To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Caroline - Pon 01 Paź, 2007 09:05

Przepraszam, wiem, że to siara cytować własny fragment, ale po prostu odpadłam, jak to przeczytałam:
Cytat:
- Świat odwrócił się do góry nogami – wyszeptał przez jej włosy – a Dy pojechał go naprawić.


Rany Julek!!!

Alison - Pon 01 Paź, 2007 09:08

No dobra, a jak się do tego wszystkego ma panna Elizabeth Bennet?
Ulka - Pon 01 Paź, 2007 15:26

Caroline napisał/a:
To może zabrać trochę czasu.

Zaczęłam się martwić, czy zdąży na ślub Darcy'ego i Lizzy ale przy tempie Pameli na pewno tak ... :D

asiek - Pon 01 Paź, 2007 23:02

Caroline napisał/a:
Cytat:
- Świat odwrócił się do góry nogami – wyszeptał przez jej włosy – a Dy pojechał go naprawić.


Rany Julek!!!

Świat się odwrócił do góry nogami, a Darcy nic, nawet nie pobiegł po szabelkę... :?

Anonymous - Wto 02 Paź, 2007 00:05

... bo nawet nie wiedział, że coś takiego istnieje :sorry3:
Maryann - Wto 02 Paź, 2007 05:50

Szanowne Towarzystwo Fanfikowe,
Pragnę niniejszym poinformować, że Lady Pamela (jak sądzę – wspierana w tym przez nasze szacowne, zniecierpliwione grono) zdecydowała się w tym miejscu zakończyć opisywanie dramatycznych i niemniej ekscytujących przypadków Jaśnie Wielmożnego Pana Darcy’ego w Londynie i zrezygnować ze szczegółowego relacjonowania kryzysu rządowego. :wink:
A ponieważ okres wakacyjny i upały nie sprzyjają siedzeniu w mieście... Ruszamy na północ !

LICHY AKTOR
Rozdział VII część 1


Jak lichy aktor, co stojąc na scenie
Zapomniał z trwogi słów do swojej roli,
Lub ogarnięte wściekłością stworzenie,
Któremu gniew się ruszyć nie pozwoli,
Tak ja… *


