To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Gosia - Pon 02 Lip, 2007 07:53

:D
Cos jednak z tymi nićmi mi nie gra, chyba Darcy by tak nie powiedzial.

Alison - Pon 02 Lip, 2007 08:21

Widać, że powiedział, skoro jest czarne na białym, a nawet z lekka różowym :wink:
Jutro ja wchodzę z c.d., mój Boże, co ten chłopak przeżywa, aż mnie żołądek boli na samo wspomnienie :roll:

izek - Pon 02 Lip, 2007 08:38

Gosia napisał/a:
:D
Cos jednak z tymi nićmi mi nie gra, chyba Darcy by tak nie powiedzial.


To chyba efekt czulenia się do zakładki ze splecionych nitek :wink: widać zawładnęła jego wyobraźnią.

Ulka - Pon 02 Lip, 2007 10:02

Maryann napisał/a:
Szybko oddychając oparł się o kominek Collinsów i spojrzał na Elizabeth czekając na słowa, które miały za jednym zamachem zapewnić mu szczęście, którego tak pragnął i hańbę, której tak się obawiał.

wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie :mrgreen: "wszystko na opak, wszystko nie tak" :wink:

Maryann - Pon 02 Lip, 2007 11:30

izek napisał/a:
Gosia napisał/a:
:D
Cos jednak z tymi nićmi mi nie gra, chyba Darcy by tak nie powiedzial.


To chyba efekt czulenia się do zakładki ze splecionych nitek :wink: widać zawładnęła jego wyobraźnią.

Zwłaszcza, że chwilę wcześniej po nią sięgal... :wink:

Gosia - Pon 02 Lip, 2007 12:13

Ach, teraz juz rozumiem. Nie zwrocilam uwagi na ten wazny, jak sie okazalo, szczegol ;)
A czy to jakis fetysz czy cóś?

Maryann - Pon 02 Lip, 2007 12:24

No cuś w tym rodzaju. Ukradł tę zakładkę z książki, którą Lizzy czytała w Netherfield i odtąd nosił ze sobą w kieszeni niczym jej symbol albo talizman. Aż w końcu postanowił, że musi o Elżbiecie zapomnieć i w drodze do Rosings wyrzucił zakładkę przez okno powozu.
No i u celu podróży zamiast symbolu znalazł oryginał... :wink:

Gosia - Pon 02 Lip, 2007 12:48

Dzieki za wyjasnienia, Maryann :D
Ach, jaki ten Darcy romantyczny ;)

asiek - Pon 02 Lip, 2007 18:21

Maryann napisał/a:
Elizabeth [...] Odwróciła od niego wzrok [...] Czy wyraził swoje uczucia zbyt płomiennie ?

:zalamka:
Zapracował sobie chłop i na czarną polewkę, i na harbuza, i na wielkiego KOSZA. :bejsbol:


Maryann'ku :thanx:

Alison - Pon 02 Lip, 2007 21:15

Co Ty mówisz, Ty wiesz jakie on katusze będzie cierpiał? :(
1agawa - Pon 02 Lip, 2007 21:25

Alison napisał/a:
Co Ty mówisz, Ty wiesz jakie on katusze będzie cierpiał? :(
I to jeszcze jakie! :excited: Szczególnie, jeśli Pamela macza w tym palce :lol:
Nie mogę się doczekać kolejnego kawałka ciasta (szkoda, że nie torta weselnego)

