Jane Austen - życie i epoka - Małżeństwa: rozsądek czy romantyczność?
primavera - Pon 23 Maj, 2011 13:25
| spin_girl napisał/a: | | W przypadku Lizzie i Wickhama to jej inteligencja nieco zawiodła, a mianowicie, dała się dziewczyna zasugerowac plotkami oraz zwieźc własnemu uprzedzeniu w stosunku do Darcy'ego, który jej ubliżył na balu i od tego czasu był na czarnej liście. Wickham tak naprawdę był średnio inteligenty, Darcy na przykład go szybko rozpracował, |
Myślę że Wickham był po prostu spryciarzem, któremu udawało się oczarować czekające na zamążpójście panny i trzeba mu przynać wybierał swoje ofiary celnie. Na szczęśice za każdym razem powinąć musiała mu sie noga i wiemy że skończył poślubiając największą trzpiotkę w okilicy - Lidię! Wickham to typ takiego faceta, którego urok wabi pnie ale potem jednak wychodzi jego paskudny charakter. Ileż bowiem można sie uśmiechać i czarować!
Ania Aga - Pon 23 Maj, 2011 22:05
Można podsumować dyskusję słowami Charlotty Lucas "szczęście w małżeństwie to kwestia przypadku"
spin_girl - Wto 24 Maj, 2011 09:38
| Deanariell napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | | Sorry ale sercem nie wartościowujesz, nie podejmujesz racjonalnych decyzji, albo się zakochasz w wartościowym człowieku i masz fart, albo zakochasz się w totalnym bufonie, idiocie i nie ma przebacz. |
Jeśli kobieta jest naprawdę mądra, inteligentna i na poziomie, ma rozum i oczy, które widzą, to nawet biorąc pod uwagę chwilowe zauroczenie (np. urodą), nie zwiąże się z byle burakiem na stałe, sorry. Można się czasem nieco pomylić, ale bez przesady. Osobiście jestem fanką wielkiej, romantycznej miłości - jednak dobrze jest zachować i w tym odrobinę rozsądku (no, chyba że się samemu ma siano w głowie ). Znałam kiedyś takiego sympatycznego chłopca o pięknych orzechowych oczach i powłóczystych rzęsach, niestety, miał notorycznie brudne pazury, więc odpadł. Poza tym mieliśmy w sumie mało wspólnych "ptaszków" i to zaważyło. Inna sprawa, że istotny jest także wiek kobiety dokonującej w danej chwili wyboru - inaczej patrzy się na świat w wieku 17-18 lat, inaczej mając 25, a jeszcze inaczej po przekroczeniu 30-stki itd. Osobiście jednak zawsze miałam silne przekonanie, że z chłopakiem musi mnie łączyć coś więcej, niż tylko piękne oczy i umięśnione ciało (co naturalnie jest zazwyczaj takim miłym "bonusem", nie powiem ). Dziś pewnie wzięłabym pod uwagę status materialny kandydata - ot, życie.
| Ode mnie duży bukiet kwiatów dla Deanariell za tę wypowiedź - o to dokładnie mi chodziło! Dziękuję za idealne ujęcie tematu
Ponadto, nie uważam żeby takie nastawienie było wyrachowane czy brakowało w nim romantyzmu. Jeśli zadajemy sobie trud aby naprawdę poznac i zaakceptowac drugą osobę i znając jej wady i zalety decydujemy "to ten!", to czy nie jest to romantyczne? Czy taki rodzaj akceptacji nie świadczy o głębokiej miłości do drugiego człowieka?
Sama uważam się za beznadziejną romantyczkę, ale nie wierzę, że serce to loteria - raz się trafi, raz nie ale i tak już po ptokach. Uważam, że kierując się sercem (i rozumem) szukamy pokrewnej nam duszy, kogoś kogo pokochamy za całokształt i kto nas też pokocha za całokształt.
