To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Fantastyka na małym i dużym ekranie

praedzio - Sob 28 Lip, 2007 10:59

Admete napisał/a:
a tymczasem okazało się, że Alison widziała przyszłość...

Auć! Myślisz? :-P W takim razie dziennikarki kara jednak nie ominie...

Admete - Sob 28 Lip, 2007 11:07

To ewidentnie była przyszłość - to mieszkano wystawiono na sprzedaż i ta dziwna para je kupiła.
praedzio - Sob 28 Lip, 2007 11:39

Aaaa.... Faktycznie! :olsnienie: A ja się zastanawiałam, co się dzieje... Nie załapałam po prostu końcówki. :zalamka:
praedzio - Śro 01 Sie, 2007 18:46

No, dobra. Pierwszy odcinek The Sarah Connor Chronicles za mną. Mam mieszane uczucia. Odczuwam trochę ten klimat Terminatorowy, ale w głównej mierze zauważyłam tu wtórność. Nie chodzi mi o to tylko, że np. Sarah używa nazwiska Reese, robot-dziewczyna wymawia te słynne Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć, apokaliptyczne sny Sary... Nie mówiąc już o złowrogim cyborgu, który czatuje na Johna (gdzież mu tam do Arniego! :zalamka: )... Jakby scenarzystom zabrakło pomysłów. Ale... pojawia się motyw podróży w czasie! I tu sama nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Akcja serialu bowiem zaczyna się w 1999 roku. Natomiast pod koniec odcinka Cameron (btw. dlaczego nadali takie imię dziewczynie-cyborgowi? ukłon w stronę pana Camerona J.? ;) ) przenosi w czasie siebie oraz Sarę i Johna w... 2007 rok! :paddotylu:
Przepraszam, ze tak trochę się naśmiewam... Ale w pamięci mam Terminatora I, do którego mam sentyment wieczny i niezmienny i serial po prostu mi nie pasuje do owego filmu. Ja to jestem typem malkontenta, który nie powinien oglądać ekranizacji książek po uprzednim przeczytaniu tychże, bo będę się czepiać różnic w fabule, zamiast po prostu cieszyć się filmem. Tak samo nie powinnam oglądać kontynuacji filmów, które dla mnie są kultowe - z podobnych powodów. Jeśli odsunę na bok trzy części Terminatora (pierwszą najdalej!), to myślę, że powinnam zacząć się cieszyć serialem. Szkoda, że następne odcinki dopiero w styczniu. Póki co, pilotem nie jestem zachwycona.

P.S. To, że teraz trochę marudzę, nie oznacza, że nie będę się zachwycać serialem w przyszłości (jestem optymistką!)! Nad Herosami też tak wydziwiałam, i co? :P

Admete - Śro 01 Sie, 2007 20:14

No no - mówisz, ze już jst? :-) Ja się zabieram za Battlestar Galactica. Od poczatku, bo pierwsza serię widziałąm rok temu.
praedzio - Śro 01 Sie, 2007 21:05

Tak, już jest! Tylko co z tego, skoro następne odcinki dopiero w styczniu... Trochę się pośpieszyli...
praedzio - Sob 04 Sie, 2007 07:45

No i wczoraj obejrzeliśmy ostatni odcinek z sezonu pierwszego Życia po życiu. Kurczę! Alez ostatnio trafiają mi się - jak to mówisz, Admete? - angstowe kawałki? Normalnie poryczałam się na końcówce! Nie dlatego, że Alison stanęła na granicy życia i śmierci (przeżyła, czy też nie?!), ale dlatego, że usłyszałam rozdzierający płacz Roberta... Rany! I pomyśleć, że w końcu Robert uwierzył w to, że Alison jest medium i porozmawiał ze swoim synkiem... To musiało być dla niego mocne przeżycie! I jeszcze to, co stało się z Alison...
Coś mi się zdaje, że szacowna TVP nie puści kolejnego sezonu, a tak - cholewka - chciałabym zobaczyć, co się stało później...!

