Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Alison - Sob 24 Lut, 2007 08:46
Zastanawiam się jak człowiek-kobieta jest dziwnie skonstruowany. Jak przeczytałam o "subtelnych sugestiach", to mi się bezwiednie zęby na tego hipokrytę zacisnęły, a już po chwili... no co tu dużo gadać, kochany potrafi być z ta swoją tęsknotą..
Maryann - Sob 24 Lut, 2007 10:18
A tęsknić teraz on będzie, oj będzie...
Anonymous - Sob 24 Lut, 2007 10:28
dobrze mu tak !!!
Alison - Sob 24 Lut, 2007 11:44
| AineNiRigani napisał/a: | | dobrze mu tak !!! |
Wiedziałam, że to napiszesz! Dobrze, że masz swojego koziołka ofiarnego, może Ci troszke ulży, cooo?
Anonymous - Sob 24 Lut, 2007 13:41
QaHa - Sob 24 Lut, 2007 13:45
hmmm a ja na wyjeździe i tylko na chwile udalo mi sie szwagra sprzed kompa wygryźć al emi tu dyszy za plecami p\bo jkais projekt do pracy kombinuje no\o nic pozostaje mi doczekac jakos do niedzielnej nbocy gdzie juz bede na wlasnych smieciach i nikt mnie nie bedzi emogl sprzed kompa wygryźć
a tu jakies sie mecyje zapowiadaja a ja nie zobacze i bede do tyłu
Ulka - Sob 24 Lut, 2007 14:28
| Maryann napisał/a: |
- Elizabeth.
Nie zastanawiał się nad tym, ale wypowiedziane głośno imię odezwało się echem w ciemnej bibliotece i miękko wpadło do jego uszu. Darcy ścisnął krawędź biurka z bolesną siłą i nakazał sobie nie być głupcem.
- Ona cię nie lubi, idioto ! To powinno stanowić wystarczający powód przeciwko przebywaniu w jej towarzystwie. |
Biedaczek :sad: On tak "brzydko" się zachowuje, bo wie, że ona go nie lubi. Przeciez nie będzie się narzucał.
Tylko to mi zupełnie nie pasuje do Dumy i uprzedzenia. Lady Pamela chyba zawędrowała w swoich pomysłach za daleko. Dary miał być pewnym, że Lizzy oczekiwała jego oświadczyn. Hehe, nie lubiła go ale oczekiwała, akurat...
| Maryann napisał/a: | Kiedy jego oczy w końcu przywykły do światła, Darcy mógł rozpoznać swojego kamerdynera stojącego w drzwiach razem z jednym z mocniej zbudowanych lokajów uzbrojonym w długi kij.
- To po tej sprawie w Wapping, sir. Ci wszyscy biedacy pomordowani we własnych łóżkach.
Darcy spojrzał nieufnie na służących.
- W porządku, Witcher. To zrozumiałe, przypuszczam, ale jesteśmy daleko od Wapping !
- Tak, sir – skłonił się Witcher – Myślę, że to przez mgłę, sir. Wszyscy robią się nerwowi, nie wiedząc, co jest za i przed nimi. To taka pogoda dobra do psot. |
No no robi się niebezpiecznie... Ja chcę do JA, tam nie było zagrożeń, nawet w Emmie było tak bezpiecznie
Maryann - Sob 24 Lut, 2007 17:37
| Ulka napisał/a: | | Lady Pamela chyba zawędrowała w swoich pomysłach za daleko. Dary miał być pewnym, że Lizzy oczekiwała jego oświadczyn. Hehe, nie lubiła go ale oczekiwała, akurat... |
Spokojnie, do Rosings i oświadczyn mamy jeszcze jakiś kwartał. Ludzie się zmieniają...
Gunia - Sob 24 Lut, 2007 17:45
Esz to. Dziad z niego.