Alison - Wto 03 Lip, 2007 06:53

Rozdz. III, cz. 12
Wraz z jej spokojną odmową miesiącom jego strasznej walki i wszystkim nadziejom, przez umysł Darcy'ego przetoczyła się fala błyskawicznych emocji: paraliżujące niedowierzanie, szok, straszne zmieszanie i ostatecznie, złość tak paląca, że sam sobie nie uwierzyłby, że może takową odczuwać. Stał blady z wściekłości, z sercem bojowo tłukącym się od urażonych uczuć. On, który sprzeniewierzył się sam sobie, ofiarowując jej świat i swoje serce, on został potraktowany w tak bezceremonialny sposób! Kim ona jest, żeby odrzucać go z taką pogardą? Jego myśli krążyły w kółko, niezdolne ułożyć się w uporządkowany strumień. Dlaczego? To pytanie krzyczało w jego umyśle. Obejrzał się na nią, ale ona wydawało się, że już zakończyła z nim sprawę. "O nie, moja panno! Jeszcze ze mną nie skończyłaś!"
- Więc to już cała odpowiedź, jakiej miałem zaszczyt oczekiwać? - zapytał chłodnym tonem - Być może mógłbym zostać poinformowany, dlaczego zostałem odrzucony bez najmniejszego silenia się na grzeczność. Chociaż, - dodał sardonicznym tonem - nie ma to właściwie znaczenia.
Na jego słowa Elizabeth podniosła się z krzesła, jej twarz była szokującym zwierciadłem jego własnej - A czy ja także mogłabym zapytać, dlaczego z tak wyraźnym zamiarem urażenia i znieważenia mnie, zdecydował pan, że podobam się panu wbrew pańskiej woli, rozsądkowi, a nawet wbrew pańskiemu charakterowi?
Położyła dłoń na stoliku, stojącym pomiędzy nimi, jakby potrzebowała jego wsparcia - Czy to nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem niegrzeczności, o ile byłam niegrzeczna?
Ogień w jej oczach był nie mniej gorący niż krew, która zalała twarz Darcy'ego na jej następne oskarżenie.
- Ale ja mam inne powody. Wie pan, że mam. Zanim jeszcze moje własne uczucia obróciły się przeciwko panu, kiedy były mu obojętne, albo nawet sprzyjające, myśli pan, że jakiekolwiek względy mogłyby skusić mnie do przyjęcia człowieka, który celowo zrujnował, być może na zawsze, szczęście mojej ukochanej siostry?
"Ona wiedziała! Ale jak? Przeklęty Richard!" - Darcy opanował gniew, wiedząc, że nie zdoła jej przerwać.
- Może pan zaprzeczyć, że pan to zrobił? - zapytała go.
- Nie zamierzam zaprzeczać, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by rozdzielić mojego przyjaciela z pani siostrą - odpowiedział z uczuciem spokojnej wyższości - ani, że cieszyłem się ze swojego sukcesu w tym względzie. Dla niego - podkreślił - byłem bardziej uprzejmy niż dla siebie samego.
Elizabeth opanowała reakcję na jego aluzję i poniechała afrontu, którym mogła znowu w niego cisnąć - Ale nie tylko na tej sprawie opiera się moja niechęć. Moja opinia o panu zdecydowała się na długo zanim to się stało. Pański charakter został ujawniony w historii, jaką wiele miesięcy temu usłyszałam od pana Wickham'a...
"Wickham!" Chłód, nieubłagana nienawiść, łatwo odróżniające się od tego gorącego oburzenia, które wcześniej nim targało, wzrosły na tyle, by mógł spojrzeć na Elizabeth twardym wzrokiem.
- Gorliwie interesuje się pani sprawami tego dżentelmena!
- Któż, kto zna nieszczęścia, w jakie popadł, mógłby się nim nie interesować? - odparowała.
- Jego nieszczęścia? - Darcy pogardliwie wycedził to słowo, jego emocje niebezpiecznie rosły pod naciskiem znienawidzonego imienia, które znowu padło pomiędzy niego i kogoś kogo wciąż jeszcze kochał. - No rzeczywiście, jego nieszczęścia były doprawdy wielkie!
- I to za pańską sprawą! - krzyknęła Elizabeth - Doprowadził go pan do obecnego ubóstwa, względnego ubóstwa. Odmówił mu pan korzyści, które, musiał pan to wiedzieć, były przeznaczone dla niego.
"Co za bajki ten diabeł jej naopowiadał?" W jaki sposób zelżył jego imię i charakter, że tak ją zatruł i nastawił przeciwko niemu, kobietę, którą on kochał? Jeśli kiedykolwiek ten łajdak marzył o zemście, teraz z pewnością ją osiągnął, niszcząc jego najgłębsze nadzieje i raniąc go w najgłębszy, możliwy sposób!
- Pan to wszystko uczyniłeś! I do tego traktuje pan napomknienie o jego nieszczęściach z pogardą i śmiechem.
"Dość tego!" Odsuwając swoje rzeczy, Darcy szybko przemierzył pokój.
- Więc to jest twoja, pani, opinia o mnie! - zagrzmiał - W ten sposób mnie oceniasz! Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienia. Moje winy, podług tej kalkulacji, są doprawdy ciężkie.
Zatrzymał się w połowie drogi i odwrócił do niej, podejrzenie wykrzywiło mu twarz - Lecz być może przymknęłabyś oko na te zniewagi, gdyby twoja własna duma nie została zraniona moim uczciwym wyznaniem poważnych zamiarów. Te gorzkie oskarżenia może mogłyby być łagodniejsze - kontynuował zjadliwie - gdybym z większą grzecznością ukrył moje zmagania i pochlebiał ci, przekonaniem cię o moim nieopisanym poruszeniu, niezniszczalnej skłonności rozumu, myśli, wszystkiego! - wciąż pozostawała pod jego ostrzałem, spokojna, jednak wyzywająca go - Ale każdy rodzaj pozorów budzi moją odrazę. Nie wstydzę się uczuć, które wyznałem. Były naturalne i właściwe.
Cofnął się o krok, zebrał ze złością rękawiczki, kapelusz i laskę.
- Oczekiwała pani, że uraduje mnie nierówność naszych koneksji? Że będę gratulował sobie nadziei na krewnych, których pozycja życiowa jest tak zdecydowanie niższa od mojej?
- Myli się pan, panie Darcy, - głos Elizabeth był dziwnie opanowany - jeśli przypuszcza pan, że sposób pańskich oświadczyn podziałał na mnie w sposób inny niż tylko oszczędzając mi zakłopotania, które mogłabym odczuwać odmawiając panu, gdyby zachował się pan bardziej jak prawdziwy dżentelmen.
Darcy drgnął na jej słowa. Równie dobrze mogłaby mu wymierzyć policzek - Nie jest pan w stanie oświadczyć mi się w sposób, który skłoniłby mnie do przyjęcia pana.

