Filmy - Teatr telewizji, teatr na szerokim ekranie...
Trzykrotka - Śro 13 Paź, 2010 21:13
Właśnie z tego czegoś wróciłam.
Słuchajcie, to jest jakiś koszmar, jakaś masakra, kręcona chyba po solidnym upaleniu sie reżysera i ekipy. Ludzie wychodzili z kina, ja wytrwałam do końca, wybuchając co jakiś czas histerycznym śmiechem, w momentach nie zaplanowanych przez reżysera.
To nie chodzi o to, że to była bardzo, ale to bardzo luźna adaptacja Fredry.
O komórkach, tekstach z offu, krowach, przyczepach, autach pisałyście wcześniej. Myślałam, że to może taka koncepcja: film w filmie, tu gramy, ale tak naprawdę pokazujemy, że tylko udajemy (a la "Kochanica Francuza"). Niechby tak było, czemu nie?
Ale wyszło tak: akcja historyczna wzięta jest w nawias jakichś sprawek z życia aktorów. Dzieło oryginalne poszatkowano i pocięto, przestawiając kwestie, kolejność scen, usuwając co napisał Fredro i podając płody umysłów twórców. Nie wiadomo czemu, pojawiają się też teksty z "Zemsty." Całość opowiada zupełnie inną historię, niż opowiedział Fredro. Zaczyna się niemal, jakby szykowali Powstanie Styczniowe. Potem jest dworek. Panny w strojach z epoki podpalają jakieś ziele, śpią w jednym łóżku, przy czym ewidentnie tej nocy nie tylko spały. Albin przybiega o świcie, wrzeszcząc "Klaro," ubrany w przybrudzone barchany (wyśniłam sobie te brudne na tyłku kalesony ). W ogóle cały czas Albin zachowuje się jak naćpany; w wolnych chwilach leje parobka po gębie, drze się albo leży pod panią nieciężkich obyczajów. Radost ewidentnie ma chrapkę na Klarę, ale z panią Dobrójską zamyka się w pokoju z rozgrzebanym łóżkiem. W takimże pokoju Aniela i Gustaw piszą list, on dyktuje go znad rozkopanej pościeli. Mamy scenę tańców i zabawy - pod koniec wszyscy wpadają w strojach krakowskich i odstawiają "Wesele." Na zewnątrz tańczą żydzi, śpiewając "Aj waj." Dziewczyny kąpią się w rzece nago... Goluśka Klara macha do Radosta paluszkiem - oj ti ti
Co poza tym: niechlujna dykcja, kiepski dźwięk. Panna Klara do Albina, na pytanie "co robić?" odpowiada "pójść sobie." W ustach Żmudy brzmi to jak "Puść sobie" - az się chce dopowiedzieć, co ten niechluj ma sobie puścić...
Omijajcie wielkim łukiem. To jest po prostu zły, okropnie zły, nieporadny, chaotyczny film.
Aragonte - Śro 13 Paź, 2010 21:19
A ktoś pamięta tę wersję Hamleta, w której rolę tytułową obsadziła Teresa Budzisz-Krzyżanowska?
BTW - widziałam dzisiaj zekranizowane Śluby. Jak dla mnie za mało Fredry we Fredrze, mogli dać sobie spokój z udziwnianieniem Zagrane w sumie nieźle.
W sumie to nie wiem, czy polecać, ja zastęskniłam za tradycyjnym spektaklem
Edit: A Trzykrotka ma rację - dykcja sporej części aktorów była fatalna Obejrzałam do końca, ale na pewno nie wrócę
asiek - Śro 13 Paź, 2010 21:51
| Aragonte napisał/a: | | A ktoś pamięta tę wersję Hamleta, w której rolę tytułową obsadziła Teresa Budzisz-Krzyżanowska? |
Pamiętam... To było w reżyserii Wajdy... Bardzo lubię Budzisz -Krzyżanowską szkoda, że ostatnio w ogóle jej nie widać w TV.
Świetnie też zagrała Elżbietę I w tym przedstawieniu...
http://merlin.pl/Elzbieta...828BDC05C6E.LB4
BeeMeR - Czw 14 Paź, 2010 09:09
Wóz TVN i nas ucieszył swym widokiem
miłosz - Czw 14 Paź, 2010 20:01
| BeeMeR napisał/a: | Wóz TVN i nas ucieszył swym widokiem |
oj i nas tyż a jamć myślała, że ona tam naprawdepowiedziała " puśc sobie" i sobie nwet pomyślałam, że jakby kazde z nich pusciło to nieco wszystkim ulzyło
mnie to nawet to, ze poszatkowali to nie przeszkadzało - o ile miałoby jakiś sens, a oni tam jeszcze wkrochmalili kawałki "zemsty"z Danielem Olbrychskim jako wisienką na torcie masakra jakś
BeeMeR - Czw 08 Wrz, 2016 14:09
Boska - Teatr z 2007r.
Oczywiście chodzi o boską Florence Jenkins, najgorszą śpiewaczkę świata o ogromnym fanklubie - na forum był kiedyś linkowany np. Mozart w jej wykonaniu:
https://www.youtube.com/watch?v=qtf2Q4yyuJ0
W roli tytułowej Krystyna Janda - i jest fantastyczna
Maciej Stuhr, Wiktor Zborowski - też wspaniali
Nie ujmę tego lepiej niż już ktoś ujął:
| Cytat: | Od podniesienia kurtyny z każdą chwilą jest gorzej. Scenografia kiczowata, jak w prowincjonalnej grajbudzie, gra aktorska na granicy skandalu, kreacje o psychodeliczno-bieliźnianych kolorach toną w tiulach, turniurach, dżetach, żorżetach. Ale to drobiazgi. Prawdziwy koszmar ma się dopiero zacząć. Słychać kilka czystych dźwięków fortepianu (w niezłym wykonaniu Macieja Stuhra), a potem pozostają już tylko modły o nagłą utratę słuchu - Florence Foster Jenkins (Krystyna Janda) śpiewa. Enrique Iglesias bez playbacku, tuzin wrzeszczących dzieciaków w zatłoczonym autobusie - nic nie umywa się do popisu "najgorszej śpiewaczki świata".
(...)
Janda przebija wszystkie aktorki, które kiedykolwiek mogłyby zabrać się do roli dziwacznej diwy. I nie idzie tylko o śpiew, choć aktorka fałszuje fenomenalnie. Aby wykonać tyle rytmicznych i tonalnych błędów, potrzebne jest chyba gruntowne wykształcenie muzyczne.
|
http://teatrpolonia.pl/pr...a-okropna-janda
Ja się bawiłam bosko
|
|
|