Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
asiek - Nie 25 Lut, 2007 21:02
| Kaziuta napisał/a: | | Czy 27 letni mężczyzna, który ma juz ukształtowany charakter, żeby nie powiedziec charakterek może tak w kilka miesięcy zmienić swój sposób bycia pod wpływem jednej kobiety ? |
| Ulka napisał/a: | | Znajomość i miłość do Lizzy pozwoliły spojrzeć mu w nowy sposób na parę spraw.... |
Myślę, że taka zmiana jest możliwia. Wszystko zależy od siły uczucia i jego trwałości.
Miłość ma w sobie potężną moc. Wierzę w to !
Szkoda tylko, że tak rzadko gości w naszym życiu :sad:
QaHa - Nie 25 Lut, 2007 23:02
Darcy z racji pozycji i majątku wynierac mógł ale Lizzy nie bardzo mogła przebierac ratował ja w sumie wiek prawdopodobnie jakby była w wieku Charlotty nawet ojciec by jej nie uratował tylko by poszła za pana Colinsa ??:
hmmm moze wlasnie z tego braku ,mozliwosci samodzielnego wyboru Darcy byl taki pewny ze oczekiwała tych oświadczyn i ze je przyjmie
Ulka - Pon 26 Lut, 2007 01:02
e, Lizzy zostałaby starą panną jak Jane.. Może zaczęłaby książki pisać?
QaHa - Pon 26 Lut, 2007 07:21
| Ulka napisał/a: | | e, Lizzy zostałaby starą panną jak Jane.. Może zaczęłaby książki pisać? |
lepiej ksiązki pisac niz z takim Colinsem sie co dzien użerać
Na perspektywę Pana Colinsa to sie i talent pisarski potrafi rozwinąć
Alison - Pon 26 Lut, 2007 09:06
Rozdz. V, cz. 2
Ostatnie spotkanie tego dnia było tym, którego obawiał się najbardziej. Jego przygotowania do wyjścia na wieczór nie mogłyby być bardziej oczywiste. Fletcher, podczas gdy ostrożnie przygotowywał go do obiadu przy Aldford Street, został zmuszony do wydania dyskretnych instrukcji, niezbędnych do wykonania tego zadania. Co zastanawiające, jego lokaj nie obdarzył go żadnym innym komentarzem, woląc zamiast tego, wyrazić siebie poprzez ubranie go w najsurowszą czerń surduta i spodni, jakie tylko miał do dyspozycji. Całkowicie skoncentrowany na wieczorze, który go czekał, Darcy nie zauważył swojego pogrzebowego wyglądu aż do momentu kiedy wszedł do salonu Bingley'ów o oznaczonej godzinie i został przywitany przez parę przerażonych spojrzeń.
- O Boże, Darcy! Chyba nie stało się nic złego, mam nadzieję! - Bingley zerwał się i szybko podszedł do niego, podczas gdy panna Bingley położyła rękę na sercu i podniosła chusteczkę do ust.
- Nic złego? - Darcy gapił się na nich zmieszany - Myślę, że nie! Dlaczego tak myślisz?
- Twoje ubranie, Darcy. - zmartwienie na twarzach przyjaciół zostało zastąpione przez rozbawienie - Przez moment myślałem, że Król umarł! O czym myślał ten twój służący, wyprawiając cię jak jakąś wielką czarną wronę? - śmiał się Bingley, okrążając go żeby dokładnie przyjrzeć się efektowi.
Darcy spojrzał w dół, na tą nie zdobiącą, nie przynoszącą mu splendoru czerń i ściągnął usta w złości na Fletcher'a, ale nic nie mógł teraz zrobić. Co nie może być naprawione musi zostać przeżyte, przypomniał sobie, ale przekaz jego lokaja był jasny: był zwiastunem przeznaczenia.
- Pan Darcy wcale nie wygląda jak wrona, Charles, - panna Bingley opanowała się i podeszła do nich - to taka moda wśród dżentelmenów by ubierać się ze skromną elegancją, a la Brummell. Pan Darcy niemal wyprzedza modę. Dobrze by ci zrobiła rywalizacja w tym względzie, braciszku. - Darcy skłonił się nad jej ręką i został zaskoczony, czując jakieś ostrzeżenie, ale przed czym, tego nie wiedział.