Alison - Nie 25 Lut, 2007 10:09
Sorki, że spoźnionam, ale chyba ordynat mi się śnił i zaspałam :oops:
Rozdz. V, cz. 1 "Ręka Opatrzności"
Darcy usadowił się z powrotem na ciemnozielnych poduszkach swojej podróżnej karety, kiedy tylko rogatki w Hampstead zniknęły za nimi w słabym świetle wczesnego poranka. Rozpiąwszy swój ciężki płaszcz tylko tyle by sięgnąć do kamizelki, wyciągnął kieszonkowy zegarek i podniósł go do słabego światła. Było piętnaście po siódmej, co znaczyło, że stracili mniej niż godzinę, na przejazd ulicami miasta i minięcie rogatek. Teraz droga pod kopytami koni była szeroka i pusta. Silne trzaśnięcia bata woźnicy zderzały się z nadchodzącym świtem, upewniając Darcy'ego że James Coachmen nie był nieświadom ani tych wspaniałych warunków ani niecierpliwości swego pana związanej z powrotem do domu. Kareta kołysała się przybliżając do celu.
"Dom!" - Darcy zamknął oczy i rozluźnił się, poddając się wstrząsom i kołysaniu karety. Ledwie pozwolił sobie pomyśleć o Pemberley czy nawet o podróży tam, gdy całym ciałem poczuł, że jedzie do domu. Teraz już mógł o tym myśleć, bo wczorajsze przeszkody, jakimś cudem, zniknęły.
Hinchcliffe załatwił z nim ostatni interes przed jedenastą, dając mu wystarczająco dużo czasu na lekką przekąskę i odświeżającą przejażdżkę wokół placu, jeszcze przed spotkaniem z Lawrence'em. Rozmowa z tym ostatnim minęła zaskakująco pozytywnie i Darcy opuścił Cavendish Square jadąc do Klubu z zapewnieniem, że znany artysta spotka się z Georgianą w celu wykonania wstępnych szkiców, w tydzień po jej przyjeździe do Londynu. Mnogość powozów na ulicy i służących w pobliżu drzwi uprzedziło go o tym, że u Boodle'a będzie tłoczno, więc z powodu niechęci do poświęcania mu nadmiernej uwagi, omal nie skierował się do wyjścia. Ale, kiedy przeszedł się po salonach i minął kilka stołów do gry w karty, okazało się, że przedmiotem rozmów był głównie młody par, który dopiero co wrócił z Kontynentu, a którego debiutanckie przemówienie przed Parlamentem sprawiło, że większość Torysów omal nie udławiła się z wściekłości.
- Ten facet to szaleniec - padało z ust więcej niż jednego z kolegów klubowych Darcy'ego.
- Albo nawet gorzej - była to typowa odpowiedź dotycząca namiętnego, ale źle ocenionego, przemówienia broniącego fanatycznych, groźnie rosnących w siłę zwolenników Luddystów*, przeciwko aktualnemu projektowi ustawy, który został ogłoszony z powodu ich egzekuzji w trybie doraźnym.
- On musi znajdować przyjemność żyjąc w tak niebezpieczny sposób - lord Devereaux zaryzykował to stwierdzenie, kiedy opuścił ręce w odpowiedzi na króla karo Darcy'ego - bo jest także na najlepszej drodze żeby stać się nowym zwierzątkiem Lady Caroline...i najnowszym upokorzeniem Lamb'a. Widział pan ich ostatnio u Melbourne'ów w piątek? - Darcy nastawił uszu.
- O dobry Boże, tak! Co za pokaz! - odpowiedział sir Hugh Goforth - Myślałem, że Lamb wyprosi go za zachęcanie żony do rozpoczęcia takiego skandalu. Gdyby to była moja żona, to szyłaby chusteczki za zamkniętymi drzwiami w najodleglejszej posiadłości, a mój lord Byron obudziłby się mniej więcej w tym samym czasie w ładowni statku płynącego do Indii.
Potakujący chór zgodził się z takim wyznaniem, a gra niedługo potem została zakończona. Darcy poprosił o płaszcz i wyszedł krótko po tym, bez jednego zapytania go o to przeklęte wiązanie krawatu. Kiedy drzwi Boodle'a zamknęły się za nim, dziękował Bogu, że działalność niebezpiecznie głupiego lorda Byron'a tak szybko zastąpiła w opinii publicznej rozgłos dotyczący jego własnej osoby.