Admete - Sob 04 Sie, 2007 17:57

Nie puszczą...Ma byc jakis inny serial - Głosy z zaświatów ( Talking to Heaven ). Podaję za strona TVP
http://program.tvp.pl/2,6133879,000000.html

"GŁOSY Z ZAŚWIATÓW ODC. 1 ? EMISJA 10.08 Jedynka (TALKING TO HEAVEN) James Van Praat ma nadprzyrodzone zdolności. Już w dzieciństwie słyszał dziwne głosy i rozmawiał z ludźmi, których nikt poza nim nie widział. Usiłował tłumić w sobie niezwykłe umiejętności i z czasem nauczył się je ukrywać. Jako dorosły mężczyzna prowadzi ustabilizowane i spokojne życie. Kiedy dowiaduje się, że jego matka miała udar, przyjeżdża do szpitala i tam przypomina sobie spotkanie z chłopcem imieniem Eddie, które miało miejsce, kiedy był dzieckiem? Nagle powracają dawne wizje i przeczucia. Wykonawca: Aktor (Aktor), Ted Donson, Wykonawca: Aktor (Aktor), Mary Steenburgen, Wykonawca: Aktor (Aktor), Diane Ladd, Wykonawca: Aktor (Aktor), Queen Latifah, Wykonawca: Aktor (Aktor), Jack Palance, Wykonawca: Aktor (Aktor), Michael Moriarty, Twórca: Reżyser, Stephen, Gyllenhaal"

Tez mi się ta rozmowa Roberta ze zmarłym synkiem podobała. Oni rewelacyjnie graja.

praedzio - Śro 15 Sie, 2007 07:57

Jest czasem coś takiego w serialach SF, co porusza za gardło i ściska serducho. Człowiek się zastanawia, dlaczego dopiero w produkcji Sci-Fi zauważa pewne rzeczy :) Ale może to dlatego, że ja uwielbiam wszelkiej maści fantastykę i inne rzeczy juz nie bardzo (z pewnymi wyjątkami) do mnie docierają?
Ostatnio chodzi za mną Diuna Davida Lyncha, chyba czas się zaznajomić z jej rozszerzoną wersją. Salut, Piotrek! :party:

P.S. A wczoraj, kiedy ujrzałam Biehna w TV, zachciało mi się obejrzeć T1 i znów zajrzeć w jego błękitne oczęta... i usłyszeć: I came to you, Sarah...

Anonymous - Śro 15 Sie, 2007 11:58

W zasadzie krociotkie wrazenia pasuja bardziej tutaj, wiec sobie popisze o Czerwonej Soni... :D
Do ambitnych ten film nie należy - to pewne. Ale też nie odebrałam go az tak negatywnie jak przypuszczałam. Z tego co kojarzę - taka była wówczas konwencja w filmach fantasy. Stosunkowo ciemne barwy, piekne, pseudośredniowieczne ubrania
Efekty dzisiaj przyprawiają o drgawki śmiechu, ale ... film ma swój urok. Gra aktorska mizerna, ale ponieważ nikt sie wybitnie nie wyróżniał - całość była na jednym poziomie i jakoś nie rzucało się to w oczy. Zresztą wybitna kreacja w tym filmie dałaby efekt Zazdroza. A nawet stosunkowo dobra obsada Serca gór, nie była w stanie uratować filmu. Jak to mawiał McGintry - Na puste drzewo i Salomon nie nasika.
Sonia zyskuje z perspektywy czasu. W zasadzie nie tyle treścią i ambicjami, co stylem. Dzisiaj to już klasyka gatunku. Ani specjalnie wybitna, ani totalnie beznadziejna. Miło się ogląda dla odmóżdżenia. I wiecie co? gdyby Arniego troche odpompować, to nawet by mi sie spodobał w młodszej wersji...

