To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK

Sofijufka - Wto 15 Sty, 2008 14:48

Kiedy od sceny w bibliotece to :rotfl:
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 14:52

Alison napisał/a:
Tłumacz co chcesz, nawet encyklopedię Britannicę, Ciebie będę czytać do skonu bez szemrania :wink:

NAPRAAAWDĘ ?

Gunia - Wto 15 Sty, 2008 15:24

Faktycznie strasznie to pokomplikowane, dlatego podziwiam Tłumaczkę. :kwiatki_wyciaga:
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 15:26

Tłumoczka czuje się rozpieszczana...
Dione - Wto 15 Sty, 2008 17:17

Cytat:
Elizabeth rozmyślała nad tym, że już nigdy nie będzie w stanie rozmawiać o pogodzie w mieszanym towarzystwie.


Kto by pomyślał, że rozmowa o pogodzie może być tak "niebezpieczna"....

Maryannku :kwiatki_wyciaga:
Prosim dalej

Sofijufka - Wto 15 Sty, 2008 17:22

"przy tak skrupulatnym wymierzaniu kary zdarzają się chwile, kiedy dżentelmenowi trudno jest utrzymać jego „dumę” na wodzy. "
:shock: : :thud: :roll: :ops1: :mrgreen: :rotfl:

Kaziuta - Wto 15 Sty, 2008 17:28

Marudzicie siostry, jak Elżbietka. :wink:
Jak Darcy nie całuje to chcecie aby przejawił jakąs inicjatywę i całował. Jak całuje to intencje się Wam nie podobają. I jak tu dogodzić kobiecie? :shock:
A nawiasem mówiąc (tłumaczki bez obrazy to nie pretensja do Was) ale momentami zalatuje naszą Mniszkówną. :wink:

Maryann - Wto 15 Sty, 2008 18:38

Dione napisał/a:
Kto by pomyślał, że rozmowa o pogodzie może być tak "niebezpieczna"....

:mrgreen: Właśnie. Z tego, co wiem, to pogoda i stan dróg to zawsze były dwa żelazne punkty konwersacji w dobrym towarzystwie...

Dione napisał/a:
Maryannku :kwiatki_wyciaga: Prosim dalej

Ciąg dalszy jutro (rozmów o pogodzie of course). :wink:

nicol81 - Wto 15 Sty, 2008 19:22

Alison napisał/a:
Jakoś mnie to szczerze mówiąc nie zachwyca... Czy to prawdopodobne, żeby ludzie tak kombinowali jak konie pod górę? On ją będzie całował, żeby ona nie gadała, ona chce gadać, ale też chce żeby ją całował, więc będzie gadała, jego konsternuje, że ona go wcale nie chce tak jak myślał, to ona wpada na pomysł, że będzie smędziła o pogodzie, żeby dać mu sygnał do seksualnych zachowań i od razu martwi się, że nie będzie mogła przy ludziach o pogodzie wspominać...
Ludzie złoci!!! Kto to wymyślił? Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej śmiesznie... :-|
Maryannku, trochę Ci współczuję tłumaczenia tych pokrętnych zawiłości i szczerze podziwiam... :kwiatek:
Cieszę się, Alison, że raz nas coś wspólnie nie zachwyca :mrgreen:
Maryann, dzięki za tłumaczenie :kwiatki_wyciaga:

asiek - Wto 15 Sty, 2008 19:56

Mnie się podobało. :-D Toć nie nowina, że kobity czasem tak mieszają, że bidny chłop nie wie o co chodzi. :wink:
Maryann'ku :thanx:

Alison - Wto 15 Sty, 2008 20:46

asiek napisał/a:
Mnie się podobało. :-D Toć nie nowina, że kobity czasem tak mieszają, że bidny chłop nie wie o co chodzi. :wink:
Maryann'ku :thanx:


Aśku, ale tu i chłop mięsza jak pomięszany... :?

Kaziutka, jak mogłaś coś takiego do pani Helenki przyrównać :confused3: przecież wiesz jak ją kocham :foch2:

