Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
Dione - Śro 06 Gru, 2006 14:35
A może poprostu rozwód był tak wielkim skandalem, że poślubienie rozwodnika wiązałoby się dla Jane prawie z hańbą? Poślubienie guwernantki było i tak już odważnym posunięciem, a w przypadku rozwodu Jane mogłaby zostać uznana za "meatresse" (mam nadzieję, że tak to się pisze).
Alison - Śro 06 Gru, 2006 15:07
Nie wiem na pewno, tak sobie dywaguję, ale w ogóle sobie nie przypominam z literatury tego okresu jakichkolwiek rozwodów. Nie wiem czy taka ewentualność nie była zarezerwowana dla głow koronowanych, gdzie w rachubę wchodził interes dynastyczny.
W Anglii rozwody pojawiły się odkąd głową kościoła ogłosił się jurny Henryczek i nie wiem czy poza nim ktoś potem z tego jeszcze korzystał. Aine rusz swoją historyczną główką.
W Mansfield Park jedna sióstr Bertram zdradziła swojego poczciwego Rushwortha, ale też chyba się nie rozwiedli, tylko poszła mieszkać z ciotką.
Ludzie się rozchodzili, ale instytucji rozwodu chyba nie było. Nie byłoby wtedy heroin, co to rzucały mężów by za głosem serca podążyć za biednym artystą, a potem z głodu i biedy umierały na suchoty Rozwód jednak jakoś by je finansowo zabezpieczał.
Matylda - Śro 06 Gru, 2006 16:21
Co do tych rozwodów to też nie mam wiedzy
Ale w przypadku Charlotty i Rochestera sprawa wydaje się uzasadniona ??:
Jak Rochester miał się dorobić potomka z taka modliszką???
Matylda - Śro 06 Gru, 2006 16:22
Znowu dostane burę za to , że drążę. Ale dzisiaj Mikołaj to może mi się upiecze
Alison - Śro 06 Gru, 2006 16:25
| Matylda napisał/a: | Co do tych rozwodów to też nie mam wiedzy
Ale w przypadku Charlotty i Rochestera sprawa wydaje się uzasadniona ??:
Jak Rochester miał się dorobić potomka z taka modliszką??? |
Owszem ale kto niby miał im tego rozwodu udzielić? Bo przecież nie papież..
achata - Śro 06 Gru, 2006 16:40
Cóż. Mi się wydaje, że akurat sytuacja Rochestera to jest jedna z nielicznych, które nawet dzisiaj są uznawane w kościele katolickim za podstawę do rozwodu- niedoinformowanie przyszłego małżonka o poważnym defekcie drugiej strony, tyle, że wtedy ludzie byli bardziej zasadniczy.
Ja na co innego zwróciłam uwagę. W ostatnim odcinku jak Berta wchodzi na ten dach to właściwie Rochester nic nie robi, żeby ją uratować. Stoi sobie tylko bezpieczenie w drzwiach wieży z wyciągniętą łapką i mówi, żeby ona nie robiła głupot. Jakby zapomniał, że jego żona nie myśli racjonalnie albo... jakby czekał aż ona sama uwolni go od swojej osoby. Takie dziwne wrażenie odniosłam.
Alison - Śro 06 Gru, 2006 17:37
| achata napisał/a: | | Ja na co innego zwróciłam uwagę. W ostatnim odcinku jak Berta wchodzi na ten dach to właściwie Rochester nic nie robi, żeby ją uratować. Stoi sobie tylko bezpieczenie w drzwiach wieży z wyciągniętą łapką i mówi, żeby ona nie robiła głupot. Jakby zapomniał, że jego żona nie myśli racjonalnie albo... jakby czekał aż ona sama uwolni go od swojej osoby. Takie dziwne wrażenie odniosłam. |
Ja uważam, że zachował się w sposób bardzo racjonalny. Wariata robiacego dziwne rzeczy trzeba najpierw uspokoić, nie zbliżać się, nie robić żadnych gwałtownych ruchów, żeby nie sprowokować go , w tym wypadku do skoku. Zachował się jak rasowy negocjator ale, że kobita zobaczyła sówkę i kciała pofruwać, to i frrrrr poleciała. Edi w tym wypadku był całkiem w porządku, jakby nie był, to by stał na dole, z dala od płonącego domu, a nie wyłaził na dach, skąd właściwie z każdą chwilą miał coraz mniejszą szansę odwrotu.
Wy mi tu nie podkopujcie Edka, Edek jest SUPER i my go z Aine KOCHAMY!!!!! i w ogóle wara od Edka
Dione - Czw 07 Gru, 2006 08:26
Edi to i tak facet o anielskiej cierpliwości. Żeby tyle lat z taką wariatką wytrzymać!? Tylko podziwiać.
