Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 19:20
| Ulka napisał/a: | Jak tak dalej pójdzie to Darcy zostanie cały mój- |
Chciałabyś...
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 19:21
| Aragonte napisał/a: | | Nie ma to jak dobry spoiler |
Spoiler ?
Aragonte - Pon 29 Sty, 2007 19:44
| Maryann napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | Nie ma to jak dobry spoiler |
Spoiler ? |
No miałam nadzieję, że sugerujesz dalszy przebieg wydarzeń związanych z Georgianą
Darcy jest wredny wobec Bingleya, ale scenę tego "pojedynku" to bym sobie chciała obejrzeć, hmm
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 19:50
| Aragonte napisał/a: | No miałam nadzieję, że sugerujesz dalszy przebieg wydarzeń związanych z Georgianą |
Nadzieję... Hmmm
| Aragonte napisał/a: | Darcy jest wredny wobec Bingleya, ale scenę tego "pojedynku" to bym sobie chciała obejrzeć, hmm |
Nazwałabym to twórczym zaadaptowaniem sceny z "I conquer this".
Aragonte - Pon 29 Sty, 2007 19:54
| Maryann napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | No miałam nadzieję, że sugerujesz dalszy przebieg wydarzeń związanych z Georgianą |
Nadzieję... Hmmm
| Aragonte napisał/a: | Darcy jest wredny wobec Bingleya, ale scenę tego "pojedynku" to bym sobie chciała obejrzeć, hmm |
Nazwałabym to twórczym zaadaptowaniem sceny z "I conquer this". |
Tak, nadzieję - przydałoby się, aby siostrzyczka utarła Darcy'emu nosa
I w sumie jestem ciekawa, jak też ona by wypadła jako bardziej wyeksponowana postać, zawsze pozostawała w cieniu brata...
Tamta scena była dla mnie jasnym nawiązaniem do serialu z '95 roku :grin:
malmik - Pon 29 Sty, 2007 20:07
Ostatnia
| Ulka napisał/a: | Ja tam wierzę, że darcy sam nie wierzył w uczucie Jane i już! I to go trochę usprawiedliwia...
|
Musimy chyba w to wierzyć, chociaż bardziej mi się wydaje, że sobie wmówił...
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 20:55
| Aragonte napisał/a: | Tak, nadzieję - przydałoby się, aby siostrzyczka utarła Darcy'emu nosa |
No, no, mała siostrzyczka ucierająca nosa starszemu bratu, który jest też jej prawnym opiekunem...
| Aragonte napisał/a: | | I w sumie jestem ciekawa, jak też ona by wypadła jako bardziej wyeksponowana postać, zawsze pozostawała w cieniu brata... |
Już niedługo Darcy jedzie do Pemberley - a tam Georgiana będzie z pewnością grała jedną z głównych ról.
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 21:25
| malmik napisał/a: | | Ulka napisał/a: | | Ja tam wierzę, że darcy sam nie wierzył w uczucie Jane i już! I to go trochę usprawiedliwia... |
Musimy chyba w to wierzyć, chociaż bardziej mi się wydaje, że sobie wmówił... |
Pewnie nie wierzył - aż takim hipokrytą przecież nie był, żeby kłamać sam przed sobą a mamy przecież niejaki wgląd w jego czarną duszę.
W koncu tak mówił Elżbiecie, a ona mu uwierzyła...
Ale nie mogę się oprzec wrażeniu, że on nie chciał, wierzyć w miłość Jane do Bingleya, nie chciał, żeby tych dwoje się pobrało, bo to dla niego oznaczało albo zerwanie z przyjacielem, albo częste spotkania z Elżbietą. A tego wolał nie ryzykować.
Gunia - Pon 29 Sty, 2007 21:42
| Alison napisał/a: | | Skąd wiemy co sobie pomyślał? |
No to mamy temat na kolejnego fan ficka.
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 21:46
Bingley love story ? No nie wiem, czy cieszyłoby się takim samym powodzeniem...
Gunia - Pon 29 Sty, 2007 21:47
Owszem, przynajmniej u mnie.
Alison - Pon 29 Sty, 2007 21:51
U mnie też, ja zawsze byłam fanką Bingley'a, tzn. tego książkowego i tego AD 1995, bo ten 2005, to jakiś istny ryżawy półgłowek ??:
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 21:53
Sama nie wiem. Bingley to uroczy facet, uczciwy, kochający, bezgranicznie dobry i całkiem niegłupi. Tylko taki uległy i łatwowierny... Jak na romantycznego bohatera jest chyba zbyt nieskomplikowany.