Maryann - Śro 16 Sty, 2008 06:08

O pożytkach płynących z konwersacji…

CZĘŚĆ V

Ku strapieniu Elizabeth następny dzień przyniósł ulewny deszcz, który najwyraźniej na dobre rozgościł się w okolicy Longbourn. Przy takiej pogodzie wydawało jej się nieprawdopodobne, żeby Darcy zaryzykował opuszczenie wygodnego Netherfield po to, żeby spędzić poranek w salonie razem z jej rodziną. Ledwie to pomyślała, gdy jej przypuszczenie okazało się fałszywe. Na podjeździe pojawiła się wysoka sylwetka galopująca w nieustającym deszczu na wielkim czarnym ogierze i zatrzymała się dokładnie przed oknem. Ku jej irytacji jej serce zatrzepotało lekko, ale wybaczyła sobie tę odrobinę dziewczęcej głupoty. Jaka bowiem kobieta nie zareagowałaby w ten sposób na tak pociągający obraz żarliwego i zdecydowanego wielbiciela ?
Chociaż rzeczywiście cieszyła się, że go widzi, to jego obecność stwarzała pewien problem – bo w otoczeniu jej rodziny żadne z nich nie było swobodne. Przemknęło jej przez myśl mnóstwo możliwości ucieczki, ale fatalna pogoda wykluczyła je wszystkie. Spacer był niemożliwy, a przejażdżka powozem w najlepszym razie nieprzyjemna. Darcy zaproponował to wchodząc do pokoju, ale nie miała zamiaru narażać jego stajennych na śmierć z zimna tylko dlatego, żeby uciec przed swoją matką. Nie można było nic poradzić, będą musieli zostać w domu i jak najlepiej wykorzystać sytuację.
Tak zaczął się dla Elizabeth wyjątkowo krępujący poranek. Zgromadzone towarzystwo składało się z pana Benneta, jego żony, ich czterech córek i Darcy’ego. Nie było niczym dziwnym, że nagłe pojawienie się zmokniętego gościa skierowało rozmowę na pogodę i związane z nią nieprzyjemności.
Elizabeth poczuła się dosyć nieswojo. Stanęły jej przed oczyma wypadki poprzedniego dnia i zdała sobie sprawę, że rumieni się aż po koniuszki włosów. Zebrane towarzystwo było całkowicie nieświadome jej skrępowania z powodu rozmowy na tak niewinny temat. Wyjątkiem był oczywiście Darcy, który na początku milczał, a chociaż Elizabeth miała spuszczone oczy, to podświadomie wiedziała, że cały czas wpatruje się w nią nieprzeniknionym wzrokiem. Raz jeden, kiedy odważyła się zerknąć w jego kierunku, dostrzegła tylko nieznaczny uśmiech, ale natychmiast rozpoznała jego spojrzenie. Widziała je zaledwie poprzedniego ranka i akurat po rozmowie na identyczny temat.
Takie były konsekwencje jej wczorajszego postępowania, pomyślała, a teraz za karę jest zakłopotana. Patrząc przez zalane deszczem okno starała się nie zwracać uwagi na rozmowę, a zamiast tego zastanawiała się, czy to może Bóg ją karze. Jej skandaliczne zachowanie i zachęcanie Darcy’ego z pewnością zasługiwały na jakąś karę, a obecna sytuacja wydawała się odpowiednim zadośćuczynieniem.
Jej siostra Mary poświęciłaby tej myśli więcej uwagi, ale racjonalność Elizabeth kazała jej odrzucić ją niemal natychmiast. W końcu to była Anglia, więc doszukiwanie się w obecnej ulewie czegoś niezwykłego byłoby lekką przesadą. Nigdy nie była szczególnie skłonna do medytacji religijnych, a skoro nie czuła wyrzutów sumienia, to całkiem porzuciła kolejne próby. Uśmiechnęła się lekko na myśl, że kazania Mary w końcu dotarły do jej wzburzonego umysłu. Rzeczywiście w przykrych chwilach pamięta się takie lekcje. Jej siostra byłaby zadowolona.
Przez jakiś czas Darcy przyglądał się Elizabeth z milczącym zachwytem. Jej rumieniec sam w sobie był uroczy, ale ponieważ znał jego przyczyny, to poczuł, że pociąga go bardziej, niż było to stosowne w takiej scenerii. Nie ufając sobie na tyle, żeby do niej podejść, pozwolił sobie na przyjemność patrzenia na nią z daleka. Nie umknęło mu jej westchnienie, kiedy stała przy oknie i ciekaw był, co przywołało ten uśmiech na jej wargi. Urok tego obrazka został uwydatniony przez ruch jej dłoni, bawiącej się krzyżykiem wiszącym na jej szyi. Nagle poczuł suchość w ustach, a jego oddech stał się nierówny. Nie miał pojęcia dlaczego, ale jeśli miałby spróbować odgadnąć, to miało to coś wspólnego z miejscem, w którym ten krzyżyk zwykle się znajdował. To kuszące miejsce tuż nad miękką skórą jej… Dobry Boże, o czym on myśli !!!
Próbując z wysiłkiem się opanować odwrócił się do swojej najbliższej sąsiadki, którą tak się złożyło była pani Bennet, i z determinacją wciągnął ją do rozmowy. Próbując uspokoić swoje rozgorączkowane myśli, uczepił się ostatnio poruszanego tematu i zaczął relację o wilgotności drogi z Netherfield, tłumacząc pani Bennet, które partie na przestrzeni tych trzech mil były najbardziej mokre. Jego rozmówczyni siedziała w milczeniu, zaszokowana, że w taki sposób rozmawia z nią onieśmielający pan Darcy. Jemu to odpowiadało i bez przeszkód mówił dalej. Opisywał ze szczegółami kałuże, choć naprawdę nic go nie obchodziły, bo w tej chwili zależało mu tylko na przywróceniu umysłu do jakiej-takiej równowagi. Kiedy w końcu poczuł się sobą w wystarczającym stopniu, żeby zaryzykować spojrzenie na Elizabeth, zobaczył, że źródło jego skrępowania znowu patrzy w podłogę i okropnie się czerwieni. Chociaż jego umysł już się uspokoił, jakiś pierwotny instynkt, którego wolał zbyt szczegółowo nie analizować, zachęcił go do kontynuowania rozmowy z panią Bennet, rozwijając temat o ogólne warunki pogodowe w Derbyshire. Kiedy w końcu napotkał wzrok Elizabeth zauważył, że była przynajmniej tak samo poruszona, jak on krótko wcześniej. Usatysfakcjonowany zakończył rozmowę. Namiętność w jej oczach była dokładnie taka, jaką pamiętał i był bardzo zadowolony, że udało mu się ją wzbudzić.
Później tego wieczoru, gdy Darcy zastanawiał się nad swoim postępowaniem i motywami, które je spowodowały, był w równym stopniu rozbawiony i zawstydzony. Był całkiem pewny swoich pobudek – chciał, żeby Elizabeth pamiętała tamten wczorajszy pocałunek, z nadzieją, że obudzi to w niej takie samo zakłopotanie, jakie czuł on dlatego, że mógł tylko na nią patrzeć. Mniej był jednak zadowolony ze sposobu, w jaki to osiągnął, bo było coś trochę dziwnego w używaniu jej matki jako środka do wzbudzania namiętności w Elizabeth.