- Dobrze, jeśli nie wrona, to kruk ... bardzo "brummeliański" kruk, jeśli tego chcesz, Caroline! - śmiał się Bingley, ale oczy i tak pozostawały smutne - Ale chodź, Darcy. Obiad jest gotowy, dzisiejszy wieczór będziemy tylko we trójkę - westchnął wtedy i umilkł kiedy przechodzili przez pokój i hol.
- Musi się pan dziwić, widząc mnie w mieście, panie Darcy - panna Bingley spojrzała nerwowo na brata a głos jej zadrżał - Charles był w najwyższym stopniu zaskoczony, myśląc, że zostawił mnie w dobrym położeniu w Hertfordshire, w którym oczywiście mnie zostawił ale, niestety, ja nie jestem tak zakochana w wiejskich urokach jak mój brat... a już bynajmniej w Hertfordshire. Pytam pana, sir, co miałabym robić tam z samą Louisą i Hurst'em do towarzystwa? I o tej porze roku! - zaśmiała się, lecz ton śmiechu zabrzmiał fałszywie a Darcy zauważył, że Bingley aż drgnął na jego dźwięk.
- Sąsiadów miałaś w zasięgu spaceru, Caroline. - spokojnie powiedział Bingley - Jestem pewien, że nie brakowałoby ci towarzystwa.
- Pewnie masz rację, ale strasznie tęskniłam za naszymi przyjaciółmi w Londynie. No i wie pan, za zakupami! Czymże jest Meryton w porównaniu z Londynem jeśli chodzi o zakupy? - panna Bingley spojrzała na Darcy'ego w nadziei na potwierdzenie.
- Chętnie towarzyszyłbym ci w wyprawie na zakupy, - odpowiedział Bingley zanim Darcy zdążył przyjść z pomocą jego siostrze - nie było potrzeby zamykać Netherfield.
Zaczęła protestować, ale przerwał jej - Zresztą ta sprawa jest już zakończona i jestem pewien, że nie będziemy zanudzać Darcy'ego rodzinnymi sprzeczkami.
Panna Bingley zaczerwieniła się na te słowa, posyłając Darcy'emu krótkie, błagalne spojrzenie. Ten zawahał się. Atmosfera nabrzmiewała napięciem i, prawdopodobnie pierwszy raz, Darcy miał trudności z odczytaniem zachowania przyjaciela. "Czy panna Bingley zastosowała się do jego instrukcji czy tych dwoje ramię w ramię przechodzi na stronę panny Bennet?" Bingley nie dał mu żadnych wskazówek, jego oczy utkwione były w talerzu, kiedy służący uwijali się wokół nich, wykonując wystudiowaną serię ruchów, przeznaczonych do obsługi obiadu dla dżentelmenów. Panna Bingley delikatnie odchrząknęła.
- Jak udała się dzisiejsza rozmowa z Lawrence'em? - oczy Bingley'a podniosły się, jego oblicze sugerowało, że chciałby się dobrze bawić.
- Właściwie całkiem dobrze, - odpowiedział Darcy, wdzięczny za uwolnienie go od odpowiedzialności za podjęcie jakiegoś tematu rozmowy - oczekiwałem przyjęcia przez, w najwyższym stopniu nerwowego i wrażliwego, artystę, ale Lawrence był całkiem grzeczny a jego studio w każdym calu godne szacunku.
- Zatem żadnych pędzli walających się pod ścianami czy skandalicznie upozowanych modelek?
Darcy zaśmiał się - Nie, nic z tych rzeczy. Przykro mi rozczarować cię, ale było to raczej jak załatwienie interesu. Pokazano mi jego prace, zaproponowano herbatę i zapytano jaki rodzaj portretu mam na myśli. Potem wróciliśmy do jego pracowni gdzie pokazał mi przykłady już ukończonych prac i będących jeszcze w trakcie powstawania. Zgodziliśmy się co do daty pierwszego pozowania Georgiany, podziękowałem za przyjęcie i wskazano mi wyjście. Wszystko zostało załatwione w trzy kwadranse!
- Jestem zaszokowany! Wszystkie moje wyobrażenia o artystach legły w gruzach - Bingley znowu zażartował w typowy dla siebie sposób - Wydaje mi się, że muszę zadowolić się opisem piątkowej histerii L'Catalani lorda Brougham'a, żeby pozostać przy moich dotychczasowych wrażeniach co do temperamentu artystycznego.
