Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Alison - Śro 03 Paź, 2007 20:36
| asiek napisał/a: | Jak ten kuzyn Nelsona taki dzielny, to może w ogólności skróci podróż i już jutro będziemy w Pemberley ? |
Przykro mi to mówić, ale tym razem pies opóźni całą sprawę
MiMi - Śro 03 Paź, 2007 20:40
| Alison napisał/a: | | asiek napisał/a: | Jak ten kuzyn Nelsona taki dzielny, to może w ogólności skróci podróż i już jutro będziemy w Pemberley ? |
Przykro mi to mówić, ale tym razem pies opóźni całą sprawę |
A ja już miałam nadzieję, że jutro po powrocie ze szkoły wejdę na forum i będzie już Darcy i Lizzy... A tu pies...
Marija - Śro 03 Paź, 2007 20:41
Nazywając konia "Nelson" to komu Pamela zrobiła zaszczyt? Koniowi czy któremuś ze sławnych Nelsonów? W każdym razie, niestosowne imię dla konia, zważywszy na czas i miejsce opowieści .
Alison - Śro 03 Paź, 2007 20:46
| Marija napisał/a: | Nazywając konia "Nelson" to komu Pamela zrobiła zaszczyt? Koniowi czy któremuś ze sławnych Nelsonów? W każdym razie, niestosowne imię dla konia, zważywszy na czas i miejsce opowieści . |
Ten na którym jedzie, nazywa się....Seneka
MiMi - Śro 03 Paź, 2007 20:49
Ciekawe jak nazwałaby dzieci Darcy'ego i Elizabeth... Może lepiej nie zgadujmy.
Marija - Śro 03 Paź, 2007 21:38
| Alison napisał/a: | Ten na którym jedzie, nazywa się....Seneka | Deus Meus!! A w zaprzęgu ma pewnie co najmniej Wergiliusza i Horacego, co?
Narya - Śro 03 Paź, 2007 22:50
| Marija napisał/a: | | Nazywając konia "Nelson" to komu Pamela zrobiła zaszczyt? Koniowi czy któremuś ze sławnych Nelsonów? W każdym razie, niestosowne imię dla konia, zważywszy na czas i miejsce opowieści . |
A ja właśnie czytam "Róże i kapryfolium" i tam pan George Washington też jeździ na Nelsonie Może to modne imię dla koni? Co prawda oba konie oddziela kilka ładnych lat, ale może moda na to imię powróciła? Albo na stary kontynent dotarła z opóźnieniem, w sam raz w czasach Darcy'ego
Maryann - Czw 04 Paź, 2007 05:48
Rozdział VII część 3
Jego wierzchowiec nagle otarł się o wóz, zwracając uwagę Darcy’ego na drogę i jego towarzysza. Gdzie był ten pies ? Odpowiedział mu odgłos kotłowaniny w pobliskim krzaku – pobiegł najprawdopodobniej za zającem czy ptakiem. Wrócił do swoich rozmyślań i oczami duszy zobaczył, jak nieznajomy zatrzaskuje drzwi od plebanii i szybko wraca przez park Rosings. To było skończone.
Z wdzięcznością przyznawał teraz, że otrzymał rzadki i cenny dar. Żądając ręki kobiety, której ani nie rozumiał, ani nie był zdolny poznać, otrzymał od niej w zamian szansę na zrozumienie siebie samego i możliwość stania się lepszym człowiekiem. I zmienił się. Wiedział, że tak było. Wiedział, że nie jest już tym człowiekiem wracającym do swoich apartamentów w Rosings Hall. Co stało się z nim w ciągu tych minionych tygodni i miesięcy ? Nie był pewien, nie potrafił podać żadnego racjonalnego wytłumaczenia, ale człowiek otwierający drzwi Rosings, gotów do napisania gniewnego listu, był obcym, kimś, kto całe swoje życie przeszedł pogrążony we śnie. Ale teraz się obudził.
