Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Aragonte - Czw 15 Lut, 2007 09:43
| Marija napisał/a: | Reżyser Wam nakazuje, to macie wierzyć, że to Steni rzęsy są . Do doklejanych tak by się ordynat nie dokleił . |
I zmysły by mu tak nie wypełzły na usta
Kaziuta - Czw 15 Lut, 2007 20:18
A dziadzio? Zapomniałyście o dziadziu. Wołłejo jak zwykle był cudowny.
Ja czesto cytuje w sytuacjach wielkiego oburzenia takie słowa z filmu, kiedy Melania (Barańska) mówi o nieuadnym party u ordynata: "Cały świat jest oburzony", a moja siostra (bo tylko ona wie o co chodzi) odpowiada "A Barscy ..."
Własnie słyszę, że na TVP2 zaczyna sie "Hallo Szpicbródka" kolejny bardzo udany duecik Fronczewski-Kownacka.
Trzykrotka - Pią 16 Lut, 2007 15:30
A a propos Trędowatej: widziałyście serial POLSATU? Tam dziadka Michorowskiego grał hrabia Dzieduszycki. Aktorzy byli dobrani dobrze (teraz Anita Sokołowska obija się po Na dobre i na złe, a Tomasz Mendes po jeszcze innych Plebaniach czy już nie wiem czym), ale dramatycznie widać było brak finansów. Padłam ze śmiechu na widok klejnotów rodowych Michorowskich, opisywanych "przepysznie" i detalicznie przez ze dwie strony, tutaj mieszczących się w jednej niedużej szkatułce
Beata Rybotycka na koniec każdego odcinka śpiewała prześlicznego walca i tylko dlatego warto było zmęczyć co nieco.
QaHa - Pią 16 Lut, 2007 15:40
ten serial wydawal mi sie koszmarnie niedopracowany w szczegolach widzialam tylko 2 odcinki ale nie wywarły na mnei dobrego wrazenia , wialo sztucznościa
Aragonte - Sob 17 Lut, 2007 11:40
| Anaru napisał/a: | A ja odkrylam, ze tu w ksiegarni (polskiej) jest cala wielka pólka pelna Tredowatej
No nie spodziewalam sie, szczerze mowiac
Juz sobie pozyczylam, ale jeszcze sie do niej nie dobralam... |
A pożyczałaś osobiście, z kartonową torbą na głowie, czy podesłałaś koleżankę?
Do mnie książka z Allegro nie przyszła jeszcze...
Anaru - Sob 17 Lut, 2007 12:45
| Aragonte napisał/a: | A pożyczałaś osobiście, z kartonową torbą na głowie, czy podesłałaś koleżankę? |
Heh, ja tam pracuje, wiec nie mialam problemu
Ja sie tylko z glupia frant zapytalam, czy aby moze przypadkiem nie ma tam czegos takiego jak Tredowata, no i bylo. Duzo Tredowatej
Na dodatek nie dosc, ze nie robilam z tego tajemnicy, tylko sie wszystkim pochwalilam wspolnym czytaniem (he he he - jak sobie robic wstydzior to wspolny ), to jeszcze zerknelam na chybil trafil do srodka i na glos poczytalam kilka krotkich smakowitych fragmentow
I dostarczyly nam radosci, baaardzo wysublimowane byly
Ale tak normalnie, od poczatku, to nie zaczelam czytac...
A kiedy zaczynamy w ogole?
Annette - Nie 18 Lut, 2007 15:46
| Marija napisał/a: | Strasznie blada była Stefcia-Starostecka i jakoś sobie nie mogę wyobrazić sceny erotycznej z takim posągiem |
Pewnie dlatego właśnie Stefcia musiała zemrzeć... pewnie pod koniec powieści autorka stwierdziła, że nikt w szczęśliwe pożycie nie uwierzy i koniec końców ród starożytny wymrze szkoda jej było ordynata...
Mag - Nie 18 Lut, 2007 18:57
I ja mam już skombinowene te ksiązki ,od razu z "Ordynatem Michorowskim" - pozyczyłam od teściowej, która ma spora biblioteczkę- obyło się bez publicznego okazywania preferencji.
Alison - Nie 18 Lut, 2007 19:23
Boże mój, nie rozumiem czemu się tak wstydzicie, że chcecie przeczytać Trędowatą? Książka to książka, to że człowiek chce przeczytać, nie znaczy, że się musi zachwycić, czy zostać dozgonnym fanem. Strasznie śmieszą mnie te Wasze podchody biblioteczne
Czy Pani bibliotekarka jest społecznie tak opiniotwórcza, że zrujnuje Wam w razie czego reputację?
Anonymous - Nie 18 Lut, 2007 19:30
No i jeszcze nie zaczęło się czytanie a już jest ubaw po pachy
Anonymous - Pon 19 Lut, 2007 11:33
czy zdjaecie sobie sprawe ze nakrecamy koniunkture ?