QaHa - Pon 26 Lut, 2007 09:14
Cóż w tym dzisiejszym fragmencie Caroline wypada zdecydowanie dobrze o wiele lepiej niz biedni panowie, ba da sie nawet lubic.
lady_ania - Pon 26 Lut, 2007 09:16
czytam z wami
Maryann - Pon 26 Lut, 2007 09:20
| QaHa napisał/a: | | Cóż w tym dzisiejszym fragmencie Caroline wypada zdecydowanie dobrze o wiele lepiej niz biedni panowie, ba da sie nawet lubic. |
Lubić Caroline Bingley ? Nieee...
QaHa - Pon 26 Lut, 2007 09:24
w tym odcinku jest najbardziej pozbierana jeden wpycha glowe w talerzze smutku drugi buja w obłokach.
Zreszta troche to nie ładnie ze strony Darcy'ego proponowac Caroline pomoc w kampani przeciko Jane by w kluczowym momencie zostawic ja na lodzie, jak na zdecydowanego i konsekwentnego goscia cos ty nieteges.
a swoją drogą co sie ten Fletcher tak panosze w końcu kto tu jest panem a kto garderoibianym, ale musze przyznac ze wie jak skutecznie zdystansowac Karolinke ehhehehe nei bedzie mialo dziewcze śmialości wieszac sie u boku Darce'go
Maryann - Pon 26 Lut, 2007 09:33
| QaHa napisał/a: | | w tym odcinku jest najbardziej pozbierana jeden wpycha glowe w talerzze smutku drugi buja w obłokach. |
Ale i ona jest w tym fragmencie jakoś mało pewna siebie. Jej swoboda i wesołość jest sztuczna i wymuszona, co chwilę zerka na brata. Ani chybi nie ma wobec niego czystego sumienia...
| QaHa napisał/a: | | Zreszta troche to nie ładnie ze strony Darcy'ego proponowac Caroline pomoc w kampani przeciko Jane by w kluczowym momencie zostawic ja na lodzie, jak na zdecydowanego i konsekwentnego goscia cos ty nieteges. |
No, to przecież była jej inicjatywa. To ona przecież błagała Darcy'ego o interwencję i ofiarowała swoją najdalej idącą pomoc i wsparcie.
Alison - Pon 26 Lut, 2007 09:38
Obydwoje są paskudnymi "knujami", ratuje ich tylko to, że jednak jest im głupio i mają jakieś tam pojedyncze wypryski na sumieniu.
QaHa - Pon 26 Lut, 2007 09:47
| Maryann napisał/a: | | No, to przecież była jej inicjatywa. To ona przecież błagała Darcy'ego o interwencję i ofiarowała swoją najdalej idącą pomoc i wsparcie. |
na które się bezszemrania ochoczo zgodził zimny drań jeden
Maryann - Pon 26 Lut, 2007 10:04
Tyle że Miss Bingley chyba szybciej przejdzie nad tymi "wypryskami" do porządku dziennego. Bo ona czuje się nieswojo nie dlatego, że knuje, tylko dlatego, bo się boi, że niezadowolenie brata skrupi się na niej.
Darcy ma z tym chyba większy problem. To knucie nie godzi się z jego zasadami. On by chciał być kryształowy i idealny, tymczasem musi sobie ręce brudzić...
Anonymous - Pon 26 Lut, 2007 13:27
Co tam Darcy, co tam Karolina. Fletcher rulez !!!!!
asiek - Pon 26 Lut, 2007 18:06
| Alison napisał/a: | - Twoje ubranie, Darcy. - zmartwienie na twarzach przyjaciół zostało zastąpione przez rozbawienie - Przez moment myślałem, że Król umarł! O czym myślał ten twój służący, wyprawiając cię jak jakąś wielką czarną wronę? - śmiał się Bingley, okrążając go żeby dokładnie przyjrzeć się efektowi.
Darcy spojrzał w dół, na tą nie zdobiącą, nie przynoszącą mu splendoru czerń i ściągnął usta w złości na Fletcher'a... |
Taaa...A mnie się wydawało, że Darcy, to już duży chłopiec i sam potrafi się ubrać...Widać myliłam się
A jak już Darcy ożeni się z Lizzy, to co ?....Rano do sypialni będzie przychodził Fletcher i będzie go ubierał ??? Już to widzę oczami wyobraźni
Iiii...prysły zmysły...
Alison
Kaziuta - Pon 26 Lut, 2007 18:14
I znowu Flecher stanął na wysokości zadania.