Niektóre rzeczy, jak jego relacje z Bingleyem, zmieniły się szybko. Inne zmiany, musiał to przyznać, następowały wolniej. Część z nich była bolesna – uczciwy przegląd jego wykroczeń tworzył niepokojąco długą listę – podczas, gdy inne zmiany dostarczały jego życiu nowych celów i przyjemności. W rezultacie świat zaczął stawać się znacznie bardziej interesującym miejscem, wypełnionym wędrowcami, których żartów i smutków już odtąd nie lekceważył i na których wady bardziej był skłonny przymknąć oczy. Wiedział, że nigdy nie będzie jednym z tych szczerych, serdecznych ludzi, którzy natychmiast budzą zainteresowanie i dobrą wolę u wszystkich, których spotykają. Nie pozwoli sobie już jednak na zachowywanie dystansu, nawet wśród nieznajomych. Dostosował się, starał się być odprężony i swobodny, zamiast w milczeniu żądać, aby ktoś go zabawił. Czasami było to trudne, ale świeżo zrodzone współczucie w połączeniu ze stanowczym ćwiczeniem pomogą mu łatwiej przezwyciężyć rezerwę. Któregoś dnia, miał nadzieję, stanie się to częścią jego natury.
Natury ? Rozejrzał się w poszukiwaniu Trafalgara, który pełen energii pobudzającej go do podążania za swoim nosem, przez przeważającą część drogi był gdzieś z dala od niego. Przybiegłszy na gwizd Darcy’ego przedstawiał sobą sfatygowaną masę rzepów i patyków.
- Wygląda na to, że reszta jest w porządku – zapewnił zdyszanego nieszczęśnika u swoich stóp.
Rzeczywiście wyglądał okropnie, ale było to w większej mierze rezultatem jego przygód w zaroślach, niż dokuczliwości ich podróży. Zatrzymał konia i zeskoczył na ziemię, po czym sięgnął do torby i wyciągnął butelkę z wodą.
- Zobacz !
Zamachał butelką przed psem, gdy nagle zorientował się, że nie ma do czego nalać wody. Zdjął rękawiczkę, schylił się i powoli nalewał wodę w stuloną dłoń, podczas gdy pies gorączkowo ją chłeptał.
- Wystarczy – wyprostował się otrzepując krople z dłoni – Też chce mi się pić ! – poskarżył się na żałosny skowyt i pociągnął łyk tego, co zostało – Niewdzięcznik ! – oskarżył psa ocierając usta – Nie słyszysz skarg Seneki, który musiał nieść mnie przez całą drogę !
Słysząc swoje imię, koń cicho zarżał i rzucił łbem, nie zwróciwszy tym najmniejszej uwagi Trafalgara, którego oczy były nadal utkwione w butelce.
Marija - Czw 04 Paź, 2007 07:37
Przecież to logiczna całość: koń Nelson, pies Trafalgar . Brytyjski sposób na uczczenie przewag bitewnych własnego oręża. U nas musiałby być koń Kościuszko, a pies - Racławicek??
Anonymous - Czw 04 Paź, 2007 09:23
a Seneka? Pewnie kolejny kuzyn to Szekpir - sądząc po zamiłowaniu pameli do wdziecznych imion po kimś/czymś sławnym ...
Dione - Czw 04 Paź, 2007 17:27
O to ja będę robić za absolutne dziwadło: miałam kotkę Safonę, a jeden z jej kociaków, koteczka swoją drogą, to Antygona. A wcześniej kocura Sofoklesa.
Marija - Czw 04 Paź, 2007 18:25
Ja miałam kota Pankracego, chociaż było to w okresie "Psa Pankracego". Następna, następna domowa kocica miała za to wdzięczne imię Szmaciara ...Weterynarz się zbuntował i wpisał do kociej książeczki banalną "Kicię".
Oczywiście do wycięcia .
Anonymous - Czw 04 Paź, 2007 21:14
No tak przy pisach przed oczami pojawia sie Colin. A ja proponuje naszego Jamesa McAvoya na Dy'a
Ja mam kocią arysKOTratkę po kądzieli - Bellissime Zołzikiewiczówne de Czort (dokładnie to pisze w jej książeczce. Slowo w słowo ). Ojciec NN. W rubryce rasa: OMC Maine coon.