Marija - Śro 16 Sty, 2008 08:26

:rotfl: Wyobrażam sobie taka scenę w D&U '95 - pan Darcy zawzięcie opisujący pani Bennet wszystkie kałuże na trzymilowej drodze :mrgreen: .
Maryann - Śro 16 Sty, 2008 08:47

Marija, muszę przyznać, że analogia do akurat TEJ adaptacji jest jak najbardziej trafna... :mrgreen:
Marija - Śro 16 Sty, 2008 08:51

Maryann napisał/a:
Marija, muszę przyznać, że analogia do akurat TEJ adaptacji jest jak najbardziej trafna... :mrgreen:
Ależ to jedyna prawdziwa adaptacja :bejsbol: .
Maryann - Śro 16 Sty, 2008 09:05

No przecież wiem. I autorka fanfika najwyraźniej takoż. :mrgreen:
Marija - Śro 16 Sty, 2008 09:12

Maryann napisał/a:
No przecież wiem. I autorka fanfika najwyraźniej takoż. :mrgreen:
Jakbym miała TAKIEGO nauczyciela, to bym ze sześć godzin jeździła nie zauważywszy konia pod sobą :rotfl: .
Maryann - Śro 16 Sty, 2008 09:26

Nooo... Nie powiem, że Cię nie rozumiem... :wink:
Sofijufka - Śro 16 Sty, 2008 09:49

Ja juz widzę ten szatański błysk w oczach niby chłodnego Colina, tfu! Darsika :ops1:
Marija - Śro 16 Sty, 2008 09:50

Sofijufka napisał/a:
Ja juz widzę ten szatański błysk w oczach niby chłodnego Colina, tfu! Darsika :ops1:
Ja też :excited: ! Konia, królestwo za konia!!!
Alison - Śro 16 Sty, 2008 14:07

Marija napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Ja juz widzę ten szatański błysk w oczach niby chłodnego Colina, tfu! Darsika :ops1:
Ja też :excited: ! Konia, królestwo za konia!!!


Wiecie co, to sie robi bardziej nieprzyzwoite niż nieprzyzwoite mogą być oczywiste nieprzyzwoitości. Dlaczego jak to czytałam , to jak durne kłują mnie w oczy wyrazy z jednego kręgu znaczeniowego - deszcz, wilgoć, mokry itp.
Nieee, no idę stąd! :co_stracilam:

Sofijufka - Śro 16 Sty, 2008 14:16

Alison, coś w tym jest! Ten fanfik to miejscami taki austenowski Przybyszewski :mrgreen: [bo było coś trochę dziwnego w używaniu jej matki jako środka do wzbudzania namiętności w Elizabeth].
Alison - Śro 16 Sty, 2008 14:24

Sofijufka napisał/a:
Alison, coś w tym jest! Ten fanfik to miejscami taki austenowski Przybyszewski :mrgreen: [bo było coś trochę dziwnego w używaniu jej matki jako środka do wzbudzania namiętności w Elizabeth].


To ostatnie zdanie to już mi perwersją pachniało :rotfl: Uważajcie, bo się śpiący cenzor obudzi i zrobi "golono, strzyżono" :-P :lol:

Maryann - Śro 16 Sty, 2008 14:31

Alison napisał/a:
Uważajcie, bo się śpiący cenzor obudzi i zrobi "golono, strzyżono" :-P :lol:

Też mię to przeszło przez myśl... :mysle:

Marija - Śro 16 Sty, 2008 14:38

"Koń", "mokry" i "deszcz" jako obscena? :confused3: To ja też sobie idę :foch2: ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group