Trzykrotka - Wto 24 Maj, 2011 11:56
Dokładnie tak, spin! I ja jestem beznadziejnie romantyczna... gdyby nie to, dziś byłabym panią na włościach (sklep miałabym ) i martwiła się najwyżej o to, co na obiad podać. Wiem o tym doskonale. Ale tej decyzji nie żałuję. Rozumiem doskonale Charlottę. Ale nie postąpiłabym jak ona, po prostu nie mogłabym.
Oczywiście, musimy to przełamać przez jedną rzecz: dziś codzienne zycie kobiety nie musi zależeć od zamążpójścia. W czasach edwardiańskich, niestety, owszem.
Alicja - Wto 24 Maj, 2011 14:47
| spin_girl napisał/a: | | Sama uważam się za beznadziejną romantyczkę, ale nie wierzę, że serce to loteria - raz się trafi, raz nie ale i tak już po ptokach. Uważam, że kierując się sercem (i rozumem) szukamy pokrewnej nam duszy, kogoś kogo pokochamy za całokształt i kto nas też pokocha za całokształt |
taaa, jednak gdy masz 20 lat to istnieje większa możliwość zakochania się w kimś opowiednim, mężczyzn stanu wolnego jeszcze trochę jest i możesz nawet przebierać gorzej po 30-40, wszystkie lepsze kąski zostały już przebrane, a te które zostały... mają już starokawalerskie nawyki albo coś im doskwiera. Ten całokształt może być wtedy trudniejszy do ogarnięcia. 20-latki kierują sie sercem, właściwie tylko nim,może jeszcze trochę hormonami 30-40 latki myślą już inaczej, rozum bardziej nimi kieruje niż szalone porywy serca, stąd i miłość jest inna
Gdybym miała teraz szukać męża zostałabym sama, z pewnością Mój byłby już zajęty, a całą reszta
Ania Aga - Wto 24 Maj, 2011 17:02
Wybierając męża, czy żonę można co najwyżej zminimalizować ryzyko porażki, gdyby tylko wystarczyło się kierować się rozumem, to byłyby same szczęśliwe małżeństwa. A co się stanie, gdy będąc w takim małżeństwie - w dużej mierze z rozsądku, nagle jeden z partnerów się zakocha w kimś innym?
Znam przypadek z mojego otoczenia, gdy dziewczyna zdecydowała się na małżeństwo z chłopakiem ze swojej miejscowości, argumentując swój wybór tym, że zna go doskonale, zna jego rodziców i wie, czego może się po nim spodziewać. Jej mąż pracował daleko od domu i czasem zostawał na dłużej w służbowym mieszkaniu. Po latach okazało się, że ma on tam drugą kobietę i dzieci.
Oczywiście, kobiety, które wybierają na partnerów mężczyzn nadużywających alkoholu, agresywnych, lekceważących ich zdanie - trudno jest zrozumieć.
Jednak, jeżeli w związku nie ma miłości trudno przetrać trudne chwile
Alicja - Wto 24 Maj, 2011 17:51
dziewczyna ta wybrała najgorsze argumenty z możliwych do zawarcia związku na całe życie. Nigdy nikogo nie znamy do końca, czasami nawet siebie. A małżeństwo bez miłości prędzej czy później źle się kończy
kobiety wybierające alkoholików bądź co gorsza - brutali faktycznie trudno zrozumieć, pytanie - co jeśli mężczyzna stał się taki dopiero po ślubie? Wickham pokazał swoją twarz na długo przed ślubem...
Madalam - Wto 24 Maj, 2011 20:20
| Alicja napisał/a: | | kobiety wybierające alkoholików bądź co gorsza - brutali faktycznie trudno zrozumieć, pytanie - co jeśli mężczyzna stał się taki dopiero po ślubie? |
No, nie wiem, czy "brutalem" można się stać dopiero po ślubie. Moim zdaniem skłonność do przemocy, do znęcania się (psychicznego czy fizycznego) po prostu w człowieku tkwi i niejednokrotnie pewne "sygnały ostrzegawcze" są mniej lub bardziej widoczne od początku znajomości, ale kobieta albo ich nie dostrzega (może nie umie ich dostrzec, a może nie chce, bo np. naiwnie wierzy, że jej miłość zmieni partnera) albo je lekceważy, albo też pewne określone męskie zachowania, zwiastujące późniejsze, łagodnie rzecz ujmując, problemy, są naturalne w jej środowisku i dlatego też uważa je za coś normalnego.
