To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - "DiU" '95 contra "DiU" '05

Anonymous - Pon 07 Sie, 2006 17:42

Hmm Dla mnie jest sprzeczność w tytule tego watku. Między P&P 95 a P&P 2005 nie ma żadnej contry. To tak jakby Hulk Hogan miał się mierzyć z Dannym de Vito.
Maryann - Wto 08 Sie, 2006 20:10

No to nie contra tylko porównanie. :wink:
Tak jak w zamieszczonym kiedyś na starym forum artykule o podobieństwach i różnicach między DiU 1980 i 1995.

Anonymous - Wto 08 Sie, 2006 21:22

O porównaniu między P&P 95 a P&P 80 możemy mówić.
Wersja 2006 nie wchodzi w grę, bo nie ma żadnego porównania :D

Maryann - Wto 08 Sie, 2006 21:26

I tu się zgadzamy... :smile:
kikita - Nie 13 Sie, 2006 16:40

Takze sie zgadzam chociaz nie do końca.Porównania z Duma 95 nie przetrzyma zadna inna ekranizacja,natomiast zastanawiam sie nad 05 i 80.Chyba wolałabym jednak Darcego 05.
W wersji 80 nie moge zniesc faceta,który łyknał kij od szczotki bo to nie jest ani pociagajace,ani sexy .Poprostu kompletnie nie trawie sztywniaków .Tyle Darcy.Natomiast
jezeli chodzi o Lizzy to prosze bardzo strawie wszystkie oprócz Keiry,jak juz raz wspomniałam ta jej szczena straszy mnie po nocach.Niech sobie lepiej dziewczyna podrywa piratów bo
to jej miejsce ,natomiast Daremu niech sie lepiej nie placze pod nogami.

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 16:48

Dla mnie porównywanie serialu do filmu jest bezsensowne, są to dwie różne formy, niezależnie od obsady aktorskiej.
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 16:53

Teoretycznie porównanie filmu do serialu ma jak największy sens. Mimo że dwie formy, są na podstawie jednej powieści. Poza tym logiczne jest, że porównuje się różne ekranizacje.
Jak napisałam - teoretycznie, bo w tym przypadku nie ma żadnego porównania.

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 17:10

Cytat:
Teoretycznie porównanie filmu do serialu ma jak największy sens. Mimo że dwie formy, są na podstawie jednej powieści. Poza tym logiczne jest, że porównuje się różne ekranizacje.
Jak napisałam - teoretycznie, bo w tym przypadku nie ma żadnego porównania.
Obojętnie, porównanie filmu do serialu, czy serialu do filmu i tak jest dla mnie bez sensu. Obie formy mają swoje możliwości, ale także ograniczenia i właśnie dlatego wystrzegam się porównywania ich. Obie ekranizacje mi się podobały, każda nieco inna, każda ma plusy i minusy.
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 17:30

Tyle, że nie słyszałam jeszcze o jakimś konkretniejszym porównaniu elementów tychże ograniczeń czy możliwości (w przypadku ekranizacji P&P)
I nadal mimo to można oba filmy analizować poprzez porównanie. Niekoniecznie to jakie plany zostały wykorzystane, budżet, czy plenery, ale chociażby scenografię, grę aktorską, scenariusz.
Kunszt aktorski Colina i Mateusza, czy Jennifer i Keiry można rozpatrywać niezależnie od możliwości filmu. Scenografie, zgodność z oryginałem oraz co zostało zmienione i dlaczego - również. Ograniczenia skupiają się na opuszczeniu, lub skróconej formie prezentacji, a nie przeinaczeniu. Możemy też porównywać prace reżysera, która jest widoczna w każdym filmie, mozemy porównywać muzyke, dzwięk ...
I ogólnie wychodzi, że pozostaje nam niewiele rzeczy, których porównanie jest ograniczone możliwościami filmu.

Dokładnie na tej samej zasadzie możemy porównać wszystkie ekranizacje JA, jak i z każdym innym filmem o zbliżonej tematyce - chociażby N&S.