* Luddyści, uczestnicy wystąpień robotniczych w Anglii w końcu XVIII i na początku XIX w. Rekrutowali się głównie z rzemieślników, chałupników i robotników. Luddyści uznawali, że przyczyną bezrobocia, niskich płac i nędzy robotników jest mechanizacja produkcji fabrycznej, aby ją powstrzymać, niszczyli maszyny fabryczne. Prekursor ruchu Ned Ludd zniszczył warsztat tkacki (ok. 1760). Wystąpienia luddystów spowodowały ostre represje władz, z karami śmierci włącznie, co - wraz z pewną poprawą położenia robotników - położyło kres ruchowi w latach 30. XIX w. (wg. Wikipedii)
Anonymous - Nie 25 Lut, 2007 10:26
Najbardziej mi sie podobają te naprawdę delikatne i pi.eknie wkomponowane wkręty historyczne.
Alison - Nie 25 Lut, 2007 10:47
Biedny Darcy i ten jego krawat... Tu ludzi mordują w trybie doraźnym, a on się martwi czy go ktoś o krawat nie spyta. Chyba się potnę, jak to się w końcu w słusznym kierunku nie zacznie rozwijać :neutral:
Maryann - Nie 25 Lut, 2007 11:28
| Alison napisał/a: | | Biedny Darcy i ten jego krawat... Tu ludzi mordują w trybie doraźnym, a on się martwi czy go ktoś o krawat nie spyta. |
Ali, i tak dobrze, że nie ma o to pretensji do Fletchera... Wszak nie za swoje przewiny cierpi...
| Alison napisał/a: | | Myślałem, że Lamb wyprosi go za zachęcanie żony do rozpoczęcia takiego skandalu. Gdyby to była moja żona, to szyłaby chusteczki za zamkniętymi drzwiami w najodleglejszej posiadłości, a mój lord Byron obudziłby się mniej więcej w tym samym czasie w ładowni statku płynącego do Indii. |
Typowy punkt widzenia męskiego szowinisty...
Alison - Nie 25 Lut, 2007 11:49
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Myślałem, że Lamb wyprosi go za zachęcanie żony do rozpoczęcia takiego skandalu. Gdyby to była moja żona, to szyłaby chusteczki za zamkniętymi drzwiami w najodleglejszej posiadłości, a mój lord Byron obudziłby się mniej więcej w tym samym czasie w ładowni statku płynącego do Indii. |
Typowy punkt widzenia męskiego szowinisty... |
Oj tak, jak to przeczytałam pierwszy raz, to aż mnie zatkało. To poczucie własności i sposób w jaki on mówi o tym, zupełnie jakby mówił psie, tzn. suce, którą trzeba odizolować kiedy cieknie, żeby sobie zaoszczędzic kłopotu z nieoczekiwanym miotem. Fuj, faceci to jak czasem palną... ??:
Maryann - Nie 25 Lut, 2007 11:56
Zwłaszcza, że z tego co znalazłam na temat lorda Lamba, nie był on człowiekiem, którego pojęcie małżeństwa obejmowało coś takiego jak wierność.
Ale najwyraźniej "co wolno wojewodzie...". ??:
Alison - Nie 25 Lut, 2007 12:04
Z okazji mojej przygody z Trędowatą, ostatnio myślałam sobie jak historia ludzkości przepełniona jest nieszczęściem, nie licząc wojen, ludzie ustalając te wszystkie klasy, kasty, monarchie, sami siebie i innych zmuszali do wiazania się ludzi komplenie sobie obcych, nie kochajacych się, a nawet wzbudzających obrzydzenie. To straszne, nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji, gdyby ktoś postawił przede mną jakiegos oblesnego dziada i powiedział: masz zostać jego żoną. Takie postawienie sprawy skutkowało tymi romansami na boku, bo ludzie szukali miłości, zaspokojenia. Wszystko to potworne bagno, aż mi ciary po plecach chodzą, jak sobie o tym pomyślę. Chwała Bogu, że Darcy był bogaty i mógł sobie wybrać, ale co się przy tym nakombinował...
Maryann - Nie 25 Lut, 2007 12:08
| Alison napisał/a: | Chwała Bogu, że Darcy był bogaty i mógł sobie wybrać, ale co się przy tym nakombinował... |
Mógł sobie wybrać... Był bogaty, ale przede wszystkim był niezależny - nie musiał się liczyć np. z opinią rodziców.
