamy? Czy Pamela nas jeszcze pomęczy i będzie trzydzieści tysięcy turnusów?
Alison - Sob 06 Paź, 2007 14:54
| trifle napisał/a: | A czy ta grupa gości to już ci, na których czekamy? Czy Pamela nas jeszcze pomęczy i będzie trzydzieści tysięcy turnusów? |
W rzeczy samej to TA grupa, o którą chodzi nam od tylu tygodni
MiMi - Sob 06 Paź, 2007 19:48
Jutro chyba wstaję na tyle wcześnie, żeby przed kościołem jeszcze tutaj zajrzeć
Wielkie dzięki ATB
Alison - Sob 06 Paź, 2007 20:00
| MiMi napisał/a: | Jutro chyba wstaję na tyle wcześnie, żeby przed kościołem jeszcze tutaj zajrzeć
Wielkie dzięki ATB |
A na którą idziesz do koscioła, żebym wiedziała, o której mam wstać
MiMi - Sob 06 Paź, 2007 20:18
Na 11:30. Jeżeli wrzucisz później, to napisz - nie będę musiała wcześniej wstawać
Alison - Sob 06 Paź, 2007 20:29
| MiMi napisał/a: | Na 11:30. Jeżeli wrzucisz później, to napisz - nie będę musiała wcześniej wstawać |
Wkleję gdzieś kolo 8.00, bo tak wychodzę z psem na spacer
Alison - Nie 07 Paź, 2007 08:20
Rozdz. VII, cz. 6
"Do widzenia panu" Morley'a dogoniło go, kiedy kroczył już zdecydowanie w kierunku psa, jak się tylko dało rozciągając zdrętwiałe mięśnie nóg żeby upewnić się, że zwierzę samodzielnie zapoznało się już z zaletami jeziora w Pemberley. Idąc, Darcy oddychał świeżym, przesyconym wonią ogrodowych kwiatów, powietrzem i uśmiechał się sam do siebie. Czuł się świetnie. Było wczesne popołudnie, był w domu. Spojrzał w stronę domu. Żadnego widoku gości, których najazdy były częścią zobowiązań związanych z posiadaniem wspaniałego domostwa. Dobrze! Spiesząc się nad jezioro, znalazł psa, nerwowo biegającego po brzegu, oglądającego się niespokojnie w związku z jego pojawieniem.
- No to jestem, Potworze, ale nie musiałeś czekać. Właź do wody! - ponaglił go. Trafalgar usiadł i zaskomlał.
- Pływaj! - zakomenderował. Pies spojrzał na niego, osłupiały. - No, pływaj! - pokazał na wodę, ale pies zdawał się nie rozumieć o co mu chodzi.
- Hmmm - Darcy zwęził oczy, przyglądając się psiemu pyskowi, sprawdzając czy jest on naprawdę zakłopotany czy tylko trochę krnąbrny. Zbyt ostożnie jak na niego, Trafalgar uniknął jego spojrzenia, patrząc przez jezioro, w stronę ogrodów. "Więc to jest sposób" - Darcy podążył wzrokiem za spojrzeniem psa i dostrzegł spadające liście. Łamiąc na kolanie znalezioną gałąź, wrócił nad jezioro, będąc w posiadaniu czegoś, co mogło odwrócić psią uwagę. Spojrzeli na siebie w ciszy, obserwując każdy najmniejszy ruch drugiego. Nagle, ze świszczącym ruchem ramienia, Darcy wyrzucił patyk daleko na jezioro.
- Przynieś!
Bez najmniejszego pośpiechu, pies wskoczył do wody i popłynął zdecydowanie po nagrodę. Darcy szedł wzdłuż brzegu, śmiejąc się i głośno zachęcając psa żeby płynął, potem wyszedł mu na spotkanie po drugiej stronie, uważając żeby dojść kiedy Trafalgar już się wynurzy i zdąży otrzepać z grubsza z wody, zanim przylgnie do jego płaszcza.
- Dobry pies! - Darcy przyjął patyk z psich szczęk - A teraz, do domu!
Z ostatnim, głębokim spojrzeniem na swoją nagrodę, zwierzak pocwałował w stronę ogrodów, zostawiając go w tyle za sobą. Darcy odrzucił gałąź i odwrócił się w stronę domu. Dom! Przyjemne, wdzięczne uniesienie z wcześniejszego powrotu ogrzewało mu serce. Ruszył w stronę domu. Powracając na ścieżkę biegnącą od stajni, zdecydował się iść przez niższy ogród i w ten sposób ominąć hol, gdyż po długiej porannej jeździe konnej, nie znajdował się w odpowiednim stanie by przyjmować obcych i mimo, iż radosne uniesienie powróciło, zaczął już odczuwać trudy dzisiejszego dnia. Rozwiązał splamiony potem krawat i przewiesił go luźno przez ramię. Płaszcza, który był już rozpięty nie zamierzał znowu zapinać. Nie miał na sobie ani kapelusza, ani rękawiczek oddawszy je wcześniej stajennemu, czuł jak kurz i piasek z przebytej drogi wciera mu się w skórę pod ciężarem ubrania. Jego twarz... Przestał wycierać oczy i policzki. Nie, no był okropnym stanie!
MiMi - Nie 07 Paź, 2007 08:24
A ja już miałam nadzieję, że JĄ spotka. Jak nie nad psem, to Pamelka nad wyglądem się rozpisuje.
Gitka - Nie 07 Paź, 2007 10:36
No ja też tu wpadłam z biegu mając nadzieję na akcję
Ulka - Nie 07 Paź, 2007 12:40
Ale dlaczego pies nie chciał się kąpać?
asiek - Nie 07 Paź, 2007 14:06
| Gitka napisał/a: | | No ja też tu wpadłam z biegu mając nadzieję na akcję |
No, niestety ....Ali, lojalnie nas uprzedzała, że doooopiero w poniedziałek cóś się romansowego będzie dziać.
| Alison napisał/a: | | Darcy odrzucił gałąź i odwrócił się w stronę domu. Dom! Przyjemne, wdzięczne uniesienie z wcześniejszego powrotu ogrzewało mu serce. |
Kobieta jego życia tuż tuż, a jemu nawet serce nie drgnęło....i w ogóle nic mu nie drgnęło. Ani nie zadrżał febrycznie, ani żaden zmysł mu na usta nie wypełz.
Maryann - Nie 07 Paź, 2007 15:07
| asiek napisał/a: | Kobieta jego życia tuż tuż, a jemu nawet serce nie drgnęło....i w ogóle nic mu nie drgnęło. Ani nie zadrżał febrycznie, ani żaden zmysł mu na usta nie wypełz. |
Toż on nie ma pojęcia, że ona się za węgłem czai i podziwia fronton jego chałupy...
|
|
|