- Zapewniam cię, że doskonale dam sobie radę – Darcy spojrzał ponad głową swojego zasmuconego pokojowca i skinął głową na znak podziękowania służącemu, który pojawił się w drzwiach z informacją, że jego koń jest gotowy do drogi – Zostaniecie w tyle co najwyżej o kilka godzin, może o dzień.
- Tak, sir – odparł Fletcher z westchnieniem prawie słyszalnym w jego głosie.
Na skutek lipcowego upału podróż z Londynu stała się prawie niemożliwa do zniesienia, ale dodanie nowego pokojowca pana Hursta do powozu służących doprowadzała wszystkich, a zwłaszcza Fletchera, do ostateczności. „Szuja i dorobkiewicz!” – tak Fletcher określił Darcy’emu służącego Hursta pierwszego wieczoru po wyjeździe z miasta, i od tej pory jego opinie pogarszały się z dnia na dzień.
Darcy rozumiał żale swojego pokojowca, bo towarzystwo panny Bingley stawało się tym bardziej uciążliwe im więcej czasu spędzał z nią w powozie. Trochę wytchnienia dawały rozmowy z jej bratem i wysiłki Georgiany, starającej się zainteresować ją książką, czy krajobrazem, ale Darcy dziękował niebiosom, kiedy po przyjeździe na ostatni postój przed Derbyshire znalazł czekającą na niego pilną wiadomość od rządcy, proszącego o jak najszybszy przyjazd do Pemberley. Zew obowiązku nigdy nie był słodszy. Jego kuszący ton dotarł również do Fletchera, nie było jednak możliwe, aby pokojowiec z nim pojechał. Ani też on nie pragnął towarzystwa. Te ostatnie mile przed przyjazdem do domu, zanim wpadnie w wir nie cierpiących zwłoki spraw związanych z posiadaniem i zarządzaniem swoim wielkim rodowym majątkiem, chciał spędzić samotnie, tylko z własnymi myślami.
Pukanie do drzwi przywołało go do rzeczywistości. Zobaczył swoją siostrę stojącą w drzwiach z wyrazem pewnego napięcia na twarzy.
- Kochanie – westchnął podchodząc do niej – Tak bardzo mi przykro, że cię tak zostawiam !
- Nie aż tak bardzo – posłała mu żałosny, ale pełen zrozumienia uśmiech - Żałuję, że nie jesteśmy wystarczająco blisko, abym też mogła pojechać przodem.
Pochylił się i pocałował ją w czoło.
- Kiedy przyjedziesz do Pemberley…
- Będzie lepiej, wiem – dokończyła za niego – Nie będziemy już tacy nierozłączni, szczególnie kiedy przyjadą wujostwo Matlock z D’Arcym, jego narzeczoną i rodziną. Mam nadzieję… – przerwała i przygryzła wargę.
- Co, kochanie ? – spojrzał czule w jej smutne oczy.
- Że będę mogła znaleźć przyjaciółkę wśród tych nowych krewnych, których D’Arcy do nas przywiezie – położyła mu głowę na ramieniu – Moją własną przyjaciółkę.
- Ja również – objął ją, a potem odsunąwszy delikatnie pogłaskał ją pod brodą – Muszę jechać, ale obiecuję ci, że zajmiemy się tą sprawą. Może ciocia Matlock coś nam podpowie.
Naciągnąwszy rękawiczki i wziąwszy kapelusz, torbę i szpicrutę, Darcy skinął siostrze na pożegnanie i ruszył w kierunku drzwi. Kiedy zbiegał w dół po schodach usłyszał za plecami odgłos otwieranych drzwi i damskie głosy. Skręcił za róg u podnóża schodów, szybko minął publiczne pokoje i wyszedł na światło słoneczne, obiecujące gorący dzień.
- Darcy !
Wołanie Bingleya za plecami kazało mu się zatrzymać. Odwrócił się i uśmiechnął na widok idącego ku niemu przyjaciela. Ostatnie trzy miesiące dokonały znacznych zmian zarówno w charakterze ich przyjaźni, jak i – o czym Darcy był przekonany – w samym Bingleyu. Ten człowiek idący zdecydowanie w jego stronę nie był tym samym Bingleyem, co rok, a nawet trzy miesiące temu. W jego postawie i rysach twarzy było teraz więcej pewności siebie.
- Bingley – uśmiechnął się na widok pełnego wyrzutu spojrzenia, jakie rzucił mu przyjaciel – Przepraszam, że wyjeżdżam bez pożegnania, ale jeśli mam dotrzeć do Pemberley na czas, to naprawdę muszę już ruszać.
- Nic nie mów – Bingley chwycił go za rękę i dostosowując się do jego kroku podszedł z nim do konia – Nie oczekiwałem tego. Po prostu żałuję, że nie mogę z tobą jechać – spojrzał w dół drogi i odwróciwszy się z zatroskaną miną zapytał – Czy to rozsądne jechać samemu ?
- Spodziewam się w ciągu godziny dogonić wozy z bagażem. Wtedy wypuszczą Trafalgara. Razem powinniśmy przejechać niezauważeni przez Derbyshire. Jeśli nie – poklepał torbę – mamy pewne możliwości.
- Dobrze więc, nie będę cię zatrzymywał. Jedź z Bogiem. Obiecuję jutro dostarczyć pannę Darcy i całą moją rodzinę – uśmiechnął się, po czym raz jeszcze uścisnął mu dłoń – Uważaj na siebie.
- Ty też – odparł i wskoczył na siodło – Do jutra !
________________________________________
* William Szekspir, sonet XXIII, tłum. Macieja Słomczyńskiego

Alison - Wto 02 Paź, 2007 08:24

..
Alison - Wto 02 Paź, 2007 08:26

No to kobietki, JEDZIE! :banan: Inny by dojechał w pół strony, u Pamelki potrwa to z jaki tydzień, a to "tylko trzy godziny drogi" z Londynu :wink:
Ania1956 - Wto 02 Paź, 2007 09:12

W końcu coś się ruszy :wink: czekam niecierpliwie na cd. :-D
Ulka - Wto 02 Paź, 2007 14:27

A tu już po świętym Michale...
Gunia - Wto 02 Paź, 2007 15:12

Caroline napisał/a:
- Świat odwrócił się do góry nogami – wyszeptał przez jej włosy – a Dy pojechał go naprawić.

