To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Emma (2020)

Trzykrotka - Nie 22 Mar, 2020 00:08

Scena tańca jest naprawdę :wachluje:
Frank i Jane - jaka nieładna, ciężkawa i niemiła z nich para w tej ekranizacji. Podobają mi się tylko te kwaśne uśmieszki i sztywne ukłony jakie Frank wymienia z panem Knightley przy każdym spotkaniu :lol:
Miranda za drugim razem podoba mi się bardziej. Ona jest naprawdę niezwykła. Szkoda tylko, że prawie nie pokazują pani Bates. Moim zdaniem masa komizmu postaci panny Bates wynika z jej interakcji z matką, co było przecudownie wygrane w Emmie z Gwyneth, gdzie Tam Sophie Thompson z prawdziwą mamą dały czadu w duecie.

zooshe - Nie 22 Mar, 2020 02:25

Ku pokrzepieniu serc w tych ciężkich czasach. Scena tańca. :serduszkate:
https://www.youtube.com/watch?v=Zn3P3HDm-t4

Pocałunek:
https://www.youtube.com/watch?v=Py7nTCSs0D4

Zaręczyny
https://www.youtube.com/watch?v=LYRl1uW6otI

Po balu:
https://www.youtube.com/watch?v=d-0UMMS7gWg

Admete - Nie 22 Mar, 2020 08:41

Frank i Jane w tej ekranizacji są postaciami bardzo pobocznymi.
Akaterine - Nie 22 Mar, 2020 13:03

Obejrzałam i ja. I fakt, rozkoszna ekranizacja. Twórcy mieli pomysł, który zagrał. Ta teatralność niektórych scen, w połączeniu z pięknymi kadrami, kolorystyką wnętrz, widokami, eleganckimi sukniami i idealnymi fryzurami. Miło jest zobaczyć tak wymuskanych bohaterów po latach ekranizacji z pogniecionymi sukniami i roztrzepanymi czy rozpuszczonymi włosami.
Podobało mi się, jak została przedstawiona służba - nienachalnie, ale zawsze gdzieś w tle, niezbędna do funkcjonowania.
Z postaci podobała mi się oczywiście Emma - chyba pierwszy raz mogłam uwierzyć, że to 21-letnia dziewczyna, trochę jeszcze dziecko.
Podobała mi się histeryczna Izabela i John Knightley przypominający trochę pana Palmera z RiR. Podobali mi się niesympatyczni Jane i Frank. Miranda Hart rzeczywiście miała zbyt mało czasu, by zabłysnąć. Nie przekonał mnie Bill Nighy, może dlatego, że też było go trochę mało.
A tak na zakończenie powiem, że w sumie Emma mi się strasznie przejadła i trochę się wynudziłam ;) . Dlatego też nie widzę większej chemii i nie czuję większej ekscytacji z tym związanej. Ale to absolutnie nie jest wina ekranizacji.

Admete - Nie 22 Mar, 2020 13:09

Akaterine to teraz trzymamy kciuki, żeby ktoś wreszcie znalazł sposób, by dobrze zrobić Mansfield Park.
Tamara - Nie 22 Mar, 2020 15:16

zooshe napisał/a:
Ku pokrzepieniu serc w tych ciężkich czasach.

:serce: :serce: :serce: :serce: :serce: CHCĘ PRAGNĘ POŻĄDAM, MUSZĘ TO MIEĆ :serce: :serce: :serce: :serce: :serce:
Co prawda pan Knightley nie robi w tych scenach wrażenia statecznego rozsądnego dżentelmena , ale to nic nie szkodzi , tak samo jak rozczochranie :serduszkate: :serduszkate: :serduszkate:

Trzykrotka - Nie 22 Mar, 2020 17:16

Zauważcie, że w tej ekranizacji nie mówi się ani razu że pan Knightley jest o tyle od Emmy starszy. Jest starszy, ale duchem bardzo młodzieńczy, nie ma w sobie nic z wielkopańskiej aury. Prócz domu , rzecz jasna :-D Alez tam szarpneli się na wnętrza i dekoracje!
Joy - Nie 22 Mar, 2020 19:51