Flecher cacy
Darcy
Mag - Pon 26 Lut, 2007 19:24
Może ten żałobny strój miał onieśmielić Caroline , ale , jak dla mnie , Pamelka za dużo tych ciuszkach, fatałaszkach i krawacikach.....
Wspaniałe biuro AT dzięki stokrotne!
Matylda - Pon 26 Lut, 2007 22:03
Dziewczynki dzięki za lekturkę
Zabieram się do czytania
Matylda - Pon 26 Lut, 2007 22:06
Dziewczynki dzięki za lekturkę
Zabieram się do czytania
Matylda - Pon 26 Lut, 2007 22:08
Przepraszam za te podwójne posty ale znowu mam kłopoty z internetem
Kto mnie zaraził jakimś wirusem ??:
Alison - Wto 27 Lut, 2007 09:11
Rozdz. V, cz. 3
Reszta obiadu minęła w takim samym, lekkim stylu. Panna Bingley jakoś rozluźniła się kiedy jedli i rozmawiali, ale powstrzymała się od, typowej dla siebie, dominacji w rozmowie. Zamiast tego zajmowała się pobłażliwym słuchaniem opowieści swojego brata, zaznaczając je od czasu do czasu znaczącymi spojrzeniami rzucanymi Darcy'emu, znaczenia których, ten ostatni mógł się tylko domyślać. Kiedy Bingley przepraszał ją za siebie i Darcy'ego wychodząc do gabinetu po obiedzie, przygryzła dolną wargę, ale czy z irytacji czy z niepokoju, tego Darcy nie mógł powiedzieć.
Charles znowu zamilkł kiedy szli do gabinetu, a Darcy nie znajdując odpowiedniego sposobu na zaradzenie temu, po prostu szedł za nim. Drzwi gabinetu jeszcze nie zdążyły się za nimi zamknąć, kiedy Charles podał mu ciężką szklankę z ciętego szkła wypełnioną jasnym, bursztynowym płynem. Swoją własną podniósł w toaście i wychylił dokładnie wtedy, kiedy Darcy przyglądał mu się z konsternacją.
- Charles... - zaczął, ale przerwał widząc zamknięte oczy i nietypowy grymas na ustach przyjaciela. Wtedy Bingley otworzył oczy i pochylił ku niemu głowę.
- Pamiętasz naszą rozmowę w gospodzie, w zeszłym tygodniu? Ostrzegałeś mnie tam przed moją skłonnością do przesady - spojrzenie Bingley'a świdrowało go i domagało się od niego, by nie odwracał wzroku.
- Tak, pamiętam - odpowiedział cicho.
- A także, przestrzegałeś mnie przed uleganiem oczarowaniu wytworami mojej wyobraźni, co mogło zgorszyć moją rodzinę, przyjaciół i w ogóle towarzystwo - Bingley odwrócił wzrok i podszedł nalać drugą kolejkę z karafki.
- Byłeś więcej niż wyrozumiały dla mojej rady, Charles - odpowiedział, wciąż niepewny jaki jest stan ducha przyjaciela, Darcy. Bingley wyciągnął w jego stonę karafkę, ale ten odmówił.
- Dużo rozmyślałem o tym co mi powiedziałeś, Darcy. Spierałem się sam ze sobą, a w myślach, także z tobą - pozbierał i odłożył porozrzucane papiery, leżące na krzesłach przy kominku, po czym wskazał by usiedli. - Ostatnie dwa dni, od jej niespodziewanego przyjazdu, spędziłem sprawdzając w co tak naprawdę wierzę z tych obserwacji Caroline.
Darcy zdawał się pamiętać jak skręcał się na krześle w tym momencie przemowy Bingley'a, ale miał nadzieję, że tego nie było widać. Bingley przerwał i patrzył na ogień płonący w kominku tak długo, że Darcy z trudem utrzymał swoją pozornie niezaangażowaną pozę. Wtedy Bingley, z cichym westchnieniem, kontynuował.
- Myślałem także długo o przestrodze lorda Brougham'a i, w świetle miłości moich przyjaciół i rodziny, która mnie znosi, doszedłem do pewnego wniosku - znowu podniósł oczy i z samopotępiającym się uśmiechem, wyznał - miałeś rację, Darcy. Wielce się myliłem wierząc, że panna Bennet miała mi do zaoferowania coś więcej ponad przyjaźń. To wszystko przeze mnie. Nigdy nie powinno się jej za to winić, nigdy... - pociągnął kolejny łyk ze szklanki. - Ona zawsze pozostanie moim ideałem kobiecości... jej uroda, jej łagodność. Zawsze już będę ją nosił w sobie, ale moje dalsze pragnienia mogłyby ją tylko martwić, a tego nie mógłbym znieść - zakończył wzdychając.