Czy ja nie chcący włączyłam "Zone romantica"? :shock:

Alison - Wto 02 Paź, 2007 15:38

Gunia napisał/a:
Caroline napisał/a:
- Świat odwrócił się do góry nogami – wyszeptał przez jej włosy – a Dy pojechał go naprawić.

Czy ja nie chcący włączyłam "Zone romantica"? :shock:


Guniu, kochana, przecież to nie TE włosy :wink:

Gunia - Wto 02 Paź, 2007 15:47

No tak. W telenowelach one mają zwykle kruczoczarne, a Georgiana chyba jest blondynką.
Bo dziwne podteksty w Twojej wypowiedzi, to tylko moja chora wyobraźnia? ;)

Alison - Wto 02 Paź, 2007 17:07

Gunia napisał/a:
No tak. W telenowelach one mają zwykle kruczoczarne, a Georgiana chyba jest blondynką.
Bo dziwne podteksty w Twojej wypowiedzi, to tylko moja chora wyobraźnia? ;)


OCZYWIŚCIE, ŻE TO TWOJA WYOBRAŻNIA!!!!
Nie chodziło mi nawet o kolor włosów, tylko że to nie są włosy Elizabeth, a Georgiany. Cóż to za "Zone romantica" pomiędzy siostrą i bratem. I co Ci w ogóle chodzi po głowie? :wink: Guniu, Ty się bierz za lekcje! :nudelkula1_zolta: :wink:

asiek - Wto 02 Paź, 2007 17:43

Maryann napisał/a:
Szanowne Towarzystwo Fanfikowe, ... Ruszamy na północ !

Maryann'ku jak cudowna wiadomość ! :love_shower: :banan_Bablu:

Alison napisał/a:
No to kobietki, JEDZIE! Inny by dojechał w pół strony, u Pamelki potrwa to z jaki tydzień

:rotfl: :rotfl: :thud:
Nic to, podołamy trudom podróży, :wink: ...ale Darsik i jego konik chyba nieeee. :(
Padną nam po drodze jak nic... Może maleńki skrócik ? :wink:

Alison - Wto 02 Paź, 2007 17:49

asiek napisał/a:
Może maleńki skrócik ? :wink:


W tych sprawach nie ma zmiłuj. Tylko stoicki spokój i święta cierpliwość mogą zostać nagrodzone happy endem :-P