A mimo to jakoś długo tkwił w przekonaniu, że jednak nie może. Bo rodzina, koligacje, majątek, towarzystwo... Czy to przypadkiem nie przerost poczucia dynastycznego obowiązku ?
Gunia - Nie 25 Lut, 2007 15:09
Ale z tego Darcy'ego pyszałek.
Maryann - Nie 25 Lut, 2007 15:26
Ja czasami próbuję go zrozumieć. No, może nie jego, ale "tok jego rozumowania".
Mam wrażenie, że Darcy od małego żywił ogromny szacunek dla rodzinnej tradycji, a przede wszystkim - ogromny podziw dla ojca. Uważał go za niedościgniony wzór do naśladowania, bardzo sobie cenił jego zaufanie i strasznie się obawiał, że go zawiedzie (pod koniec tego fanfika jest taka ładna scenka na ten temat. ).
Może ta jego sztywność i rezerwa to była początkowo reakcja obronna, czy próba dodania sobie powagi - w końcu miał jakieś 22 lata, kiedy został panem na Pemberley i mógł się obawiać, że niektórzy będą próbowali się spoufalić z "młokosem" i wykorzystać jego naiwność ?
A potem tak już się do tego przyzwyczaił, że przestało mu to przeszkadzać...
Kaziuta - Nie 25 Lut, 2007 15:36
Mnie natomiast drażni kwestia jego wielkiej przemiany. Czy 27 letni mężczyzna, który ma juz ukształtowany charakter, żeby nie powiedziec charakterek może tak w kilka miesięcy zmienić swój sposób bycia pod wpływem jednej kobiety ?
Ja wiem, że wiara i miłość czynią cuda, ale jak sie jest takim zarozumialcem jak Darcy czy to jest wogóle możliwe?
Anonymous - Nie 25 Lut, 2007 15:45
| Kaziuta napisał/a: | | Mnie natomiast drażni kwestia jego wielkiej przemiany. Czy 27 letni mężczyzna, który ma juz ukształtowany charakter, żeby nie powiedziec charakterek może tak w kilka miesięcy zmienić swój sposób bycia pod wpływem jednej kobiety ? |
To akurat jest możliwe. Spotkałam się z takimi przypadkami wśród bliskich. Sama zresztą jak wsiąkne, potrafię tak ślepo zaufać drugiej osobie, że przekona mnie nawet do tego, że niebo jest zielone, a trawa niebieska
Kaziuta - Nie 25 Lut, 2007 16:00
Ja niestety takich doświadczeń nie posiadam, stąd i moja wiara mniejsza.
Gunia - Nie 25 Lut, 2007 18:11
A ja wierzę w takie przemiany.
Ulka - Nie 25 Lut, 2007 20:09
| Kaziuta napisał/a: | Mnie natomiast drażni kwestia jego wielkiej przemiany. Czy 27 letni mężczyzna, który ma juz ukształtowany charakter, żeby nie powiedziec charakterek może tak w kilka miesięcy zmienić swój sposób bycia pod wpływem jednej kobiety ?
Ja wiem, że wiara i miłość czynią cuda, ale jak sie jest takim zarozumialcem jak Darcy czy to jest wogóle możliwe? |
Jest różnica między charakterem a sposobem bycia. Tak naprawdę, to nie wiemy, czy Darcy zmienił radykalnie swój sposób bycia, swoje zachowanie. A charakter? Znajomość i miłość do Lizzy pozwoliły spojrzeć mu w nowy sposób na parę spraw, a do tego czasem wystarczy nawet parę dni, jeśli nie godzin Zasadniczo nie musiał się zmieniać dogłębnie, mogło to być na początek parę spraw... i jeszcze pytanie jak były trwałe. I co się zmieniało potem.. :grin:
asiek - Nie 25 Lut, 2007 20:46
| Alison napisał/a: | | Chwała Bogu, że Darcy był bogaty i mógł sobie wybrać, ale co się przy tym nakombinował... |
A Lizzy ?! Prawdziwa z niej szczęściara ! Gdyby nie miała ojca, który liczył się z jej uczuciami, to cóż.... trafiłaby w objęcia pana Collinsa
Pewnie niewiele panien na wydaniu miało tyle szczęścia.
Maryann...Alison....dziękuję
|
|
|