praedzio - Śro 15 Sie, 2007 12:32

Głos w sprawie książek i filmów SF i Fantasy: Jak SF lubiłam i lubię nadal oglądać na ekranie bardziej niż czytać, tak z Fantasy jest zupełnie odwrotnie. To właśnie takie cukierki jak Czerwona Sonia, czy te wszystkie Conany obrzydziły mi oglądanie ekranizacji fantasy. Fan gatunku zawsze w nich coś znajdzie i nie ma tak, że absolutnie są do kitu. Jednak, jak już mówiłam, wolę, żeby nikt się nie zabierał za ekranizację fantastyki, jeśli tak to ma wyglądać. I nie chodzi tu tylko o efekty specjalne.
Nie tak dawno miałam okazję obejrzeć sobie Sok z żuka. Uśmiałam się i ubawiłam tak, jak już dawno nie miałam okazji. Nawet z tych parodystycznych elementów nawiązujących do Diuny Lyncha. A efekty... same wiecie, jakie tam były.

Dlatego fantasy niech zostanie w wydaniu książkowym (chlubne wyjątki: WP, Mgły Avalonu czy Willow)...

Admete, teraz widzę, jakie mam braki w czytelnictwie. Żadnej z książek, które wymieniłaś, nie czytałam, poza Lemem. Aż mi wstyd... :ops1: Ale i u takiego Sapkowskiego czy Wolskiego, chociaż to już pewnie nie ten sort, jest nad czym rozmyślać. :-D A, i zapomniałam o Żuławskim i jego księżycowej trylogii. Miodzio!

Admete - Śro 15 Sie, 2007 12:48

Stare rzeczy maja swój urok, jesli zostały zrobione z sercem. Dobra historia i ciekawe postacie obronia się nawet po wielu latach, nawet bez efektów specjalnych i z gumowymi maskami ;-) Jakby nie było B5 to już staruszek - nie mieli wtedy takich możliwości jak przy kręceniu BSG teraz - zobaczysz spodoba Ci się :-)
Anonymous - Śro 15 Sie, 2007 13:07

a ja jednak lubię ogladać fantasy. Ale masz racje - ekranizacje częst bywaja nędzne. Zdarzy się jednak perełka w stylu Ostatniego smoka, Smokiem i mieczem, Skrzaty i elfy, WP, Ziemiomorze. Scenariusze autorskie sa jednak przez nas lepiej odbierane. Traktujemy książki jak święte krowy i nie pozwalamy autorom na najmniejsze nawet odstępstwo. Jeśli mimo to znajdziemy takowe - nasza ocena jest brutalna. Pamietam pierwsze oceny WP - ze to profanacja, zmiana ksiązki. No zmiana. I co z tego? Czy film na tym stracił? Zmiana w Linii czasu sprawiła, ze film jest ciekawszy niż książka kiedykolwiek będzie.
Nie jestem już tak mocno przywiązana do książkowego pierwowzoru, nie doszukuję sie ukrytych błedów i potknięć. Patrzę na całokształt i klimat. Zawsze kochałam bajki, legendy i mity (do tej pory zaczytuję sie nimi :D ) - a stąd już niedaleko do świata fantasy. Chyba każdy tak zaczynał :D Jak znajduję w filmie klimat bajki i legendy - to jest dla mnie najważniejsze. a to czy bohater walczy mieczem jednoręcznym zamiast dwuręcznego - to już szczegół.
Wprawdzie moje pierwsze wrażenie o Czerwonej Soni było negatywne, jak pisałam, perspektywa czasu czyni swoje. Nigdy nie bedzie wybitnym dzielem - nie ma się co łudzić. Ale obecnie to juz klasyka, a klasyka rządzi się już innymi prawami, czyz nie?