Kiedy powóz mknął na północ przez narastający świt, Darcy przypomniał sobie jak patrzył w swoją szklankę, niezdolny myśleć nawet co powinien odpowiedzieć. Osiągnął swój cel, jak się zdawało, z mniej uciążliwymi konfrontacjami niż się tego obawiał, zachował przyjaźń Bingley'a, a jednak nie umiał się cieszyć swoim sukcesem. Pociechą, jak stwierdził, było jego główne uczucie. Niebezpieczeństwo ponownego spotkania kiedykolwiek sióstr Bennet było niewielkie. Charles jakoś przeżyje swoje złamane serce i nie będzie go za to winił. Jednak, bolało go widzieć Charles'a tak przygnębionego, Charles'a którego zazwyczaj słoneczne usposobienie wielokrotnie jemu samemu poprawiało nastrój.
- Tak będzie najlepiej - powiedział w końcu i stwierdził, że bezwiednie to powtarza.
- Panie Darcy? - w przeciwległym kącie Fletcher zmagał się z sennością, która zaczęła się już na bruku Grosvenor Square - Przepraszam, sir. Czy pan coś mówił?
- Tak będzie najlepiej, Fletcher. Tak zwykle jest, prawda?
Lokaj posłał mu krótkie, zdziwione spojrzenie zanim osunął się z powrotem do wygodnej pozycji na poduszkach - Jeśli wszystko jest w rękach Opatrzności, sir, na pewno tak będzie.
Alison - Wto 27 Lut, 2007 09:13
Ona zawsze pozostanie moim ideałem kobiecości... jej uroda, jej łagodność. Zawsze już będę ją nosił w sobie, ale moje dalsze pragnienia mogłyby ją tylko martwić, a tego nie mógłbym znieść
Po tym zdaniu Darcy jakby miał odrobinę honoru, to powinien wyciągnąć pistulkę i w łeb sobie palnąć, a że go najwyraźniej nie ma, to śmignął do Pemberley zadowolony, że się jego podły charakter nie wydał. Tfu!
Boże chroń nas od takich przyjaciół...
QaHa - Wto 27 Lut, 2007 09:16
oj biedny Fletcher nawet się wyspac nie może
Pewniespecjalnie uszu nadstawia, bo prócz facu gafrderobianego ma jeszcze pasje dot analizowania uczuc i zachowań swojego chlebodawcy.
A Darcy to powinien jakies ludowe maksymay zacząć zgłębiać bo czyż nie jest powiedziane , że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane!! mam nadzieje, że w Pemberly dostanie maksymalnego moralnego kaca po tych swoich zakusach na Bigley'a
Maryann - Wto 27 Lut, 2007 10:14
| Alison napisał/a: | | Po tym zdaniu Darcy jakby miał odrobinę honoru, to powinien wyciągnąć pistulkę i w łeb sobie palnąć, a że go najwyraźniej nie ma, to śmignął do Pemberley zadowolony, że się jego podły charakter nie wydał. |
Nie palnął sobie w łeb, bo osiągnął to, o co mu chodziło:
| Alison napisał/a: | | miałeś rację, Darcy. Wielce się myliłem wierząc, że panna Bennet miała mi do zaoferowania coś więcej ponad przyjaźń. To wszystko przeze mnie. |
Bingley przyjął do wiadomości, że Jane go nigdy nie kochała...
Trochę szkoda, że Darcy nie został politykiem. Z takim darem wciskania ludziom głupoty zrobiłby karierę jak diabli. Chociaż chyba ma na to zbyt delikatne sumienie...
Alison - Wto 27 Lut, 2007 10:28
| Maryann napisał/a: | Trochę szkoda, że Darcy nie został politykiem. Z takim darem wciskania ludziom głupoty zrobiłby karierę jak diabli. Chociaż chyba ma na to zbyt delikatne sumienie... |
To już lord Lamb mu powiedział, a sumienie pewnie by sobie szybko zaimpregnował na wszelkie wyrzuty ??: u wszystkich to tak działa...
|
|
|