A czy te wnętrza nie wydały się jakoś znajome? :lol:

Porównajcie te dwa klipy:

Tu:

https://www.youtube.com/watch?v=h-HvgV3R8mM

I tu - od 3 minuty:

https://www.youtube.com/watch?v=Y-8y3y3MxZI

Tamara - Nie 22 Mar, 2020 21:07

Ależ tak, te same drzwi i obraz obok , ależ masz oko :serce: zdecydowanie wolę wariant z panem Knightleyem bo na widok wyszczerzu Keiry dostaję dreszczy :zawstydzona2:
Trzykrotka - Nie 22 Mar, 2020 22:00

Faktycznie :oklaski:
Taki recykling to raczej norma. Jak ten mazowiecki dworek, który grał w Nad Niemnem, VIPie i Panu Tadeuszu. W azjatyckich serialach na widok domów, pewnego drzewa czy wodospadu wiesz od razu, gdzie ostatnio i dawniej je widziałaś. A wnętrze jest hohoho, wspaniałe :serce:

zooshe - Pon 23 Mar, 2020 20:41

Trzykrotka napisał/a:
Zauważcie, że w tej ekranizacji nie mówi się ani razu że pan Knightley jest o tyle od Emmy starszy. Jest starszy, ale duchem bardzo młodzieńczy, nie ma w sobie nic z wielkopańskiej aury.

I chwałą reżyserce za to, różnica wieku i mentorskie zapędy Knightleya zawsze odpychały mnie w książce. Czy dobrze pamiętam, że w książce zakochał się w Emmie kiedy ta miała 13 lat? :confused3:

Tamara - Pon 23 Mar, 2020 20:47

On ją od dziecka kochał jak starszy brat, tylko jakoś ostatnio mu się zmieniło :wink:
Szafran - Pon 23 Mar, 2020 21:41

Jestem zachwycona.

Casus "Małych kobietek". Bierze się na warsztat coś wałkowanego do znudzenia, by pokazać to inaczej, by przetworzyć przez inną estetykę i wrażliwość. Acz tu nie wynika z tego tyle mądrości co w "Małych kobietkach". Nie jest jednak dla mnie wadą, że walor opowieści pozostaje tu czysto rozrywkowy - bo rozrywka dostarczona jest przednia. I jakaż to naładowana subtelną erotyką komedia:D Kupuję w pełni pomysł z cielesnością bohaterów. Cielesnością, która została im przywrócona, bo w powieściach z epoki nie może być o niej mowy.
A oni cóż, w tych pięknych wnętrzach i kostiumach byli istotami fizjologicznymi. I ona fizjologia nie była tajemnicą przed służącymi. Kapitalna jest ta scena z przyodziewanym Knightleyem.
I owszem, dzięki przypomnieniu mi, co kryje, a właściwie co nie kryje się pod suknią;), o wiele namiętniejsze wydały mi się sceny tańca.

Cudownie przerysowani bohaterowie, ostentacyjna teatralność i umowność scen (co za cudo jedna ze scen w kościele, gdy kierowani skomplikowanym ceremoniałem zebrani podnoszą się i przesuwają).

Nigdy nie przepadałam za Emmą bohaterką - więc sposób pokazania postaci (bez tych lepszych stron) bardzo był bliski mojemu nań spojrzeniu. Ale jednocześnie dawało się ją lubić. I cudowny Knightley - emocjonalny, dobry, szlachetny, wrażliwy, a potem "porzucający niezależność, by zamieszkać w domu rodu osoby, którą poślubia";) - napisano go zupełnie, jak którąś z wielkodusznych, szlachetnych, wrażliwych bohaterek. I gdy gra go aktor nieodbiegający od Emmy wiekiem, nagle znika całe irytujące mentorowanie. Ot, dyskusje rówieśników.