Ja mimo to czekam na ekranizacje powieści Eddingsa, którego kocham szalenie i na zawsze miłością czystą i prawdziwą. Tak jak i Pierca Anthony'ego. Obaj piszą tak, że scenariusz jest już niemal gotowy :D
Aczkolwiek nie mam pojęcia jak technicznie rozwiązać tomowośc :D

Admete - Śro 15 Sie, 2007 13:25

Ja czekam na ekranizację cyklu Martina Ogień i lód - chciałabym jednak nie film kinowy, tylko serial. Film kinowy nie odda bogactwa tego świata, jego złożonych wątków, licznych postaci. Seriale teraz są genialnie robione. Na polskich i obcych stronach poświęconych Martinowi jest mnóstwo prozpozycji jak obsadzić role :-) Żeby tylko Martin wydał w końcu następny tom - wszyscy czekają na Taniec ze smokami i nie mogą się doczekać.
praedzio - Śro 15 Sie, 2007 19:18

No ja to zawsze byłam zrzędą, jeśli chodzi o ekranizacje ulubionych książek. Książki fantasy są naprawdę specyficzne i o ile z niewypowiedzianą rozkoszą zanurzam się w stworzony tam świat, o tyle chciałabym mieć choć zbliżoną przyjemność w odbiorze filmu... Oczywiście, jakem już rzekła ;) są chlubne wyjątki. Władcę Pierścieni (zwłaszcza pierwszą część) oglądałam z otwartą buzią. Oczywiście wygrażałam autorom scenariusza, że zdematerializowali mi Toma Bombadila, no i tam jeszcze parę zastrzeżeń miałam, ale ogólnie film mi się bardzo podobał. Ziemiomorze, choć bardzo spłycone, też mi się podobało. Willow, Legenda, Mgły Avalonu... te filmy mogłabym oglądać po wielokroć.
Co do upragnionych ekranizacji (czy też adaptacji ;) ), to chętnie bym obejrzała cykl Tada Williamsa Pamięć, Cierń i Smutek, teraz robię sobie powtórkę z jego Wojny kwiatów, którą też bym chętnie obejrzała na ekranie, Piers Anthony i jego Xanth... hm, to by było coś! :lol: Ale to już chyba musiałby być serial, podobnie jak w pierwszym przypadku. A, i jeszcze Stephen King, skądinąd bardzo chętnie ekranizowany, i jego Talizman, druga po Bastionie moja ulubiona książka tego autora.
Andre Norton i jej Świat Czarownic, legendarny jak dla mnie cykl, lepiej niech pozostanie w wersji książkowej... To takie moje zdanie. :P

Anonymous - Śro 15 Sie, 2007 19:45

Z książkami fantasy jest tak, że dają pole do wyobraźni. Wizja autora scenariusza i reżysera niekoniecznie pokrywa się z wizją części odbiorców. Ot i cały problem. Ja już przestałam sie spodziewać złotych jaj, oglądam z przyjemnościa, jeśli tylko charakter tego świata, jego klimat jest zachowany. Reszta to tylko szczegóły.
praedzio - Śro 15 Sie, 2007 20:07

AineNiRigani napisał/a:
Wizja autora scenariusza i reżysera niekoniecznie pokrywa się z wizją części odbiorców.

To również można powiedzieć, jeśli chodzi o ekranizacje książek w ogóle. Wiadomo, że istnieje szereg przeszkód, jeśli chodzi o ekranizację książek, przede wszystkim język filmu i język powieści zawsze między sobą się różnił (tzw. przekład intersemiotyczny), poza tym długość, co za tym idzie, pewne konieczne skrócenia itd., itd. A ja zawsze muszę sobie uzmysławiać, że film nie jest ilustracją książki, jak tego zawsze pragnęłam. Reżyser ma prawo do swojej wizji opowieści, tak samo jak autor książki. I to jest mój główny problem. :-| No, a fantastyka dodaje jeszcze swoje cegiełki - cały ten specyficzny świat, z rozmachem opisany na kartach książki, musi zostać odzwierciedlony na ekranie.

Anonymous - Śro 15 Sie, 2007 20:29

Dlatego jestem dość poblażliwa co do ekranizacji, o ile zastosowane jest odpowiednie nazewnictwo "na motywach" zamiast "ekranizacji" w przypadku JA05 i - niestety WP
Jako filmy - oba mi się szalenie podobają, ale oba nie są ekranizacją i bede się wykłócać z każdym o ten jeden jedyny drobiazg :D
W momencie gdy założymy, że chodzi o motyw, idee, a nie ekranizację książki - wówczas właśnie patrze na film jak na fantasy ze scenariuszem autorskim - liczy sie dla mnie klimat i to "coś".