Gosia - Wto 03 Lip, 2007 07:46

Dzieki za ten płomienny i kulminacyjny fragmencik :lol:
Maryann - Wto 03 Lip, 2007 09:10

Alison napisał/a:
"Wickham!"
(...)
"Co za bajki ten diabeł jej naopowiadał?" W jaki sposób zelżył jego imię i charakter, że tak ją zatruł i nastawił przeciwko niemu, kobietę, którą on kochał? Jeśli kiedykolwiek ten łajdak marzył o zemście, teraz z pewnością ją osiągnął, niszcząc jego najgłębsze nadzieje i raniąc go w najgłębszy, możliwy sposób!

Gdybyż Wickham wiedział, jak - całkiem nieświadomie - bardzo zranił Darcy'ego...

Mag - Wto 03 Lip, 2007 10:45

Witaj Matulku :cmok: , Ty nasza mróweczko- ledwie wróciłaś z pracy i od razu zasiadłaś do roboty- DZIĘKI :kwiatki_wyciaga:

Darcy dostał po nosie, brawo dla Lizzy :cheerleader2:

Maryann - Wto 03 Lip, 2007 10:53

Mag napisał/a:
Darcy dostał po nosie, brawo dla Lizzy :cheerleader2:

Ja bym nawet powiedziała, że dostał po głowie i nie bardzo może oprzytomnieć... :wink:

asiek - Wto 03 Lip, 2007 20:06

Alison napisał/a:
przez umysł Darcy'ego przetoczyła się fala błyskawicznych emocji: paraliżujące niedowierzanie, szok, straszne zmieszanie i ostatecznie, złość tak paląca, że sam sobie nie uwierzyłby, że może takową odczuwać.

Nareszciem ukontentowana. :banan_czerwony:
Póki co, w mem zimnym sercu brak cienia współczucia dla Darsika.
A z Lizzy zuch dziewczynka, ma charakter /a tak na marginesie, to ciekawe po kim ? :mysle: /.