Johnny Flynn ma taki bezpretensjonalny, magnetyczny urok. Ja go najbardziej pamiętam z netfliksowego serialu "Lovesick" - przy okazji polecam, jak macie chęć na romantyczną, zabawną obyczajówkę o współczesnych związkach. Krótkie odcinki. Punkt wyjścia jest taki, że jego bohater dowiaduje się, że ma chlamydie i musi obdzwonić ekspartnerki, by je powiadomić, że muszą się przebadać - no i przypominane są te dawne związki i co w nich nie wyszło.
Fajnie też było wypatrzeć w obsadzie aktorów też w netfliksowego "Sex education".

Trzykrotka - Wto 24 Mar, 2020 00:20

zooshe napisał/a:
Czy dobrze pamiętam, że w książce zakochał się w Emmie kiedy ta miała 13 lat? :confused3:

Już tego nie pamiętam, ale na pewno od zawsze ją wyróżniał i widział jej wyjątkowość, tylko tępił próżność i zbyt wybujałe przekonanie Emmy, że zawsze ma rację. A była wyjątkowa na tle zaściankowego towarzystwa - nie tylko przez bogactwo i pozycję na samym czubku drabiny społecznej, ale przede wszystkim przez wielość talentów i inteligencję. Oni chyba dobrali się w ten sposób, że byli najbystrzejsi z całego towarzystwa :wink: Popatrzcie na drugą parę Woodhouse- Knightley, czyli Izabelę i Johna - co za niedobrana mieszanka :shock: choć wiekiem (według Austen) dobrani, bo Izabela była starsza od Emmy, a John młodszy od George'a. Scena panicznej ucieczki z świątecznego przyjęcia u Westonów - cudo :mrgreen:

RaczejRozwazna - Wto 24 Mar, 2020 01:34

Obejrzałam i ja. O jak bardzo potrzeba mi było takiego filmu teraz...! podobało mi się bardzo. tatuś wspaniały :mrgreen: A w Knightleyu jestem zakochana, co za kochany człowiek.
Szafran - Wto 24 Mar, 2020 09:36

Och tak, zapomniałam o boskim tatusiu.

Ktoś tu napisał, że chce spin-offa z samym tatusiem. Tak!!!! Pod warunkiem, że zagra go Bill Nighty:D

BeeMeR - Wto 24 Mar, 2020 12:01

Obejrzałam ja też, film jest przyjemny, samo to, że obejrzałam w jednym kawałku a nie dwóch-trzech jak to ostatnio bywa świadczy o nim bardzo dobrze, bo umiał utrzymać moją uwagę w trudnych czasach, kiedy ciężko mi się skupić. Niestety nie umiał mnie zaangażować, nie umiałam polubić postaci, ani Emmy, Harriet ani Jane, ich wybranków również. Zwłaszcza wątki drugoplanowe wydały mi się potraktowane po macoszemu. Z golizną nie mam problemu, ale krew z nosa wymieniłabym np.na czkawkę - równie ludzka przypadłość.
Najbardziej podoba mi się tatuś Woodhouse i panna Bates- ale ja Mirandę lubię, a tu była bardzo swoja.

Aragonte - Sob 28 Mar, 2020 19:23

Obejrzałam :-D chyba najbardziej zapóźniona ze wszystkich. Co prawda musiałam z pewnych względów robić przerwy, ale zakończyłam, tak samo jak Praedzio, z bananem na ustach :mrgreen:
Konwencja faktycznie inna, ale wcale się nie dziwię - temat ograny, trudno z niego wydobyć coś nowego, a tutaj jednak się udało.
No i mamy nieco innego Knightleya i Woodhouse'a, a także Izabelę i Johna - chyba to nawet bardziej wiarygodna wersja :twisted:
Trochę mało mi było pana Westona - lubię Ruperta :-)