Feluś ma w książeczce: Feliks Meliniarz, rasa: polska biało-czarna (zoologo-biolodzy zrozumieją o co chodzi )
Dione - Czw 04 Paź, 2007 21:57
A mówiąc o zwierzakach - "nie kotach", to miałam pieska o wdzięcznym imieniu BIT.
I szalenie przepraszam, że to napiszę: Janesa McAvoya chyba w żadnym filmie nie widziałam, więc jak gra to nie wiem, ale zerkłąm sobie na jego fotografie w necie i ....
to taki szczypiorek
asiek - Czw 04 Paź, 2007 22:08
| Dione napisał/a: | | Janesa McAvoya...to taki szczypiorek |
Dione odważnaś dama Aine gotowa obmyślić dla Ciebie jakowąś "Pokutę".
***
A tak w ogóle, to nawiążę do losów Darcy'ego i Elizabeth ... i zapytam się, czy Mruczki i Reksia już niedobre ?
Anonymous - Czw 04 Paź, 2007 22:18
Na pokutę jeszcze ma czas
Każdemu należy się druga szansa - podrzuce jej fragmenty makbeta coby sie nawróciła
A jeśli nie - beda leciały wióry strzępy i kłaki...
Alison - Pią 05 Paź, 2007 07:19
Żaden szczypiorek tylko Tomcio Paluszek, i w ogóle się nie znacie, że z rana nie będę wygłaszać calości tego powiedzenia
No dobra, to teraz na horyzoncie Pemberely!
Rozdz. VII, cz. 4
Darcy przeciągnął się i głęboko wciągnął w płuca powietrze z Derbyshire, szczęśliwy, że jest daleko od duszącego się brudem miasta, szczęśliwy, że jest tutaj, godzinę drogi od domu. Wsadził pustą butelkę z powrotem do sakwy przy siodle, przerwał głaskanie gęstej grzywy Seneki. Zwierzę stało w kępie ostrych traw wystarczająco długo, by teraz trącać go szorstko, Darcy nie widział czy szarpie go okazując uczucie czy chce go wyciągnąć z tej kępy. Roześmiał się, żywiołowo drapiąc zwierzaka po kłębie i przypominając sobie tą narastającą złość, oburzenie, które wypełniało go w pierwszym mrocznym tygodniu, po przyjeździe do Londynu. Teraz wydawało mu się to przeżyciami innego mężczyzny. Jakże inaczej jawiła mu się teraz odmowa Elizabeth.
Ostre szczekanie przypomniało mu o towarzyszącym psie. Z głupawym uśmiechem, Trafalgar błyszczącymi brązowymi oczami komunikował swoje niecierpliwe oczekiwanie na powrót do domu.
- Już niedługo - pocieszył go i poczochrał zwierzaka po uszach - już prawie jesteśmy w domu.
Pies był trochę zmaltretowany i potłuczony z powodu ganiania po krzakach, ale prawdopodobnie szczęśliwszy, po takich doświadczeniach. Prawie tak jak ja, dumał Darcy. Tak, doprawdy był dłużnikiem panny Elizabeth Bennet. Swoją zasadniczą odmową nie zrobiła mu żadnej krzywdy; raczej obdarowała go niewypowiedzianym dobrem. Wyrwała go z jego grzecznego snu i pokazała mu jego własny portret jaki prezentował światu, portret który wcale mu się nie podobał. Cóż za niezwykła młoda kobieta! Ten okropny list, częściowo był prośbą o odrobinę jej szacunku.
Ofiarował Potworowi jeszcze ostatnią pieszczotę, zanim sam wskoczył na grzbiet Seneki.
- Jeszcze tylko kilka mil i przejedziemy las koło domu. Tuż obok jest jezioro, i dobrze ci radzę żebyś z niego skorzystał! Nie wyglądasz i bynajmniej nie pachniesz jak dżentelmen, a jeśli ciebie to nie obchodzi, to już stajennego na pewno to obejdzie!