Ali, :kwiatki_wyciaga:

Maryann - Wto 03 Lip, 2007 21:57

asiek napisał/a:
A z Lizzy zuch dziewczynka, ma charakter /a tak na marginesie, to ciekawe po kim ? :mysle: /.

A może po obojgu po trosze ? Na tatusiu tytuły i majątki też nie robiły wrażenia i niespecjalnie się przejmował opinią ogółu. A pani Bennet też potrafiła wyrazić dosadnie swoje zdanie, zwłaszcza jeśli ktoś jej zalazł za skórę (jak Darcy :wink: ).
A jeśli nie, to może po którymś z dziadków ? W końcu pan Gardiner miał tych samych rodziców co pani Bennet i pani Phillips...

Alison - Śro 04 Lip, 2007 09:07

Coś pospałem sobie dzisiaj... :grobek:

Rozdz. III, cz. 13
Spojrzał na nią oniemiały z zaskoczenia, nie dowierzał jej słowom, chłoszczącym go uczuciem upokorzenia, które szybko wzięło górę nad jego dotychczasowym przekonaniem o słuszności własnych racji.
- Od samego początku, mogę niemal powiedzieć, od pierwszej chwili naszej znajomości, pańskie maniery przekonały mnie o pańskiej arogancji, zarozumialstwie i samolubnej pogardzie dla uczuć innych ludzi. Wszystko to stworzyło podstawy do dezaprobaty, na których kolejne wydarzenia zbudowały tak niezachwianą niechęć, - Elizabeth podniosła głos - że nie znałam pana jeszcze miesiąca, by już wiedzieć, że jest pan ostatnim mężczyzną na świecie, który nakłoniłby mnie do małżeństwa.
"Była dla niego stracona...całkowicie, bezpowrotnie stracona!" - Darcy poruszył głową - "Dobry Boże...Elizabeth!" Ból w piersi stawał się nie do zniesienia. Musi wyjść, natychmiast. To zbyt wiele!
- Powiedziała już pani wystarczająco dużo, madam - poradził sobie - Doskonale rozumiem pani uczucia, pozostaje mi tylko wstydzić się moich własnych - skłonił się i odwrócił do drzwi. Kładąc dłoń na klamce, zatrzymał się, pochylił głowę, wtedy odwrócił się do niej i ostatni raz patrząc jej głęboko w oczy, powiedział zduszonym głosem - Proszę mi wybaczyć, że zabrałem pani czas i przyjąć moje najlepsze życzenia zdrowia i szczęścia.
Nie czekając na jakąkolwiek jej uprzejmość czy odpowiedź, Darcy nacisnął na klamkę i pospiesznie opuścił pokój. Niezbyt wolno zszedł po schodach i już wkrótce był na zewnątrz, drzwi ciężko i nieodwołalnie zamknęły się za nim.
&&&&&&&&
Łąka zrobiła się mniejsza niż plamka, kiedy Darcy odwrócił się od drzwi plebanii i skierował twarz w kierunku Rosings. W czasie kiedy dochodził do ścieżki przez zagajnik, dziwił się, że nogi niosą go naprzód bez udziału jego świadomości, że jego ciało, mimo tego co widać na zewnątrz, wciąż jest całe i pełne życia. Ale zewnętrznym pozorom, jak gorzko myślał, nie należało wierzyć. Ślepo posuwał się naprzód, ramiona przygarbiły się od przeklętego bólu w piersi, podczas gdy jego myśli krążyły jak pomieszane kręgi w bączku, dziecinnej zabawce, niezdolne chwycić się czegokolwiek innego, jak szarpiącej duszę prawdy, że Ona jest już dla niego stracona. Nie tylko stracona teraz, ale nie należąca do niego od samego początku.
"Od samego początku..." nabrała do niego niechęci, zanim Wickham go zniesławił, zanim jeszcze on sam zrobił cokolwiek by oddzielić Bingley'a od jej siostry. "Ostatnim mężczyną na świecie, który skłoniłby mnie do małżeństwa". Jej słowa powracały wciąż od nowa i od nowa, jak dzwon żałobny, który ogłaszał śmierć wszystkich jego nadziei na szczęście, jakiego tak pragnął. Czy będzie kiedykolwiek zdolny wymazać z pamięci ten odległy obraz, tę swoją śliczną Elizabeth, tak zawzięcie niewzruszoną w całkowitym odrzuceniu go?
"O mój Boże! - ból był coraz głębszy, myśli zamazywały się i bezlitośnie odzierały go z uczuć, tak mocno ściskając jego pierś, że ledwie mógł oddychać. "Elizabeth..." jęczało całe jego jestestwo.
Drobne kamyczki na przypałacowej żwirowej alejce zachrzęściły, kiedy Darcy trafił na nią przez bramę wjazdową, ale dopóki stopnie Rosings nie znalazły się przed nim, nawet nie zdawał sobie sprawy gdzie jest. Zwolnił przed wejściem, zmieszany świadomością, że powrócił tak szybko. Spoglądając na zimną rzeczywistość marmurowych stopni, prowadzących do imponującej fasady Rosings, w końcu oprzytomniał. Napłynęły samoobronne myśli, zawzięcie ostrzegając go, że musi wznieść się ponad swoją udrękę, trzymać fason, jeśli ma trafić do swoich pokoi, unikając jakiegoś incydentu. Żołądek aż mu się skurczył na samą myśl, że mogłoby być inaczej. Darcy szybko wspiął się po schodach, przeszedł prędko przez próg, tak bardzo chcąc uniknąć zatrzymania lub odkrycia jego obecności w ogólnodostępnych pokojach, że zaniedbał skinienia głową staremu oddźwiernemu. Po chwili już przechodził przez hall i już wkraczał na schody, kiedy przy pierwszym stopniu został zatrzymany.