Alison - Pon 19 Lut, 2007 18:16
wracając do tematki to przisła dziś do mię "Trędowatta" i juz czytać zaczęłam. No po perostu jestem oczarowana tymi wszystkiemi słonecznemi jaśniami, więziami kwiatów i ordynatem w żółtym czapraku i uzdeczce. Wszystko tu negatywowe w stosunku do filmu hoffmanowego, Lucia i Stefcia blondynki, a tam ogniste brunetki, ordynat na karym ogierze jeździ, a w filmie na pięknym siwku się prezentował. Rzeknijcie kiedy będziem komentować, jeno, nie róbcie juz żadnych harmonogramów, bo się skończy, jak z Villette, jedni czytali, drudzy nie, a gadać nikomu nie było wolno
Tutaj spoilerów nie będzie, boć wszyscy wiedzą, że Stefcia skończyła marnie w pysznej mogiłce, a ordynat kochał ją bez pamięci wbrew wszystkiemi i temu "co powie świat". I Barscy.
malmik - Pon 19 Lut, 2007 18:41
| Alison napisał/a: | | No po perostu jestem oczarowana tymi wszystkiemi słonecznemi jaśniami, więziami kwiatów i ordynatem w żółtym czapraku i uzdeczce |
ups to już widzę, że mogę do tego się nie zabierać - mój inżynierski umysł nie przyjmuje tego typu bredni, tzn chciałam powiedzieć kwiecistego języka i obawiam się, ze może odrzucić książkę w całości (chociaż Villette przeżyłam)
Alison - Pon 19 Lut, 2007 19:39
Malmiczku, Villette, to makulatura przy Trędowatej. Cierpiałam przy niej męki okropne, a Trędowata jest cudnej urody, choć przeczytałam dopiero kilkadziesiąt stron. Nigdy się już z nią nie rozstanę a skarbnica słów powiększa mi się z każdą stroniczką.
Vivat pani Mniszek!
Malmik, jak nie przeczytasz, spojrzę na Ciebie TYRANICZNIE jak ordynat na Stefcię
malmik - Pon 19 Lut, 2007 20:57
No to mam przerąbane - lecę jutro do BYBLOTEKI i będę się dręczyć. Co ja się mam z wami humanistami - terror
Trzykrotka - Pon 19 Lut, 2007 22:55
O matulu! Tyranicznie!! Juz zapomniałam, że ona tak na nią patrzył!
Ali, cukiereczek, nieprawdaż? Trzeba tylko założyć filtr na logikę, dać sobie luz i swobodę i po prostu smakować, smakować, pyszne opisy i tyraniczne spojrzenia, ogrody różane, krużganki, zbroje i skarbczyki, chorągwie i zwodzene mosty, suknie i perły, sobolowe włosy i jedwabne pele, psiarnie i stajnie, lasy i jeziora, powozy, kare czwórki, oranżerie i co tam jeszcze...
Alison - Wto 20 Lut, 2007 00:08
Moje Dziewczynki, przeczytałam jakieś 100 stron i chcę coś powiedzieć poważnie. Bo zazwyczaj się wygłupiam, ale teraz "bede jechał na poważnie"
Owóż... jak tak odrzucić te wszystkie egzaltowane opisy przepełnione przymiotnikami i metaforami różnorodnej maści, jak wstydliwie ominąć wzrokiem te niezręczności stylistyczne typu ordynat w zamszowym czapraku i uzdeczce, tudzież koń Apollo ciskający przez zęby przekleństwa (cicho! naprawdę mówię poważnie!) to mnie się to całkiem fajnie czyta. Dialogi na przykład są, poza kilkoma wyjątkami, prowadzone bardzo sympatycznie, jak na ten rodzaj opowieści, epokę itp.
No, nie powiem, parę razy dopadł mnie paroksyzm, szczególnie jak się przepalali wzajemnie, on ją gorejącymi oczyma, a ona jemu krew swoim widokiem, jak on się na równi z załogą borykał dla zwalczenia potworu (cicho! domyślam się jeno, że chodziło o żywioł), jak na twarzy widniała mu myśl głęboka w połączeniu z odrobiną nudy a już jak ruchy miał cokolwiek... rozrzucone ... to myślałam, że się... przefiknę na drugą stronę.
Ale tak na poważnie, to kocham już teraz tę książkę pełnią swego pojemnego serca i jako maniaczka słowotwórstwa i kolekcjonerka fajnych zbitek wyrazowych dołożyłam do skarbczyka następujące hasełka: limfatyczne gusta, bujne poloty, jęknąć rozpacznie, esencjonalna dziewczyna.
Jak pomyślę, że to dopiero początek, to się nie posiadam z radości bezmiernej, pełna, jak wieczór w Słodkowcach, rozkosznych prądów oczekiwania na dalsze perły tej przepolszczyzny uchem i duszą umiłowanej.
No i wszystko dzięki naszemu słodkiemu Gosiałkowi, w pełni esencjonalnej dziewczynie, co sobie chciała o kiczu porozmawiać.