Admete - Śro 15 Sie, 2007 22:02

Jeśli chodzi o Ziemiomorze to akurat strasznie mi się ta wersja zrobiona niedawno nie podobała. Okropne to było. Zero prawdziwego ducha tych książek, zamiast tego kiczowate obrazki.
Jeannette - Śro 15 Sie, 2007 22:32

David Slade, autor kontrowersyjnej "Pułapki", został wybrany przez braci Weinstein na reżysera pełnometrażowej adaptacji powieści Neila Gaimana "Nigdziebądź".

"Nigdziebądź" powstało jako mini-serial dla BBC. Jednak już na planie Gaiman rozpoczął pisanie powieści, która stała się jego pierwszą naprawdę ważną pozycją literacką (jeśli nie liczyć komiksu "Sandman").

Bohaterem "Nigdziebądź" jest Richard Oliver Mayhew, który decyduje się pomóc rannej dziewczynie o dziwnym imieniu Door (Drzwi). Ten jeden krok wywróci do góry nogami jego poukładane życie. Richard będzie musiał umykać przed tajemniczymi, nieludzkimi zabójcami i odkryje mroczny świat podziemnego Londynu.

O filmie fabularnym na podstawie "Nigdziebądź" mówi się od lat. Gaiman już w 2000 roku napisał scenariusz, który teraz ma się stać podstawą nowego tekstu.

Admete - Śro 15 Sie, 2007 22:50

Ciekawe czy to w ogóle dojdzie do skutku. Czekam na jesień i premierę innego filmu na podstawie tekstu Gaimana - Gwiezdny pył. Widziałam zwiastun i zapowiada się niezłe kino przygodowo - fantastyczne. Ciekawam tez wyjątkowo Mrocznych materii, o których pisałam w osobnym wątku.
Praedzio zaczęłam dziś BSG :-) Czekam aż dołączysz.

praedzio - Czw 16 Sie, 2007 08:15

Admete napisał/a:
Praedzio zaczęłam dziś BSG Czekam aż dołączysz.

A ja czekam, aż będę mogła dołączyć :lol: Btw., jeśli nic mi dzisiaj nie stanie na przeszkodzie, to ci dzisiaj wyślę paczuszkę.

Admete - Czw 16 Sie, 2007 10:11

Ja pewnie będę oglądać stopniowo, bo wiem, że ten serial jest chwilami starsznie dołujący. Tak się w ogóle zastanawiam czy na końcu serii 4 dadzą tym biednym ludziom odrobinę nadziei ;-) Znajdą Ziemię? Dostana szansę na pokonanie Cylonów? Dogadają się z Cylonami? Znalazłam gdzieś w Sieci historię 12 kolonii Kobolu i wojny z Cylonami. Poszukam i podeśle Ci.
Admete - Sob 18 Sie, 2007 22:14

Pod tym linkiem znajduje sie historia 12 planet Kobolu - wiadomo, ze trzynastą jest Ziemia - miejsce dla pozostałych mityczne.

http://www.filmweb.pl/top...STKI+o+bsg.html

Własnie dotrałam do końcówki 1 sezonu - będzie dramatycznie :-)

Deanariell - Sob 18 Sie, 2007 23:56

Admete napisał/a:
Własnie dotrałam do końcówki 1 sezonu - będzie dramatycznie :-)

A poczekaj tylko jak wejdziesz w sezon drugi i napotkasz na Pegasusa ;) Dopiero się dramatycznie zrobi :mrgreen: Serial naprawdę niezły - mam może inny emocjonalnie stosunek do niego, co do SPNu, ale fabuła mnie "zaczarowała" :) Czekam niecierpliwie na rozwój wątku z ludzko-cylońską hybrydą i w ogóle... Melduję się na pokładzie Galactici :cool:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group