Chyba połowę tej książki zajęłyby jego rozważania na temat "co na to powie Darcy", albo "czy naprawdę jest tak, jak mi się wydaje".
Gunia - Pon 29 Sty, 2007 21:55
Ale silny charakter ma swoje wady, co widać po ostatnim ciachu.
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 21:57
Cytując Elżbietę:
"Skomplikowane charaktery są najbardziej zajmujące. Mają przynajmniej tę jedną przewagę nad innymi".
Gunia - Pon 29 Sty, 2007 22:00
Jednak świat pełen jest skomplikowanych chatakterów, więc obecność takiego pełnego prostoty i dobroci działa bardzo kojąco.
Alison - Pon 29 Sty, 2007 22:05
Ja myślę, że Bingley był trochę zagubiony i nie do końca wyznawał się w niuansach kontaktów damsko-męskich, Darcy na tym polu tez był dość schematyczny :razz:
Bingley to młodziak, wchodzący dopiero w wyższe sfery, potwornie zahukany przez siostry, jakby sie poczuł trochę panem samego siebie na pewno wyszedłby z niego kawał chłopa (no, może trochę przesadziłam ), tyle że takiego prostolinijnego, ale uczciwego, dobrego, któremu wszelkie intrygi i zawoalowane kombinacje są obce, u niego najbardziej lubię tą radość życia i umiejętność cieszenia się wszystkim; z kimś takim u boku żadna klęska nie straszna, bo zawsze jakąś różową niteczkę w najczarniejszym całunie wypatrzy
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 22:06
Zgadzam się całkowicie. Nie jestem tylko przekonana, czy taki nieskomplikowany charakter nadaje się na głównego bohatera romantycznej powieści. :smile:
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 22:09
| Alison napisał/a: | | Darcy na tym polu tez był dość schematyczny :razz: |
Ali, Darcy w ogóle jest schematyczny. Na każdym polu. Dopiero Elżbietka go z tego schematu wytrąci.
Alison - Pon 29 Sty, 2007 22:14
No i chwałaż panu Bogu, a ja jednak chciałabym poczytać fanfika jak się układało Bingley'owi i Jane, i jak się zachowywał jako spełniony ojciec rodziny, jak sobie radził z różnymi przeciwnościami losu, ot chociażby bliskim sąsiedztwem pani Bennet, w końcu podjął męską decyzje o wyprowadzce z Netherfield. Mówię Wam, na pewno drzemie w nim lwisko ale takie dobre kocisko do głaskania
Maryann - Pon 29 Sty, 2007 22:17
| Alison napisał/a: | | No i chwałaż panu Bogu, a ja jednak chciałabym poczytać fanfika jak się układało Bingley'owi i Jane, i jak się zachowywał jako spełniony ojciec rodziny, jak sobie radził z różnymi przeciwnościami losu, ot chociażby bliskim sąsiedztwem pani Bennet |
O, tak. To z pewnością byłby interesujący obrazek: łagodny Bingley doprowadzony do ostateczności przez teściową. :grin:
| Alison napisał/a: | Mówię Wam, na pewno drzemie w nim lwisko ale takie dobre kocisko do głaskania |
Widziałam kiedyś w TV takie kocisko, jak lizało po twarzy swoją opiekunkę opierając łapy na jej ramionach. Przez kraty oczywiście.
Alison - Wto 30 Sty, 2007 09:07
Kombinacji Darcy'ego ciąg dalszy.....
Rozdz. II, cz. 1 „Cały ten blichtr”
Ze zwykłą sobie precyzją Darcy złożył podpis na ostatnim dokumencie w sprawie, którą oczekiwał, że załatwi przed wyjazdem z Londynu do Pemberley na Święta Bożego Narodzenia. Oddał go Hinchcliffe’owi do zasypania piaskiem i zapieczętowania. Nareszcie był wolny od tego nudnego aspektu swojego powrotu do miasta i mógł się zwrócić ku przyjemniejszym działaniom! Chociaż, przyznał sam przed sobą, kiedy zamknął swoje księgi, że ten dzisiejszy wieczorek w Whitehall u Lorda i Lady Melbourne nie do końca odpowiada jego wyobrażeniom o przyjemności. Jedynie, bardzo głośne już, pojawienie się tej Catalani mogłoby zachęcić go do przyjęcia jednego z zaproszeń Lady Melbourne, generalnie podążał za własną, daną Bingley’owi radą, aby unikać jej jak to tylko możliwe.