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 17:41

Owszem, masz rację Aine, jednakże uważam, że w ciągu 2 godzinnej ekspozycji nieuniknione było okrojenie lub pominięcie pewnych wątków czy postaci [druga siostra Bingley'a z mężem, którzy nie mieli wpływu na akcję], a przy 6 godzinach scenarzysta ma większe pole do popisu, może umieścić więcej.
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 18:42

Agnesse, temat pominiętych wątków można omówić w kilku zdaniach, natomiast Ty przez to wykluczyłaś jakiekolwiek porównanie, bo "są to dwie różne formy, niezależnie od obsady aktorskiej. Obojętnie, porównanie filmu do serialu, czy serialu do filmu i tak jest dla mnie bez sensu. " I z tym nie mogę się zgodzić.
Natomiast epistoły można pisać na temat przeinaczen (zaznaczam: PRZEINACZEN, nie OMINIĘC), na temat chybionej scenografii, gry aktorskiej. Jedynie środki wyrazu możemy sobie darować.
Jesteśmy amatorami, więc rozumiem, że właśnie te ograniczenia czy możliwości możemy ominąć. Dla profesjonalistów taki drobiazg nie robi różnicy :D Wszystko można ze sobą porównać. Nawet twórczość Miłosza do malarstwa holenderskiego :D

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 19:04

Można Aine, można, ale po co?
kikita - Nie 13 Sie, 2006 19:09

Dobrze , zgoda ale pomijajac wszystko ,rezyserie ,budżet,scenariusz nie mozna nie porównac za soba gry aktorów skoro o jednej powiesci i o jednej postaci tu mowa.Szczerze watpie czy J.Austen widziała postac Lizzy jako poprostu pyskata i denerwujaca dziewuche(bo tak ja zagrała Keira)
Jednak wróce do rezyserii .Moze ja glupia jestem i sie nie znam,ale wytłumaczcie mi ludzie co chciał powiedziec rezyser widzom pokazując pełen podziwu wzrok pani Bennet skierowany na za przeproszeniem klejnoty knura. Ta scena była poprostu niesmaczna . Czy w filmie mającym takie ograniczenia czasowe ta scena była absolutnie potrzebna?

Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 19:15

to sa wełaśnie te niuanse, które rażą. Mnie razi nie tyle sam wzrok, co w ogóle fakt, że knur łazi po domu !!!
Maryann - Nie 13 Sie, 2006 19:21

Bennetowie wyszli na małorolnych flejtuchów a Lizzy na - jak to trafnie określiła Kikita - pyskatą dziewuchę, która szwenda się po polach w nocnej koszuli. Czyżby reżyser do tego stopnia zwątpił w inteligencję widzów, że pomyślał, że bez tych drastycznych przejaskrawień nie zrozumieją, że rodziny Darcych i Bennetów to były dwa różne światy ?
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 19:28

Agnesse napisał/a:
Można Aine, można, ale po co?


Dla rozwoju kulturalnego, dla nauki, na ludzi. Jest wiele powodów dla których powstają podobne prace.

Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 19:42

Maryann napisał/a:
Bennetowie wyszli na małorolnych flejtuchów (...) Czyżby reżyser do tego stopnia zwątpił w inteligencję widzów, że pomyślał, że bez tych drastycznych przejaskrawień nie zrozumieją, że rodziny Darcych i Bennetów to były dwa różne światy ?


Pewnie reżyser naoglądał się polskich filmów historycznych. Może Pana Tadeusza widział?
Tylko nie przyszło mu do głowy, że w Anglii gołoty nie było?
No bo jak inaczej wyjaśnić tak dogłębną i szczegółowa nieznajomość historii i obyczajów przy dostępnych środkach na wynajęcie historyka?
Tak swoją droga był kiedyś film jak Amerykanie robią filmy historyczne. Nie pamietam tytułu, ale z Alanem Aldą. Prawdziwie wnikliwe studium i ironiczna krytyka :D

Maryann - Nie 13 Sie, 2006 19:55

AineNiRigani napisał/a:
Maryann napisał/a:
Bennetowie wyszli na małorolnych flejtuchów (...) Czyżby reżyser do tego stopnia zwątpił w inteligencję widzów, że pomyślał, że bez tych drastycznych przejaskrawień nie zrozumieją, że rodziny Darcych i Bennetów to były dwa różne światy ?


Pewnie reżyser naoglądał się polskich filmów historycznych. Może Pana Tadeusza widział?
Tylko nie przyszło mu do głowy, że w Anglii gołoty nie było?
No bo jak inaczej wyjaśnić tak dogłębną i szczegółowa nieznajomość historii i obyczajów przy dostępnych środkach na wynajęcie historyka?

Środków zabrakło - wszystko wydali na kostiumy... :mrgreen:
AineNiRigani napisał/a:
Tak swoją droga był kiedyś film jak Amerykanie robią filmy historyczne. Nie pamietam tytułu, ale z Alanem Aldą. Prawdziwie wnikliwe studium i ironiczna krytyka :D

Jak fakty nie pasują do wizji reżysera, to tym gorzej dla nich ?

Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 20:01

Maryann napisał/a:
Środków zabrakło - wszystko wydali na kostiumy... :mrgreen:

Jakie kostiumy? Kostiumy to dla mnie jedna z najgorszych rzeczy w tym filmie.