Deanariell - Śro 25 Maj, 2011 00:29
| AineNiRigani napisał/a: | nie musza, naprawde nie musza - doskonale bronisz sie sama duchowy sistersie |
Do usług.
| spin_girl napisał/a: | | Ode mnie duży bukiet kwiatów dla Deanariell za tę wypowiedź - o to dokładnie mi chodziło! Dziękuję za idealne ujęcie tematu |
Cała przyjemność po mojej stronie.
| Alicja napisał/a: | | Nigdy nikogo nie znamy do końca, czasami nawet siebie. |
Święte słowa.
nicol81 - Śro 25 Maj, 2011 20:14
W kierowaniu się rozumem jest ten problem, że trzeba po pierwsze dobrze znać siebie, pro drugie partnera. Po trzecie zaś inne swoje opcje, które często w chwili podejmowania decyzji są nieznane. Czy gdyby Darcy się nie pojawił, odrzucenie Collinsa przez Lizzy byłoby słuszne?
Admete - Śro 25 Maj, 2011 20:39
Nadal byłoby słuszne z jej punktu widzenia w tym okresie życia.
Ania Aga - Śro 25 Maj, 2011 21:37
Małżeństwo Elizabeth z Collinsem byłoby katastrofą. Wydaje mi się, że w małżeństwie z rozsądku partnera trzeba przynajmniej szanować, co dla niej byłoby niemożliwe. Cóż, gdyby nie spotkała pana D. zostałaby starą panną, mieszkającą kątem przy którejś zamężnej siostrze. Przypomina mi się sama Austen, która po jednodniowych zaręczynach wycofała się ze związku z mężczyzną, do którego nic nie czuła. A facet miał pieniądze i mogłaby się pozbyć trosk materialnych
Co do Collinsa i Charlotty to dla nich szansą jest wspólna miłość do swoich dzieci. Collins na pewno będzie zachwycał się swoim dzieckiem, przecież to jego potomek i tym może przekonać do siebie żonę
Anonymous - Śro 25 Maj, 2011 21:41
| Ania Aga napisał/a: | | Przypomina mi się sama Austen, która po jednodniowych zaręczynach wycofała się ze związku z mężczyzną, do którego nic nie czuła. A facet miał pieniądze i mogłaby się pozbyć trosk materialnych |
Jak mi się przypomina "Becoming Jane" to przeklinam ją za to
Sofijufka - Czw 26 Maj, 2011 10:01
| nicol81 napisał/a: | | Czy gdyby Darcy się nie pojawił, odrzucenie Collinsa przez Lizzy byłoby słuszne? |
byłoby! Lizzy po prostu nie mogłaby żyć z facetem do którego nie czułaby szacunku. Tylko bez miłości - no, może jakoś by sobie poradziła, może by go pokochała, ale iść do łózka z durniem? Ieszcze patrzeć, jak dzieci na swoje kopyto przerabia?! Żame! Prędzej by umarła...
Anonymous - Czw 26 Maj, 2011 11:29
| Sofijufka napisał/a: | | no, może jakoś by sobie poradziła, może by go pokochała, ale iść do łózka z durniem |
No nie wiem, czy bycie idiotą przeszkadza w lóżku... w życiu tak. W łóżku... w koncu idioci też się rozmnażają, chociaż podobno głupich nie sieją, samo rosną
nicol81 - Czw 26 Maj, 2011 21:40
No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne. Chyba dla Lizzie jako żony Collinsa dnie byłby gorsze... Te kilka minut jakoś się wytrzyma...
| Ania Aga napisał/a: | | Wydaje mi się, że w małżeństwie z rozsądku partnera trzeba przynajmniej szanować, co dla niej byłoby niemożliwe. |
Zależy co się rozumie przez szacunek Czy np. Charlotta szanowała męża?