Admete napisał/a:
Emmę z tej wersji trudno lubić, ale można się z niej śmiać ;) Nie przeszkadzało mi rozebranie Knightleya i grzanie pupy. Obie te sceny były zupełnie pozbawione podtekstu erotycznego. Ot - bogaty pan się przebiera przy pomocy służącego, a pannie zmarzło to i owo ;) Bardzo mnie bawił pan Woodhouse i dwaj lokaje :lol:

Mnie też bawił pan Woodhouse (jakiś bardziej przytomny i inteligentny niż zazwyczaj - jakoś mam wrażenie, że dobrze wiedział, co za tym parawanem się odbywało i specjalnie dał parze okazję do czegoś więcej niż wymiana spojrzeń :lol: ) i wszechobecna służba - pierwszy raz miałam poczucie, że faktycznie pokazują tyle służby, ile, jak zakładam, musiało być na wielkim dworze. Jaśniepaństwo nie mieli takiej prywatności jak my teraz :-P Było w tym przerysowanie, ale "Emma" jest mocno ironiczna w partiach narracyjnych, więc to bardzo dobrze pasuje IMHO. Nawet kissu za parawanem odbyło się na oczach lokajów :lol:
No i te wszystkie niemalże taneczne wstawki z ubieraniem, rozbieraniem, zabieraniem filiżanki itd. :lol:
Goły tyłek zauważyłam, ale zgorszenia to u mnie nie wywołało - zarejestrowałam za to przy okazji bardzo ładne plecy :wink: Wpasowało się przyjętą konwencję - a jaka będzie, to widać było w sumie od pierwszej sceny z Emmą wybierającą kwiaty, przechadzającej się po szklarni z lokajem oświetlającym róże latarnią :mrgreen:
Fakt, tej Emmy się nie lubi, w ekranizacji z Gwynneth różne kanty były złagodzone, a tutaj widać od razu, jak jest snobistyczna i niekiedy wręcz odpychająca (ale naprawiła się trochę w trakcie :wink: ). Mnie jej mimika początkowo odstraszała, chyba też wolałabym, że aktorka miała ciemniejsze włosy, jakoś dla mnie kanoniczna Emma jest ciemnowłosa, a Harriet to śliczne złotowłose głupiątko.
Właśnie Harriet nie do końca mi leżała, chociaż do aktorki nic nie mam, jakoś na razie mam wdrukowane inne wersje.
Nie podobał mi się za bardzo pan Elton, panią Elton też wolę chyba z poprzedniej ekranizacji.
Jane Fairfax skojarzyła mi się w paru scenach z Bellą Swan :wink: I nie jest to komplement. Ale bawiły mnie niektóre jej interakcje z Emmą przy okazji popisów wokalno-pianistycznych :lol: Ta Jane wyraźnie przewracała oczami pod koniec piosenki śpiewanej przez Emmę. Frank mnie nie urzekł, ale postaci jako takiej też nie lubię. Jednak bawiły mnie interakcje z zazdrosnym panem Knightleyem :lol:

Chemia między Emmą a tym ostatnim - ojjj :serduszkate: chyba pierwszy raz między nimi takie skry leciały. No, ale to pierwszy taki żywotny Knightley i nie ma podkreślania różnicy wieku (aktor jest mniej więcej w wieku bohatera, BTW :wink: ), za to z wyraźnym ukazaniem obopólnego zainteresowania i zazdrości. Mnie para kliknęła podczas wieczoru w Hartfield, kiedy oboje się tak spontanicznie śmiali :-D A scena tańca to już w ogóle :goraco:

Tamara napisał/a:
zooshe napisał/a:
Ku pokrzepieniu serc w tych ciężkich czasach.

:serce: :serce: :serce: :serce: :serce: CHCĘ PRAGNĘ POŻĄDAM, MUSZĘ TO MIEĆ :serce: :serce: :serce: :serce: :serce:

Tamaro, i co, udało ci się to obejrzeć film?