Maryann - Śro 03 Paź, 2007 06:05

Rozdział VII część 2

Koniem, na którym jechał, nie był Nelson, a jeden z jego mniej nieprzewidywalnych kuzynów, przysłany przez rządcę z Pemberley. Mimo to, jego rodowód mówił prawdę i przestrzeń między gospodą a wozami została pokonana w czasie krótszym, niż Darcy wcześniej przypuszczał. Urażone szczekanie Trafalgara przeplatane błagalnym wyciem dobiegło go zanim jeszcze zobaczył wozy. Kiedy go wypuszczono i oddano jego panu, powitanie było prawie żenujące, bo pies najpierw od nosa do ogona trząsł się z nieskrywanej radości, po czym z takim samym entuzjazmem tarzał się w kurzu drogi, biegał wokół konia, po czym zaczął skakać na Darcy’ego, drapiąc entuzjastycznie jego buty.
- Siad ! Ty potworze ! – rzucił, po czym skrzywił się na głębokie zadrapanie, które przecięło jego prawy but.
Fletcher nie będzie zadowolony. Pies usiadł posłusznie, ale jego drżący ogon wybijał szybko mijający czas, przez jaki można było oczekiwać zachowania tak wyczerpującego posłuszeństwa. Skinąwszy na opiekuna psa Darcy popędził konia i zawołał szorstko „Chodź!” do swojego wielbiciela. Z wybuchem uległości Trafalgar pognał naprzód, zawrócił, powtórzył ten manewr, by w końcu rzucić się kłusem za nim, tak szczęśliwy, że Darcy mógł się tylko śmiać i zachwycać, jak wspaniale było być właśnie tutaj.
Teraz, kiedy pies był z nim, jechał wolniej, oceniając, że dotrze do Pemberley późnym przedpołudniem.
Pemberley ! Z jednej strony nie mógł się doczekać, kiedy tam się znajdzie, kiedy zmyje z siebie wszechobecny kurz letniej podróży i odetchnie głęboko niezmąconym spokojem swojego ukochanego domu. Stwierdził nawet, że sprawi mu przyjemność wprowadzanie w czyn rozwiązań problemów, z powodu których wzywał go rządca, a także powrót do ustalonego rytmu obowiązków wobec swojego majątku.
Z drugiej strony miał przemożne wrażenie, że te godziny, które miał tylko dla siebie, nie niepokojony żadnymi obowiązkami, ten czas na refleksję i zastanowienie, był bardzo ważny dla jego dobrego samopoczucia i dla jego przyszłości. Teraz, na drodze wiodącej przez Derbyshire, nie był nikim więcej, jak samotnym człowiekiem ze swoim koniem, swoim psem i ze swoim sumieniem.
Po tych strasznych dniach, zaraz po zamachu na premiera, rozwaga kazała mu natychmiast osobiście wywieźć Georgianę z miasta do bezpiecznego Pemberley. Plotki początkowo rozprzestrzeniały się w zawrotnym tempie, sugerując, że cały kraj stoi na skraju rebelii. Brak wiedzy o nastrojach poza Londynem kazał nie ryzykować ich bezpieczeństwa na drodze. Zostali więc na Grosvenor Square w Erewile House aż do momentu otrzymania wiarygodnego raportu. Kiedy stało się oczywiste, że rząd nadal funkcjonuje, Londyn w szokująco krótkim czasie wrócił do zajmowania się interesami w zwykły sobie sposób. Z przekonaniem, że centrum spisku był John Bellingham, wszyscy wydawali się pragnąć zapomnieć o tym incydencie i zacząć na nowo Sezon tam, gdzie go przerwano, a przeprowadzka również nie wydawała się już potrzebna. Lady Monmouth gdzieś przepadła – jej opuszczony mąż nie wiedział, gdzie, a chociaż minęły już prawie trzy miesiące, wciąż nie mieli żadnych wiadomości od lorda Broughama. Darcy podejrzewał, że jego przyjaciel ścigał Nieco-Miniej-Szanownego Beverly Trenholme’a do Ameryki. Jeżeli tak, to minie jeszcze trochę czasu, zanim Dy ponownie pojawi się w Londynie.
W ciągu kilku tygodni jego życie wróciło do zwykłego rytmu, ale nie do dawnego biegu rzeczy. Coś się zmieniło w ciągu tego strasznego miesiąca, jaki nastąpił po Hunsford, zmieniło gruntownie. Nie był już tym samym człowiekiem, co przedtem. Patrzył wstecz na tego aroganckiego konkurenta z ostatniej wiosny ze zdziwieniem, jakby widział nieznajomego. Wydawało się, że to było tak dawno temu. Jakie wrażenie sprawiał schodząc z tak wygórowaną pewnością siebie ze schodów Rosings Hall i idąc ścieżką do wsi ! Z perspektywy trzech miesięcy zastanawiał się nad tym nieskazitelnie ubranym mężczyzną idącym na probostwo w Hunsford, tak pewnym siebie, tak przekonanym, że jego prośba zostanie przyjęta. Przez chwilę poczuł znowu ukłucie doznanego poniżenia. W niedługim czasie świat tego obcego człowieka miał stanąć na głowie, zmienić się na zawsze.