Nie chodziło tylko o poparcie tej damy dla ekscentryczności Księcia Regenta, co spowodowało, że Darcy utrzymywał dystans. Intrygi i plotki o niestosownościach za ścianami Melbourne House powróciły po ponad trzydziestu latach od narodzin dziedzica Viscount i trwają do dziś w skandalicznym gadaniu o nowej żonie owego dziedzica. Darcy był obecny na ślubie Lorda William’a Lamb’a i Lady Caroline Ponsonby, podczas jednej ze swoich rzadkich wizyt w Londynie, w czasie choroby ojca. Lamb był postrzegany jako dobry gatunek bystrego polityka, w pogoni za karierą i dużo poważniejszym stanowiskiem, niż podług jego starszeństwa, mogliby oczekiwać wyborcy. Ale samo jego małżeństwo z Lady Caroline, już głośne z powodu jej niezwykłego i niekonwencjonalnego zachowania, według Darcy’ego było dość nierozważne. W tym przejawiał się jego rozsądek i Darcy rozważał, kiedy z przyzwoleniem skinął głową Hinchcliffe’owi by ten zamknął już księgi, która dama mogłaby być bardziej odpowiednia na scenie dzisiejszego wieczorku, pełna temperamentu Diva czy wysoce nerwowa Lady Caroline.
- Kolejny dzień dobrej pracy, Hinchcliffe – Darcy skomplementował swojego sekretarza – Wspaniale wszystko nadzorujesz. Nigdy nie nauczyłbym się tyle bez twojej wcześniejszej uwagi, jaką mi poświęcałeś.
- Cała przyjemność po mojej stronie, sir – odpowiedział posępny człowiek, nieznacznie spuszczając wzrok – Czy data pańskiego wyjazdu do Pemberley jest już ustalona, sir? Chciałbym już rozpocząć wydawanie odpowiednich zarządzeń.
- Myślę, że wtorek, o ile w poniedziałek będę mógł spotkać się z Lawrance’m. Czy otrzymałem już odpowiedź na moje pytanie?
- Przyszła dziś po południu panie Darcy – Hinchcliffe otworzył swój skórzany neseser, który zawsze miał przy sobie, wyciągnął dość zmięty, poplamiony farbami list i odczytał – „Pan Thomas Lawrence będzie miał przyjemność podjąć pana Fitzwilliam’a Darcy, w poniedziałek, o wpół do trzeciej, 30 listopada, w swojej rezydencji przy Cavendish Square”. Czy mam wysłać potwierdzenie, sir?
- Tak, zrób to. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i on się zgodzi, będzie malował pannę Darcy, kiedy ona przyjedzie ze mną do Londynu w styczniu – uśmiechnął się widząc zaskoczone oblicze Hinchcliffe’a – doprawdy, mam wszelkie podstawy sądzić, że uda mi się ją przekonać do powrotu ze mną. Nie na sezon oczywiście – jest na to za młoda – ale będą jakieś spokojne spotkania, opery, przedstawienia i...- przerwał, po czym dodał cicho – poza tym dobrze będzie ją mieć tu z nami, prawda?
- Oczywiście, panie Darcy.
Twarz Hinchcliffe’a na chwilkę zmiękła, co tylko potwierdziło to, co Darcy wiedział od lat. Mógł mieć całkowite zaufanie do lojalności swojego sekretarza, ale to jego siostra, urodzona rok wcześniej, zanim Hinchcliffe przystał do nich na służbę, posiadała całe jego przywiązanie.
Zegar w bibliotece wybił czwartą, kiedy jakby zgodnie ze wskazówką, Witcher otworzył drzwi, ale nie anonsując, jak można by oczekiwać, przygotowania herbaty, lecz...
- Panie Darcy, sir, Lord Dyfed Brougham chce się z panem zobaczyć...
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 13:08
Lord DYFED Brougham. A wydawało mi się, że Fitzwilliam to dziwne imię... ??:
Alison - Wto 30 Sty, 2007 14:47
Imię dziwne, ale postać fajnie rubaszna - jak narazie....
Mary, tylko nie mów mi co będzie dalej!!!! :o
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 14:52
| Alison napisał/a: | | Mary, tylko nie mów mi co będzie dalej!!!! :o |
Ani mi się nie śniło.
|
|
|