Mag - Śro 04 Lip, 2007 09:46

Alison napisał/a:
w końcu oprzytomniał. Napłynęły samoobronne myśli, zawzięcie ostrzegając go, że musi wznieść się ponad swoją udrękę, trzymać fason, jeśli ma trafić do swoich pokoi, unikając jakiegoś incydentu. Żołądek aż mu się skurczył na samą myśl, że mogłoby być inaczej.
Duma lepsza od kręgosłupa :foch2: Na jego obronę można tylko dodać, że w końcu oprzytomnieje i zacznie nad soba pracować- na razie-bober

Dzięki Matulku. :kwiatek:

Ania1956 - Śro 04 Lip, 2007 10:28

Alison napisał/a:
"O mój Boże! - ból był coraz głębszy, myśli zamazywały się i bezlitośnie odzierały go z uczuć, tak mocno ściskając jego pierś, że ledwie mógł oddychać. "Elizabeth..." jęczało całe jego jestestwo.


Wiem że sobie na to zasłużył, ale mi go serdecznie żal :cry2:

Maryann - Śro 04 Lip, 2007 10:32

A mi nie - przynajmniej jeszcze nie w tej scenie. Ma, na co zasłużył.
izek - Śro 04 Lip, 2007 11:42

Jak to niektórzy muszą porządnie oberwać zanim coś do nich dotrze...

Ali :thanx:

Caroline - Śro 04 Lip, 2007 17:26

"Już był w ogródku, już witał się z gąską" i dostał kosza z harbuzem unurzanym w czarnej polewce, hihi. :D Łudził się chopak i dostał moralnie w ryłko. Będzie się długo otrząsał.
Pewnie teraz w życiu wątku nastąpi etap "byle do Pemberley" :) :D

Tymczasem jutrzejszy mój kawałeczek spłynie z lekkim opóźnieniem, z góry przepraszam.

Alison - Śro 04 Lip, 2007 17:45

Maryann napisał/a:
A mi nie - przynajmniej jeszcze nie w tej scenie. Ma, na co zasłużył.


Maryannku, Ty serca nie posiadywasz. Mnie aż żołądek bolał ze współczucia, jak to tłumaczyłam.... :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group