Anonymous - Śro 03 Paź, 2007 11:37

Maryann napisał/a:
W niedługim czasie świat tego obcego człowieka miał stanąć na głowie, zmienić się na zawsze.


No wreszcie !!

Ania1956 - Śro 03 Paź, 2007 13:16

Maryann napisał/a:
Nie był już tym samym człowiekiem, co przedtem. Patrzył wstecz na tego aroganckiego konkurenta z ostatniej wiosny ze zdziwieniem, jakby widział nieznajomego.


Chyba w końcu dotarło do niego ze słowa Lizzy na temat jego charakteru miały mocne podstawy. I bardzo dobrze że sie zmienił.

Alison - Śro 03 Paź, 2007 14:08

Koniem, na którym jechał, nie był Nelson, a przysłany przez rządcę z Pemberley jeden z jego mniej nieprzewidywalnych kuzynów.

Ja już mam chyba chorą wyobraźnię, albo za długo byłam dziś na powietrzu okadzana dymem z papierosów, przez pewnego nerwowego architekta, bo jak przeczytałam powyższe zdanie to natychmiast wyobrazilam sobie Darcy'ego wiezionego na barana przez jednego ze swoich kuzynów. Czy ja powinnam się już zacząć leczyć? :roll:

Maryann - Śro 03 Paź, 2007 14:29

To raczej szyk w zdaniu.

Koniem, na którym jechał, nie był Nelson, a jeden z jego mniej nieprzewidywalnych kuzynów, przysłany przez rządcę z Pemberley.
Tak lepiej ? :mrgreen:

Ulka - Śro 03 Paź, 2007 14:34

Alison napisał/a:
Koniem, na którym jechał, nie był Nelson, a przysłany przez rządcę z Pemberley jeden z jego mniej nieprzewidywalnych kuzynów.

Ja już mam chyba chorą wyobraźnię, albo za długo byłam dziś na powietrzu okadzana dymem z papierosów, przez pewnego nerwowego architekta, bo jak przeczytałam powyższe zdanie to natychmiast wyobrazilam sobie Darcy'ego wiezionego na barana przez jednego ze swoich kuzynów. Czy ja powinnam się już zacząć leczyć? :roll:

:thud: :thud: :thud:
:rotfl: :rotfl: :rotfl:
(mała wartość intelektualna-zdarza się każdemu :D )

Dione - Śro 03 Paź, 2007 17:51

Ali, pocieszę Cię.... Miałam identyczne skojarzenie :thud:
Gunia - Śro 03 Paź, 2007 19:20

Alison napisał/a:
Koniem, na którym jechał, nie był Nelson, a przysłany przez rządcę z Pemberley jeden z jego mniej nieprzewidywalnych kuzynów.

Ja już mam chyba chorą wyobraźnię, albo za długo byłam dziś na powietrzu okadzana dymem z papierosów, przez pewnego nerwowego architekta, bo jak przeczytałam powyższe zdanie to natychmiast wyobrazilam sobie Darcy'ego wiezionego na barana przez jednego ze swoich kuzynów. Czy ja powinnam się już zacząć leczyć? :roll:

To jednak trochę pocieszające, że przy tych Pamelowych tekstach odbija wszystkim, nie tylko mi. :roll:

asiek - Śro 03 Paź, 2007 20:30

:rotfl: :rotfl: :rotfl:
Kobietki, Jesteście niesamowite ! :-D
Tylko zajrzałam do wąteczku, a już mi się gęba śmieje. :-D

To ja dalej o koniku...
Maryann napisał/a:
Mimo to, jego rodowód mówił prawdę i przestrzeń między gospodą a wozami została pokonana w czasie krótszym, niż Darcy wcześniej przypuszczał.

Jak ten kuzyn Nelsona taki dzielny, to może w ogólności skróci podróż i już jutro będziemy w Pemberley ? :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group