Matylda - Czw 07 Gru, 2006 13:38
| Dione napisał/a: | | Edi to i tak facet o anielskiej cierpliwości. Żeby tyle lat z taką wariatką wytrzymać!? Tylko podziwiać. |
No chyba się przy niej nie męczył
Miał ludzi do roboty :razz:
Zaś mi się oberwie ??:
Alison - Czw 07 Gru, 2006 13:43
| Matylda napisał/a: | | Dione napisał/a: | | Edi to i tak facet o anielskiej cierpliwości. Żeby tyle lat z taką wariatką wytrzymać!? Tylko podziwiać. |
No chyba się przy niej nie męczył
Miał ludzi do roboty :razz:
Zaś mi się oberwie ??: |
"Hej Gerwazy! Daj gwintówkę!" Zaraz puknę w te makówkę!!!
Harry_the_Cat - Pią 08 Gru, 2006 01:52
Screenacapy z "Making of" z JE 2006:
http://s111.photobucket.c...%20Eyre%202006/
Kaziuta - Pią 08 Gru, 2006 21:31
Obejrzałam częśc IV i ostatnią.
Film podobal mi się bardzo, bardzo. Uważam, że to najlepsza ekranizacja JE, ale co do pana Rochestera mam mieszane uczucia. Usprawiedliwiam jego postępowanie, potwierdzam, że jest fascynującym mężczyzną z tzw. "cosiem", ale motylków nie było. No, kurcze nic na to nie poradze, ale nie było. :sad:
Może to kwestia techniczna. Miałam jakieś problemy z odtworzeniem. Film zatrzymywał mi się, napisy leciały dalej, a kadr stał jak zaklęty. Nie mogłam odtworzyć filmu na DVD, bo tych napisów mój sprzęt nie chcial czytać. Musiałabym zobaczyć wszystkie 4 części na raz w trochę lepszych warunkach.
Do fan klubu filmu możecie mnie zapisać i przyznać legitymacje członkowską, ale Pan R musi trochę poczekac na miejsce w moim
Matylda - Sob 09 Gru, 2006 16:59
No widzisz Mateczko nie tylko ja jestem nieposłusznym dzieckiem
I trzeba było sie na mnie tak złościć??
Mateńka pewnie dzisiaj jeździ tam i z powrotem nowo otwartym tunelem
malmik - Nie 10 Gru, 2006 14:54
| Kaziuta napisał/a: | Obejrzałam częśc IV i ostatnią.
Film podobal mi się bardzo, bardzo. Uważam, że to najlepsza ekranizacja JE, ale co do pana Rochestera mam mieszane uczucia. Usprawiedliwiam jego postępowanie, potwierdzam, że jest fascynującym mężczyzną z tzw. "cosiem", ale motylków nie było. No, kurcze nic na to nie poradze, ale nie było. :sad:
Do fan klubu filmu możecie mnie zapisać i przyznać legitymacje członkowską, ale Pan R musi trochę poczekac na miejsce w moim |
Mnie też się udało obejrzeć już film w całości - w dziwnej kolejności - bo najpierw części które otwierają mi się na DVD - czyli 2 i 4, potem 3 na komputerze, żeby uzupełnić dziurę, na końcu pierwszą. Dopisuję się jak najbardziej do fanklubu.
Oczywiście uważam (narażając się co poniektórym damom), że Rochester może naszemu Jasiowi skoczyć, ale..... Po raz pierwszy poczyłam oglądając go ,że można czarować uśmiechem - w pierwszej części gdy wyciągnął Jane z biblioteki, żeby go "zabawiała"-gdy mówi, że rzeczywiście Jane ma coś w sobie z czarownicy, bo siedząc tak spokojnie naciągnęła go na zwierzenia. Strasznie mi się podoba ta scena (i Pan domu oczywiście). Drugi mój ulubiony fragment to w 2 części - rozmowa ugaszeniu pożaru. Może motylki to za dużo powiedziane, ale jakieś mróweczki to po mnie przechodzą.
Anonymous - Nie 10 Gru, 2006 18:30
| Alison napisał/a: | wara od Edka |
Wara !!!
Mati musze przyznac, ze twoje argumenty staja sie coraz mniej racjonalne
Oj czepiasz sie, koffana i szukasz dziury w calym
achata - Nie 10 Gru, 2006 18:36
| malmik napisał/a: | | Kaziuta napisał/a: | Obejrzałam częśc IV i ostatnią.
Film podobal mi się bardzo, bardzo. Uważam, że to najlepsza ekranizacja JE, ale co do pana Rochestera mam mieszane uczucia. Usprawiedliwiam jego postępowanie, potwierdzam, że jest fascynującym mężczyzną z tzw. "cosiem", ale motylków nie było. No, kurcze nic na to nie poradze, ale nie było. :sad:
Do fan klubu filmu możecie mnie zapisać i przyznać legitymacje członkowską, ale Pan R musi trochę poczekac na miejsce w moim |
Mnie też się udało obejrzeć już film w całości - w dziwnej kolejności - bo najpierw części które otwierają mi się na DVD - czyli 2 i 4, potem 3 na komputerze, żeby uzupełnić dziurę, na końcu pierwszą. Dopisuję się jak najbardziej do fanklubu.
|
Czyli, że nie mam jakiegoś feleru na DVD. Mnie też się na stacjonarnym tylko te dwie otwierały i dlatego 1 i 3 zrobiłam sobie na VCD.