Zamierzam robić sobie powtórki pod wyszywanie, DVD też nabędę, a co :mrgreen:

milenaj - Sob 28 Mar, 2020 19:29

Też będę musiała obejrzeć, jak gdzieś będzie :)
Trzykrotka - Sob 28 Mar, 2020 20:15

Trzeba powiedzieć, że scena gry na fortepianie była przednia. Emma tym razem śpiewa naprawdę kiepsko. Nie aż tak fatalnie jak Keira Knightley, ale też kiepsko. I zaraz po niej ta Jane na poziomie koncertowym - jak one z Harriet cudnie podskoczyły kiedy zaczęła :-D
Ta Emma w pierwszej części jest jeszcze bardziej snobistyczna niż Kate Beckingsale, a tamta naprawdę zadzierała nosa. To nie zarzut, bo bardzo dobrze pasowało do koncepcji. Reżyserka miała fajny pomysł na pokazanie tego przez takie małe scenki, jak otwarcie okna powozu jednym paluszkiem prosto w nos pannie Bates, czy to wybieranie po jednym kwiatku do bukietu w towarzystwie trzech osob ze służby :paddotylu:
Panna Fairfax i Frank są w tej ekranizacji niesympatyczni, na dodatek Jane wygląda na wielką babę. Może tak pokazano jej pokrewieństwo z ogromną panną Bates.

Aragonte - Sob 28 Mar, 2020 20:43

Trzykrotka napisał/a:
jak one z Harriet cudnie podskoczyły kiedy zaczęła :-D

Jak ja się z tego śmiałam :lol:

Tamara - Nie 29 Mar, 2020 13:25

Aragonte napisał/a:
Tamaro, i co, udało ci się to obejrzeć film?

Jeszcze nie, może dziś mi się uda :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki:

Aragonte - Nie 29 Mar, 2020 13:44

Tamara napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Tamaro, i co, udało ci się to obejrzeć film?

Jeszcze nie, może dziś mi się uda :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki:

To trzymam kciuki :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki:

Powtarzam sobie fragmenty przy kawie - podoba mi się scenka z tańcami w bieliźnie i w papilotach :lol: Pasuje mi do konwencji i jakoś stanowi argument, że panny, tj. Emma i Harriet się faktycznie zaprzyjaźniły, a nie tylko były w układzie: protektorka i podopieczna.

ita - Nie 29 Mar, 2020 16:15

Ja też jeszcze nie widziałam, nie dotarłam na czas do kina. Oglądacie na jakimś Vod? :mysle:
Tamara - Nie 29 Mar, 2020 18:48

Obejrzałam. KOCHAM,WIELBIĘ ,CZCZĘ :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: to jest to , co naprawdę napisała JA pod elegancką przykrywką :serce: :serce: :serce: to jest po prostu przecudowne . Mam tylko dwa zastrzeżenia - dla kogoś nie znającego książki może być zanadto poszatkowane i chwilami niezrozumiałe - np.wycieczka na Box Hill całkowicie nie wiadomo skąd i dlaczego , ale zakładam, że Emmy nie oglądają osoby nie wiedzące co to jest :mrgreen: brak wątku z pianoforte dla Jane, brak wyraźnie widocznej nachalności pani Elton w stosunku do Jane , a drugie zastrzeżenie takie , że to jest za krótkie ! to powinien być pełnowymiarowy serial jak z Romolą , bo jest masa drugoplanowych pominiętych albo tylko zasygnalizowanych wątków i postaci , które bym z rozkoszą obejrzała w większym wymiarze, np. Jan i Izabela - oboje boscy , i zachowane podobieństwo Izabeli do pana Woodhouse'a , chociaż oboje nieco inni niż w książce, ale znakomicie pasujący do całości, Jan po prostu fantastyczny .