Maryann - Nie 13 Sie, 2006 20:12

Nimloth napisał/a:
Maryann napisał/a:
Środków zabrakło - wszystko wydali na kostiumy... :mrgreen:

Jakie kostiumy? Kostiumy to dla mnie jedna z najgorszych rzeczy w tym filmie.

Oooo... TAK ! Zaraz po minach Keiry...

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 21:50

Cytat:
"jezeli chodzi o Lizzy to prosze bardzo strawie wszystkie oprócz Keiry,jak juz raz wspomniałam ta jej szczena straszy mnie po nocach"
"Szczerze watpie czy J.Austen widziała postac Lizzy jako poprostu pyskata i denerwujaca dziewuche(bo tak ja zagrała Keira)"

Myślę, ze znacznie gorzej byłoby gdyby Lizzy miała być grana przez np. Paris Hilton czy Lindsay Lohan, wtedy mogłoby to być nie do zniesienia. Poza tym na szczękę Keiry nie zwróciłam zbytnio uwagi [któż jest idealny? w końcu nie ona jest tu najważniejsza]. Dla mnie Lizzy w filmie nie była pyskata, raczej po prostu wygadana.
Po drugie, nie zapominajmy, że panna Bennet jest postacią książkową i żyje w naszej wyobraźni, w wyobraźni twórców ekranizacji. A jak wiadomo każdy ma swoje wyobrażenie i wizję, z tym, że reżyserzy mają możliwość pokazania swojej większej liczbie ludzi, a także niektórym ją narzucić. Kto wie jakby się zachowywała jeśli byłaby dziewczyną z krwi i kości? Przeciez każdy z nas potrzebuje czasem odrobiny szaleństwa, tak dla własnego zdrowia psychicznego, może to być takie małe szaleństwo, jak wyjście na spacer bladym świtem w koszuli nocnej i płaszczu. Kto wie.

Harry_the_Cat - Nie 13 Sie, 2006 21:57

Agnesse napisał/a:
Myślę, ze znacznie gorzej byłoby gdyby Lizzy miała być grana przez np. Paris Hilton czy Lindsay Lohan, wtedy mogłoby to być nie do zniesienia


:shock: :shock: :shock:

Agnesse, w ogóle nie mów takich rzeczy na głos, bo jeszcze ktoś usłyszy...

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 21:58

Przepraszam, ale to tak dla zobrazowania przykładu, musiało być trochę drastycznie :wink:
Anonymous - Nie 13 Sie, 2006 22:13

[quote="Agnesse"]
Cytat:
Po drugie, nie zapominajmy, że panna Bennet jest postacią książkową i żyje w naszej wyobraźni, w wyobraźni twórców ekranizacji. A jak wiadomo każdy ma swoje wyobrażenie i wizję, z tym, że reżyserzy mają możliwość pokazania swojej większej liczbie ludzi, a także niektórym ją narzucić. Kto wie jakby się zachowywała jeśli byłaby dziewczyną z krwi i kości? Przeciez każdy z nas potrzebuje czasem odrobiny szaleństwa, tak dla własnego zdrowia psychicznego, może to być takie małe szaleństwo, jak wyjście na spacer bladym świtem w koszuli nocnej i płaszczu. Kto wie.


Agnesse, weź pod uwagę to, że Lizzy była postacią niejako współczesną autorce. A my doskonale wiemy jakie panowały obyczaje w czasach Regencji. Gdyby scenarzyście chciało się napisać dobry scenariusz sięgnąłby po pierwszą lepszą książkę na ten temat. Ale mu sie nie chciało. Odstawił fuszerkę i żadna indywidualna wizja tego nie zmieni.
To jest WSPÓŁCZESA wizja reżyserska. Jane przypomina to tyle co dzwięk dzwonka pasterskiego przypomina muzykę - niewiele. Gwarantuję Ci, że gdyby Lizzy była postacią z krwi i kości na pewno nie przypominałaby tej z filmu. Owszem Lizzy miała olbrzymie braki w edukacji i wychowaniu, ale i ona byłaby oburzona tym jak się zachowuje ta dziewczyna grana przez Keirę. I nie chodzi mi tutaj o aktorkę ale o tą "wizję" postaci. Brrrr!!!

Agnesse - Nie 13 Sie, 2006 22:25

Każdy ma swoje wyobrażenie, moje stanowi coś pomiędzy Ehle, a Knightley [chodzi o kreacje aktorskie w P&P] zbudowane na podstawie książek Jane i innych.
A każdy ma prawo do swojej, może skończymy tę dyskusję, Aine, bo będziemy tak ciągnąć w nieskończoność :smile:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group