Admete - Wto 20 Lut, 2007 00:28
Jak nic ide jutro do jakiegoś antykwariatu po Trędowata
malmik - Wto 20 Lut, 2007 07:35
| Alison napisał/a: | | następujące hasełka: limfatyczne gusta, bujne poloty, jęknąć rozpacznie, esencjonalna dziewczyna. |
O rany! W Villette można było zrzucić winę na tłumaczenie
Gosia - Wto 20 Lut, 2007 07:54
Tak czulam, ze Alison sie zachwyci
Toz my wszystkie to esencjonalne dziewczyny
Mowilam, ze sama opowiesc nie jest zla, tylko napisana "troche" nieudolnie.
Jednak doceniam swoista naiwnosc i szczerosc autorki, ona tym wszystkim miala mysli przepojone, "przepalało" ją cos od środka, wiec nam to uzewnętrznic chciala.
A jak Ci się, Ali, bohater glowny podoba?
Alison - Wto 20 Lut, 2007 09:58
Czytałam do późnej nocy, w końcu rozpacznie musiałam przyznać, że pora spać. Nie uwierzycie, śniły mi się całe strony jakiegoś maszynopisu z czerwonymi znaczkami, musi co poprawiałam coś przez sen. Ale NA PEWNO nie była to Trędowata, bo tam nie poprawiłabym ani słóweczka
Poza wszystkiem pięknem zawartem w tej książce, jeszcze raz powiem z przekonaniem, że strony z samymi dialogami czytam z prawdziwą przyjemnością i nie ukrywam, że nawet doznaję pewnych emocji jak on tak na nią spogląda uważnie, mówi do niej głębokim głosem, ratuje ją przed Prątnickim wbrew opinii "świata", a ona za to na niego spoglada z wdzięcznością wbrew wcześniej powziętej niechęci, no sorry, ale tak już mam :razz: . On jest pięknie opisany i już się w nim kocham, Teleszyński to przy nim jakiś pikuś po prostu. Jak tak porównuję dobór aktorów ( o tej przedwojennej wersji z Barszczewską i Brodniewiczem nie wspominam, bo to było równie głupio egzaltowane jak ta książka) to poza starym Michorowskim, Ritą i Idalką (którą Barańska cudnie zagrała) nikt nie jest taki jak w książce i nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny, ale w ogóle o charakter i sposób bycia.
Najokropniejsze są te opisy przepakowane na maxa metaforami, przymiotnikami, aż do granic przyzwoitości, ale z drugiej strony, jak tak sobie "wśród nocnej ciszy" wyobrażałam ten staw w Słodkowcach o zachodzie słońca, tę ścieżkę z malwami i bzykającymi komarami, tę aleję dojazdową do Głębowicz wysadzaną lipami, to muszę powiedzieć, że autorka miała wyobraźnię i najwyraźniej autentycznie kochała przyrodę, dostrzegała jej piękno o każdej porze dnia i roku, więc już za samo to nie mogę jej nie lubić. Gdyby ktoś jej tę powieść wziął do redakcji, opanował te jej przesadne egzaltacje słowne, to byłaby naprawdę fajna powiastka obyczajowa i może by biduli tak nie opluwali, bo naprawdę nie zasłużyła, choć grafomanką była zawołaną. No nic, muszę do pracki, ale z książką sie oczywiście nie rozstaję, wychodzę na wcześniejszy tramwaj, to jeszcze na przystanku sie powzruszam troszeczkę
Gosia - Wto 20 Lut, 2007 10:29
Po prostu pieknie opisujesz te powiesc, Ali.
A nasza Helena szczerze powinna byc Ci wdzieczna za reklame
Juz sie ciesze ze podjelam ten wdzieczny temacik
Marija - Wto 20 Lut, 2007 10:43
Zaczynam się poważnie martwić: zaczytana w Mniszkównie nasza Matka, a tu tramwaje, ludzie, samochody, psy pod nogami ??: ......
Alison - Wto 20 Lut, 2007 11:51
Melduję, że dojechałam
W tramwaju czytałam scenę w galerii obrazów. Trochę się rozczarowałam. Tak chwaliłam te dialogi, chwaliłam, ale ta taka jakaś natrętna była i nie podobała mi się. Ale kurdelebelek pęk żółtych herbacianych róż, jego ulubionych, był. I coś tu musi być na rzeczy z temy zółtymy różamy...
Ania1956 - Wto 20 Lut, 2007 12:06
| Alison napisał/a: | Melduję, że dojechałam
W tramwaju czytałam scenę w galerii obrazów. Trochę się rozczarowałam. Tak chwaliłam te dialogi, chwaliłam, ale ta taka jakaś natrętna była i nie podobała mi się. Ale kurdelebelek pęk żółtych herbacianych róż, jego ulubionych, był. I coś tu musi być na rzeczy z temy zółtymy różamy... |
Może do przeczytania tej sceny tramwaj nie jest zbyt dobrym miejscem. Tam potrzeba wczuć się w sytuacje, a rozmowy i zgrzytanie w koło ci przeszkodziły. ??:
|
|
|