W sumie Elżbieta gardziła Collinsem, bo głupi- a jak łykała kłamstwa Wickhama.
| Sofijufka napisał/a: | | Tylko bez miłości - no, może jakoś by sobie poradziła |
Myślę, że Lizzy wcale odrzucała małżeństwa bez romantycznej miłości.
Ania Aga - Czw 26 Maj, 2011 21:50
W książce "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" główni bohaterowie biorą udział w amatorskim przedstawieniu charytatywnym, na motywach DiU. Odgrywając role bohaterów Austen, przejmują je w życiu prywatnym. Collins jest przystojnym mężczyzną, w którym Lizzie kiedyś się podkochiwała. Z czasem jego charakter ją zniechęcił. Charlotta związawszy się z Collinsem bardzo go chwali za umiejętności łóżkowe.
Ania Aga - Czw 26 Maj, 2011 21:55
| nicol81 napisał/a: | | Zależy co się rozumie przez szacunek Czy np. Charlotta szanowała męża? |
Nigdy nie twierdziłam, że Charlotta szanowała Collinsa, dlatego jej małżeństwo uważam za bardzo trudne.
Copycat - Czw 26 Maj, 2011 23:45
| lady_kasiek napisał/a: |
No nie wiem, czy bycie idiotą przeszkadza w lóżku... |
Idiocie nie przeszkadza.. Gorzej chyba z tą drugą stroną..
Deanariell - Pią 27 Maj, 2011 01:00
| nicol81 napisał/a: | | Te kilka minut jakoś się wytrzyma... |
Mowy nie ma! Na jej miejscu musiałabym się chyba szorować później w nieskończoność, żeby zmyć z siebie te "kilka minut"... (Cały czas jednak staram się pamiętać, że to inna epoka, inne priorytety. )
Trzykrotka - Pią 27 Maj, 2011 14:15
Aż mi się przypomniała scena z serialu Saga rodu Forsyte'ów i Irene, robiąca sobie irygację po każdych takich "kilku minutach" z Soamesem
BeeMeR - Pią 27 Maj, 2011 15:45
| nicol81 napisał/a: | | W łóżku wszystkie koty są czarne. | A w życiu!
JoannaS - Pią 27 Maj, 2011 19:37
| nicol81 napisał/a: | | No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne. |
Nie zgodzę się. Co do koloru kota oczywiście. Ta część życia i jej jakość też jest bardzo ważna.
Tamara - Pią 27 Maj, 2011 20:04
| JoannaS napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne. |
Nie zgodzę się. Co do koloru kota oczywiście. Ta część życia i jej jakość też jest bardzo ważna. |
I nie da się ukryć , że stanowi w jakichś 50% o zgodzie i szczęściu w małżeństwie . W końcu po co jest zawierane małżeństwo - po to , żeby legalnie uprawiać seks i się rozmnażać do wszelkich innych celów służy praca , przyjaźń , związki zawodowe , kółka zainteresowań itp
A co do Emmy - to nie zakochała się we Franku , bo przede wszystkim była zakochana sama w sobie i we własnej doskonałości dopiero jak ją pan K. opieprzył aż jej kapcie spadły , dostrzegła skazy na własnym świetlanym wizerunku , a reszty dopełniła Harriett . I dopiero jak dostała po nosie i przestała myśleć o sobie jako o osobie ze wszech miar doskonałej i mądrej , mogła się zakochać w kimś innym niż ona sama . A i tak na początku powodowała nią zwykła zazdrość i naruszenie poczucia własności , bo to JEJ się pan Knightley należy , nikomu innemu
Anonymous - Sob 28 Maj, 2011 15:32
Bo jak na załączonym obrazku widać, mamy moc różniastych hamulców
|
|
|