Odświeżony, zebrał wodze i pociągnął je, bliskość jego własnej ziemi wzmagała w jego sercu tęsknotę żeby już być w domu. Z nową energią, koń podążał przez las. Ścieżka, twarda i zakurzona po suchym lecie, wiodła to w górę, to w dół, wybojami wzgórz Derbyshire aż wpadła do szerokiej doliny przez, którą Ere toczyła swe obfite wody, aż do tamy, która spietrzając je, tworzyła doskonałe zwierciadło dla Pemberley House. W niecierpliwości zostawił Trafalgara gramolącego się daleko za sobą, a sam pociągnął za wodze, by zatrzymać Senekę, gdy tylko przebili się przez las powyżej doliny. Obydwaj ciężko oddychali, puścił wodze luzem na grzbiet konia, żeby rozciągnąć mięśnie pleców kiedy czekali na trzeciego członka ich grupy. Wyprostowując się, nagle powiódł wzrokiem po całej dolinie. Ileż to razy przyglądał się swemu domowi z daleka, czy z tego punktu czy z innego? Jednak, nie mógł oderwać oczu od całości majestatycznej struktury, by ustrzec się przed radowaniem się z piękna ogrodów czy naturalnego uroku rzeki i lasu.
Maryann - Pią 05 Paź, 2007 10:53
| Dione napisał/a: | to taki szczypiorek |
W rzeczy samej - szczypiorek. I mało wyrośnięty na dodatek...
Alison - Pią 05 Paź, 2007 11:11
| Maryann napisał/a: | | Dione napisał/a: | to taki szczypiorek |
W rzeczy samej - szczypiorek. I mało wyrośnięty na dodatek... |
Kobiety, bo bedę musiała dokończyć com zaczęła powyżej...
Zważcie czym jest malutki, szczuplutki, zielony szczypiorek ze swym wyrazistym smakiem dla całej kuchni? Czym byłaby jajecznica bez przybiórki szczypiorku? Mdłym żółtawym glutem. Taka jest prawda o niedocenianym potencjale aktorskim, któren jak szczypta korzennej przyprawy uszlachetni każdy byle jaki obrazek
Maryann - Pią 05 Paź, 2007 11:15
Ali, tu nie chdzi o żaden potencjał aktorski, ale o chłopięcą aparycję, a zwłaszcza o wzrost. On ma ledwie 1,70 m - jaki by z niego był Dy przy wysokim Darcym ?
Marija - Pią 05 Paź, 2007 11:17
Wracając do meritum - się wystraszyłam, że Darcy znowu z butelką jakąś, ale to tylko woda. Już bym się wkurzyła , alykoholik jeden.
Alison - Pią 05 Paź, 2007 11:22
| Maryann napisał/a: | Ali, tu nie chdzi o żaden potencjał aktorski, ale o chłopięcą aparycję, a zwłaszcza o wzrost. On ma ledwie 1,70 m - jaki by z niego był Dy przy wysokim Darcym ? |
Chłopięcej aparycji, to niejeden Colin będzie mu, do po nocach niespania, zazdrościł. Ot co!
A czy to w chłopie wzrost i w ogóle metryczne sprawy najważniejsze?
Dusza, charakter, talent, poczucie humoru - to się liczy naprawdę. Co Ci po takim wysokim do którego gęby nie ma o czym otworzyć? Malutki zabawi, przytuli, wiersz przeczyta z boskim szkockim akcentem . Po prostu nie znacie się i tyle . Żal mi Was
Maryann - Pią 05 Paź, 2007 11:27
| Alison napisał/a: | A czy to w chłopie wzrost i w ogóle metryczne sprawy najważniejsze? |
Pewnie nie , ale wyobrażasz sobie tę scenę, jak on z pubu holuje te 1,90 m zawianego kumpla ?
Marija - Pią 05 Paź, 2007 11:33
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | A czy to w chłopie wzrost i w ogóle metryczne sprawy najważniejsze? |
Pewnie nie , ale wyobrażasz sobie tę scenę, jak on z pubu holuje te 1,90 m zawianego kumpla ? | Po ziemi powlecze.
Czy ja mogę prosić o dalsze nieomawianie pijusów?
Zbliżamy do jakichś romansowych scen, bo o miejsce na kanapie walczę i chciałabym powzdychać ?
Maryann - Pią 05 Paź, 2007 11:34
| Marija napisał/a: | | Zbliżamy do jakichś romansowych scen |
tylko nie do "jakichś"...
|
|
|