Miło wiedzieć, ze nie jestem dziwakiem z Panem R. Też mnie nie powalił. Niebrzydki ale jak dla mnie za mało twardy. Natomiast ładnie wygląda w kłębach dymu- dymu z cygara.
Nie bedę już bardziej denerwować Aine i może na tym poprzestanę Ekranizacja i tak świetna
Matylda - Nie 10 Gru, 2006 18:47
Aine ja go poprostu nie lubie az tak bardzo
No ale co mam zrobić tak jest i już i tego nie zmienie ALe zostawiam go całego całej rzeszy wielbicielek
Zawsze będzie o jedna mniej
No i tak weszła na chwilkę poburczała na mnie i poszła ??:
Alison - Nie 10 Gru, 2006 22:04
| Matylda napisał/a: | Aine ja go poprostu nie lubie az tak bardzo
|
My Was też już tak nie lubimy jak dawniej :cry: . Po prostu nie rozumiem jak można nie pokochać pana Rochestera i jak niby Jasiek miałby mu skoczyć, ale trudno, widać Bozia Was nie we wszystkie strunki w sercu wyposażyła , i dobrze.
BĘDZIE WIĘCEJ DLA NAS!
Aine, Nasz ci on, jest NAAAASZ!!!
Matylda - Nie 10 Gru, 2006 22:11
| Alison napisał/a: |
My Was też już tak nie lubimy jak dawniej :cry: . |
Z takiego błahego powodu :sad:
Alison - Nie 10 Gru, 2006 22:15
| Matylda napisał/a: | | Alison napisał/a: |
My Was też już tak nie lubimy jak dawniej :cry: . |
Z takiego błahego powodu :sad: |
Dla kogo błahy, dla tego błahy...
Ja w poezji bzykowej nawet natworzyłam, że on podbił serca WSZYSTKICH dam, jak się okazuje na wyrost. Zawsze wiedziaalm, że do d... ze mnie poetka ??:
Anonymous - Pon 11 Gru, 2006 00:07
Jestem po kolejnym seansie JE i....znowu bujam sobie w obłokach I jest mi z tym dobrze :grin:
Alison - Pon 11 Gru, 2006 11:01
Córuś, Ty jedna mnie nie zawiodłaś. Obejrzałam sobie znowu scenę kominkową, po prostu nie rozumiem jak można nie mieć motyli, toć motyle się kotłują jak ogłupiałe!
Chyba już nie bedę rozwijać tematu, na nieczułe serca nie ma lekarstwa jeno współczucie.
Swoją drogą to ciekawe jak to różnymi drogami chadzają kobiece serca i tylko od czasu do czasu się na jakichś skrzyżowaniach spotykają
Other, Aine popatrzmy choć sobie na śliczności nasze
Kaziuta - Pon 11 Gru, 2006 15:54
Matulu w scenie kominkowej motyle są ale nie przybierają rozmiarów tych z dżungli amazońskiej. Poza tym nie możemy sie wszystkie kochać w Rochesterze bo inni czuli by sie zawiedzeni. A co by było gdyby w tak w "normalnym" życiu wszystkie mieszkanki np. Pcimia kochały sie w jednym mężczyźnie. No tragednia.
A serduszka to my mamy czułe, a świadczy o tym nasza miłośc do Ciebie.
Alison - Pon 11 Gru, 2006 22:07
| Kaziuta napisał/a: | Matulu w scenie kominkowej motyle są ale nie przybierają rozmiarów tych z dżungli amazońskiej. Poza tym nie możemy sie wszystkie kochać w Rochesterze bo inni czuli by sie zawiedzeni. A co by było gdyby w tak w "normalnym" życiu wszystkie mieszkanki np. Pcimia kochały sie w jednym mężczyźnie. No tragednia.
A serduszka to my mamy czułe, a świadczy o tym nasza miłośc do Ciebie. |
A tam, zaraz tragednia. Jak było miło jakeśmy wszystkie do Johna T. wzdychały...
A mnie to kochacie, bom wasza matka - jak to Meg Ryan w French Kissie mówiła "matkę się zawsze kocha, nawet jak się jej nienawidzi"
A ja dzisiaj Tobika widziałam w jednym hinduskim filmie, jaki ładny był w czerwonym mundurze, ale więcej i tak Wam nic nie powiem, bo i tak mnie nie zrozumiecie i tyle...
Anonymous - Śro 13 Gru, 2006 00:42
Powrót duszy do ciała po weekendzie spędzonym z JE bywa bardzo bolesny...
|
|
|