Najlepsza Harriett jaką do tej pory zrobiono i aktorsko i wyglądem - młodziutka naiwna gąska bez pojęcia o świecie, zachwycona łaskami udzielanymi przez pannę Woodhouse , miotająca się między własną naturą a ukazanymi jej mirażami. Nie wiem tylko czemu nie ma brwi :mysle:

Pan Woodhouse - przecudowny :serce:

Pan Elton - jak najbardziej jak trzeba , z parweniuszowskim pojęciem o dobrych manierach . Szkoda tylko że nie zrobiono fragmentu z wyjazdem po odrzuconych oświadczynach, ploteczkami o ślubie i przyjazdem pani Elton.

Pani Elton - z urody mi kogoś strasznie przypomina tylko nie wiem kogo , poprawna , doophy nie urywa , szkoda , że nie wydobyła z postaci nic ponadto , co poprzedniczki w tej roli. Inna rzecz, że wiele do wydobycia tam nie było :-P

Panna Bates - faktycznie kawał baby, ale świetna :oklaski:

Jane Fairfax - nie zgodzę się, że brzydka, absolutnie . Uroda modelek prerafaelitów, zwłaszcza Rosettiego , kiedy się uśmiecha - jest prześliczna , i jest to typ urody która w pierwszej chwili może nie powala, ale w drugiej - zachwyca wdziękiem i umiarem , idealna do roli , cudowny kontrast z panią Elton.

Frank Churchill - ja bym się nie czepiała wyglądu , bo ma arystokratyczną brytyjską urodę - uszy , profil i zgryz a la książę Karol , więc bardzo na miejscu :mrgreen: jak żaden potrafił pokazać uczucie patrząc z dala na Jane .

Państwo Weston - mało ich , i trochę mało wyraziści , gdyby było więcej scen z ich udziałem , mogliby coś fajnego pokazać .

No i Emma - absolutnie doskonała :oklaski: :oklaski: :oklaski: początkowo przekonana o swojej wyższości pierwsza panna w okolicy , chcąca ustawiać świat po swojemu , po czym na skutek swoich działań czuje, jak z chwili na chwilę cały świat jej się wali w przyspieszonym tempie :mrgreen: ślicznie pokazane jak dojrzewa i zaczyna rozumieć sama siebie i innych .

I na zakończenie pan Knightley :serce2: :serce2: :serce2: - a co ja będę mówić :serce: :serce: :serce: :serce: znaczy powiem tyle, że z urody przypomina mi trochę ś.p. Steve'a McQueena :serce2: :serce2: :serce2: jest absolutnie doskonały :serce: :serce: :serce:

Wielką zaletą tej ekranizacji są dwie rzeczy : to , że spod powłoki gładkiego stylu i dobrych manier wydobyto prawdziwe charaktery bohaterów , i że uczyniono ich ludźmi z krwi i kości , nie popadając przy tym w niepotrzebny wulgaryzm ani przesadę . Sceny ubierania/rozbierania czy grzania kupra przy ogniu w samotności jak najbardziej zgodne z realiami epoki (poza tym nikt z tutaj obecnych się nie gorszył na widok pana Darcy'ego wyłażącego z wanny :-P ) , tak samo tabuny służby w wielkiej rezydencji . I drobiazg , pewnie trudny do zauważenia , aloe dla mnie jako czepiaczki i miłośniczki wierności historycznej bardzo miły - potrawy i desery serwowane podczas scen jedzeniowych ściśle odpowiadają wyglądem daniom z epoki :oklaski:
Czepnąć się mogę tylko damskich fryzur, zwłaszcza pani Elton, której głowa zdecydowanie tkwi już w latach 30 , i drobnych koczków pęczkami zwisających przy uszach i po bokach głowy , ale zważywszy wszystko czepiać się nie będę .
Cudowne wnętrza i plenery , zero siermiężności , powiedziałabym nawet , że jeżeli idzie o panie Bates nawet nadmiar wytworności w domu - przecież żyły bardzo skromnie .
Słowem - dla mnie najlepsza z ekranizacji, chociaż zbyt krótka i trochę zbyt przez to pocięta . Innych zastrzeżeń nie mam :serce2: :serce2: :serce2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group